Była 4:12 nad ranem, a ja siedziałam na zimnych, heksagonalnych płytkach podłogi w łazience, przeciekając dosłownie z każdej strony. Maya miała dokładnie cztery dni. Mój starszy syn, Leo, który miał wtedy trzy lata, błogosławieństwem losu spał w pokoju obok, a mój mąż Dave był w kuchni, agresywnie wciskając przyciski ekspresu do kawy, jakby urządzenie było mu winne pieniądze. A Maya po prostu krzyczała. To nie było urocze, ciche kwilenie noworodka, ale przerażający, czerwony na twarzy, angażujący całe ciało wrzask pterodaktyla.
Miałam na sobie siateczkowe majtki poporodowe, które jakimś cudem zrolowały mi się aż na uda, i stanik do karmienia, który mocno pachniał skwaśniałym mlekiem i desperacją. Za każdym razem, gdy próbowałam ją nakarmić, wydawała z siebie ten okropny dźwięk kląskania. Klik, łyk, wrzask. Klik, łyk, wrzask. Byłam tak zmęczona, że fizycznie bolały mnie zęby.
Dokładnie w tym momencie przypomniałam sobie o Barbarze.
Barbara była pielęgniarką noworodkową w naszym szpitalu. Wiecie, tym poporodowym aniołem w fartuchu medycznym, który sprawdza twoje krwawienie i podaje te gigantyczne chłodzące wkłady. Dzień przed naszym wypisem Barbara usiadła na brzegu mojego szpitalnego łóżka, spojrzała w moje wielkie, przerażone oczy i zaserwowała mi w ekspresowym tempie potężną dawkę wiedzy o przetrwaniu z noworodkiem. Wtedy byłam tak nabuzowana adrenaliną i szpitalnymi krakersami, że ledwie jej słuchałam. Ale na podłodze w łazience o czwartej rano, jej słowa nagle uderzyły mnie jak tona cegieł.
Ta cała sprawa z żołądkiem wielkości szklanej kulki
Przysięgam, że lęk związany z karmieniem to jest to, co człowieka wykańcza. Siedziałam tam w panice, ponieważ Maya chciała jeść co czterdzieści pięć minut, a ja byłam przekonana, że moje mleko to w zasadzie sama woda i moje dziecko umiera z głodu. Ale Barbara powiedziała mi bardzo wyraźnie, że żołądek noworodka ma... dosłownie wielkość małej szklanej kulki.
Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że przesadza, żeby wywrzeć na mnie wrażenie. Ale najwyraźniej na początku mieści się tam tylko łyżeczka lub dwie mleka na raz? Co wyjaśnia, dlaczego muszą jeść od dziesięciu do dwunastu razy dziennie. Albo, w przypadku Mayi, cztery tysiące razy dziennie. Przetwarzają tę niewielką ilość mleka, wysikują ją, a potem żądają więcej. To niekończący się, zapętlony koszmar ciągłego podjadania.
A potem było to kląskanie.
Maya chwytała pierś, a ja słyszałam głośny dźwięk mlask, klik, mlask. Myślałam, że po prostu jest entuzjastycznym smakoszem. Ale leżąc na podłodze w łazience, przypomniałam sobie, jak Barbara poprawiała moje ułożenie rąk i mówiła coś o "asymetrycznym przystawieniu". Jeśli podczas ssania słychać kląskanie, to znaczy, że z każdym łykiem dziecko połyka gigantyczną kieszeń powietrza.
Co powoduje gazy. Co z kolei powoduje wrzask pterodaktyla o czwartej rano.
Mój lekarz próbował mi później wytłumaczyć ten mechanizm – coś o tym, że broda musi najpierw dotknąć piersi, a dolna warga powinna być wywinięta na zewnątrz jak u kaczki – ale szczerze mówiąc, to strasznie trudne do skoordynowania, gdy masz w rękach wijącego się, wściekłego ziemniaka. Barbara wcisnęła mi pod pachy poduszki (chyba nazwała to pozycją "spod pachy") i to zmusiło Mayę do szerokiego otwarcia buzi. Więc tam, na podłodze w łazience, chwyciłam zwinięty ręcznik kąpielowy, wcisnęłam go sobie pod ramię i spróbowałam ponownie. Kląskanie ustało. Dosłownie się popłakałam.
Dlaczego oddychanie niemowlęcia przeraża
Nikt cię nie ostrzega, że noworodki podczas snu brzmią jak zepsuty ekspres do kawy. Pierwszy tydzień z Leo spędziłam, trzymając mu pod nosem lusterko, żeby sprawdzić, czy zaparuje, ponieważ najpierw oddychał super szybko, a potem po prostu... przestawał. Na jakieś dziesięć sekund.

