Siedziałam w moim minivanie w kolejce po odbiór z przedszkola, pocąc się w drugiej koszulce tego dnia w tym bezlitosnym teksańskim upale, kiedy moja szwagierka wysłała mi gorączkowego SMS-a. Pytała, czy ten cały trend „baby driver”, który ciągle widzi w internecie, to jakiś nowy sensoryczny album do usypiania niemowląt, który musi kupić dla swojego noworodka. Prawie zakrztusiłam się moją letnią kawą.
Och, złota z niej kobieta. Dosłownie myślała, że to coś w stylu nowego, modnego albumu dla dzieci czy playlista do szumisia. Pozwólcie, że od razu wyjaśnię tę sprawę, żeby nikt inny nie popełnił tego błędu: to film akcji o napadzie, przeznaczony wyłącznie dla dorosłych. Są tam brutalne wypadki samochodowe, ludzie strzelający do siebie na prawo i lewo i więcej przekleństw, niż zdołałabym policzyć na palcach rąk i nóg. To zdecydowanie nie jest film dla dzieci. Jeśli włączycie go na iPadzie swojemu maluchowi, myśląc, że to urocza kreskówka o małym dzidziusiu prowadzącym autko, to skończycie, płacąc za naprawdę wiele sesji terapii.
Zaufajcie mi – mój najstarszy syn to żywy przykład tego, co się dzieje, gdy pozwolicie dzieciom usłyszeć nieodpowiednie rzeczy zbyt wcześnie. Kiedy miał dwa latka, dokładnie raz usłyszał, jak nastolatek mówi brzydkie słowo w sklepie spożywczym, po czym wykrzykiwał je na całe gardło za każdym razem, gdy szliśmy alejką z płatkami, przez pełne sześć miesięcy. Dzieci chłoną jak gąbki, mówię wam. Przyswajają wszystko i, powiem wam szczerze, raczej nie chcecie, żeby przyswajały brutalny film o napadzie.
Ale oto zabawna rzecz. Mimo że sam film jest w moim domu absolutnie zakazany, dopóki dzieci nie będą wystarczająco duże, by same płacić za ubezpieczenie samochodu, to muzyka z niego? Właśnie ścieżka dźwiękowa z „Baby Driver”? O dziwo, to dokładnie to, czego rozwijający się mózg waszego dziecka teraz potrzebuje.
Pozbywamy się irytujących rymowanek
Będę z wami całkowicie szczera, bo nie zniosę już kolejnej piskliwej, wygenerowanej komputerowo pioseneczki dla dzieci. Kiedy mój najstarszy syn był niemowlakiem, myślałam, że muszę włączać te specjalne kanały dla maluchów 24 godziny na dobę, jeśli chcę, żeby czegoś się nauczył. Spędziłam całe miesiące życia z „Koła autobusu kręcą się” zapętlonym w głowie jak jakieś narzędzie tortur psychologicznych, podczas gdy próbowałam pakować zamówienia z Etsy na kuchennym blacie. Spróbujcie wypisać trzydzieści etykiet wysyłkowych, podczas gdy zrobotyzowany głos malucha wrzeszczy w tle o zwierzętach gospodarskich. To cud, że którykolwiek z moich klientów w ogóle dostał właściwe paczki.
Ogromnym problemem z tymi wszystkimi materiałami jest to, że zostały zaprojektowane tak, aby hipnotyzować dzieci, a nie faktycznie uczyć je czegokolwiek o rytmie czy dźwięku. To tylko chaotyczna ściana elektronicznego hałasu zmieszana z kreskówkowymi efektami dźwiękowymi. Pamiętam, jak wpatrywałam się w mojego najstarszego syna, gdy oglądał jeden z tych filmików ze śpiewającymi owocami – wyglądał jak mały zombie wpatrujący się w pustkę. Poza tym te piosenki wwiercają się w czaszkę na stałe. Wstajesz o 3 nad ranem na siku i nucisz o pięciu małpkach, co skakały na łóżku. To nie jest dobre dla niczyjego zdrowia psychicznego, a zwłaszcza zdrowia psychicznego matki, które i tak wisi na dosłownym włosku, gdy ma się trójkę dzieci poniżej piątego roku życia.
Więc kiedy w końcu pękłam i zdecydowałam, że mój dom będzie strefą wyłącznie klasycznego rocka, jazzu i soulu, wszystko zmieniło się na lepsze. Zrozumiałam, że nie muszę cierpieć, słuchając melodii dla maluchów, by moje dzieci były szczęśliwe, a im i tak prawdziwa muzyka podobała się o wiele bardziej.
