Była 3:14 we wtorek nad ranem. Stałam w ciemnościach, ubrana w ciążowe legginsy, które powinnam była spalić dobre pół roku temu, i spraną studencką bluzę mojego męża Dave'a, wpatrując się w Mayę. Ściskała górną barierkę swojego łóżeczka jak mała, wściekła więźniarka domagająca się prawa do jednego telefonu. Oczywiście krzyczała. Nie z bólu, to był raczej pełen oburzenia, całkowicie przytomny ryk. I do tego stała. To było coś nowego. No, może nie tak zupełnie nowego – zaczęła to robić trzy dni wcześniej, co zbiegło się dokładnie z momentem, w którym ja całkowicie przestałam sypiać.

Mój wczorajszy, poranny kubek kawy stał na jej komodzie, pełny po brzegi, lodowaty i po cichu ze mnie drwił. Dave, który jakimś cudem potrafi przespać najgorszą burzę z piorunami, w końcu doczłapał do pokoju, przecierając oczy i wymamrotał coś niesamowicie odkrywczego w stylu: „Obudziła się?”. Nie, Dave, jodłuje przez sen. Ręce opadają.

Tak właśnie wygląda rzeczywistość tego konkretnego etapu rozwoju. Myślisz, że już rozgryzłaś swoje maleństwo, myślisz, że wypracowaliście stały rytm dnia, aż tu nagle jego mózg eksploduje nowymi umiejętnościami i staje się ono zupełnie innym, niesamowicie głośnym współlokatorem.

Ewolucyjny błąd w systemie, czyli nocne stanie w łóżeczku

Mój lekarz, dr Evans, który zawsze wygląda na tak bezczelnie wypoczętego, że mam ochotę wylać moją letnią kawę na jego nieskazitelnie biały fartuch, ostrzegał mnie przed tym podczas jej wizyty kontrolnej. Powiedział coś w stylu: „cóż, w tym wieku dzieci zaczynają się podciągać do stania i czasami ćwiczą to przez sen”. Ćwiczą? Przez sen? Co to za biologiczny błąd systemu? Wymamrotał coś o tym, że maluchy po prostu nie opanowały jeszcze mechaniki zginania kolan, by móc z powrotem usiąść. Więc budzą się, instynktownie dźwigają swoje ciałka w górę, a potem utykają, stojąc tak w ciemnościach, wyczerpane i przerażone własną pionowością.

Krótko mówiąc: twoje pięknie śpiące dziecko przepada. Puff.

Wszyscy instagramowi doradcy od snu radzą zazwyczaj: po prostu połóż je z powrotem, poklep materac i wyjdź z pokoju bez nawiązywania kontaktu wzrokowego — co jest absolutnie komiczne. Próbowaliście kiedyś zgiąć nogi sztywnego, wrzeszczącego niemowlaka w kompletnych ciemnościach, nie patrząc na niego? To jak próba złożenia zardzewiałego leżaka plażowego z wyjącą nad uchem syreną. Skończyło się na tym, że po prostu wzięłam ją na ręce, po czym natychmiast przestała płakać i spróbowała zjeść mój nos. Finał był taki, że przez czterdzieści pięć minut trzymałam dłoń płasko na jej klatce piersiowej, wisząc wykrzywiona nad barierką łóżeczka, aż do momentu, gdy kompletnie straciłam czucie w lędźwiach.

Wielka wojna o kuchenne szafki w naszym salonie

Skoro podciągała się w łóżeczku, oznaczało to, że podciąga się też wszędzie indziej. To ten wiek, w którym dzieci stają się przerażająco mobilne. I nie mówię tu o uroczym, spokojnym turlaniu się na kocyku. Mam na myśli aktywną, niszczycielską mobilność w stylu kamikadze. Leo, mój najstarszy syn, nauczył się pełzać jak komandos dokładnie w tym samym wieku i za punkt honoru postawił sobie znalezienie każdego kabla elektrycznego w naszym domu, próbując użyć go jako nici dentystycznej.