Kiedy urodziła się Maya, byłam już trochę mniej szalona, ale Barbara i tak musiała mi przypominać, że układy nerwowe noworodków są w zasadzie w fazie budowy. Stękają, parskają, robią pauzy, oddychają, jakby właśnie przebiegły maraton. Oglądanie tego jest przerażające. Ale jeśli będziesz podskakiwać i chwytać je za każdym razem, gdy wydadzą z siebie dziwny odgłos świnki, przypadkowo wybudzisz je z aktywnej fazy snu. Dave miał w zwyczaju wisieć nad koszem Mojżesza przy każdym piśnięciu, a ja musiałam dosłownie odciągać go za koszulę od piżamy. Po prostu dajcie im chwilę. W połowie przypadków po prostu przechodzą między cyklami snu i nawet nie są obudzone.
Barbara mruknęła też coś o odkładaniu dziecka, gdy jest "senne, ale wciąż rozbudzone", co jest oczywiście mitem wymyślonym przez ludzi, którzy nienawidzą matek, więc po prostu to zignorujemy.
Jeśli jesteś właśnie w samym środku bezsensownego przewijania telefonu o 4 rano, prawdopodobnie powinnaś zajrzeć do poradników przetrwania dla rodziców od Kianao, zanim kupisz na Amazonie trzy różne szumisie, których w ogóle nie potrzebujesz.
Magia zawijania ich jak burrito
Dobra, tu muszę przyznać, że kupiłam zdecydowanie za dużo niepotrzebnych rzeczy. Ale jedną rzeczą, którą pielęgniarka wbiła mi do głowy, było to, że noworodki tęsknią za łonem matki. Są przyzwyczajone do bycia wciśniętymi w ciemną, ciepłą, niezwykle ciasną przestrzeń, a nagle lądują w jasnym, zimnym świecie z kończynami, które losowo wymachują i uderzają je w twarz (odruch Moro to niezła jazda).
Barbara była czarodziejką od otulania. Potrafiła zawinąć dziecko tak ciasno, że wyglądało jak mała, niebieska gąsienica. Nigdy nie potrafiłam opanować szpitalnego składania kocyków, więc mocno polegałam na Bambusowym kocyku dla niemowląt w niebieskie kwiaty. Będę z wami szczera – to była moja ulubiona rzecz z całej wyprawki. Jest absurdalnie miękki, a ponieważ to bambus, jest też super elastyczny. Możesz naciągnąć go na tyle mocno, by zabezpieczyć małe rączki, nie martwiąc się, że dziecko się przegrzeje, bo bambus oddycha. Maya praktycznie w tym mieszkała. Przetrwał około osiemdziesięciu prań po najgorszych awariach pieluchowych, a wciąż w dotyku był jak masełko.
Dave kupił też wersję bambusowego kocyka w kolorowe liście. Jest absolutnie w porządku, robi dokładnie to samo, ale nie wiem, ten w kwiaty po prostu wydawał mi się przyjemniejszy? A może po prostu emocjonalnie się do niego przywiązałam, bo to jego użyłam tej nocy, kiedy w końcu przespała ciurkiem trzy godziny. Tak czy inaczej, ten w liście ostatecznie służył głównie do wycierania ulewań na tylnym siedzeniu samochodu.
Mówiąc o szalonych nocnych zakupach, tamtej nocy o trzeciej nad ranem kupiłam też tę Grzechotkę-gryzak z misiem. Maya nie miała jeszcze nawet zębów. Nie miała ich mieć przez kolejne sześć miesięcy. Ale wpadałam w paranoję z powodu jej przyszłego bólu, więc kupiłam drewniane kółko z szydełkowym misiem. Żeby być sprawiedliwą – później przeżuła go bez litości, a w dodatku jest organiczny, bezpieczny i w ogóle, ale kupienie go dla czterodniowego dziecka było czystą logiką prosto z deprywacji snu.
Krwawienie i koszyczki
Tak dużo mówimy o dziecku, ale pielęgniarka noworodkowa jest tam również dla ciebie. A nikt nie rozmawia o krwawieniu. O Boże, to krwawienie.

Pamiętam, jak Barbara mówiła mi, że kiedy karmię piersią, albo kiedy po prostu kładę nagą Mayę na mojej klatce piersiowej (kangurowanie), będę odczuwać intensywne skurcze. Podobno mózg uwalnia oksytocynę, która daje macicy sygnał, by skurczyła się z powrotem do swoich normalnych rozmiarów? Nie do końca łapię tę mechanikę, nie jestem lekarzem. Ale to prawda. Skurcze były bolesne, lecz moje krwawienie rzeczywiście spowolniło, kiedy bardzo dużo czasu spędzałyśmy w kontakcie skóra do skóry. Więc może naprawdę jest coś w tej magii hormonów.
Powiedziała mi też, żebym stworzyła "dziecięce stacje". Szczerze mówiąc, to była najmądrzejsza rzecz, jaką zrobiłam za drugim razem. Wzięłam z domu trzy losowe koszyki i postawiłam jeden w salonie, jeden w sypialni i jeden w łazience. Wypełniłam je pieluchami, chusteczkami, pieluszkami ulewajkami i gigantyczną butelką wody dla siebie. Plus przekąski, które można jeść jedną ręką. Głównie krakersy. Kiedy czujesz, że miednica ci odpadnie za każdym razem, gdy wstajesz, posiadanie stacji pieluszkowej dokładnie na wyciągnięcie ręki zmienia życie.
