Jest dokładnie 3:14 w nocy we wtorek, a ja stoję boso na lodowatych kafelkach w kuchni. Mam na sobie za dużą koszulkę mojego męża Dave'a z jakiejś konferencji technologicznej w 2016 roku i próbuję wytłumaczyć mojej zapłakanej czterolatce, dlaczego nie mogę przyszyć jej torby do brzucha. Maya jest absolutnie niepocieszona, agresywnie wyciera zakatarzony nos o moje gołe kolano i trzyma mój telefon, jakby to była święta relikwia. „Ale ja muszę być małym wombatem!” – zawodzi z głośnością, która grozi obudzeniem całej okolicy, nie wspominając o jej siedmioletnim bracie Leo, który śpi w pokoju obok.
Cała ta absurdalna sytuacja to wyłącznie moja wina, ponieważ jak idiotka desperacko szukałam sposobu na odwrócenie jej uwagi. Próbowaliście kiedyś obciąć paznokcie u stóp czterolatce? To jak negocjacje z zakładnikiem, który wrzeszczy, jakbyś próbowała amputować mu stopę zardzewiałą łyżką. Więc wczoraj po południu, podczas wielkiej bitwy o paznokcie w naszym salonie, dałam jej mój telefon. Otworzyłam Instagram, spodziewając się, że będzie oglądać te satysfakcjonujące filmiki z lukrowaniem ciasteczek, ale algorytm – który ewidentnie wie, że jestem słaba i zmęczona – podsunął jej rolkę z nieziemsko przystojnym australijskim ratownikiem dzikich zwierząt, który w ciemnościach karmi butelką osieroconego małego wombata.
I o rany, to było niezaprzeczalnie urocze. Maluch był prawie łysy i wyglądał jak pomarszczony ziemniak zawinięty w dziergany kocyk. Ale teraz, dwanaście godzin później, Maya ma egzystencjalny kryzys, ponieważ jest ludzkim dzieckiem, a nie lądowym torbaczem, podczas gdy ja piję wczorajszą letnią kawę prosto z wyszczerbionego kubka, bo jestem zbyt wyczerpana, żeby nacisnąć przycisk na mikrofalówce.
Przez internet dzikie zwierzęta wyglądają jak pluszaki
Sęk w tych filmikach o ratowaniu zwierząt polega na tym, że wszystko wydaje się na nich takie przytulne i łatwe do ogarnięcia. Widzisz to maleńkie, bezbronne stworzonko zawinięte w coś, co wygląda jak bardzo miękka ściereczka, i twój mózg od razu reaguje: „aww, też chcę takiego”. Maya oglądała ten filmik w kółko przez czterdzieści pięć minut. Dowiedziała się, że mały wombat zostaje w torbie matki od osiemnastu do dwudziestu czterech miesięcy, co totalnie rozwaliło jej system.
Mój system został rozwalony z zupełnie innych powodów – głównie dlatego, że wciąż bolą mnie plecy od noszenia ośmiomiesięcznego Leo w chuście. Perspektywa noszenia szybko rosnącego zwierzaka w kieszeni na brzuchu przez bite dwa lata brzmi dla mnie jak absolutny koszmar dla kręgosłupa. Swoją drogą, Dave przespał całe to moje odkrycie. Chrapał na górze, kiedy ja wpadłam do króliczej nory w internecie, próbując zrozumieć, jak matki wombatów radzą sobie z fizycznym obciążeniem noszenia „dwulatków”.
W każdym razie, chodzi o to, że te filmiki nigdy nie pokazują brutalnej prawdy o dorosłym osobniku, który jest w zasadzie czterdziestokilogramowym, napakowanym mięśniami głazem z gigantycznymi zębami gryzonia, które nigdy nie przestają rosnąć, i pazurami stworzonymi do rozrywania twardej ziemi. Jasne, wyglądają jak przerośnięte chomiki, ale gdybyś naprawdę podszedł do takiego w dziczy, prawdopodobnie zwaliłby cię z nóg jak kręgiel i odgryzłby ci piszczel.
Dlaczego teraz przerażają mnie choroby dzikich zwierząt
Ponieważ i tak nie spałam i nakręcałam się coraz bardziej, oczywiście zaczęłam wygooglować fakty na temat bezpieczeństwa wokół dzikich australijskich zwierząt. Bo co innego można robić o czwartej rano, kiedy twoje dziecko wreszcie zasnęło na kanapie, tuląc poduszkę dekoracyjną, jakby to było jej młode? Wtedy właśnie odkryłam choroby skóry, co szczerze mówiąc, wywindowało mój poziom niepokoju w kosmos.
