Kiedy byłam w siódmym miesiącu ciąży z Mayą, trzy różne osoby dały mi trzy zupełnie sprzeczne rady na temat tego, jak właściwie działa kupowanie przez innych wyprawki dla naszego noworodka. Moja teściowa upierała się, że goście po prostu podchodzą do czerwonego punktu obsługi z przodu sklepu, proszą miłą panią o wydrukowanie paragonu z moim nazwiskiem i wędrują między alejkami. Moja koleżanka z pracy głośno ostrzegała mnie w pokoju socjalnym, że jeśli nie ukryję mojej listy prezentów w internecie, dosłowni przestępcy znajdą mój adres domowy i ukradną moją tożsamość. A mój mąż, Dave, żył w przekonaniu, że po prostu klikamy przycisk w internecie, a pudło darmowych pieluch w magiczny sposób pojawia się na naszym ganku.
Tak więc siedziałam na dywanie w salonie o 2 w nocy, w dresach mojego męża, pijąc letnią kawę bezkofeinową (ech, najgorzej), płacząc nad aplikacją w telefonie, ponieważ nie potrafiłam rozgryźć, jak udostępnić moją listę ciociom z Ohio bez jednoczesnego – najwyraźniej – zapraszania do siebie złodziei tożsamości. To był totalny chaos.
Jeśli właśnie jedziecie na tym samym wózku, wpatrując się w górę różnych marek smoczków i próbując zrozumieć, jak ludzie właściwie znajdują wasze listy, doskonale to rozumiem. Ten system jest ogromny i dziwnie skomplikowany jak na coś, co z założenia miało być zabawą. Tak czy inaczej, chodzi o to, że spędziłam zdecydowanie zbyt dużo czasu, ucząc się na własnych błędach, więc porozmawiajmy po prostu o tym, jak to wszystko działa w prawdziwym życiu.
Gdzie u licha podziała się moja lista?
Okej, oto największy błąd, jaki popełniłam. Kiedy zakładałam konto, byłam tak przerażona wywodem mojej koleżanki z pracy o kradzieży tożsamości, że zaznaczyłam to małe okienko, które mówiło coś w stylu "ustaw moją listę jako prywatną". Myślałam, że to oznacza, że po prostu nie będzie się ona pojawiać w wyszukiwarce Google.
W rzeczywistości oznaczało to, że zniknęła z powierzchni ziemi. Puf. Przepadła.
Moja mama zadzwoniła do mnie w panice na trzy tygodnie przed baby shower, ponieważ żadna z jej przyjaciółek nie mogła znaleźć mojego nazwiska, gdy próbowały odszukać listę na stronie sklepu. Jeśli ustawisz prywatność jako ukrytą, nikt nie będzie mógł cię wyszukać. Musisz dosłownie wysłać gościom smsem konkretny, wygenerowany link. I uwierzcie mi, próba wytłumaczenia 75-letniej ciotecznej babci, że musi kliknąć niebieski hiperlink na swoim iPadzie, zamiast po prostu wpisać moje imię w pasek wyszukiwania, to jakiś koszmar.
Więc jeśli chcesz, żeby ludzie z łatwością znaleźli Twoją listę prezentów online lub przez aplikację, musisz zostawić ją jako publiczną. Goście po prostu wchodzą na stronę sklepu, wpisują Twoje imię i nazwisko, wybierają "Dziecko" jako rodzaj wydarzenia i bum, jesteś. I tak, dla tradycjonalistów, zawsze można pójść do punktu obsługi klienta w sklepie stacjonarnym i poprosić pracownika o znalezienie listy. Mama Dave'a tak zrobiła. Kupiła nam dokładnie zero rzeczy, o które faktycznie prosiłam, ale znalazła listę, więc chyba system działa.