Maya całkowicie pominęła etap pełzania po wojskowemu i przeszła od razu do wspinania się na stolik kawowy, kanapę, psa, a także na moją nogę, akurat kiedy odcedzałam wrzący makaron. To po prostu nieustanne niebezpieczeństwo. Nagle uświadamiasz sobie, że cały twój dom to tak naprawdę zbiór ostrych krawędzi i toksycznych substancji, które tylko czekają, by wyrządzić krzywdę.

Musieliśmy więc zabezpieczyć dom przed dzieckiem. Co jest po prostu grzecznym sposobem na powiedzenie, że musisz całkowicie oszpecić swoje mieszkanie. Dave spędził całą sobotę, montując w naszych kuchennych szafkach plastikowe zamki magnetyczne, które rzekomo miały być „przyjazne dla dorosłych”. Prawda była taka, że przez kolejne sześć miesięcy dosłownie musiałam używać noża do masła, żeby podważyć drzwiczki i dostać się do własnych kubków. Kupiliśmy też te paskudne piankowe osłony na rogi, które reklamowano jako kolor „naturalnego drewna”, ale w rzeczywistości wyglądały jak tanie, beżowe plastry przyklejone do naszego pięknego stolika w stylu mid-century. A Maya? Po prostu podeszła, zdrapała je swoimi nowymi, malutkimi paznokciami i spróbowała zjeść warstwę z klejem. To zaowocowało naprawdę ekscytującym, pełnym paniki telefonem na dyżur toksykologiczny. Facet po drugiej stronie brzmiał na strasznie zmęczonego, złoty człowiek. Po prostu westchnął, powiedział, że to nietoksyczna taśma i kazał podać jej trochę wody. Sama panika, gdy twoje starsze niemowlę znajduje na podłodze coś niebezpiecznego, postarza cię o pięć lat w jedno popołudnie.

(Jeśli utknęłaś właśnie pod swoim nowo mobilnym maluchem i ukrywasz się w łazience, żeby zyskać pięć minut spokoju, zrób sobie przyjemność i przejrzyj naszą kolekcję ekologicznych ubranek dla niemowląt. Zasługujesz na to.)

Rzeczy, które faktycznie przetrwają każdą demolkę

A tak w ogóle, skoro już mowa o maluchach podciągających się na dosłownie wszystkim, co macie w domu, po prostu muszę Wam opowiedzieć o Tęczowym Stojaku Edukacyjnym. Kiedy Leo był w tym wieku, moja teściowa kupiła nam taki lichy, plastikowy stojak aktywizujący, który wygrywał trzy potwornie fałszujące, elektroniczne melodyjki. W ułamku sekundy, gdy tylko spróbował się o niego oprzeć i wstać, całe to ustrojstwo przewróciło mu się prosto na twarz. Totalna katastrofa. Morze łez.

Things that actually survive the destruction — Surviving the 9-Month Sleep Regression and Absolute Chaos

Ale przy Mai mieliśmy już drewniany tęczowy stojak od Kianao. Kupiłam go, gdy była jeszcze noworodkiem – początkowo tylko po to, żeby mogła leżeć pod spodem i wpatrywać się w małego, wiszącego, materiałowego słonika. Jednak w okolicach dziewiątego miesiąca życia zorientowała się, że ta drewniana konstrukcja w kształcie litery A jest niezwykle stabilna. Używała jej, żeby podciągać swoje malutkie ciałko do pionu chyba z pięćdziesiąt razy dziennie. I stojak ani drgnął! Poza tym jest naprawdę piękny. Nie przypomina eksplozji krzykliwego plastiku w moim salonie, co jest absolutnie kluczowe dla mojego zdrowia psychicznego, zwłaszcza gdy cała reszta domu wygląda jak po wybuchu bomby. To jedna z niewielu rzeczy, która z powodzeniem przetrwała od fazy leżącego, noworodkowego „ziemniaczka” aż do tej prawdziwie niszczycielskiej, mobilnej fazy.

Rzucanie borówkami i inne nowe pasje

A do tego dochodzi jedzenie. O rany, jedzenie.

