Jest 2:14 w nocy, a ja stoję w naszej lodowatej, londyńskiej kuchni, machając obrączką mojej żony, zawieszoną na kawałku miętowej nici dentystycznej, nad jej lekko wypukłym brzuchem. Ona całkowicie mnie ignoruje, agresywnie wyjadając marynowane cebulki prosto ze słoika i wpatrując się w pustkę. Zgodnie z 43. stroną głęboko podejrzanego wątku na forum, który znalazłem, przeczesując odmęty internetu, jeśli obrączka kręci się w kółko, będziemy mieli dziewczynkę. Jeśli kołysze się jak wahadło, to będzie chłopiec.
Obrączka, być może wyczuwając absolutny idiotyzm tej chwili, po prostu zawibrowała, po czym spadła prosto na kolana mojej żony. Westchnęła, wręczyła mi pusty słoik po cebulkach i kazała iść spać. Ale nie mogłem. Kiedy dowiadujesz się, że spodziewacie się bliźniaków, natychmiastowy, zapierający dech w piersiach szok na myśl o nadciągającej ruinie finansowej szybko ustępuje miejsca obsesyjnej, pierwotnej potrzebie dowiedzenia się, jakiego dokładnie rodzaju ludzi właśnie inkubujecie. Nie chciałem tylko drobnej wskazówki; chciałem cyfrowej, niezachwianej precyzji zegarka Casio Baby-G zastosowanej do ludzkiej reprodukcji. Pragnąłem całkowicie bezbłędnego narzędzia do przewidywania płci dziecka, głównie po to, by móc ustalić, czy muszę się emocjonalnie przygotować do zrozumienia zasady spalonego dla syna, czy też do jakiegokolwiek odpowiednika dla córek (którym, jak się okazuje, też jest zasada spalonego, ale z większą ilością ozdób do włosów).
Północny incydent z matematyką księżycową
Jeśli kiedykolwiek o 3 nad ranem wpisałeś w wyszukiwarkę cokolwiek choćby odrobinę związanego z przewidywaniem płci dziecka, wiesz, że internet natychmiast zamienia się w średniowieczną aptekę. Spędziłem mniej więcej trzy dni mojego życia, próbując skorelować wiek księżycowy mojej żony z miesiącem poczęcia na podstawie Chińskiego Kalendarza Płci, który wyglądał, jakby został zaprojektowany w programie Microsoft Paint.
Złapałem się na przewijaniu chaotycznego, zarchiwizowanego forum e-baby z 2008 roku, gdzie kobieta imieniem Susan przysięgała, że jedzenie wyłącznie słonych czipsów gwarantuje chłopca, podczas gdy nagła awersja do zapachu własnego tostera oznaczała, że to dziewczynka. Moja żona nienawidziła tostera. Chciała też jeść wyłącznie słone czipsy. Matematyka zupełnie się nie kleiła. Próbowałem obliczyć dokładny kąt nachylenia jej ciążowego brzucha, co było trudne, ponieważ w tamtym momencie wyglądała po prostu, jakby połknęła średniej wielkości piłkę nożną, a określenie, czy piłka jest ułożona „wysoko”, czy „nisko”, to czyste urojenie.
Problem z tymi starożytnymi, internetowymi babskimi opowieściami polega na tym, że żerują na naszej rozpaczliwej potrzebie kontroli w sytuacji, w której nie mamy jej absolutnie wcale. Rzucasz monetą, wypada reszka i nagle jesteś całkowicie przekonany, że niespodziewana suchość skóry twojej żony jest absolutnym, biologicznym dowodem na męskie potomstwo. Fora są pełne ludzi krzyczących o tym, jak to sztuczka z obrączką w ich przypadku sprawdziła się w stu procentach, wygodnie ignorując fakt, że z czystego przypadku mieli dosłownie pięćdziesiąt procent szans na trafienie.
Badania krwi i inne drogie magiczne sztuczki
W końcu nić dentystyczna pękła i musieliśmy udać się do prawdziwego specjalisty. Nasza położna, przerażająco kompetentna kobieta o imieniu Brenda, która wyglądała, jakby potrafiła odebrać poród, jednocześnie naprawiając silnik samochodu, otwarcie prychnęła, gdy zapytałem ją o kalendarze księżycowe. Powiedziała nam, że jeśli naprawdę chcemy rozwiązać problem za pomocą pieniędzy, możemy zrobić prywatne badanie krwi, choć ostrzegła, że moje wyobrażenie o tym, jak to działa, to głównie science fiction.

