Siedziałam po turecku na podłodze w pokoju dziecięcym o drugiej w nocy, z klejem w jednej ręce i stertą rozmazanych zdjęć ze szpitala w drugiej, szlochając wniebogłosy, bo nie mogłam sobie przypomnieć dokładnego obwodu główki Huntera przy narodzinach. Mój najstarszy syn miał dokładnie trzy tygodnie. Krwawiłam, mleko przeciekało mi przez koszulkę, funkcjonowałam po jakichś czternastu minutach snu i pozwalałam, by ciężki, oprawiony w len pamiętnik maluszka doszczętnie niszczył moje poczucie własnej wartości. Książka żądała podania jego dokładnej wagi w trzecim tygodniu życia. Żądała pukla jego włosów. A on był praktycznie łysy, uwierzcie mi.
Jeśli czytasz te słowa, wpatrując się w przepiękny, ale całkowicie pusty album, który ktoś podarował ci na baby shower, będę z tobą szczera: zamknij go, schowaj do szuflady i weź głęboki oddech. Presja, jaką na siebie nakładamy, by być idealnymi amatorskimi archiwistkami, próbując jednocześnie utrzymać przy życiu zupełnie nowego człowieka, to czyste szaleństwo. Pomiędzy prowadzeniem mojego sklepu na Etsy z wolnego pokoju w naszym domu w Teksasie, a bieganiem za trójką dzieci poniżej piątego roku życia, dotarło do mnie, że branża poradników dla rodziców sprzedała nam jedno wielkie kłamstwo na temat tego, co tak naprawdę się liczy.
Moja babcia nigdy nie wypełniła żadnego oficjalnego pamiętnika dla mojej mamy. Miała darmowy kalendarz z banku przyczepiony do ściany w kuchni i dosłownie bazgrała „przekręciła się” albo „zjadła ziemię” w losowe wtorki, gdzieś pomiędzy listą zakupów. Moja mama, niech ją Bóg błogosławi, poszła w inną stronę i trzymała wszystkie moje mleczaki w woreczku strunowym w swojej szkatułce na biżuterię. To trochę przerażające, gdy natkniesz się na coś takiego, szukając kolczyków, ale przynajmniej nie kosztowało jej to trzystu złotych.
Absolutna pułapka tradycyjnych albumów
Wydałam mnóstwo pieniędzy na album dla Huntera. To było jedno z tych przepięknych, złoconych dzieł sztuki, które wyglądały, jakby ich miejsce było w muzeum, a w środku roiło się od najbardziej absurdalnych haseł do uzupełnienia. Cała strona była poświęcona „Pierwszej randce mamusi i tatusia” oraz „Naszemu dniu ślubu”. To super, jeśli twoje życie potoczyło się dokładnie według tego liniowego scenariusza, ale co z samotnymi matkami? Co z historiami leczenia in vitro, adopcjami czy rodzinami patchworkowymi? Całość wydawała się niesamowicie sztywna.
Była tam jedna sekcja z dziwną grafiką zastępczą i napisem „Baby M” na samej górze. Do dziś nie mam pojęcia, czy miało to oznaczać „Baby Milestones” (Kamienie milowe), czy drukarnia założyła, że każdy chce mieć tam wielki monogram, ale doprowadzało mnie to do szału, gdy próbowałam wymyślić, co na to nakleić. Spędziłam godziny, zadręczając się, by wypełnić każdą pustą linijkę idealnym charakterem pisma, przerażona, że popełnię błąd. W trzecim miesiącu byłam już tak wypalona z braku snu, że album Huntera po prostu nagle się urywa. Według oficjalnej dokumentacji, mój pierworodny syn przestał istnieć mniej więcej w czasie, gdy odkrył swoje własne dłonie.
Strony na odciski stópek są jeszcze gorsze – po prostu omiń je szerokim łukiem, chyba że lubisz szorować czarny tusz z dywanu.
Co pod nosem wymamrotał mój lekarz na temat prowadzenia pamiętnika
Kiedy zabrałam Huntera na bilans czteromiesięczniaka, byłam kłębkiem nerwów. Wyznałam doktorowi Evansowi, że czuję się jak porażka, bo nie aktualizowałam kupionych pamiętników i już zaczynam zapominać te wszystkie drobne rzeczy. Lekarz trochę się zaśmiał, sprawdził uszy Huntera i wspomniał, że przelewanie myśli na papier w okresie poporodowym jest ponoć świetne dla zdrowia psychicznego. Z tego, co zrozumiałam z jego wywodu, wyrzucenie chaosu ze zmęczonego mózgu na papier może pomóc przepracować ten potężny szok dla organizmu, co nieco obniża poziom lęku. Ale wyraźnie podkreślił, że to zadziała tylko wtedy, gdy będzie dla ciebie ulgą, a nie przykrym obowiązkiem.
W chwili, gdy hobby zamienia się w stresującą pracę domową, przestaje chronić twoje zdrowie psychiczne, a zaczyna mu aktywnie szkodzić. Więc całkowicie zmieniłam swoją strategię.