Darmowa paczka powitalna to ściema (tak jakby)
Pamiętacie, jak Dave myślał, że dostaniemy darmowe rzeczy za samo istnienie? Cóż, nie. Wszędzie w internecie można natknąć się na zachwyty nad powitalnym zestawem za kilkaset złotych, który dostaje się za założenie listy wyprawkowej w dużej sieciówce. I ten zestaw naprawdę jest świetny – zazwyczaj zawiera butelkę, fajne chusteczki, kilka pieluch i mnóstwo kuponów zniżkowych. Ale nikt nie wręczy ci go tylko dlatego, że pobrałaś aplikację.

Weszłam do sklepu, dokulałam się do kasy i pewnym głosem poprosiłam o darmową paczkę. Pracujący tam nastolatek spojrzał na mnie jak na kosmitkę. Okazuje się, że są haczyki. Najpierw musisz dołączyć do ich programu lojalnościowego, co jest w porządku, ale potem musisz aktywnie dodać do listy co najmniej dziesięć unikalnych produktów. A POTEM – to jest część, na której poległam – ktoś musi kupić z Twojej listy produkty o wartości co najmniej 40 złotych.
Skończyło się na tym, że stałam w alejce, sama kupując zestaw ulewek z bawełny organicznej za 50 złotych i skanując własny kod kreskowy z aplikacji tylko po to, żeby system odblokował mi darmowe próbki. To było niedorzeczne, ale tak bardzo chciałam mieć tę maleńką buteleczkę płynu do mycia niemowląt.
O co szczerze radzę prosić
Kiedy już ogarniesz te techniczne bzdury, musisz w końcu umieścić konkretne rzeczy na liście. A kiedy jesteś w ciąży z pierwszym dzieckiem, wydaje ci się, że potrzebujesz wszystkiego. Podgrzewacze do chusteczek. Specjalistyczne sterylizatory do butelek. Ekspres, który idealnie odmierza mleko modyfikowane. Totalnie zaszalałam.
Zanim urodził się Leo, zdałam sobie sprawę, że dzieci potrzebują w zasadzie tylko bezpiecznego miejsca do spania, jedzenia i mnóstwa rzeczy do agresywnego gryzienia. Przy drugim dziecku staraliśmy się stawiać na bardziej zrównoważone, mniej plastikowe rzeczy, co oznaczało, że czasami szukaliśmy poza wielkimi sieciówkami lub używaliśmy zewnętrznych stron i aplikacji, aby to wszystko zsynchronizować.
A propos gryzienia, ząbkowanie to absolutny koszmar. Kiedy Leo ząbkował i wychodziły mu pierwsze trzonowce, obgryzał krawędź naszego stolika kawowego. Dosłownie drewno. Przyłapałam go też na gryzieniu pilota do telewizora. Było źle. W końcu kupiłam mu ten Gryzak dla niemowląt Dinozaur marki Kianao i to było prawdziwe wybawienie. Małe, teksturowane kolce na grzbiecie dinozaura docierały aż do tylnych dziąseł, gdzie ciśnienie było najgorsze. Poza tym to w 100% silikon spożywczy, więc mogłam go po prostu wrzucić do zmywarki, kiedy Leo – jak to miał w zwyczaju – zrzucił go na podłogę naszego minivana. To chyba jedyna kupiona przeze mnie rzecz, której używaliśmy codziennie przez sześć miesięcy.
Mieliśmy od nich również Gryzak dla niemowląt Awokado. Jest... w porządku. Jest super uroczy i ma przyjazną małą buźkę, ale szczerze mówiąc, Maya nie była nim specjalnie zachwycona. Ciągle go upuszczała. Kształt był może nieco trudniejszy do uchwycenia dla jej maleńkich rączek, kiedy była naprawdę malutka? Ale silikon jest całkowicie bezpieczny i nietoksyczny, więc cokolwiek udało jej się z niego pogryźć, było okej. Po prostu żył sobie na dnie torby na pieluchy jako opcja zapasowa.
