Siedziałam po turecku na zimnych, bezlitosnych, heksagonalnych płytkach w łazience naszego wynajmowanego mieszkania. Była 3 nad ranem. Miałam na sobie wyblakłe, studenckie dresy mojego męża i trzymałam w dłoni czerwony plastikowy kubek zawierający mieszankę mojego własnego moczu i sody oczyszczonej. Byłam dokładnie w dziewiątym tygodniu ciąży z Mayą. Internet – który potrafi być bardzo mrocznym miejscem dla zestresowanej kobiety na początku ciąży – przekonał mnie, że jeśli mieszanka zacznie buzować jak szkolny eksperyment z wulkanem, urodzę chłopca, a jeśli nie wydarzy się nic, będzie to dziewczynka.
Wstrzymywałam oddech, czekając na bąbelki. Nic się nie wydarzyło. Płyn po prostu tam był i wyglądał jak brudna woda po zmywaniu naczyń. A potem Mark otworzył drzwi łazienki, zmrużył oczy w ostrym świetle jarzeniówki i zapytał, co ja, u licha, wyprawiam.
Nawet nie miałam dobrej odpowiedzi. Bo kiedy desperacko próbujesz odgadnąć płeć swojego dziecka, racjonalne myślenie całkowicie wyparowuje. Po prostu chcesz wiedzieć, kto tam w środku jest. Nawet w najlepsze dni nie należę do cierpliwych osób, a dodanie fali hormonów ciążowych do mojego standardowego poziomu niepokoju sprawiło, że dosłownie straciłam zmysły. Chciałam wybrać imię, chciałam kupować malutkie skarpetki, chciałam mieć chociaż pozory kontroli nad tą ogromną, przerażającą zmianą, która działa się z moim ciałem.
W każdym razie, chodzi o to, że możesz czytać wszystkie blogi i sikać do sody oczyszczonej ile tylko dusza zapragnie, ale rzeczywistość odkrywania tego, kim będzie twoje dziecko, jest znacznie mniej magiczna i o wiele bardziej medycznie przyziemna, niż internet próbuje ci wmówić.
Spisek porannych mdłości
W ciąży z Mayą moje poranne mdłości były w zasadzie całodniowym sportem wytrzymałościowym. Żyłam na krakersach, letnim napoju imbirowym i czystym uporze. Nie mogłam nawet patrzeć na moją świętą poranną kawę, co uważałam za osobistą tragedię. Wspomniałam mojej ginekolog, że spędzam pół życia, pochylając się nad toaletą, a ona od niechcenia rzuciła, że czasami kobiety spodziewające się dziewczynek doświadczają silniejszych mdłości. Coś o tym, że żeńskie płody produkują wyższy poziom hCG, czyli hormonu ciążowego, który w zasadzie rujnuje ci życie przez pierwszy trymestr.
Podobno stoją za tym jakieś prawdziwe badania naukowe? Moja lekarka przedstawiła to tak, jakby istniały badania kliniczne wykazujące niewielki statystyczny wzrost silnych mdłości u mam dziewczynek, ale jednocześnie podkreśliła, że to absolutnie nie jest metoda diagnostyczna, bo mnóstwo mam chłopców też czuje się okropnie. Uczepiłam się więc tego maleńkiego strzępka medycznej „prawie-nauki” i wmówiłam sobie, że będę miała córkę. (I faktycznie, miałam, ale moja siostra wymiotowała przez okrągłe dziewięć miesięcy w ciąży ze swoim synem, więc kto to w ogóle wie).
Aha, a cała ta teoria, że tętno płodu powyżej 140 uderzeń na minutę oznacza dziewczynkę, a poniżej – chłopca, to wierutna bzdura.
W ciąży z Leo, moim drugim dzieckiem, byłam przekonana, że to będzie chłopiec, ponieważ mdłości były znacznie łagodniejsze, a ja miałam ochotę zjeść wszystko, co wpadło mi w ręce. Dosłownie, chyba zjadłam swoją wagę w suchych płatkach śniadaniowych. Przeczytałam też gdzieś – pewnie o 2 w nocy, ignorując śpiącego malucha – że mamy spodziewające się chłopców rzekomo jedzą o jakieś 10% kalorii więcej, ponieważ męski płód wydziela testosteron lub coś innego, co podkręca apetyt. Nie mam pojęcia, czy poprawnie zinterpretowałam te badania medyczne, ale usprawiedliwiało to moją decyzję o zjedzeniu drugiej kolacji, więc przyjęłam to jako absolutny fakt.