Na tej samej wizycie doktor Evans zapytała, czy mała opanowała już chwyt szczypcowy. Wiecie, ten uroczy ruch kciukiem i palcem wskazującym, którego maluchy używają, żeby zbierać paprochy z dywanu. Przypomniałam sobie jak przez mgłę, że czytałam na blogu pewnej eko-mamy, że powinnam podawać jej malutkie kawałeczki miękkiego jedzenia, żeby mogła ćwiczyć samodzielne jedzenie. Zaczęłam więc kroić ugotowaną na parze marchewkę i awokado w mikroskopijną kostkę, bo panicznie bałam się, że się zadławi. To był wręcz paraliżujący strach. Przeczytałam jedną tragiczną historię o winogronie i nie spałam przez tydzień.

Ale maluchy CHCĄ jeść same. Wręcz się tego domagają. Kiedy tylko próbowałam zbliżyć łyżeczkę do ust Mai, wytrącała mi ją z ręki niczym mały ninja. Dajesz więc takiemu brzdącowi kawałek banana, a on z dumą chwyta go swoim małym chwytem szczypcowym, miażdży w piąstce, a potem wciera tę piąstkę prosto w oko. Każdy jeden posiłek musi się potem kończyć generalnym szorowaniem w wannie.

Pot, ślina i dlaczego odpuściłam sobie "prawdziwe" ubranka

Właśnie dlatego w zasadzie przestałam stroić maluchy w wymyślne ubranka. Pomiędzy plamami z rozgniecionego banana, wiadrami śliny od ciągłego ząbkowania a hektolitrami potu, który produkują, pędząc na czworaka po dywanie, ubrania po prostu się niszczą. Wciskanie sztywnych niemowlęcych dżinsów na dziecko, które robi na podłodze fikołki i beczki, to rodzaj tortury, w której zwyczajnie odmawiam udziału.

Sweat, drool, and giving up on real outfits — Surviving the 9-Month Sleep Regression and Absolute Chaos

Zaczęłam ubierać Mayę wyłącznie w niemowlęce body z bawełny organicznej. A mówiąc dokładniej, w to bez rękawków. Szczerze? Tak jest po prostu o niebo łatwiej. Kopertowy dekolt świetnie się rozciąga, więc nie muszę toczyć wojen, żeby przecisnąć go przez jej wielką głowę (oboje moich dzieci ma główki w 90. centylu, biedna moja miednica!), a organiczna bawełna naprawdę oddycha. Zauważyłam, że kiedy zakładałam jej tanie ubranka z domieszką poliestru z sieciówek, od pocierania brzuszkiem o podłogę podczas raczkowania dostawała na klatce piersiowej zaognionych, czerwonych potówek. Przy organicznej bawełnie ten problem całkowicie zniknął. Mamy w ciągłej rotacji jakieś sześć sztuk w barwach ziemi. Wypierz, załóż, upaćkaj batatem i powtórz.

Ząbkowanie, czyli nasz mały domowy horror

Ach, no i ząbkowanie! Zęby wyrastają jak grzyby po deszczu. Mai wyszły cztery górne naraz. To była istna rzeź. Bez przerwy gryzła własne rączki, barierkę łóżeczka i moje ramię.

Kupiłam jej Grzechotkę-Gryzak Króliczek, bo była urocza z tymi małymi szydełkowymi uszkami i pomyślałam, że będzie słodko wyglądać na zdjęciach. Szczerze? Jest w porządku. Wygląda prześlicznie, ale kiedy w środku nocy budził ją prawdziwy, potworny ból, uroczy szydełkowy króliczek zupełnie jej nie obchodził. Włóczka i tak od razu nasiąkała śliną. Chciała tylko agresywnie gryźć to zwykłe, drewniane kółko, ewentualnie kostki moich dłoni. Surowe drewno sprawdza się naprawdę świetnie, bo jest wystarczająco twarde, by przynieść odpowiedni ucisk opuchniętym dziąsłom, ale nie oczekujcie, że słodka buzia króliczka jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki uleczy furię ząbkowania. Czasami dzieci po prostu potrzebują pogryźć coś twardego i sobie pokrzyczeć.

Aha, no i będą krzyczeć wniebogłosy, jeśli tylko wyjdziesz z pokoju do toalety albo po szklankę wody, więc po prostu zaakceptuj fakt, że od teraz robisz wszystko z widownią uczepioną twojej lewej nogi.

