Był wtorek, 16:12, a ja stałam na krześle w jadalni, agresywnie zdrapując pomarańczową papkę ze słodkich ziemniaków z sufitu za pomocą szpatułki. Miałam na sobie mój ulubiony kremowy sweter z domieszką kaszmiru — bo najwyraźniej brak snu sprawia, że zapominasz, jak działają kolory — a mój sześciomiesięczny syn Leo był przypięty do krzesełka pode mną, wyglądając jak mały, zdezorientowany dyktator.
Spędziłam całe popołudnie, porównując pomysły na przecierki dla niemowląt na Pintereście, przekonana, że przygotuję ten niezwykle wyrafinowany, organiczny, trzydaniowy posiłek na jego pierwsze spotkanie ze stałym pokarmem. Wydaje mi się, że była w tym mięta. I trochę purée z groszku. W każdym razie, sęk w tym, że w moim stanie wyczerpania zapomniałam zablokować pokrywkę blendera, zanim włączyłam najwyższe obroty. Eksplozja zabrzmiała jak głuche tąpnięcie, po którym nastąpiło mokre, mlaszczące klaśnięcie tysiąca zblendowanych koszmarów uderzających o kafelki.
Mój mąż Dave wszedł do kuchni trzymając letnią latte, spojrzał na mnie całą w batatach, potem na psa gorączkowo wylizującego dolne szafki, i po prostu powoli wycofał się z pomieszczenia. Super.
Rozszerzanie diety jest szczerze mówiąc przerażające. Przechodzisz z tego bardzo kontrolowanego środowiska mleka matki lub modyfikowanego, gdzie wiesz dokładnie, co dostają, do nagłej odpowiedzialności za upewnienie się, że nie zakrztuszą się marchewką ani nie nabawią się dożywotniej awersji do brokułów. To ogromna presja, a jeśli jesteś choć trochę podobna do mnie, od razu wszystko zbytnio komplikujesz.
Kiedy u licha tak naprawdę zaczynamy ich karmić
Byłam totalnie zagubiona, kiedy właściwie zacząć ten cały proces jedzenia, bo moja mama powtarzała, że dawała mi kleik ryżowy w butelce, gdy miałam dwa tygodnie (co brzmi przerażająco!), a Instagram kazał mi czekać dokładnie do 180 dni po urodzeniu, w samo południe. Zapytałam więc mojego pediatrę, doktor Weiss, na wizycie kontrolnej, gdy Leo skończył pół roku.
Radośnie wyrecytowałam tę rymowankę, którą widzisz na każdym blogu dla mam — wiecie, "jedzenie przed rokiem to tylko zabawa!" — a ona spojrzała na mnie znad okularów i wydała z siebie to głębokie, zmęczone westchnienie pediatry. Powiedziała mi, że to w rzeczywistości bardzo niebezpieczny mit.
Okazuje się, że dzieci magazynują mnóstwo żelaza w łonie matki podczas tego całego inkubowania, ale te naturalne rezerwy żelaza zaczynają się drastycznie wyczerpywać w okolicach szóstego miesiąca. Więc jedzenie to nie tylko zabawa, jest to po prostu całkowicie konieczne, ponieważ samo mleko matki nie ma wystarczająco dużo żelaza, by zaspokoić potrzeby starszych niemowląt. No i tyle z mojego genialnego planu wyłącznego karmienia piersią do czasu jego wyjazdu na studia, żeby uniknąć dodatkowego zmywania.
Doktor Weiss kazała mi zwrócić uwagę na kilka konkretnych rzeczy, zanim wyciągnę blender, ponieważ każde dziecko rozwija się w swoim własnym, dziwnym tempie:
- Samodzielne trzymanie tej wielkiej, chwiejnej głowy, bez wyglądania jak figurka z kiwającą się główką podczas trzęsienia ziemi.
- Umiejętność siedzenia w krzesełku z minimalnym wsparciem, zamiast zwisania jak worek mąki.
- Zanik odruchu wypychania języka, czyli tego, przez co automatycznie wypluwają wszystko z buzi jak mała lama.
- Wykazywanie niemal agresywnego zainteresowania moim jedzeniem, na przykład wtedy, gdy dosłownie próbował przechwycić mój widelec, kiedy jadłam burrito.