Moja pediatra – która jest absolutną świętą i zasługuje na kosz z owocami, bo ciągle o północy wysyłam jej rozmazane zdjęcia tajemniczych krostek – powiedziała mi kiedyś, że na łonie natury powinniśmy z góry zakładać, iż każde puchate dzikie zwierzę jest chodzącą szalką Petriego pełną rzeczy, od których będziemy się drapać. Czytam więc te artykuły, pisane przez prawdziwych ekspertów od dzikiej przyrody, i okazuje się, że dzikie wombaty często cierpią na coś potwornego, co nazywa się świerzbem drążącym. Nauka mówi, że wywołuje to mikroskopijne roztocze, co samo w sobie brzmi głęboko niepokojąco, ale najgorsze jest to, że to w zasadzie psi świerzbowiec, który może przejść na człowieka, jeśli go dotkniesz.
Od razu przypomniał mi się moment, kiedy Leo wrócił z biwaku z dziwną, wypukłą, potwornie swędzącą wysypką na całych rękach, a ja kompletnie straciłam zmysły, myśląc, że złapał jakiegoś rzadkiego leśnego pasożyta. W totalnej panice rozebrałam go w gabinecie lekarskim, sama cała zlana potem w swoim swetrze, a doktor Aris tylko spojrzała spokojnie, westchnęła i powiedziała mi, że to tylko ostry rzut egzemy od taniego syntetycznego śpiwora, który kupiliśmy. Spędziłam trzy dni, przekonana, że mój syn ma robaki pod skórą, a to był tylko poliester.
Więc tak, jeśli Dave kiedykolwiek namówi mnie na wyjazd z rodziną do Australii, dziką przyrodę będziemy podziwiać z bardzo, bardzo bezpiecznej odległości zza grubej szyby, bo zwyczajnie nie poradzę sobie z międzynarodowym świerzbem.
Ubranka dla prawdziwych, ludzkich dzieci
Ten incydent z egzemą Leo właściwie całkowicie zmienił moje podejście do kupowania ubrań dla dzieci, co – o dziwo – wiąże się z ratownikami wombatów. Na tych filmikach rehabilitanci zawsze owijają uratowane sierotki w naturalne, oddychające włókna, takie jak czysta bawełna czy wełna, ponieważ w syntetycznych materiałach biedactwa się przegrzewają i dostają wysypki. Jeśli czysta bawełna to jedyna rzecz na tyle delikatna, by naśladować torbę matki dla straumatyzowanego dzikiego zwierzaka, to ma sens, że my również nie powinniśmy owijać naszych ludzkich niemowląt w plastikowe materiały.

Kiedy Maya była niemowlakiem, miała skórę tak samo wrażliwą jak Leo, więc w zasadzie wyrzuciłam połowę ubranek, które dostaliśmy w spadku, i zaczęłam polować na rzeczy organiczne. Tak trafiłam na Niemowlęce body bez rękawów z organicznej bawełny marki Kianao i przysięgam, że przez pierwsze pół roku jej życia ubierałam ją tylko w to. Niefarbowany, naturalny materiał był absolutnym wybawieniem dla jej wściekle czerwonych, podrażnionych plamek.
Są zrobione w dziewięćdziesięciu pięciu procentach z organicznej bawełny z odrobiną elastycznej domieszki. Mają też te kopertowe ramiona, które uratowały mi życie podczas tych spektakularnych awarii pieluchowych, kiedy trzeba zdjąć body, ściągając je w dół przez nogi, a nie przez głowę, żeby nie ubrudzić dziecku włosów kupą. Prały się pięknie, nie kurczyły się w dziwny, asymetryczny kwadrat jak w przypadku niektórych innych marek, których próbowałam, i były po prostu niesamowicie miękkie w dotyku. Wciąż kupuję je w prezencie na baby shower absolutnie każdej znajomej, która zachodzi w ciążę, bo nikt ci nie powie, jak bardzo skóra dziecka może się buntować, dopóki sama się z tym nie zmierzysz o drugiej nad ranem.