Obniżanie poprzeczki, aż znajdzie się pod ziemią
Zamiast nastawiać budzik na wklejanie zdjęć do albumu, jakby to był twój etat na pół gwizdka, gorąco polecam rzucić tani zeszyt na spirali w pokoju, w którym karmisz malucha, i po prostu zapisać jedno zdanie, gdy tylko coś ci wpadnie do głowy – nie przejmując się datami ani gramatyką. Mądrzy eksperci nazywają to łączeniem nawyków, ale ja nazywam to po prostu byciem realistką. Przecież i tak jesteś uwięziona pod śpiącym niemowlakiem.

Przestałam też próbować aranżować profesjonalne sesje zdjęciowe na każdy kolejny miesiąc życia. Zanim pojawiło się moje drugie dziecko, zrozumiałam, że prawdziwe wspomnienia to nie te wyreżyserowane, z drewnianymi klockami w tle. Prawdziwe wspomnienia to te chaotyczne, codzienne momenty.
Będę z tobą zupełnie szczera: moją ulubioną pamiątką z czasów noworodkowych mojego najmłodszego syna wcale nie jest książka, tylko Bambusowy kocyk dziecięcy w kolorowe jeżyki. Kupiłam go, bo ten leśny wzór był po prostu uroczy, ale stał się absolutnym centrum naszego wszechświata. Na każdym niepozowanym zdjęciu, jak śpi, bawi się czy ulewa w ciągu tych pierwszych sześciu miesięcy, w tle jest ten kocyk. To mieszanka organicznego bambusa i bawełny, więc jest absurdalnie miękki, ale co ważniejsze, przetrwał pranie chyba z czterysta razy. Kiedy patrzę na zdjęcia, na których jest otulony w te małe niebiesko-zielone jeżyki, wywołuje to we mnie o wiele więcej wspomnień niż sztampowy wpis o jego centylu wagowym. Naprawdę czuję, że to kawałek naszej historii.
Co prawda kupiłam również Niemowlęce body z bawełny organicznej na zdjęcia z okazji kolejnych miesięcy. Jest w porządku. Jest super elastyczne i nie podrażniało jego skóry, co jest ogromnym plusem, bo w naszym domu zmagamy się ze straszną egzemą. Ale to jednolite, jasne body, i jestem niemal pewna, że trwale poplamił je puree ze słodkich ziemniaków w ciągu jakichś czternastu sekund od założenia. Jak na bawełnę organiczną, cena jest przystępna, ale jeśli kupujesz je w nadziei, że pozostanie nieskazitelnie czyste i trafi do pudełka wspomnień, lepiej od razu zweryfikuj swoje oczekiwania albo wybierz ciemne kolory.
Aplikacje i nowoczesne alternatywy
Jeśli naprawdę chcesz pewnego dnia wręczyć swojemu dziecku oprawioną książkę, ale dobrze wiesz, że nigdy nie usiądziesz do niej z długopisem w ręku, aplikacje ratują życie. Wypróbowałam jedną, która dosłownie raz w tygodniu wysyła ci pytanie SMS-em. Odpowiadasz, dołączając zdjęcie z galerii i krótką wiadomość tekstową, a na koniec roku oni to wszystko drukują w formie książki i wysyłają ci pocztą. To jest genialne. Całkowicie uwalnia od poczucia winy.
Możesz też po prostu stworzyć cyfrowy album ze zdjęciami. Mam w telefonie udostępniony folder z mężem i moją mamą. Wrzucamy tam zdjęcia, a raz w roku pozwalam, by tania strona fotograficzna automatycznie złożyła z nich fotoksiążkę w miękkiej oprawie. Gotowe. Nie jest to żadne luksusowe wydanie z tłoczonymi literami, ale istnieje, a niedoskonała książka, która fizycznie istnieje, jest o niebo lepsza od pustego lnianego segregatora za osiem stówek kurzącego się na półce.
Terapia przedmiotami i rzeczy, które zachowujemy
Dla mnie częścią zachowywania wspomnień stało się zbieranie tych wszystkich dziwnych, małych przedmiotów, które definiowały dany etap. Kiedy bliźniaki ząbkowały, mój dom wyglądał jak strefa działań wojennych. W końcu pod wpływem impulsu kupiłam Gryzak Panda, bo desperacko szukaliśmy czegokolwiek, co powstrzyma ten płacz. Miały na jego punkcie obsesję. To taka płaska panda z silikonu spożywczego, którą łatwo mogły chwycić, i którą nieustannie żuły.

Mam mnóstwo szalonych, chaotycznych zdjęć, na których agresywnie gryzą tę pandę, posyłając mi przy tym mordercze spojrzenia. Kiedy w końcu wyrosły z fazy ząbkowania, umyłam go w zmywarce, wysuszyłam i wrzuciłam do ich pudełka wspomnień. Nie potrzebuję pisemnego wpisu w pamiętniku o ósmym miesiącu, ponieważ spojrzenie na tę wyżutą silikonową pandę natychmiast przywołuje dokładny zapach ich śliny i zmęczenie tamtych nocy.