Wielkie czekanie na alergeny, przez które postarzałam się o dziesięć lat
Kiedy już ustaliliśmy, że Leo jest gotowy, doktor Weiss zrzuciła na mnie bombę alergiczną. Kiedyś mówili rodzicom, żeby unikać podawania dzieciom rzeczy takich jak orzeszki ziemne i jajka, dopóki nie będą starsze, ale najwyraźniej te wytyczne całkowicie się odwróciły kilka lat temu. Teraz chcą, żebyś wciskała im masło orzechowe najwcześniej jak to możliwe, aby naprawdę zapobiec powstawaniu alergii. Wydaje się to tak bardzo sprzeczne z intuicją i po po prostu błędne.

Kazała mi przestrzegać zasady od trzech do pięciu dni, co po prostu oznacza, że dajesz im jedno nowe jedzenie, a potem nie wprowadzasz niczego nowego przez trzy do pięciu dni. W ten sposób, jeśli wysypie ich pokrzywką albo zaliczą gigantyczną wpadkę pieluszkową, wiesz dokładnie, co to spowodowało, zamiast bawić się w detektywa z potrawką z mieszanych warzyw.
Wzięłam to sobie do serca tak bardzo, że kiedy przyszła pora na wprowadzenie orzeszków ziemnych, kazałam Dave'owi zawieźć nas na izbę przyjęć. Dosłownie zaparkowaliśmy na szpitalnym parkingu w naszej Hondzie CR-V, i podałam Leo malutką łyżeczkę rozcieńczonego masła orzechowego, wpatrując się w rozsuwane drzwi szpitala, tak na wszelki wypadek. On po prostu mlasknął i zasnął, a ja siedziałam tam, pocąc się i czując, jak serce wyskakuje mi z piersi. Dave zapytał, czy moglibyśmy pojechać po frytki do drive-thru, skoro już i tak wyszliśmy z domu.
Narzędzia, które przetrwają fazę papki
Naprawdę nie potrzebujesz oddzielnej kuchni, żeby nakarmić dziecko, ale jest kilka rzeczy, które szczerze uczyniły moje życie znacznie mniej nieszczęśliwym podczas fazy wielkiej papki.
Po pierwsze, potrzebujesz dobrych łyżeczek. Moim absolutnym świętym Graalem jest Zestaw silikonowej łyżeczki i widelca dla niemowląt. Kiedy zaczęłam karmić Leo, używałam twardych plastikowych łyżeczek, które ktoś dał nam na baby shower, i za każdym razem, gdy agresywnie je gryzł — co robi non-stop, bo niemowlęta żują dosłownie wszystko — płakał, bo to raniło jego dziąsła. Te silikonowe są absurdalnie miękkie, więc kiedy wściekle zaciska zęby na łyżeczce w połowie kęsa, to działa jak rodzaj masażu dla dziąseł. Poza tym idealnie zeskrobują z miseczki absolutnie każdą resztkę drogiego awokado, co zaspokaja moją głęboko oszczędną duszę.
Z drugiej strony, kupiliśmy też Silikonowy talerzyk dla niemowląt z przyssawką i słuchajcie, jest w porządku. Dave ma na jego punkcie obsesję, bo przyssawka jest obiektywnie bardzo mocna, a buźka misia jest urocza. Ale jeśli mam być brutalnie szczera, moja córka Maya to absolutny kryminalny geniusz i rozgryzła, jak złamać uszczelkę przyssawki, wsuwając swój malutki kciuk tuż pod lewe ucho misia, kiedy miała, bo ja wiem, czternaście miesięcy. Więc tak, zatrzyma przypadkowe machnięcie ręką niemowlaka, ale nie pokona zdeterminowanego malucha, który chce popatrzeć, jak spaghetti ląduje na podłodze. Jest dobry, ale nie czyni cudów.
Poza tym, cokolwiek robisz, nie karm dziecka w ubraniach, na których ci poważnie zależy. Ta eksplozja słodkich ziemniaków zrujnowała mój kaszmir na zawsze, a pomarańczowe warzywa plamią materiał szybciej, niż zdążysz mrugnąć. Ja zaczęłam karmić Leo wyłącznie w tych Body z bawełny organicznej bez rękawów, ponieważ ten materiał ma w sobie magiczną dozę elastyczności. Kiedy są całkowicie oblepione dynią, możesz rozciągnąć otwór na szyję prosto w dół, przez ramiona i ściągnąć to całe brudne ustrojstwo w dół, zamiast przeciągać zblendowaną marchewkę przez ich włosy i twarz. Plus, organiczna bawełna naprawdę potrafi przetrwać moje agresywne cykle prania w gorącej wodzie.