Jak przetrwać poranek po ciężkiej nocy

Krótko mówiąc: ten etap daje w kość. Masz do czynienia z małym człowiekiem, który nagle ma swoje własne, zdecydowane zdanie, wszędzie go pełno i ma siłę w ramionach godną gimnastyka, ale jednocześnie potrafi kontrolować emocje na poziomie... cóż, niemowlaka. To wyczerpujące.

Tamtej nocy o 3:14? W końcu udało mi się ją uśpić. Wymknęłam się z pokoju jak włamywacz, wstrzymując oddech. Ale następnego ranka, kiedy się obudziła (o 6:00, bo porządne wyspanie się to już tylko pieśń przeszłości), podciągnęła się na szczebelkach łóżeczka, spojrzała prosto w moją zmęczoną, nieumytą twarz i po raz pierwszy wyraźnie wygaworzyła „mamamama”.

I serce całkowicie mi stopniało. Zapomniałam o bólu pleców i zimnej kawie. To naprawdę trudny czas, ale obserwowanie, jak to małe stworzenie na twoich oczach staje się prawdziwym człowiekiem, jest po prostu niesamowite.

Zanim przejdziesz do poniższej sekcji FAQ, sprawdź pełną ofertę ekologicznych niezbędników dla niemowląt marki Kianao – bo jeśli jesteś właśnie na tym etapie, przyda ci się każda wytrzymała i łatwa do wyprania pomoc, jaką tylko uda ci się znaleźć.

Pytania, które gorączkowo googlowałam o 2:00 w nocy

Dlaczego moje dziecko znów budzi się co godzinę?

Bo ich mózg dosłownie pracuje na najwyższych obrotach. Okej, lekarz powiedział mi, że to dlatego, że maluchy ćwiczą przez sen nowe umiejętności motoryczne, ale szczerze mówiąc, to czyste tortury. Właśnie nauczyły się wstawać, ale nie mają pojęcia, jak z powrotem usiąść. Zazwyczaj to mija po jakichś dwóch, trzech tygodniach, ale te tygodnie to istne piekło. Rób to, co musisz, żeby przetrwać. Wypij tę zimną kawę z wczoraj.

Co maluch powinien teraz jeść?

Wszystko, co da się pokroić na milion drobnych, miękkich kawałeczków, które chwilę później wylądują na Twojej świeżo umytej podłodze. Miękkie owoce, warzywa gotowane na parze, odrobina awokado. Oczywiście trzeba unikać miodu oraz wszystkiego, czym maluch mógłby się zadławić, jak całe winogrona czy parówki. Ale bądźmy szczerzy – w tym wieku większość wartości odżywczych moich dzieci i tak pochodziła z mleka z piersi lub modyfikowanego. Stałe pokarmy stanowiły po prostu bardzo brudzący projekt sensoryczno-artystyczny.

Czy do tej nauki stania potrzebne są buty?

O rany, zdecydowanie nie. Mój lekarz dosłownie się roześmiał, gdy zapytałam, czy powinnam kupić butki profilaktyczne do dreptania wokół stolika w salonie. Maluchy muszą czuć podłogę bosymi stópkami, aby nauczyć się łapać równowagę. Jeśli masz w domu zimną podłogę, załóż mu po prostu skarpetki z antypoślizgowymi gumkami, ale na pewno żadnych sztywnych butów. Zaoszczędź te pieniądze.

Dlaczego lęk separacyjny stał się nagle tak silny?

Pojęcie stałości obiektu! Wreszcie dociera do nich, że kiedy wychodzisz z pokoju, wciąż istniejesz gdzieś indziej – i są absolutnie wściekłe, że nie zabrałaś ich ze sobą. To całkowicie normalny etap rozwoju, ale w praktyce oznacza, że przez jakiś czas będziesz nosić kilkunastokilogramowy ciężar na biodrze, próbując jednocześnie zrobić sobie tosta.

Jak uchronić je przed upadkami, gdy próbują wstawać?

Nie uchronisz. Po prostu usuwasz z ich drogi najostrzejsze przedmioty i pozwalasz im przewracać się na te miękkie, opatulone pieluszką pupy. Na tym etapie maluchy są w zasadzie zrobione z gumy. Zabezpiecz najostrzejsze rogi stolika kawowego i po prostu się módl.