I szczerze, nawet nie zaczynajcie mi o tym całym „słuchanie Mozarta czyni z dziecka geniusza”, bo mój lekarz dosłownie roześmiał się w głos, kiedy go o to zapytałam, i powiedział, żebym puszczała po prostu to, co pozwala mi zachować zdrowe zmysły.
Co mój lekarz powiedział o złożonej muzyce
Skoro mowa o moim lekarzu, dr Miller dosłownie zwalił mnie z nóg na wizycie kontrolnej mojego średniego dziecka w szóstym miesiącu. Rozmawialiśmy o rozwoju i kamieniach milowych, a on wspomniał, że wystawianie niemowląt na bardzo złożoną muzykę – taką jak jazz, klasyczny rock i utwory z wieloma warstwami instrumentów – robi z ich małymi mózgami coś niesamowitego. Pewnie przekręcam tu naukowe fakty, ale z tego co zrozumiałam, słuchanie prawdziwych instrumentów grających w nieprzewidywalnych schematach pomaga budować ścieżki neuronowe odpowiedzialne za myślenie przestrzenne i rozwój mowy.
To tak, jakby ich mózgi próbowały rozwiązać malutką łamigłówkę, kiedy słyszą dziką solówkę na gitarze czy dziwny rytm bębnów. To ma o wiele większy sens niż ciągłe faszerowanie ich tymi samymi czterema powtarzającymi się w kółko akordami pianina z plastikowej zabawki. Potrzebują tego bogatego, różnorodnego brzmienia, aby naprawdę stymulować synapsy. Zachęcanie ich do bujania się do naprawdę dobrego, napędzającego utworu z mocną linią basu czyni również cuda dla ich motoryki dużej.
Ochrona tych maleńkich błon bębenkowych
Ale tu zaczyna się mój niepokój, i to naprawdę wiąże się bezpośrednio z całą fabułą tego filmu. Główny bohater filmu cierpi na poważne szumy uszne – to okropne, ciągłe dzwonienie w uszach – z powodu wypadku samochodowego, w którym brał udział, kiedy był dzieckiem. Ciągle słucha muzyki, żeby zagłuszyć hałas w swojej głowie. Oczywiście wypadek samochodowy to ekstremalna trauma, ale myślenie o tym dzwonieniu wciągnęło mnie bez reszty w zgłębianie tematu bezpieczeństwa słuchu naszych dzieci.

Dr Miller powiedział mi, że ubytek słuchu u dzieci wywołany hałasem staje się niewiarygodnie powszechny i chyba nigdy tak naprawdę nie myślałam o tym, jak głośno jest w naszych domach. Pomiędzy ryczącymi iPadami, szczekającym psem, śpiewającymi mechanicznymi zabawkami i włączonym w tle telewizorem, przez cały dzień bombardujemy ich maleńkie błony bębenkowe. Powiedział mi, że ogólna zasada jest taka, że hałas w otoczeniu nie powinien być dużo głośniejszy niż normalna rozmowa.
Jeśli jadę autostradą i muszę fizycznie krzyczeć, przekrzykując utwór muzyczny, który właśnie leci, tylko po to, żeby zapytać malucha, czy znowu rzucił buta pod siedzenie, to muzyka jest po prostu za głośna. Kropka. To takie proste, ale tak łatwo o tym zapomnieć, gdy po prostu próbujesz zagłuszyć dźwięk rodzeństwa kłócącego się na tylnym siedzeniu.
Szukanie zabawek, które nie hałasują
Ta cała sprawa z bezpieczeństwem słuchu to dokładnie powód, dla którego bardzo pilnuję budżetu na zabawki i dlatego odmawiam kupowania czegokolwiek, co wymaga baterii AA i ma przełącznik głośności zablokowany na poziomie „koncert na stadionie”. Prowadzenie małej firmy oznacza, że nasze dochody są całkowicie nieprzewidywalne, więc nienawidzę marnować pieniędzy na plastikowe śmieci, które tylko hałasują i psują się po tygodniu.