Jeśli macie dziecko ze skórą, która reaguje na wszystko, albo po prostu szukacie czegoś supermiękkiego, naprawdę powinniście przejrzeć kolekcje organiczne na stronie Kianao i sprawdzić, czy naturalne włókna pomogą uspokoić sytuację.
Zabawki, które pięknie wyglądają, ale masakrują mi stopy
Kiedy koło 4:30 rano wreszcie udało mi się uspokoić Mayę i przestała płakać z powodu braku torby na brzuchu, spróbowałam odwrócić jej uwagę, wyciągając pojemnik z zabawkami dla niemowląt, które mieliśmy oddać mojemu kuzynowi. Maya uwielbia grzebać w swoich starych rzeczach. Wyciągnęła z niego Drewniany stojak edukacyjny | Tęczowy zestaw z zabawkami w kształcie zwierzątek, którego używaliśmy, gdy była malutka.
Posłuchajcie, będę z wami całkowicie szczera na temat tego stojaka. Estetycznie jest po prostu piękny. Wygląda, jakby był wyjęty prosto z magazynu o minimalistycznych skandynawskich wnętrzach, a ten mały drewniany słonik, który z niego zwisa, jest uroczy. Maya potrafiła leżeć pod nim przez bite dwadzieścia minut, uderzając rączkami w kółka, co dawało mi dokładnie tyle czasu, by wypić gorącą kawę i tępo pogapić się w ścianę.
Ale też boleśnie uderzyłam się palcem u nogi o podstawę tej drewnianej ramy w kształcie litery A w ciemności więcej razy, niż chciałabym przyznać. Stojak jest solidny, co jest świetne dla bezpieczeństwa, ale okropne dla zmęczonych matek wlokących kosze z praniem przez salon o północy. Mimo wszystko, nigdy nie wydawał z siebie tych potwornych elektronicznych pisków, które wwiercają się w mózg, i nie świecił jak kasyno w Vegas, więc ostatecznie uznaję go za sukces. Tylko, wiecie, noście kapcie, jeśli zostawiacie go na podłodze.
Porozmawiajmy o kupach w kształcie sześcianów
Dobra, nie mogę pisać o moim zanurzeniu się w biologię torbaczy, nie wspominając o absolutnie najbardziej szalonym fakcie, jakiego się dowiedziałam, siedząc na podłodze w kuchni i czekając na wschód słońca. Wiedzieliście, że wombaty robią kupy w kształcie sześcianów?

Nie zmyślam tego. Dosłownie, sześciościenne, geometryczne kostki. Spędziłam absurdalną ilość czasu, próbując pojąć fizykę wewnętrzną niezbędną do wyprodukowania kwadratowego stolca z okrągłego otworu. To kompletnie rwie mi umysł. Jako kobieta, która urodziła dwoje czteroipółkilogramowych dzieci, i której dno miednicy trzyma się obecnie na słowo honoru i modlitwach, sama gimnastyka mięśniowa wymagana do uformowania odchodów w kostki do gry jest dla mnie niepojęta.
Podobno robią to po to, żeby ich kupy nie staczały się ze skał, ponieważ używają ich do oznaczania terytorium. Jasne, ewolucja jest niesamowita, ale wyobraźcie sobie tę hydraulikę. Wyobraźcie sobie te skurcze. Narzekam, kiedy zjem za dużo sera, a te małe, puchate czołgi dzień w dzień wyciskają z siebie klocki konstrukcyjne. Sprawia to, że moje własne dolegliwości fizyczne wydają się przy tym niewiarygodnie błahe.
Jeśli kiedykolwiek znajdziecie się w sytuacji, w której traficie na osieroconego torbacza, proszę, nie karmcie go krowim mlekiem z lodówki, bo dosłownie umrze od laktozy. Od razu zadzwońcie do ośrodka opieki nad dzikimi zwierzętami.
Powrót do ludzkich ubrań
Zanim Dave w końcu zszedł na dół o 6:45 rano, wyglądając na wypoczętego i pytając, czy skończyło nam się mleko owsiane, Maya porzuciła pomysł bycia nagim wombatem w torbie i postanowiła, że zamiast tego będzie „prawdziwą damą”. Emocjonalny rollercoaster u małych dzieci to nie przelewki, ludziska.