Z tego, co mgliście wywnioskowałem z poirytowanych wyjaśnień Brendy, polega to w zasadzie na tym, że odsysają trochę krwi matki, wirują ją w centryfudze i szukają zabłąkanych fragmentów DNA dziecka pływających w niej jak genetyczne drewno wyrzucone na brzeg. Jeśli w krwiobiegu matki zauważą chromosom Y, gratulacje, gdzieś tam w środku jest facet. Jeśli nie, to znaczy, że będzie dziewczynka.
Brzmi to genialnie, dopóki nie przypomnisz sobie, że spodziewaliśmy się bliźniaków. W przypadku ciąży mnogiej badanie krwi zmienia się w biologiczną zagadkę. Jeśli laboratorium znajdzie chromosom Y, oznacza to, że będziecie mieli co najmniej jednego chłopca. Drugie to może być chłopiec. Może być dziewczynka. A może to być bardzo mały, bardzo głośny borsuk. Test ci tego nie powie. Jeśli nie znajdą chromosomu Y, będziecie mieli dwie dziewczynki. Moja żona poszła na badanie, pobrano jej coś, co wydawało się być połową litra krwi, a my czekaliśmy w stanie zawieszenia na e-mail, który rzekomo miał podyktować całą naszą przyszłość.
Są jeszcze igły zaangażowane w coś, co nazywa się amniopunkcją, ale z tego natychmiast zrezygnowaliśmy, ponieważ mdleję na sam widok mojego własnego uderzonego palca u nogi.
Beżowa poczekalnia dziecięcego wystroju
Problem z czekaniem, aż medycyna dogoni twój niepokój, polega na tym, że wciąż czujesz ogromną potrzebę kupowania rzeczy. Wicie gniazda to bardzo prawdziwy, bardzo agresywny instynkt, który zmusza cię do wizyt w butikach dla niemowląt, gdzie wszystko jest oddzielone niewidzialną ścianą pełną agresywnych różowych spódniczek tutu po jednej stronie i maleńkich dżinsowych kurteczek z ciężarówkami po drugiej. Jeśli jesteś obecnie uwięziony w czyśćcu niewiedzy, próbując wymyślić, jak umeblować pokój dla całkowicie hipotetycznej grupy demograficznej, gorąco polecam całkowite porzucenie koncepcji koloru.
Podczas naszej fazy oczekiwania w panice kupiłem kilka rzeczy, żeby uspokoić własny mózg. Moim absolutnie ulubionym sprzętem przetrwania z tamtego głęboko niepewnego czasu był Kocyk dla niemowląt z bawełny organicznej w uspokajającym wzorze w szare wieloryby. Stał się moją kotwicą. Szare wieloryby są niewiarygodnie kojące, a to dokładnie ten rodzaj wizualnego klimatu, którego potrzebujesz, gdy uświadamiasz sobie, że musisz złożyć dwa łóżeczka za pomocą klucza imbusowego, który aktywnie spiskuje przeciwko tobie. Wykonany jest z nieziemsko miękkiej bawełny organicznej, która nie skurczyła się, gdy nieuchronnie wrzuciłem go do pralki na zły program, będąc w amoku wynikającym z braku snu. Szczerze mówiąc, szary to jedyny kolor, który naprawdę oddaje nastrój przyszłego rodzica próbującego odszyfrować szum na zdjęciu z USG.
Wziąłem też Hipoalergiczny kocyk dla niemowląt z bawełny organicznej z motywem gruszek, ponieważ na pewnym blogu przeczytałem, że żółty to bezpieczny, neutralny kolor. Jest w porządku. Jest agresywnie żółty, a ja mam dość skomplikowaną relację z jaskrawą żółcią zanim wypiję poranną kawę, ale trzeba przyznać, że ten materiał jest genialny do wycierania niezidentyfikowanych lepkich substancji, które wydają się spontanicznie generować wokół niemowląt.