Dosłownie nie da się ich rozpieścić
Moja teściowa (niech ją Bóg błogosławi, miała dobre intencje) powtarzała mi, że jeśli będę brała Mayę na ręce za każdym razem, gdy płacze, to ją rozpieszczę. I że mną "manipuluje".
Czterodniowe niemowlę. Manipuluje mną.
Pamiętam, jak skarżyłam się na to Barbarze w szpitalu, a ona przybrała bardzo poważny wyraz twarzy. Powiedziała mi, że reagowanie na potrzeby noworodka nie tworzy złych nawyków. Zaspokaja to podstawową potrzebę neurologiczną. One jeszcze nie wiedzą, że są oddzielnym bytem od ciebie. Kiedy płaczą, a ty przychodzisz, koduje to w ich małych, kosmicznych mózgach zrozumienie, że świat jest bezpieczny.
Więc tak. Trzymałam ją. Trzymałam ją, gdy Dave parzył kawę, i trzymałam ją, gdy kląskała, bekała i zrujnowała mój ulubiony kocyk w kwiaty neonowożółtą kupą (która tak swoją drogą, pojawia się tuż po fazie czarnej jak smoła smółki – kolejna fajna niespodzianka).
Czwarty trymestr to po prostu przetrwanie. Jest brzydko i pięknie, a ty przez cały czas okropnie pachniesz. Ale jeśli masz odpowiednie rady – i odpowiedni elastyczny kocyk – wyjdziesz z tego żywa.
Jeśli kompletujesz swój własny zestaw przetrwania na 4 rano, kup produkty z kolekcji organicznych, oddychających niezbędników dla niemowląt od Kianao, zanim deprywacja snu zmusi cię do kupienia rzeczy, których tak naprawdę nie potrzebujesz.
Chaotyczne FAQ o pielęgniarkach noworodkowych i przetrwaniu z niemowlakiem
Co właściwie robi pielęgniarka noworodkowa?
Szczerze? Ratuje cię przed utratą zmysłów. W szpitalu sprawdzają parametry życiowe, naciskają ci na brzuch (co boli jak cholera) i uczą, jak utrzymać dziecko przy życiu. Jeśli wynajmiesz prywatną pielęgniarkę poporodową (lub doulę) do domu, w zasadzie przejmuje nocną zmianę, żebyś mogła się przespać, i naprawia takie rzeczy jak koszmarne problemy z przystawianiem czy nieudane otulanie. Są dosłownie czarodziejkami.
Czy to normalne, że moje dziecko je przez 45 minut, a potem płacze, że chce więcej?
Według każdej pielęgniarki, u której kiedykolwiek się wypłakiwałam – tak. Nazywa się to karmieniem klastrowym i zazwyczaj ma miejsce wieczorem. Zasadniczo dzieci w ten sposób składają zamówienie na jutrzejszą produkcję mleka, osuszając cię do cna już dziś. Masz wrażenie, że robisz coś źle, ale tak nie jest. Chwytaj za butelkę z wodą i krakersy.
Jak ciasno powinnam zawijać otulacz?
Ciaśniej niż myślisz, ale nie wokół bioder. Barbara powiedziała mi, że ich rączki powinny być unieruchomione dość ściśle, żeby nie wybudzały się przypadkowymi uderzeniami, ale ich nogi muszą mieć możliwość swobodnego rozłożenia się jak u żaby na dole, aby nie uszkodzić im stawów biodrowych. Jeśli mogą z łatwością wyciągnąć rączki na zewnątrz, zawinięcie jest zbyt luźne.
O co chodzi z tym kląskaniem podczas karmienia?
Oznacza to, że łykają powietrze, ponieważ uszczelnienie wokół piersi nie jest wystarczające. Doprowadzało mnie to do szału przy Mayi. Zazwyczaj oznacza to, że ich bródka musi być głębiej wtulona w pierś, albo że musisz zmienić pozycję do karmienia. Napraw to wcześnie, w przeciwnym razie będziesz miała do czynienia z dzieckiem pełnym pęcherzyków gazu, które wścieka się o trzeciej rano.
Czy naprawdę muszę stosować kontakt "skóra do skóry"?
To znaczy, nikt cię nie zmusza, ale to naprawdę pomaga. Miałam wrażenie, że to była jedyna rzecz, która uspokajała Mayę, kiedy wpadała w histerię. Plus, pielęgniarka powiedziała, że to stabilizuje ich temperaturę ciała i tętno. Po prostu rozbierz je do samej pieluszki, połóż na swojej klatce piersiowej i zarzuć im na plecy kocyk. To w zasadzie prawdziwa magia.





Udostępnij:
Dlaczego hasło z krzyżówki NYT o muzyku "Baby Beluga" odebrało mi resztki snu
Hit internetu, którego nigdy nie dawaj ząbkującemu niemowlakowi