Zażądała założenia swoich „kręcących się rękawków”, jak nazywa Niemowlęcy pajacyk-body z organicznej bawełny z falbankami na rękawach. Kupiłam to w rozmiarze dla przedszkolaka wiele miesięcy temu, bo mam słabość do barw ziemi, a małe falbaniaste rękawki dodają dokładnie tyle dramatyzmu, by zaspokoić jej obecną obsesję na punkcie bycia damą, a jednocześnie są na tyle praktyczne, że może wspinać się po drabinkach na placu zabaw bez plątania się w materiale.
Został uszyty z tej samej miękkiej, organicznej bawełny co zwykłe body, więc nie podrażnia jej skóry, ale wygląda trochę bardziej elegancko. Co więcej, ma na dole zatrzaski, których ona nienawidzi, bo uważa, że są dla dzidziusiów, ale które ja uwielbiam, bo dzięki nim koszulka nie podwija się i nie odsłania jej brzucha na zimne powietrze, gdy wisi do góry nogami na drabinkach jak nietoperz.
W każdym razie, jeśli jesteście zmęczeni wciskaniem dziecka w sztywne ubrania, przez które marudzi, że coś je swędzi, powinniście zgarnąć trochę z tych organicznych baziaków od Kianao, żeby móc odhaczyć chociaż jeden powód do awantur na waszej gigantycznej rodzicielskiej liście rzeczy na dziś.
A ja idę teraz zaparzyć świeży dzbanek kawy. Może cztery kubki wystarczą, żeby wymazać z mojej pamięci obraz kupy w kształcie kostki.
Pytania, które zadałam sobie o 4 nad ranem
Czy mogę dotknąć dzikiego wombata, jeśli jakiegoś zobaczę?
O rany, nie. Absolutnie nie. Słuchajcie, moja nocna spirala lęku nauczyła mnie, że te zwierzaki przenoszą paskudne roztocza skórne wywołujące świerzb, którym można się zarazić. Poza tym ważą tyle, co uczeń podstawówki i mają pazury stworzone do kopania w litej skale. Jeśli jakiegoś zobaczycie, zróbcie rozmazane zdjęcie z bardzo dużej odległości i zostawcie go w spokoju.
Dlaczego małe wombaty tak długo zostają w torbie?
One dosłownie siedzą tam nawet do dwóch lat! Dwa lata! Z tego, co zdążyłam zrozumieć, rodzą się bardzo przedwcześnie i są ślepe, więc torba działa jak zewnętrzna macica. Szczerze mówiąc, to niesamowite, ale mój odcinek lędźwiowy boli z solidarności z matkami wombatów, które noszą dwulatka w hamaku na brzuchu.
Czy body z organicznej bawełny są faktycznie lepsze, czy tylko drogie?
Z mojego chaotycznego, pozbawionego snu doświadczenia wynika, że są absolutnie lepsze, jeśli twoje dziecko ma jakieś dziwne problemy skórne. Kiedy Leo był niemowlakiem, tanie materiały syntetyczne wywoływały u niego te okropne, swędzące czerwone wysypki, które przyprawiały mnie o potężny stres. Przejście na oddychającą, organiczną bawełnę autentycznie rozwiązało problem. Warto to zrobić, choćby po to, by uniknąć napadów płaczu o 2 w nocy z powodu swędzenia.
Co zrobić, gdy mój maluch domaga się bycia dzikim zwierzęciem?
Pijesz wczorajszą kawę, uprawomocniasz jego skrajnie irracjonalne uczucia i próbujesz odwrócić jego uwagę przekąską. Nawet nie próbuj używać logicznych argumentów, ponieważ logika nie istnieje w umyśle czterolatka, który chce mieć biologiczną torbę na brzuchu. Po prostu przeczekaj burzę i poczekaj, aż zamiast tego zdecyduje, że chce być dinozaurem.
Czy drewniany stojak edukacyjny zepsuje wygląd mojego salonu?
Wizualnie? Nie, wygląda naprawdę ładnie i nie będzie się gryzł z kanapą. Fizycznie? Może zmasakrować ci mały palec u nogi, jeśli nie patrzysz, gdzie idziesz w ciemności. Ale szczerze mówiąc, zdecydowanie wolę to od tych gigantycznych, plastikowych centrów zabawy, które grają blaszaną wersję „Starego Donalda”, dopóki nie masz ochoty wrzucić ich do oceanu.





Udostępnij:
Jak wózek Zoe Baby obalił moje mity o podwójnych wózkach
Cała prawda o motywie zebry w pokoju dziecka