Byłam na czworakach pod stołem w jadalni o szóstej rano, próbując wyciągnąć mokrą, papkowatą kulkę z metalicznego, zielonego papieru do pakowania z gardła mojego najstarszego syna, podczas gdy on krzyczał wniebogłosy. Miał sześć miesięcy. Mój salon wyglądał, jakby samoistnie wybuchła w nim fabryka plastiku, teściowa już dopytywała, dlaczego nie ma na sobie tego gryzącego, welurowego stroju elfa, który mu kupiła, a ja nie wzięłam jeszcze nawet łyka kawy. Tak wyglądało pierwsze zderzenie mojego najstarszego dziecka ze świętami i szczerze mówiąc, to cud, że oboje to przetrwaliśmy.
Będę z tobą szczera: nakładamy na siebie zbyt dużą presję związaną z tym jednym dniem. Dajemy się wciągnąć w instagramową fantazję o pasujących do siebie piżamach w kratę i idealnie dobranych stosach prezentów, całkowicie zapominając, że niemowlę nie odróżnia 24 grudnia od przypadkowego wtorku w marcu. Twoje dziecko w ogóle nie dba o święta. Naprawdę. A kiedy to zaakceptujesz, cały ten okołoświąteczny czas staje się o wiele łatwiejszy do zniesienia.
Wielka inwazja plastiku w moim salonie
Pozwól, że trochę sobie ponarzekam, bo to temat, o który będę walczyć jak lwica. Każdy krewny o dobrych intencjach uważa, że twoje sześciomiesięczne dziecko potrzebuje gigantycznego, zasilanego bateriami kawałka plastiku, który miga na niebiesko i śpiewa jakąś fałszującą wersję "Jingle Bells". Niech ich Bóg błogosławi, chcą dobrze, ale wprowadzanie takiego chaosu do domu z niemowlakiem to praktycznie zbrodnia wojenna.
Nasz pediatra, doktor Miller, powiedział mi kiedyś, że niemowlęta przebodźcowują się znacznie szybciej, niż nam się wydaje, ponieważ ich małe układy nerwowe są w zasadzie nadal w fazie budowy i nie potrafią odfiltrować hałasu. Jestem pewna, że wyjaśnił też całą chemię mózgu, która za tym stoi, ale jedyne, co usłyszałam, to to, że głośne, migające zabawki robią zwarcie w ich mózgach i prowadzą do tych potężnych, nie do opanowania napadów płaczu dokładnie w momencie, gdy próbujesz wyciągnąć pieczeń z piekarnika. A mimo to ludzie wciąż je kupują.
Jeśli to ty organizujesz święta dla rodziny, na pewno skończysz z górą tych rzeczy. Nauczyłam się na własnych błędach, żeby po prostu uśmiechnąć się, powiedzieć "dziękuję" i po cichu ukryć baterie w szufladzie z przydasiami aż do stycznia. Moja babcia zawsze powtarzała, że dziecko jest tak samo szczęśliwe z drewnianą łyżką i pustym kartonem po butach, i choć zazwyczaj przewracałam oczami na te jej staroświeckie rady, w tym przypadku miała całkowitą rację. Całe nasze pierwsze święta spędziliśmy na wyrywaniu taniego, plastikowego śmiecia z rąk Jacksona, podczas gdy on płakał, a wszystko, czego tak naprawdę chciał, to gryźć puste pudełko z Amazona, w którym przyszły prezenty.
Co w takim razie pakujemy w prezencie?
Kiedy na świecie pojawiło się moje drugie i trzecie dziecko, skończyłam z marnowaniem mojego ograniczonego budżetu na zabawki, z których wyrosną w miesiąc. Nie mam wolnych dwustu złotych, żeby wydać je na zmechanizowanego renifera, który i tak tylko straszy psa. Zmieniliśmy więc całą naszą strategię i zaczęliśmy po prostu pakować rzeczy, które i tak musieliśmy kupić.
Teraz dosłownie pakuję paczki pieluch. Pakuję chusteczki nawilżane. Pakuję podstawowe ubranka. Czasami, jeśli mam ochotę na odrobinę szaleństwa, dorzucę body bez rękawów z bawełny organicznej. Słuchajcie, to body jest naprawdę świetne — jest miękkie, dobrze się pierze i radzi sobie z pieluszkowymi awariami, a to wszystko, czego można wymagać od ubranek dla niemowląt, ale bądźmy szczere: to wciąż tylko body. Dziecka nie obchodzi, co ma na sobie, po prostu podoba mu się dźwięk drącego się papieru. Po prostu weźcie praktyczne rzeczy, których i tak potrzebujecie i dajcie maluchom zaszaleć z papierem, bo to jest dla nich główna atrakcja.