Moją absolutnie ulubioną rzeczą do samodzielnej zabawy na podłodze, podczas gdy my słuchamy własnej muzyki, jest Drewniany Stojak Edukacyjny z Zabawkami Zwierzątkami. Naprawdę, kochani, ta rzecz to ogromne zbawienie, kiedy potrzebuję dwudziestu minut, żeby po prostu odetchnąć. To nie jest jeden z tych potwornych, plastikowych koszmarków, które świecą w twarz neonowymi światłami. To po prostu piękna rama w kształcie litery A z naturalnego drewna, z której zwisają małe zabawki w kształcie zwierzątek. Kiedy z wieży płynie muzyka, mój najmłodszy synek po prostu leży pod spodem i paca rączkami w drewniane kółka, całkowicie zafascynowany teksturami. To takie wspaniałe uczucie wiedzieć, że go nie przebodźcowuję. Może po prostu posłuchać dobrej linii basu i w spokoju ćwiczyć koordynację wzrokowo-ruchową. Poza tym naprawdę ładnie wygląda na dywanie w moim salonie.
Skoro mowa o zajęciu dzieci na podłodze, żebyście mogły posłuchać prawdziwej muzyki, muszę wspomnieć o Zestawie Miękkich Klocków Konstrukcyjnych dla Dzieci. To miękkie, gumowe klocki, które są fantastyczne dla mojego średniego syna, będącego obecnie w erze chaotycznej destrukcji. Uwielbia układać z nich chwiejną wieżę, a potem gwałtownie ją niszczyć w ułamku sekundy, gdy w piosence uderzy bit. Nie zawierają BPA, można wrzucić je do kąpieli, jeśli się kleją, a co najlepsze, wcale nie bolą, gdy o 6 rano nieuniknienie nastąpisz na nie bosą stopą w ciemności.
Teraz będę z wami całkowicie szczera w kwestii Silikonowego Gryzaka dla Niemowląt Panda z Bambusem. Moja mama kupiła go dla nas i na pewno jest uroczy. Zrobiono go z silikonu spożywczego i jest naprawdę łatwy do umycia, co doceniam, bo i tak każdego wieczoru zmywam całą górę naczyń. Ale mój najstarszy syn miał etap, w którym uważał, że używanie go jako pocisku i rzucanie nim z drugiego końca pokoju w głowę naszego biednego psa to absolutnie najzabawniejsza rzecz pod słońcem. Najmłodszy syn całkiem lubi jego fakturę na dziąsłach, kiedy najpierw włożymy go do lodówki, ale szczerze mówiąc, to po prostu kolejny gryzak. Jest w porządku, spełnia swoje zadanie, nie zawiera żadnych paskudnych chemikaliów, ale nie sprawi cudem, że ząbkujące dziecko prześpi całą noc. Nic tego nie sprawi, i bardzo mi przykro, że to ja wam to muszę powiedzieć.
Jeśli macie dość tego jaskrawego plastiku przejmującego kontrolę nad całym waszym domem, naprawdę powinniście sprawdzić naszą kolekcję drewnianych stojaków edukacyjnych, aby znaleźć coś, co autentycznie szanuje zmysły waszego dziecka i wystrój waszego salonu.
Jak ułożyć playlistę, od której nie oszalejesz
Odkąd porzuciliśmy rymowanki i zaczęłyśmy tworzyć własne playlisty (mocno inspirowane tą chaotyczną, eklektyczną energią, tylko bez przestępstw), zauważyłam ogromną zmianę w naszym domu. Jeśli zamierzacie stworzyć playlistę, przy której nie będziecie miały ochoty rwać włosów z głowy podczas składania prania, oto co u nas sprawdza się najlepiej:

- Mocne linie basu i miarowe bębny: Niemowlęta uwielbiają rytm bicia serca, bo przypomina im łono matki. Wszystko z głębokim, powtarzającym się basem wprawia mojego najmłodszego w niemal transowy stan.
- Prawdziwe trąbki i prawdziwe instrumenty smyczkowe: Im bardziej złożony dźwięk, tym lepiej. Moje dzieci dosłownie przestają płakać, żeby posłuchać solówki na saksofonie, bo nie potrafią zgadnąć, skąd dobiega ten dziwny dźwięk.
- Nic przesadnie agresywnego: Omijamy heavy metal i intensywny wrzask. Chcecie złapać rytm, a nie urządzać pogo w salonie.
- Kontrola głośności jest nie do negocjacji: Powtarzam, chrońcie te małe uszy. Utrzymuję głośność mojego telefonu maksymalnie w połowie skali, gdy jest podłączony do głośnika Bluetooth.