Co tak naprawdę powiedziała moja krew (chyba)
Jedynym pewnym sposobem, w jaki uzyskałam odpowiedzi przed półmetkiem ciąży, był test NIPT (nieinwazyjne badanie prenatalne). Jeśli jeszcze go nie robiłaś, to badanie krwi, które można wykonać w okolicach 10. lub 12. tygodnia. Dosłownie pobierają ci fiolkę krwi z ręki i jakimś sposobem – zakładam, że to czysta magia – odnajdują DNA dziecka krążące w twoim krwiobiegu.

Moja lekarka próbowała mi to wytłumaczyć. Narysowała mały schemat z chromosomami i frakcjami płodowymi, a ja po prostu potakiwałam, gapiąc się na słoik ze szpatułkami, bo mój mózg przypominał całkowitą papkę. Zasadniczo szukają chromosomu Y. Jeśli go znajdą, będziesz miała chłopca. Jeśli nie, urodzisz dziewczynkę. A przynajmniej tak to zrozumiałam przez mgłę wyczerpania.
Czekanie na te wyniki było absolutną torturą. Mark powtarzał, że powinniśmy po prostu zrobić z tego niespodziankę, poczekać na USG połówkowe w 20. tygodniu, wrzucić na luz. WRZUCIĆ NA LUZ? Nie potrafiłam wrzucić na luz. Za każdym razem, gdy mój telefon wibrował informując o nowym e-mailu, moje tętno gwałtownie skakało. Kiedy w końcu przyszło powiadomienie z portalu pacjenta, kazałam Markowi je otworzyć, bo nagle za bardzo bałam się spojrzeć.
Przetrwanie w neutralnej strefie dziecięcego pokoju
Zanim otrzymaliśmy wyniki badań krwi któregokolwiek z naszych dzieci, czułam przytłaczającą, szaleńczą potrzebę wicia gniazda. To jak biologiczny imperatyw, by kupować rzeczy. Ponieważ jednak nie znaliśmy płci, utknęłam w dziwnej neutralnej strefie, w czasie gdy wszystko w sklepach z artykułami dla dzieci było agresywnie różowe z falbankami lub w wywrotki i agresywnie niebieskie.
Chciałam po prostu rzeczy, które wyglądały naturalnie, a nie jak eksplozja na imprezie ujawniającej płeć dziecka.
Jeśli jesteś w tym niezwykle męczącym okresie oczekiwania, w którym nie znasz jeszcze płci, lub jeśli należysz do tych niezwykle silnych osób z „Team Green”, które czekają aż do porodu (chylę czoła, jesteście absolutnymi fenomenami), możesz po prostu zanurzyć się w neutralnych, ziemistych klimatach. Sprawdź te organiczne wyprawkowe niezbędniki, jeśli chcesz wpaść do bardzo estetycznej króliczej nory, która nie będzie wymagała od ciebie żadnej wiedzy na temat chromosomów.
Właściwie, pozwólcie, że opowiem o jednej rzeczy, którą kupiłam podczas tego męczącego okresu oczekiwania z Mayą i której WCIĄŻ używam. To Bambusowy Kocyk Dziecięcy w Kolorowe Liście. Byłam mniej więcej w 11. tygodniu ciąży, odchodziłam od zmysłów z nerwów i kupiłam ten kocyk pod wpływem impulsu o północy. Po prostu pokochałam te akwarelowe liście. Nie krzyczał CHŁOPIEC ani DZIEWCZYNKA, krzyczał tylko: „Jestem spokojną, zrównoważoną matką, która ma poukładane życie”, co było całkowitym kłamstwem, ale sam kocyk jest niesamowity.
Wykonano go z mieszanki bambusa i organicznej bawełny, która jest absurdalnie miękka. Miękka jak masełko. Nie wiem, jaki rodzaj magii posiada bambus, ale reguluje temperaturę lepiej niż cokolwiek innego, co posiadamy. Maya jako noworodek bardzo szybko się przegrzewała – budziła się spocona i marudna – ale ten kocyk jakimś sposobem zapewniał jej idealne ciepło, nie zmieniając jej przy tym w mały piecyk. Mając sześć miesięcy, dosłownie zwymiotowała na niego fontanną z tyłu mojej Hondy CR-V, i myślałam, że zrujnowała go na zawsze, ale wrzuciłam go do pralki i wyjęłam jeszcze bardziej miękki. Kupiliśmy ten duży w rozmiarze 120x120 cm i od tamtej pory jest w zasadzie stałym elementem podłogi w naszym salonie.
