Była dokładnie 19:43 we wtorek, miałam na sobie polarowy szlafrok, który pachniał lekko skwaśniałym mlekiem i desperacją, a moja siedmioletnia córka, Maya, pytała mnie, dlaczego dziewczyna w telewizorze rozmawia przez telefon z zakręconym kablem przymocowanym do ściany. Minęły zaledwie cztery minuty od włączenia netflixowego rebootu „Klubu Opiekunek” z 2020 roku, a ja już ściskałam w dłoni trzecią letnią kawę tego dnia, całkowicie nieprzygotowana na to, jak bardzo serial o nastolatkach namiesza mi w głowie.

Mój mąż, Dave, na wpół spał na drugim końcu kanapy, od czasu do czasu mrucząc coś o tym, że musimy wynieść śmieci do segregacji. Ale ja byłam zahipnotyzowana. Dorastając, dosłownie pożerałam książki Ann M. Martin. Tak bardzo chciałam być Claudią Kishi, że aż bolało. Ale siedząc tam jako trzydziestoparoletnia matka dwójki dzieci, patrząc, jak ta niesamowicie utalentowana, zróżnicowana obsada „Klubu Opiekunek” ogarnia życie, mój mózg całkowicie się zaciął. Nagle dotarło do mnie, że całe moje wyobrażenie o tym, co to znaczy zostawić swoje dzieci pod opieką drugiego człowieka, było całkowicie, fundamentalnie błędne.

Zanim miałam dzieci, wierzyłam, że znalezienie kogoś do opieki to po prostu układ bez większego ryzyka. Dzwonisz po nastolatkę z sąsiedztwa, wręczasz jej banknot, pokazujesz palcem pizzę na blacie i wychodzisz. Po prostu zakładasz, że utrzyma dziecko przy życiu, oglądając w tym czasie MTV. Ale po urodzeniu Mayi, a potem Leo (który ma teraz cztery lata i przechodzi fazę jedzenia tylko tego, co pomarańczowe), moja rzeczywistość się zmieniła. Zostawienie mojego malutkiego dziecka z obcą osobą wydawało się być niczym oddanie ważnego organu przypadkowemu przechodniowi. W każdym razie, chodzi o to, że oglądanie tego serialu nie tylko obudziło we mnie nostalgię za latami 90. – sprawiło, że nabawiłam się ogromnych kompleksów na punkcie moich własnych wyborów dotyczących opieki nad dziećmi.

Alicia Silverstone jest teraz mamą, a ja potrzebuję chwili, żeby to przetrawić

Czy możemy na sekundę się zatrzymać i docenić absolutne okrucieństwo obsadzenia Alicii Silverstone w roli mamy Kristy? Prawie zadławiłam się kawą. Cher Horowitz jest teraz wykończoną matką, próbującą ogarnąć patchworkową rodzinę i poradzić sobie z nastolatką, która nosi daszek przeciwsłoneczny w domu. W porządku. Nic mi nie jest. Musiałam tylko szybko spojrzeć w lustro i sprawdzić, czy nie przybyło mi zmarszczek na czole.

Ale oglądanie jej w roli Elizabeth Thomas-Brewer uderzyło w moje naprawdę czułe punkty. Ona po prostu próbuje to wszystko jakoś poskładać. I to sprawiło, że spojrzałam na same opiekunki – grane przez te genialne młode aktorki, takie jak Sophie Grace i Momona Tamada – zupełnie innymi oczami. Kiedy byłam dzieckiem, dziewczyny z „Klubu Opiekunek” były moimi rówieśniczkami. A teraz? To są dosłownie dzieci, którym powinnam powierzyć moje własne dzieci. Momona Tamada gra Claudię i o rany, ten dzieciak ubiera się lepiej, niż ja kiedykolwiek będę w całym moim życiu, ale pod tymi niesamowitymi strojami to są po prostu trzynastolatki. Trzynastolatki! Obecnie nie zaufałabym trzynastolatkowi nawet w kwestii podlewania moich roślin doniczkowych bez szczegółowego arkusza kalkulacyjnego.