Podsumowując ten muzyczny chaos
Szczerze mówiąc, rodzicielstwo to tak naprawdę jedno długie ćwiczenie w próbach niepostradania zmysłów przy jednoczesnym utrzymaniu małych ludzi przy życiu i we w miarę czystym stanie. Nie musicie słuchać muzyki, która wpędza was w przygnębienie tylko dlatego, że społeczeństwo twierdzi, iż jest ona dla dzieci. Zamiast podkręcać głośność kreskówki, żeby zagłuszyć chaos, i kupować kolejną irytującą plastikową zabawkę, po prostu stwórzcie cichy kącik z drewnianymi klockami, włączcie jakiegoś porządnego klasycznego rocka i pozwólcie im się wyciszyć.
Moja babcia mawiała, że spokojna mama to spokojne dziecko, i choć myślę, że głównie chodziło jej o to, żebym przestała się stresować odkurzaniem listew przypodłogowych, to miała absolutną rację co do atmosfery w domu. Dzieci chłoną naszą energię. Jeśli jesteś zestresowana, bo wygenerowana komputerowo małpa wrzeszczy na ciebie z telewizora, twoje dziecko też będzie zestresowane.
Więc nie, proszę, nie pozwalajcie swoim dzieciom oglądać filmów akcji tylko dla dorosłych. Ale absolutnie kradnijcie ten muzyczny klimat i włączajcie im prawdziwą muzykę. Wasze zdrowie psychiczne – i ich małe rozwijające się mózgi – będą wam za to wdzięczne.
Jesteście gotowi przenieść zabawę waszego dziecka na wyższy poziom bez przebodźcowania? Zgarnijcie nasz drewniany stojak edukacyjny właśnie tutaj i zacznijcie budować lepszą, spokojniejszą rutynę zabawy już dziś.
Często Zadawane Pytania, Bo Wiem, Że Jesteście Ciekawe
Czy to naprawdę w porządku puszczać niemowlakowi muzykę dla dorosłych?
Absolutnie, pod warunkiem, że sprawdzacie teksty piosenek w przypadku starszych maluchów, które wszystko powtarzają! Dr Miller powiedział mi, że niemowlęta słyszą po prostu instrumenty, rytm i melodię. Nie obchodzi ich, czy to Queen, czy kołysanka. Złożona muzyka jest naprawdę fantastyczna dla rozwoju ich mózgu, a do tego chroni was przed utratą zmysłów. Może tylko pomińcie hardcorowy gangsta rap, dopóki dzieci nie podrosną.
Jaka głośność to zbyt duża głośność dla uszu mojego dziecka?
Jeśli musicie podnosić głos, żeby porozmawiać z partnerem siedzącym obok na kanapie, muzyka jest za głośna dla dziecka. Kropka. Ich małe kanały słuchowe są takie maleńkie i wrażliwe, a uszkodzenie słuchu wywołane hałasem jest nieodwracalne. Utrzymujcie głośność na poziomie konwersacji, co wynosi około 60 decybeli, jeśli chcemy być precyzyjni.
Co zrobić, jeśli moje dziecko ma już obsesję na punkcie irytujących dziecięcych piosenek?
Musicie odzwyczajać je powoli, kochani. Nie odcinajcie z dnia na dzień, bo czeka was gigantyczny napad złości. Zacznijcie dorzucać energiczne piosenki z wytwórni Motown lub klasycznego rocka, które mają naprawdę fajny, skoczny rytm. Zachęcajcie je do tańczenia. Kiedy zdadzą sobie sprawę, że kręcenie się w kółko do prawdziwej muzyki to świetna zabawa, przestaną aż tak bardzo błagać o piosenki z kreskówek.
Dlaczego moje dziecko nienawidzi leżenia na brzuszku, nawet gdy gra dobra muzyka?
Ponieważ leżenie na brzuszku to w zasadzie dziecięca wersja „deski”, a robienie deski jest okropne. Nawet przy najlepszej ścieżce dźwiękowej na świecie to ciężka praca dla ich małych mięśni szyi. Położenie na podłodze czegoś angażującego, np. drewnianego stojaka edukacyjnego, na który mogą patrzeć, albo miękkich klocków, po które mogą próbować sięgać, odwraca ich uwagę od tego treningu. Po prostu próbujcie w krótkich seriach!





Udostępnij:
Medyczna iluzja wyznaczonego terminu porodu
Pierwsza podróż samochodem z noworodkiem – poradnik przetrwania