Policja od brzuszków
Kiedy brzuszek stanie się naprawdę widoczny, przygotuj się na to, że każda przypadkowa osoba w sklepie spożywczym stanie się ekspertem od płci twojego dziecka, wyłącznie na podstawie kształtu twojego brzucha.

Z Leo miałam brzuszek bardzo nisko. Do tego stopnia, że w 30. tygodniu ciąży opierał się w zasadzie na moich rzepkach. Starsze panie w alejce z warzywami porozumiewawczo kiwały do mnie głowami i mówiły: „O, nosisz nisko i spiczasto! Zdecydowanie chłopiec!”. Co prawda, tak, to był chłopiec, ale jestem prawie pewna, że nosiłam nisko, ponieważ moje mięśnie brzucha zostały już całkowicie zrujnowane przez pierwszą ciążę i za drugim razem po prostu wyzionęły ducha.
Moja lekarka dosłownie roześmiała się, kiedy zapytałam ją o kształt brzucha. Powiedziała, że ma to związek wyłącznie z długością tułowia, napięciem mięśni i pozycją, w jakiej dziecko postanowi się ułożyć, a absolutnie nic z tym, jakie genitalia mu się rozwijają. Więc błagam, przestańcie stresować się chińskim kalendarzem płci, żłopać dziwne herbaty tylko po to, by wróżyć z fusów i zadręczać się kształtem swojego brzucha. Po prostu kupcie kilka zielonych pajacyków i spróbujcie przetrwać zgagę w trzecim trymestrze, serio.
Czasami prezenty po prostu same wpadają w ręce
Nawet jeśli starasz się zachować neutralność, ludzie i tak będą kupować ci rzeczy. Kiedy byłam w ciąży z Leo, moi teściowie kupili nam Drewniany Stojak Edukacyjny Dziki Zachód, zanim w ogóle ogłosiliśmy płeć. Zwisa z niego taki mały drewniany bawół i szydełkowy koń.
Będę z wami całkowicie szczera – kiedy po raz pierwszy wyciągnęłam go z pudełka, byłam lekko zirytowana. Wydawał się nieco toporny, a cały motyw „dzikiego zachodu” nieszczególnie pasował do minimalistycznego, nowoczesnego klimatu, który desperacko (i bezskutecznie) starałam się utrzymać w naszym ciasnym salonie. Wolę rzeczy, które wtapiają się w tło. ALE. O rany, Leo miał na punkcie tego ustrojstwa obsesję. Jest tam mieszanka tekstur drewna i szydełkowej włóczki. Gdy miał około czterech miesięcy, potrafił tak po prostu leżeć, wpatrywać się w srebrną gwiazdkę i próbować wsadzić sobie do buzi drewnianego bawoła. Okazało się to rzeczą o naprawdę solidnej jakości i całkowicie neutralną płciowo, nawet jeśli oznaczało to, że musiałam ciągle potykać się o miniaturową osadę z Dzikiego Zachodu we własnym salonie.
Jeśli szukasz uniwersalnej rekomendacji na prezent dla kogoś, kto jeszcze nie zna płci, odpuść sobie dziki zachód i wybierz Kocyk z Organicznej Bawełny w Wiewiórki. Ten dostaliśmy trochę później, a małe beżowo-białe wiewiórki są do głupoty urocze. Ma ten cały certyfikat GOTS, co w zasadzie oznacza, że to superczysta organiczna bawełna, więc kiedy twoje dziecko nieuniknienie zacznie ssać jego rogi (dlaczego one zawsze ssą rogi?), nie musisz panikować na myśl o dziwnej chemii rolniczej. To po prostu solidny, bezpieczny i uroczy wybór, który sprawdzi się w przypadku dosłownie każdego malucha.