Jeśli właśnie toniesz w poczuciu winy, że źle dokumentujesz życie swojego dziecka, proszę, posłuchaj mnie: twoje dziecko będzie wiedziało, że było kochane po tym, jak jesteś przy nim tu i teraz, a nie po tym, jak idealnie wykreowałaś jego niemowlęctwo w albumie. Jeśli chcesz zaopatrzyć się w sprzęt, który obiektywnie ułatwia codzienne życie, żebyś miała więcej energii, by po prostu być, możesz przejrzeć kilka naprawdę świetnych, niezbędnych ekologicznych akcesoriów dla niemowląt, których na serio używamy w naszym domu.
Koszty presji
Porozmawiajmy przez chwilę o budżecie, bo nikt cię nie ostrzega, jak droga jest branża nostalgii. Widzę na Instagramie te reklamy ręcznie robionych, skórzanych albumów na wspomnienia, które kosztują grubo ponad sześćset złotych. Dodaj do tego specjalne bezkwasowe pisaki, subskrypcje na drukowanie zdjęć, karty milowe i spersonalizowane pieczątki z imieniem, i nagle wydajesz małą fortunę tylko po to, by poczuć, że i tak nie dajesz rady.
Zaoszczędź te pieniądze. Kup pieluchy. Kup sobie gorącą kawę. Kup tani zeszyt w supermarkecie. Twoje dziecko, gdy skończy osiemnaście lat, nie popatrzy na idealnie sformatowaną stronę z ogłoszeniem o narodzinach i nie podziękuje ci za twoją zmysłową wizję estetyczną. Będzie się śmiać z tych okropnych, niepozowanych zdjęć, na których oboje śpicie z otwartymi buziami na kanapie.
Jesteśmy pierwszym pokoleniem rodziców, którzy noszą w kieszeniach aparaty o wysokiej rozdzielczości o każdej porze dnia i nocy. Twoje dziecko jest najlepiej udokumentowanym człowiekiem w historii świata. Nie zawodzisz go, zapominając zapisać daty, w której po raz pierwszy spróbowało groszku.
Jeśli jesteś gotowa porzucić poczucie winy i po prostu znaleźć praktyczne rzeczy, które pomogą ci przetrwać tydzień, sprawdź resztę sklepu. Złap za kocyk, weź gryzak i po prostu daj sobie trochę luzu.
Pytania, które ciągle dostaję od zmęczonych mam
Co, jeśli całkowicie przegapiłam pierwsze sześć miesięcy?
Po prostu zacznij od siódmego miesiąca. Serio, nikt nie przyjdzie na audyt twojej pracy. Napisz krótki, zabawny list na pierwszej stronie w stylu: „Przez pierwszą połowę roku działo się absolutne szaleństwo, więc zaczynamy od teraz” i idź dalej. Pół książki to wciąż książka.
Czy te cyfrowe fotoksiążki z aplikacji naprawdę są warte swoich pieniędzy?
Moim zdaniem tak, o ile masz na nie budżet. Płacisz za wygodę i pozbycie się wyrzutów sumienia. Jeśli wysłanie zdjęcia SMS-em raz w tygodniu to jedyny sposób, byś to zrobiła, to jest to warte opłaty za subskrypcję. Tylko upewnij się, że wybierasz aplikację, która pozwala wyeksportować twoje dane, w razie gdyby firma kiedykolwiek upadła.
Jak naprawić błąd napisany długopisem?
Nie naprawiasz. Przekreśl to brutalnie markerem, napisz poprawne słowo obok i pozwól dziecku zobaczyć, że jego matka była zmęczonym, omylnym człowiekiem. Albo naklej na to naklejkę. Ale szczerze mówiąc, te niechlujne skreślenia po czasie są nawet urocze.
Co mam zrobić ze szpitalnymi opaskami?
Przyklej je taśmą do wewnętrznej strony okładki jakiejkolwiek książki lub pudełka, którego używasz. Nie kombinuj za bardzo. Próbowałam użyć tych wymyślnych kropek kleju do scrapbookingu przy opaskach Huntera i i tak odpadły trzy dni później. Zwykła, przezroczysta taśma pakowa czyni cuda, uwierzcie mi.
Czy powinnam założyć oddzielną książkę dla drugiego dziecka?
Jeśli masz na to siłę, jasne. Kupiłam taką dla mojego drugiego dziecka, gapiłam się na nią przez trzy miesiące, a ostatecznie zaczęłam po prostu wrzucać jego USG i szpitalne odciski stópek do tego samego drewnianego pudełka, w którym trzymam resztę rzeczy Huntera. Niech się o nie pobiją po mojej śmierci.





Udostępnij:
Rozszyfrowujemy słowo „baby” (i inny dziwny slang)
Dlaczego mam mieszane uczucia wobec magicznego kombinezonu Baby Merlin