Moja teściowa stwierdziła, że muszę wybrać imię zgodne z astrologią, bo inaczej trawienie mojego syna zostanie zrujnowane na zawsze. Doradczyni laktacyjna na zmianie w tajemnicy szepnęła mi, że imiona na literę „A” sprawiają, że dzieci stają się agresywne. Z kolei kolega z akademika mojego męża napisał SMS-a, sugerując nazwanie dziecka po marce butów retro, bo to brzmi tak „wytrzymale”. Przebijanie się przez te wszystkie rady, jak nazwać małego człowieka, którego właśnie w sobie wyhodowałaś, to istna wojna psychologiczna.
Masz znaleźć coś wyjątkowego, ale nie dziwacznego, silnego, ale nie szorstkiego, zakorzenionego w kulturze, a jednocześnie łatwego do wymówienia przez zmęczoną nauczycielkę na zastępstwie. Przez lata pracy jako pielęgniarka pediatryczna obserwowałam wyczerpanych rodziców, wpatrujących się tępym wzrokiem w formularze aktu urodzenia, podczas gdy w tle pikały kroplówki. Wybór imienia dla dziecka rzadko bywa tak poetycką podróżą, jak kreuje to internet.
Biurokratyczna rzeczywistość oddziału położniczego
Posłuchaj, jeśli przestaniesz analizować znaczenie każdej pojedynczej sylaby i po prostu wpiszesz coś, co nie wywołuje u ciebie ciarek żenady, gdy wymawia to obcy, to bez problemu przetrwasz ten etap rodzicielstwa.
Urzędy co roku tworzą te gigantyczne listy najpopularniejszych imion na podstawie dokumentów, które podsuwamy wam w szpitalu. Krwawisz, nie spałaś od trzech dni, a miła urzędniczka z podkładką w ręku oczekuje, że podejmiesz wiążącą, prawną decyzję, zanim wywiozą cię na wózku na parking.
Nawet nie zliczę, ile razy widziałam pary kłócące się półszeptem o to, jak zapisać imię ich dziecka, podczas gdy ja sprawdzałam wysokość dna ich macicy. Presja, by dokonać idealnego wyboru, jest absurdalna. Mój pediatra powiedział mi kiedyś, że zawsze ocenia imię po tym, jak brzmi, gdy zdesperowany rodzic krzyczy je, próbując powstrzymać malucha przed oblizywaniem podłogi w poczekalni przychodni.
Zanim jednak cokolwiek sfinalizujesz, powinnaś spakować swoją torbę do szpitala – to jedna rzecz mniej, która wywołuje w tobie ukrytą panikę. Ja osobiście uwielbiam bambusowy kocyk niemowlęcy w kolorowe liście. Wzięliśmy go ze sobą do szpitala dla mojego synka. W szpitalnych salach panują temperatury rodem z chłodni, a te sztywne rożki, które tam dają, przypominają w dotyku przemysłowe ręczniki papierowe. Ten bambusowy jest nieziemsko miękki, przepuszcza powietrze i wygląda całkiem przyzwoicie w tym okropnym, jarzeniowym świetle, kiedy robisz te pierwsze pamiątkowe zdjęcia.
Epidemia samogłosek
Językoznawcy twierdzą chyba, że skłaniamy się teraz ku miękkim, płynnym dźwiękom, ponieważ otaczający nas świat wydaje się zbyt chaotyczny. Może to prawda, a może ludziom po prostu brakuje wyobraźni. Jakkolwiek by nie było, oddziały położnicze to obecnie morze samogłosek.
Oliwia, Emma, Amelia. Liam, Noah, Oliver. Dosłownie nie da się rzucić zwykłym szpitalnym smoczkiem, żeby nie trafić w malucha, który ma w imieniu dominujące „L” lub „A”. W ciągu ostatnich kilku lat widziałam ich tysiące.
Szczerze mówiąc, to ładne imiona. Brzmią bardzo melodyjnie. Ale kiedy w jednej poczekalni pediatrycznej masz czterech Liamów, proces segregacji pacjentów staje się nieco zagmatwany. Jeśli wybierasz jedno z tych imion z pierwszej dziesiątki najpopularniejszych, po prostu przygotuj się na to, że przez całą swoją szkolną karierę twoje dziecko będzie figurować pod imieniem i pierwszą literą nazwiska.