Szczerze mówiąc, soda oczyszczona nic nie wiedziała. Starsze panie w alejce z warzywami po prostu zgadywały. A mdłości to było po prostu... cóż, to było po prostu piekło, szczerze mówiąc. Poznanie płci moich dzieci było ogromną ulgą, ponieważ w końcu mogłam zacząć używać odpowiednich zaimków, ale w momencie, gdy położono Mayę na mojej piersi, a później Leo, ich płeć była najmniej interesującą rzeczą na ich temat. Byli po prostu tymi krzyczącymi, ciepłymi, idealnymi małymi nieznajomymi, których wreszcie mogłam poznać.
Jeśli jesteś w samym środku tego wszystkiego właśnie teraz, próbując rozszyfrować każde kłucie i każdą zachciankę, bądź dla siebie wyrozumiała. Tak trudno jest czekać. Ale bez względu na to, czy powitasz chłopca, dziewczynkę, czy zachowasz to jako całkowitą niespodziankę aż do dnia porodu, będziesz potrzebować kilku niesamowicie miękkich rzeczy, żeby je w nie owinąć, kiedy w końcu się pojawią. Odkryj naszą kolekcję zrównoważonych, neutralnych płciowo kocyków dla niemowląt tutaj, zanim twój instynkt wicia gniazda każe ci kupić coś w fluorescencyjnych kolorach.
Moje szczere, choć chaotyczne odpowiedzi na Wasze najczęstsze pytania
Czy test płci z użyciem sody oczyszczonej naprawdę działa?
Nie. Absolutnie nie. To znaczy, masz 50% szans, więc połowa ludzi w internecie będzie przysięgać, że u nich to zadziałało, ale z naukowego punktu widzenia? Ty tylko mieszasz siki z zasadowym proszkiem. Buzowanie ma związek z kwasowością twojego moczu, która zmienia się w zależności od tego, co zjadłaś, ile wody wypiłaś lub czy masz infekcję dróg moczowych, a nie od tego, czy twoje dziecko ma chromosom Y. Zostaw sodę oczyszczoną do lodówki, poważnie.
Czy to prawda, że dziewczynki odbierają ci urodę w ciąży?
Boże, jak ja nienawidzę tego stwierdzenia. Ludzie mówili mi to, kiedy byłam w ciąży z Mayą, ponieważ miałam koszmarny trądzik hormonalny wzdłuż linii żuchwy. To nie dziecko „odbierające ci urodę”, to po prostu twoje ciało reagujące na potężny wyrzut hormonów, takich jak estrogen i progesteron, które mogą wzmagać produkcję sebum. Niektóre kobiety wręcz promienieją, u innych pojawiają się wypryski. To całkowicie losowe zjawisko i nie jest wskaźnikiem płci twojego dziecka.
Czy lekarz wykonujący USG może określić płeć podczas badania w 12. tygodniu?
Czasami próbują zgadywać na podstawie „teorii guzka” (patrząc na kąt nachylenia guzka płciowego), ale w moim przypadku lekarz stanowczo odmówił nawet próby strzelania tak wcześnie. To wciąż nie jest wystarczająco dokładne. W 12. tygodniu narządy wyglądają praktycznie identycznie. Jeśli chcesz mieć prawdziwą medyczną pewność przed 18.–20. tygodniem, musisz zrobić badanie krwi NIPT.
Czy zachcianki na słodkie przy dziewczynkach, a na słone przy chłopcach to prawda?
W ciąży z córką miałam ochotę tylko na kwaśne żelki w kształcie dżdżownic i pikantne ogórki konserwowe, a z synem – na suche płatki śniadaniowe. Zachcianki to po prostu dziwny sposób twojego organizmu na radzenie sobie z gwałtownymi zmianami żywieniowymi, wyczerpaniem i hormonami. Jeśli masz ochotę na pączka, zjedz pączka, ale nie maluj przez to pokoju dziecięcego na różowo.
Jak wcześnie test krwi NIPT pozwala poznać płeć?
Moja lekarka zaleciła mi zrobienie go w okolicach 10. tygodnia. Potrzebują wystarczającej ilości DNA płodu przenikającego do twojego krwiobiegu, aby uzyskać dokładny odczyt. Oczekiwanie na wyniki zajmuje tydzień lub dwa, co wydaje się wiecznością, ale to o wiele dokładniejsza metoda niż analizowanie porannych mdłości czy pozwolenie teściowej na machanie obrączką na nitce nad twoim brzuchem.





Udostępnij:
Jak przetrwać pierwsze Święta z maluszkiem (i nie zwariować)
Jak przetrwać absolutny chaos pierwszego wyjścia z niemowlakiem