Jeśli ty też desperacko próbujesz uchronić garderobę swojego dziecka przed trwałym ufarbowaniem na różne odcienie beżu i pomarańczu, szczerze polecam przejrzeć kolekcję ubranek bazowych Kianao i zaopatrzyć się w rzeczy, które zniosą absolutnie wszystko.
Moje całkowicie nienaukowe etapy papkowania
Myślałam, że potrzebuję doktoratu z dietetyki, żeby rozpracować te tekstury, ale tak naprawdę wszystko sprowadza się do rozcieńczania rzeczy wodą, dopóki nie staną się w zasadzie zupą, a potem powolnego sprawiania, by przypominały zupę coraz mniej.

Etap pierwszy to dosłownie jedno warzywo lub owoc, rozgniecione na pył i rozcieńczone dużą ilością mleka matki lub modyfikowanego, aż osiągnie konsystencję wodnistego jogurtu. Na tym etapie tak naprawdę nie jedzą; po prostu ćwiczą połykanie i robienie zniesmaczonych min pod twoim adresem.
Potem przechodzisz do nieco gęstszych rzeczy. I tu dochodzimy do mojej absolutnie największej bolączki, czyli gotowania warzyw we wrzątku.
Pewnego popołudnia moja mama krążyła po mojej kuchni, mówiąc mi, żebym po prostu ugotowała marchewki w wodzie, tak jak robiła to w 1988 roku. Kocham moją mamę, ale absolutnie nie.
Zrobiłam na ten temat nocny reaserch w internecie i okazało się, że gotowanie warzyw we wrzątku to najgorsza rzecz, jaką można zrobić. Wszystkie witaminy rozpuszczalne w wodzie — czyli chyba te, które rozpuszczają się w płynach, nie wiem, miałam naciągane tróje z chemii w liceum — po prostu uciekają prosto do gotującej się wody.
Więc chyba że planujesz, by twoje dziecko wypiło wielki kubek gorącej, pomarańczowej wody z marchewki, dosłownie wylewasz wszystkie faktyczne składniki odżywcze do zlewu i karmisz je bladą, smutną, pozbawioną witamin papką. Gotuj je na parze. Na litość boską, po prostu gotuj warzywa na parze.
Absolutnie nie musisz kupować specjalistycznego, miniaturowego urządzenia do robienia jedzenia dla dzieci za setki złotych, ponieważ zwykły blender lub nawet zwykły tłuczek do ziemniaków działa idealnie i nie zajmuje połowy twojej i tak ograniczonej przestrzeni na blacie.
Aha, niemowlęta potrzebują tony kalorii dla swoich szybko rosnących mózgów, więc doktor Weiss powiedziała mi, żebym przestała bać się tłuszczu. Zaczęłam dodawać odrobinę pełnotłustego mleka kokosowego lub małą kroplę oliwy z oliwek do jego batatów, i zaczął to poważnie jeść, a nie tylko malować tym swoje krzesełko.
Zamrażanie, rozmrażanie i inne mikrobiologiczne koszmary
Nikt nie ma czasu, by codziennie przygotowywać świeże przepisy na papki dla niemowląt. Można by od tego stracić zmysły. Spędziłam jedno niedzielne popołudnie, przygotowując ogromną partię groszku, batatów i jabłek, a potem to zamroziłam.
Kupiłam takie silikonowe foremki na lód z pokrywkami, które są genialne, bo każda kostka ma dokładnie 30 ml. Po prostu wlewasz papkę do foremki, nakładasz pokrywkę i wrzucasz to do zamrażarki za starożytną torebką mrożonej kukurydzy, którą masz od 2019 roku. Kiedy przychodzi pora jedzenia, po prostu wyciskasz kostkę lub dwie.
Ale podgrzewanie to grubsza sprawa. Mikrofale to w zasadzie maszyny do robienia lawy z jedzenia dla niemowląt. Tworzą w środku jedzenia ukryte, wrzące punkty, podczas gdy brzegi są wciąż zamrożone na kość, co jest świetnym sposobem na poparzenie ust dziecka i zrujnowanie wszystkim dnia. Ja po prostu wkładam zamrożone kostki do małego, szklanego pojemniczka i wstawiam ten pojemniczek do większej miski z ciepłą wodą na kilka minut, aż się rozmrożą.