Jeśli szukacie czegoś, co nie sprawi, że wasz salon będzie wyglądał jak eksplozja jaskrawego plastiku, dobrym pomysłem będzie sprawdzenie ekologicznych opcji gryzaków Kianao. Ten Ręcznie robiony gryzak z drewna i silikonu jest naprawdę przepiękny. Mój pediatra wspomniał kiedyś, że surowe drewno ma pewne naturalne właściwości antybakteryjne? Szczerze mówiąc, może i całkowicie przekręcam tę naukową wiedzę, ale z pewnością wydaje się to bezpieczniejsze niż wręczenie dziecku taniego kawałka plastiku, który po wyjęciu z opakowania dziwnie pachnie.
Lęk przed snem dziecka i rzeczy, których nie potrzebujesz
Skoro już mówimy o lekarzach, musimy porozmawiać o kwestiach związanych ze snem. Na jednej z moich pierwszych wizyt pediatra wręczył mi grubą broszurę na temat bezpiecznego snu i przysięgam, że w zasadzie nie spałam przez pierwsze sześć miesięcy. Po prostu leżałam w ciemności, wpatrując się, jak klatka piersiowa Mayi unosi się i opada, żeby upewnić się, że wszystko z nią w porządku.

Z tego, co wywnioskowałam z moich napędzanych lękiem nocnych lektur, dzieci powinny spać na całkowicie płaskiej, twardej powierzchni bez absolutnie niczego więcej w łóżeczku. Żadnych luźnych kocyków, pluszaków, niczego. Ale kiedy spojrzysz na katalogi z wyposażeniem pokoików dziecięcych, zawsze pokazują te wspaniałe łóżeczka wypełnione puszystymi ochraniaczami, pikowanymi leżaczkami i poduszkami.
To takie mylące, ponieważ sklepy sprzedają te rzeczy, więc zakładasz, że są bezpieczne, podczas gdy wytyczne medyczne mówią co innego. Skończyło się na tym, że usunęłam z mojej listy wszystkie te urocze, mięciutkie akcesoria. Poprosiliśmy po prostu o naprawdę twardy materac do łóżeczka i kilka śpiworków. To dość nudne, ale uchroniło mnie przed wpadaniem w panikę za każdym razem, gdy patrzyłam na elektroniczną nianię.
Zwroty i wielka panika kodów kreskowych z 2019 roku
Porozmawiajmy o zwracaniu rzeczy, ponieważ ludzie na pewno będą kupować wam ubranka w całkowicie nietrafionym sezonie. Maya urodziła się latem, a ktoś kupił nam masywny, puchaty kombinezon zimowy w rozmiarze noworodkowym. Kiedy zrobiło się na tyle chłodno, by go założyć, nosiła już ubranka dla półrocznych dzieci.
Sklepy zazwyczaj chwalą się niesamowitą, 365-dniową polityką zwrotów dla świeżo upieczonych rodziców, co brzmi wręcz bajecznie. Ale jest pewien ogromny haczyk, który niemal zrujnował mi życie: przedmiot MUSI być oznaczony jako kupiony na waszej liście, żeby przyjęli go z powrotem bez fizycznego paragonu.
Kiedy moja ciocia kupiła nam trzy opakowania pieluch dla noworodków (z których Maya wyrosła w dosłownie dziewięć dni), zapomniała poprosić kasjera o zeskanowanie kodu kreskowego listy. System nie wiedział więc, że kupiła je z mojego wykazu. Kiedy próbowałam wymienić nieotwarte paczki na większy rozmiar, system to zablokował – podobno wykorzystałam już limit zwrotów bez paragonu.
Oto mój chałupniczy trik na to wszystko: jeśli zauważysz, że ktoś kupił ci coś z twojej listy, ale ewidentnie nie użył skanera (ponieważ aplikacja nadal pokazuje "potrzebujesz 1"), wejdź w aplikację i sama ręcznie oznacz to jako kupione. Po prostu kliknij przycisk z napisem, że to ty dokonałaś zakupu. W ten sposób przedmiot zostanie zapisany w systemie, a kiedy po sześciu miesiącach pójdziesz zwrócić zduplikowany zestaw myjek, nie będziesz płakać przy punkcie obsługi klienta w koszuli poplamionej mlekiem.