Teraz, jeśli już mam kupić prawdziwy prezent dla moich dzieci, musi to być coś, na co widok nie dostanę migreny. Moją absolutnie ulubioną rzeczą, jaką kupiliśmy dla najmłodszego, był ten drewniany stojak edukacyjny z wiszącymi kółkami w kształcie rybek. To był totalny strzał w dziesiątkę. Mogłam położyć go na dywanie, podczas gdy ja desperacko próbowałam spakować prezenty na ostatnią chwilę, a on po prostu radośnie uderzał rączkami w te drewniane kółka przez bite dwadzieścia minut, bez żadnego elektronicznego hałasu, który doprowadzałby mnie do szału. To nie śpiewa, nie miga i nie wygląda, jakby w rogu mojego salonu eksplodował cyrk. To jest mój rodzaj dziecięcego sprzętu.
Tradycja, która nie zajmuje miejsca na podłodze
Ponieważ mam agresywną alergię na zagracanie przestrzeni, musiałam wymyślić sposób, aby święta były wyjątkowe, bez gromadzenia kolejnych śmieci, które musielibyśmy oddać przed Wielkanocą. Wtedy właśnie zaczęliśmy skupiać się na pamiątkach zamiast na zabawkach.

Obecnie panuje ogromny trend na kupowanie spersonalizowanych ozdób choinkowych z danym rokiem (np. 2024) dla maluszka i szczerze mówiąc, to jeden z niewielu trendów, które faktycznie popieram. Uznaliśmy, że kupienie niemowlakowi jego pierwszej w życiu bombki miało o wiele większe znaczenie niż kupienie mu zabawki, której i tak by nie pamiętał. Pomysł polega na tym, że każdego roku kupujesz jedną wyjątkową, spersonalizowaną pamiątkę świąteczną dla dziecka. Wypisujesz na niej jego imię i rok, a kiedy w końcu wyprowadzi się z domu (da Bóg!), wręczasz mu pudełko z ponad dwudziestoma ozdobami na jego własną choinkę. Nie zajmuje to w ogóle miejsca na podłodze w moim domu, a jest czymś, co naprawdę będzie miało dla nich znaczenie, gdy skończą trzydzieści lat. To ogromna wygrana zarówno dla mojego zdrowia psychicznego, jak i dla budżetu.
Z kolei pasujące do siebie świąteczne piżamy to scam wymyślony po to, żebyś pociła się, wciskając wierzgające niemowlę w polary, więc teraz całkowicie z nich rezygnujemy.
Dlaczego choinka to w zasadzie wielkie zielone niebezpieczeństwo
Nikt cię nie ostrzega, że gdy tylko twoje dziecko zacznie raczkować lub się kulać, świąteczna choinka staje się absolutnym koszmarem. Mój najstarszy syn czołgał się do choinki i próbował zjeść opadłe igły, jakby był jakimś leśnym stworzeniem.
Kiedy w całkowitej panice zadzwoniłam do pediatry, bo byłam przekonana, że przebił sobie żołądek igłą z jodły, doktor Miller tylko westchnął i powiedział, że to go raczej nie zabije, ale żebym po prostu regularnie odkurzała. Przypomniał mi również o niebezpieczeństwie zadławienia, co jest prawdziwym paliwem dla świątecznych koszmarów. Podobno oficjalna zasada mówi, że jeśli zabawka lub jej luźny element mieści się w rolce po papierze toaletowym, może zablokować drogi oddechowe. Nie rozumiem w pełni anatomii tego wszystkiego, ale z powodu ich maleńkich tchawic spędziłam cały grudzień na agresywnym przepychaniu prezentów od teściowej przez pustą rolkę po papierze, tylko po to, by udowodnić swoją rację.
Jeśli coś mieści się w rolce, ląduje na wysokiej półce, dopóki dzieci nie pójdą do przedszkola. Koniec historii.
Zęby nie dbają o to, że są święta
Oto kolejny zabawny fakt na temat świąt z dzieckiem: nieuchronnie zdecyduje się na ząbkowanie tego najgorszego zęba w samym środku rodzinnego obiadu. Tak też było u nas – siedzieliśmy przy eleganckim stole mojej cioci, z wyciągniętą od święta porcelaną, a moje średnie dziecko krzyczało tak głośno, że pies uciekł i schował się pod kanapą.