Absolutnym faworytem mojej żony był z kolei Kocyk dla niemowląt z bawełny organicznej z nadrukiem niedźwiedzi polarnych. Ma na sobie malutkie, nieco zdezorientowane niedźwiedzie polarne. Jest oddychający, co oznaczało, że spędzałem trochę mniej czasu, krążąc nad łóżeczkami o 3 nad ranem i sprawdzając, czy dzieci się nie przegrzewają (strona 47 mojego poradnika dla rodziców sugerowała zachowanie spokoju w kwestii temperatury w pokoju, co uważałem za głęboko nieprzydatne i graniczące z obrazą). Jasny niebieski był na tyle neutralny, że nie przejmowaliśmy się tradycyjnymi skojarzeniami z płcią, a kocyk przetrwał około czterystu podróży przez naszą pralkę, zachowując swoją godność w stanie nienaruszonym.
Dlaczego badanie połówkowe to w zasadzie tylko prognoza pogody
W końcu dostaliśmy wyniki naszych badań krwi (brak chromosomów Y, czyli dwie dziewczynki, co od razu wpędziło mnie w spiralę paniki na temat tego, ile łazienek obecnie mamy w naszym mieszkaniu). Ale prawdziwym testem, jak powiedziała nam Brenda, będzie badanie anatomii – tzw. badanie połówkowe w 20. tygodniu. To wtedy wchodzisz do ciemnego pokoju, sonografista wyciska lodowaty żel na brzuch twojej żony, a ty wpatrujesz się w ziarnisty, czarno-biały ekran telewizora, który wygląda jak nagranie z monitoringu przedstawiające ducha.

Zakładałem, że obraz na USG będzie krystalicznie czysty. Myślałem, że spojrzę na ekran i zobaczę dwoje idealnie ukształtowanych miniaturowych ludzi machających do mnie, trzymających maleńkie tabliczki z preferowanymi zaimkami. Zamiast tego zobaczyłem coś, co wyglądało jak układ burzowy nad Atlantykiem.
Sonografistka wskazała na migoczącą plamę szumu. „Oto nóżki” – powiedziała z przekonaniem.
Skinąłem mądrze głową, nie mając absolutnie żadnego pojęcia, o czym mówiła. Równie dobrze mogła wskazywać na nerkę mojej żony. Bliźniaczki, wyraźnie dziedzicząc upór po mojej żonie i moją ogólną niechęć do bycia obserwowanym, stanowczo skrzyżowały nogi. Odmawiały ich rozkrzyżowania przez czterdzieści pięć minut. Sonografistka szturała, naciskała i kazała mojej żonie podskakiwać oraz wypić szklankę lodowatej wody, żeby zmusić je do ruchu. Pozostały całkowicie nieruchome, strzegąc swoich tajemnic z intensywną dbałością o prywatność, zarezerwowaną zazwyczaj dla szwajcarskich kont bankowych.
W końcu sonografistka westchnęła i powiedziała: „Cóż, jestem całkiem pewna, że to dziewczynki, opierając się na kątach, ale na waszym miejscu jeszcze nie malowałabym pokoju na różowo”.
To jest ostateczna prawda o przewidywaniu płci dziecka. Nawet gdy zapłacisz za badania krwi, nawet gdy patrzysz na nie za pomocą zaawansowanej technologii obrazowania medycznego, zawsze istnieje maleńki margines błędu. Zawsze pozostaje ten niewielki procent niepewności, który nie daje ci spać po nocach, gdy zastanawiasz się, czy sonografistka przypadkiem nie pomyliła pępowiny z czymś innym. Masz do czynienia z biologią, a biologia jest bałaganiarska, nieskora do współpracy i w dużej mierze zupełnie niezainteresowana twoim pragnieniem absolutnej pewności.
Przygotowanie na prawdziwego człowieka
Patrząc wstecz na czystą panikę tamtych wczesnych tygodni, gorączkowe googlowanie, wahadło z nici dentystycznej i chińskie kalendarze, uświadamiam sobie, jak dużo energii zmarnowałem, próbując odsłonić kurtynę jeszcze przed rozpoczęciem przedstawienia. Płeć była tylko pretekstem dla mojego większego, niewypowiedzianego przerażenia: wkrótce miałem być odpowiedzialny za dwie całe ludzkie istoty, a nie potrafiłem nawet poprawnie złożyć wózka.