Dlaczego wszystkie dzieci brzmią jak kowboje z rancza
Obecnie na listach imion króluje dziwaczny, współczesny trend kowbojski. Mieszkam w centrum Chicago i widzę maluchy o imionach takich jak Stetson, Colter czy Waylon, wożone obok kawiarni w wózkach za dwa tysiące dolarów.

To dla mnie jakiś kosmos. Te dzieciaki będą dorastać, jedząc organiczne musy i chodząc na zajęcia z muzyki sensorycznej, a brzmią, jakby ich głównym zajęciem miała być naprawa płotu w Montanie. Winię za to telewizję. Ludzie w ciąży nałogowo oglądają dramaty w stylu neo-western i nagle zaczyna im się wydawać, że ich dziecko z przedmieść potrzebuje surowej tożsamości prosto z Dzikiego Zachodu.
W zeszłym tygodniu musiałam wręcz ugryźć się w język, gdy bardzo miły tata w dopasowanych chinosach powiedział mi, że jego noworodek ma na imię Wyatt Ranger. To po prostu zbyt duża presja jak na niemowlaka, który aktualnie płacze, gdy metka od ubranka dotknie jego szyi. Pozwólmy dzieciom być dziećmi, zanim przypiszemy im tę twardą, kowbojską personę.
Z drugiej strony, do łask wracają też stare imiona, jak Artur czy Krystyna, co chyba ma sens, jeśli zależy ci na tym, by twoje niemowlę brzmiało jak ktoś, kto wiecznie narzeka na przeciągi i pachnie cukierkami Werther's Original.
Co tak naprawdę oznacza imię
Prawda jest taka: niezależnie od tego, jak je nazwiesz, i tak dostaną trądziku niemowlęcego. Będą odmawiać snu. Wejdą w fazę ząbkowania i zamienią się w nieszczęśliwe małe gremliny, które żują twoje meble.
Silne, historyczne imię nie powstrzyma ich przed zaślinieniem trzech ubranek dziennie. Kiedy mojemu synowi zaczęły wyrzynać się pierwsze zęby, fakt, że daliśmy mu godne imię, nie miał absolutnie żadnego znaczenia. Chcieliśmy tylko, żeby przestał krzyczeć. W takich momentach świetnie sprawdza się gryzak Panda. Jest silikonowy, można go wrzucić do zmywarki i daje maluchom coś bezpiecznego do gryzienia. To żadna magia, ale w dużej mierze powstrzymało to mojego syna przed gryzieniem mojego ramienia.
Potrzebujesz też podstawowych ubranek, o których nie musisz zbytnio myśleć. Kiedy funkcjonujesz po dwóch godzinach snu, nie obchodzi cię, czy twoje dziecko wygląda modnie. Chcesz po prostu ubranek, które bez walki przecisną się przez ich wielkie głowy. Tutaj świetnie sprawdza się body niemowlęce z bawełny organicznej. Zakrywa pieluszkę, nie powoduje odparzeń, a zakładkowe ramiona sprawiają, że w razie nieuniknionej awarii z pieluchą, możesz ściągnąć je w dół przez ciało dziecka, zamiast ciągnąć brudne ubranko przez jego twarz.
Paranoja na punkcie cyfrowego śladu
Niektóre młodsze mamy, które spotykam, mają kompletną paranoję na punkcie domen internetowych. Sprawdzają nazwy użytkowników na Instagramie i dostępność adresów stron www, zanim jeszcze zostanie przecięta pępowina.

Z jednej strony to rozumiem. Internet nie zapomina. Z drugiej jednak uważam, że martwienie się o strategię budowania marki osobistej swojego noworodka, podczas gdy ty wciąż masz na sobie siateczkowe majtki poporodowe, to lekka przesada. Twoje dziecko nie potrzebuje teraz własnej firmy, skarbie. Potrzebuje tylko mleka i drzemki.