Jego dziąsła były jaskrawoczerwone i opuchnięte, a ja oczywiście zapomniałam spakować paracetamol dla niemowląt. Skończyło się na tym, że przekopałam moją bezdenną torbę z pieluchami i znalazłam nasz silikonowy gryzak w kształcie pandy, zanurzyłam go na kilka minut w szklance z wodą z lodem mojego wujka, żeby go schłodzić, i podałam małemu. Mówię wam, ta mała, żująca bambus panda uratowała naszą świąteczną kolację. Wypustki na jej odwrocie najwyraźniej trafiały dokładnie w to miejsce, o które tak marudził, i to uspokoiło go na tyle długo, bym mogła w spokoju zjeść kawałek ciasta, bez płaczu na moim ramieniu. Nie możesz kontrolować tego, kiedy zęby zdecydują się zrujnować ci życie, ale z pewnością możesz przyjść przygotowana.
Jak przetrwać maraton z krewnymi
Najtrudniejszą częścią świąt wcale nie jest dziecko; to inni dorośli. Każdy chce ponosić malucha, każdy chce go obudzić, żeby zrobić mu zdjęcie pod choinką, i każdy ma teorię na temat tego, dlaczego dziecko płacze.
Musisz wcielić się w rolę tego złego policjanta i pogodzić się z tym. Jeśli maluch śpi, niech śpi. Nie pozwól ciotce szturchać go i budzić tylko po to, by mogła zrobić rozmazane zdjęcie na swojego Facebooka. Jeśli z powodu przekazywania z rąk do rąk jak gorącego kartofla jest przestymulowane, zabierz je do ciemnego, cichego pokoju i posiedźcie tam przez dwadzieścia minut. Rutyna i spokój twojego dziecka są ważniejsze niż urażone uczucia kogoś, kto akurat nie mógł go poprzytulać.
Po prostu obniż swoje oczekiwania do absolutnego minimum, spakuj trochę pieluch, chwyć za cichą, drewnianą zabawkę i pamiętaj, że w przyszłym roku twoje dziecko będzie przynajmniej wystarczająco duże, by zjeść kruche ciasteczko.
Pytania, które wciąż słyszę od wyczerpanych mam
Ile prezentów tak naprawdę musimy im kupić?
Będąc precyzyjną – dosłownie zero. One nie mają pojęcia, co się dzieje. Ale jeśli czujesz się dziwnie, nie kładąc pod choinką nic dla malucha, trzymaj się trzech rzeczy: czegoś, czego potrzebuje (jak pieluchy czy chusteczki), czegoś do poczytania i jednej cichej zabawki. Nie wpadaj w długi na karcie kredytowej z powodu niemowlaka, który i tak wolałby pobawić się twoimi kluczykami do samochodu.
Co jeśli dziecko całkowicie prześpi moment otwierania prezentów?
Wtedy nalewasz sobie gorącą kawę, siadasz na kanapie i cieszysz się absolutną ciszą. Nie budź śpiącego dziecka ze względu na świąteczne tradycje. Papier do pakowania wciąż tam będzie, kiedy obudzi się z drzemki, a ja obiecuję ci, że nie poczuje się pominięte.
Jak grzecznie powiedzieć członkom rodziny, żeby przestali kupować głośne, plastikowe zabawki?
Nawet już nie próbuję być grzeczna, po prostu zrzucam winę na pediatrę. Mówię wszystkim, że nasz lekarz powiedział, że głośne elektroniczne zabawki są szkodliwe dla rozwijającego się układu nerwowego dziecka i nie wolno nam ich mieć w domu. Ludzie będą z tobą dyskutować, ale rzadko kłócą się z zaleconą medyczną wytyczną od lekarza, którego nigdy nie spotkali.
Czy igły z prawdziwej choinki są toksyczne po połknięciu?
Z moich gorączkowych nocnych poszukiwań i spanikowanych telefonów do przychodni wynika, że same igły nie są super toksyczne, ale są ostre i na pewno mogą podrażnić gardło lub żołądek, nie wspominając o ryzyku zadławienia. Po prostu postaw wokół choinki solidną bramkę ochronną, jeśli masz w domu raczkującego malucha. Wygląda to brzydko, ale to o wiele lepsze niż wizyta na pogotowiu w świąteczny weekend.
Jak najlepiej radzić sobie z harmonogramem drzemek podczas świątecznych imprez?
Strzeżesz tego harmonogramu drzemek jak własnego życia. Jeśli jesteś w czyimś domu, zabierz ze sobą łóżeczko turystyczne oraz urządzenie z białym szumem i ulokuj dziecko w najcichszym pokoju, jaki znajdziesz. Jeśli wiesz, że nie zaśnie nigdzie poza własnym łóżeczkiem, po prostu wychodzisz z imprezy wcześniej. Przemęczone dziecko na głośnym rodzinnym spotkaniu to przepis na wielki kryzys, a to ty, a nie twoi krewni, będziesz musiała radzić sobie z konsekwencjami.





Udostępnij:
Dlaczego obsada „Brzdąca w opałach” potęguje mój ojcowski niepokój
Prawda o przewidywaniu płci dziecka (i teście z sodą)