Możesz spędzić godziny na forach internetowych, próbując złamać kod nagłej zachcianki swojej partnerki na owoce cytrusowe, albo możesz zaakceptować fakt, że właśnie wsiadłeś do kolejki górskiej, którą nie da się sterować. Jeśli łapiesz się na trzymaniu kryształu nad ciążowym brzuchem podczas obliczania faz księżyca, być może nadszedł czas, by odłożyć telefon, zaakceptować przerażającą niewiadomą całego tego przedsięwzięcia i po prostu kupić fajny, miękki, szary kocyk.
Jeśli masz już dość zgadywania, na jaki kolor pomalować dziecięcy pokój, i po prostu chcesz zaopatrzyć się w pięknie miękkie, neutralne niezbędniki, które przetrwają każdy rodzaj chaosu, jaki sprowadzi twoje dziecko, odkryj kolekcję organicznych kocyków i akcesoriów dla niemowląt od Kianao. Są tworzone w sposób zrównoważony, są szczere i nie będą cię oceniać za to, że nie masz pojęcia, co robisz.
Pytania, które gorączkowo googlowałem o 4 nad ranem, żebyś ty nie musiał
Czy tętno dziecka rzeczywiście cokolwiek mówi?
Nasza położna powiedziała mi, że pomysł, jakoby szybkie tętno (jak galopujący koń) oznaczało dziewczynkę, a wolniejsze (jak sapiący pociąg) chłopca, to absolutny nonsens. Tętno niemowląt ulega ciągłym wahaniom w zależności od tego, czy śpią, robią fikołki, czy po prostu istnieją. Moje dziewczynki brzmiały jak solówka na perkusji heavymetalowej za każdym razem, gdy przychodziliśmy na badanie, i nie oznaczało to niczego poza faktem, że żyły i były mocno naładowane kofeiną z drugiej ręki.
Czy wczesne domowe testy z krwi są w ogóle wiarygodne?
Z mojego głęboko wadliwego zrozumienia po lekturze z włączonym trybem paniki wynika, że są one dość dokładne, jeśli wykonasz je absolutnie bezbłędnie, ale wykonanie ich bezbłędnie jest niemożliwe. Jeśli jesteś tatą i przypadkowo chuchniesz na test, albo jeśli masz w domu gubiącego sierść psa płci męskiej, możesz zanieczyścić próbkę zewnętrznym męskim DNA i otrzymać fałszywy wynik wskazujący na „chłopca”. To w zasadzie bardzo drogi sposób na odkrycie, że twój dom jest pełen twoich własnych komórek naskórka.
Co się stanie, jeśli USG się pomyli?
Głównie panikujesz. To się zdarza, zazwyczaj dlatego, że dziecko ułożyło się w dziwnej pozycji albo, jak wspomniałem, pępowina zrobiła ci wizualny żart na ekranie. Sonografista zgaduje na podstawie doświadczenia i cieni. Jeśli się pomyli, po prostu kończysz z synem o imieniu Sue albo gorączkowo zwracasz mnóstwo bardzo specyficznych, kwiecistych pajacyków. Właśnie dlatego trzymaliśmy się niedźwiedzi polarnych.
Czy mogę ufać chińskiemu kalendarzowi płci?
Tylko jeśli ufasz również swojemu codziennemu horoskopowi przy rozliczaniu podatków. To fajna sztuczka na imprezę, ale opiera się na cyklach księżycowych i starożytnych wykresach, a nie na genetyce. Przepuściłem nasze daty przez trzy różne kalkulatory online i otrzymałem trzy różne odpowiedzi, co powinno ci powiedzieć wszystko, co musisz wiedzieć o matematyce w internecie.
Dlaczego moja partnerka ma tak dziwne zachcianki, skoro nie jest to związane z płcią?
Ponieważ właśnie od zera produkuje ludzki szkielet, używając do tego wyłącznie składników odżywczych ze swojego ciała, a jeśli jej mózg zdecyduje, że jedynym sposobem na osiągnięcie tego celu jest pochłonięcie całego słoika marynowanych cebulek o 2 nad ranem, po prostu podajesz jej ten słoik i cofasz się o krok. Nie analizuj tego za bardzo i zdecydowanie nie mów jej, że to oznacza, że będziecie mieli chłopca.





Udostępnij:
Cała prawda o przejściu na śpiworek dla malucha
1000 pierwszych dni życia: Jak przetrwać początkowy chaos