Sprawdź po prostu inicjały. Widziałam już naprawdę niefortunne zestawy tylko dlatego, że rodzicom podobało się połączenie pierwszego i drugiego imienia, ale zapomnieli, że ich nazwisko zaczyna się na literę „S”. Przeanalizuj monogram, zanim podpiszesz papiery. To najmniej, co możesz dla nich zrobić.
Miejmy to już za sobą
Najtrudniejszą częścią mojej pracy wcale nie są kwestie medyczne. To patrzenie, jak rodzice paraliżują się strachem przed szczegółami, które za sześć miesięcy nie będą miały żadnego znaczenia. Imię to tylko dźwięk, którego używasz, by zwrócić ich uwagę, zanim wbiegną na ulicę.
Cokolwiek wybierzesz, dziecko do tego dorośnie. Zanim skończy dwa latka, i tak będziesz głównie nazywać je „stary”, „kochanie” albo czymś zupełnie z tym niezwiązanym, jak „kurczaczek”. Wybierz coś, co będziesz w stanie znieść wypowiadając trzydzieści razy dziennie, wypełnij formularz i spróbuj się trochę przespać. Prawdziwa praca dopiero się zaczyna.
Przygotuj torbę do szpitala, zanim ogarnie cię panika. Kup organiczne niezbędniki od Kianao tutaj.
Trudne pytania o wybór imienia dla dziecka
Czy naprawdę muszę mieć wybrane imię przed pójściem do szpitala?
Technicznie rzecz biorąc nie, ale bardzo to polecam. Próba wypracowania kompromisu z partnerem, kiedy oboje jedziecie na adrenalinie i jedzeniu ze szpitalnej stołówki, to fatalny pomysł. Miejcie chociaż krótką listę. Jeśli wyjdziecie ze szpitala bez nadania imienia, będziecie musieli później załatwiać to w urzędzie stanu cywilnego, a uwierz mi, nikt nie ma na to ochoty z noworodkiem pod pachą.
Czy to prawda, że nie powinno się nikomu zdradzać imienia przed narodzinami?
Ja nigdy nie zdradziłam go rodzinie, bo wścibskie ciotki mają opinię na dosłownie każdy temat, a ja nie miałam siły na kłótnie o astrologię. Ludzie są o wiele bardziej skłonni krytykować hipotetyczne imię, niż imię przypisane do prawdziwego, oddychającego noworodka, którego mają przed oczami. Zatrzymaj to dla siebie, chyba że lubisz słuchać nieproszonych rad od znajomych z pracy.
Co, jeśli wybiorę imię i będę tego żałować?
Zdarzało mi się, że mamy płakały w przychodni tydzień po porodzie, bo uważały, że dokonały złego wyboru. Kochana, to głównie wina hormonów. Twój mózg po porodzie to jeden wielki chaos. Daj sobie kilka miesięcy. Jeśli dziecko ma pół roku, a to imię wciąż nie chce przejść ci przez gardło, możesz je prawnie zmienić. To irytująca papierologia, ale nie wyrok więzienia.
Jak duże znaczenie ma tak naprawdę znaczenie imienia?
Prawie żadne. Moja kuzynka nazwała swoje dziecko imieniem, które w tłumaczeniu oznacza „wojownika słońca”, a ten dzieciak boi się głośnych dźwięków i je wyłącznie makaron z masłem. Imiona nie decydują o osobowości. O ile jego znaczenie nie jest czymś powszechnie obraźliwym, wybierz je po prostu dlatego, że dobrze brzmi.
Czy unikalne imiona są lepsze od tych popularnych?
Istnieje cienka granica między unikalnością a życiorysem pełnym poprawiania literówek. Posiadanie pięciu Liamów w klasie bywa irytujące, ale konieczność tłumaczenia każdemu nauczycielowi, bariście i lekarzowi, jak wypowiedzieć kreatywnie zapisane imię, będzie dla twojego dziecka wyczerpująca. Jeśli możesz, znajdź złoty środek.





Udostępnij:
Cała prawda o najdroższych maskotkach Beanie Babies
Mafijny tata z serialu a rzeczywistość wspólnego rodzicielstwa