Dochodzi jeszcze zasada dotycząca śliny, która strasznie mnie obrzydziła, kiedy się o niej dowiedziałam. Jak tylko włożysz łyżeczkę do buzi dziecka, a potem zanurzysz tę samą łyżeczkę z powrotem w miseczce z jedzeniem, bakterie z ich śliny natychmiast przenoszą się do miseczki. Jeśli nie zjedzą wszystkiego, musisz wyrzucić resztę do kosza. Nie możesz włożyć na wpół zjedzonej, zanieczyszczonej śliną dyni z powrotem do lodówki na jutro, chyba że chcesz przypadkowo wyhodować przerażający eksperyment naukowy w szufladzie na warzywa. Właśnie dlatego te trzydziestomililitrowe kostki z zamrażarki są takie super — rozmrażasz tylko to, co dokładnie zjedzą.
Zanim pójdziesz zblendować trochę groszku i niechybnie udekorujesz nim swój sufit, upewnij się, że masz odpowiedni sprzęt, aby faza sprzątania była nieco mniej wyczerpująca psychicznie. Sprawdź silikonowe zestawy do karmienia Kianao, aby uratować swoje zdrowie psychiczne (i dziąsła swojego dziecka).
Pytania, które prawdopodobnie zadajesz sobie o 2:00 w nocy
Kiedy mogę zacząć podawać mojemu dziecku papki?Większość pediatrów powie ci, żebyś poczekała do okolic szóstego miesiąca, głównie z powodu kwestii żelaza i tego, że ich układ pokarmowy potrzebuje czasu na dojrzewanie. Ale nie patrz tylko w kalendarz — patrz na dziecko. Jeśli nie potrafi pewnie trzymać główki ani siedzieć z niewielką pomocą, nie jest gotowe, nawet jeśli kończy dokładnie sześć miesięcy we wtorek.
Jak bezpiecznie mrozić jedzenie dla niemowląt?Silikonowe foremki na kostki lodu z pokrywkami to twoi najlepsi przyjaciele. Po prostu nałóż łyżką całkowicie ostudzoną miksturę do foremki, zamroź na kość, a potem możesz wycisnąć kostki i przechowywać je w dużej torbie do zamrażania nawet do trzech miesięcy. Tylko pamiętaj, by opisać torbę markerem, bo gwarantuję ci, że zblendowany kurczak i zblendowane jabłka wyglądają identycznie, gdy są zamrożone, a to błąd, który popełnia się tylko raz.
Czy mogę zachować resztki papki, jeśli moje dziecko jej nie zjadło?Nie. Wyrzuć to. Kiedy łyżeczka dotknie ich ust i wróci do jedzenia, ich ślina zaczyna rozkładać pokarm i wprowadza do niego bakterie. To obrzydliwe, ale prawdziwe. Do miseczki nakładaj tylko małe porcje na raz, a resztę trzymaj nietkniętą w osobnym pojemniku w lodówce maksymalnie przez 48 godzin.
Czy powinnam gotować warzywa w wodzie, czy na parze?Na parze! Nie gotuj we wrzątku. Gotowanie w wodzie wypłukuje wszystkie cenne witaminy z warzyw do wody, którą i tak po prostu wylejesz do zlewu. Gotowanie na parze zatrzymuje składniki odżywcze zamknięte w jedzeniu, tam gdzie ich miejsce.
Czy muszę dodawać sól, by jedzenie smakowało lepiej?Bardzo proszę, nie dodawaj soli. Ich malutkie nerki nie radzą sobie z przetworzonym sodem. Wiem, że to jedzenie smakuje nam niesamowicie mdło, ale dla niemowlaka, który przez całe życie próbował tylko mleka, zwykły batat z pary to w zasadzie eksplozja smaku. Jeśli chcesz urozmaicić jedzenie, możesz dodać odrobinkę cynamonu lub bardzo łagodnego curry, gdy już przyzwyczają się do stałych pokarmów, ale solniczkę schowaj na dobre.





Udostępnij:
Czego mały lemur nauczył mnie o macierzyństwie i przetrwaniu
Kod rabatowy CD Baby i konfiguracja audio w pokoju malucha