Ponadto nie zapomnij o zniżce na zakończenie kompletowania listy. Na około osiem tygodni przed terminem porodu dostajesz kupon z 15% rabatem na to, co jeszcze na niej zostało. Wraz z Dave'em wykorzystaliśmy go do zakupu naprawdę drogiego fotelika samochodowego, którego nikt inny nie zamierzał nam kupić. Najlepsze jest to, że można go użyć dwukrotnie – raz online i raz w sklepie stacjonarnym. Dosłownie zapchaliśmy naszą listę artykułami domowymi, takimi jak ręczniki papierowe czy proszek do prania, tuż przed skorzystaniem z kuponu, żeby zgarnąć zniżkę na wszystko. Bez wstydu.
Zanim jednak całkowicie oszalejesz od patrzenia na maści na brodawki i aspiratory do nosa, weź głęboki oddech i może po prostu przejrzyj niezbędnik dla niemowląt od Kianao, aby znaleźć kilka zrównoważonych i uspokajających rzeczy, które nie wylądują ostatecznie na wysypisku śmieci. Listy wyprawkowe są stresujące, ale ostatecznie, gdy rodzi się dziecko, i tak zdajesz sobie sprawę, że używasz tylko połowy z tych wszystkich rzeczy.
Losowe pytania, na które chciałabym, żeby ktoś mi odpowiedział
Czy mogę dodać na moją listę w dużej sieciówce rzeczy z innych stron internetowych?
No więc nie. Czytałam na jakimś blogu, że mają taką "uniwersalną" funkcję, gdzie można dodać rzeczy z Etsy czy czegoś takiego, ale to kłamstwo. Na taką listę można dodać tylko asortyment ich własnego sklepu. Jeśli chcesz mieć prawdziwie mieszaną listę, musisz skorzystać z zewnętrznych stron czy aplikacji i podlinkować do nich swoją listę z supermarketu. To irytujące, ale to jedyny sposób, żeby mieć te ręcznie robione drewniane zabawki obok wielkich paczek pieluch.
Jak ukryć swój adres przed dziwakami, ale nadal pozwolić ludziom wysyłać mi prezenty?
Tego właśnie dotyczył ten cały paranoiczny wywód mojej koleżanki z pracy! Kiedy więc ustawiasz swoje dane do wysyłki, sklep ukrywa twój faktyczny adres przed gośćmi. Kiedy ciocia Linda kupuje ci kocyk, przy kasie widzi tylko "Adres listy prezentowej Sarah". Sklep zajmuje się samą wysyłką paczki. Zostaw więc swoją listę jako publiczną, by inni mogli ją znaleźć, bez obaw o to, że numer Twojego domu ujrzy światło dzienne.
Dlaczego moja zniżka za zamknięcie listy nie działa na niektóre rzeczy?
O rany, lista wykluczeń jest dłuższa niż mój paragon ze spożywczaka. Kupon na 15% zniżki jest świetny, ale zazwyczaj nie obejmuje marek wózków z najwyższej półki, niektórych fotelików samochodowych czy – co dziwne – np. konkretnych laktatorów. Zawsze czytajcie drobny druk, zanim założycie, że dostaniecie ogromną zniżkę na tę kołyskę za kilka tysięcy.
Czy goście mogą się zrzucić na droższe rzeczy?
Tak! Nazywają to prezentami grupowymi. Możesz to włączyć dla przedmiotów powyżej pewnej kwoty (wydaje mi się, że to okolice 200 złotych lub coś w tym stylu). Prawdę mówiąc to najlepsza funkcja, ponieważ oznacza to, że pięcioro twoich znajomych może dorzucić po stówce na zestaw podróżny, zamiast kupować ci pięć osobnych kompletów dziecięcych skarpetek, które bezwzględnie zgubisz w suszarce.





Udostępnij:
Jak przetrwać okres niemowlęcy, gdy każdy radzi co innego
Nocne karmienia: Jak uratował mnie serial "Ojcem mojego dziecka jest prezes"