A jednak serial przedstawia je jako superkompetentne, inteligentne emocjonalnie miniaturowe dorosłe. Stacey (Shay Rudolph) radzi sobie ze swoją cukrzycą typu 1 z większą gracją, niż ja znoszę lekki ból głowy. Dawn walczy o sprawiedliwość społeczną, podczas gdy ja próbuję tylko przypomnieć sobie, czy uprałam ulubioną koszulkę Leo w dinozaury. To uświadomiło mi, że moje przed-dziecięce przekonanie – że nastolatki są po prostu leniwe i uzależnione od ekranów – jest totalnie niesprawiedliwe, ale moja post-dziecięca rzeczywistość, w której pragnę opiekunki z tytułem magistra pedagogiki wczesnoszkolnej, też jest całkowicie oderwana od rzeczywistości.

Scena z gorączkującym maluchem, po której dosłownie dostałam pokrzywki

W pierwszym sezonie jest taki jeden odcinek – chyba czwarty, w którym Mary Anne (Malia Baker) pilnuje małej dziewczynki. Maya siedziała obok mnie, jedząc popcorn, totalnie zrelaksowana, podczas gdy ja z każdą minutą zapadałam się coraz głębiej w poduszki na kanapie. Dziewczynka dostaje potężnej gorączki. Takiej przerażającej, nagłej gorączki, która u maluchów potrafi wziąć się znikąd.

The toddler fever scene that gave me actual hives — Why The Netflix Baby-Sitters Club Cast Changed My Parenting

Poczułam, jak żołądek podchodzi mi do gardła. Nasza pediatra, doktor Evans, mimochodem wspomniała na wizycie kontrolnej półrocznego Leo, że gorączki u małych dzieci są super zdradliwe i że przy 40 stopniach naprawdę trzeba pędzić na pogotowie, a może mówiła, że wtedy, gdy są bardzo ospałe? Szczerze mówiąc, zasady wydają się zmieniać za każdym razem, gdy tam idę, a przez połowę czasu jestem tak niewyspana, że i tak gorączkowo wyszukuję objawy w Google o 3 nad ranem. Ale widząc Mary Anne – która w historii była najbardziej nieśmiałą, lękliwą postacią – całkowicie przejmującą inicjatywę, dzwoniącą po pogotowie i walczącą o to dziecko w szpitalu, po prostu opadła mi szczęka.

To sprawiło, że spojrzałam na Dave'a i powiedziałam: „O Boże, czy nasza opiekunka wie, co robić, jeśli u Leo nagle skoczy gorączka? Czy ona w ogóle wie, gdzie trzymamy termometr?”. Dave po prostu zamrugał i odpowiedział: „Kochanie, my sami nie wiemy, gdzie trzymamy termometr”. Co, szczerze mówiąc, było trafną uwagą.

To całkowicie zmieniło moją perspektywę – z pragnienia, by ktokolwiek po prostu był w domu, na chęć autentycznego przygotowania naszych opiekunek do tej roli, by mogły odnieść sukces. Oczekujemy, że poradzą sobie w kryzysie, ale nie dajemy im do tego narzędzi. Uświadomiłam sobie, że po prostu machałam na pożegnanie i zakładałam, że wszechświat sam ochroni moje dzieci, co jest szalone, gdy się nad tym głębiej zastanowić.

Odkryj kolekcję stojaków edukacyjnych i niezbędnych akcesoriów dla niemowląt Kianao tutaj, abyś mogła chociaż zostawić opiekunce porządny sprzęt na start.

Wyposażenie domu, dzięki któremu nastolatka nie będzie ci pisać SMS-ów co pięć minut

Kiedy Leo był malutki i po raz pierwszy przyszła do nas osoba spoza rodziny, żeby się nim zaopiekować, miałam lekki atak paniki. Nie chciałam, żeby biedna dziewczyna musiała bujać go na biodrze przez bite cztery godziny, bo miał właśnie fazę niesamowitego przywiązania. Dopiero co kupiłam Drewniany Stojak Edukacyjny | Zestaw z Misiem i Lamą od Kianao. Dave uważał, że całkowicie zwariowałam, zamawiając drewniany stojak szwajcarskiej marki, ale mówię wam, to było moje absolutne koło ratunkowe.

Ustawiłam go na dywanie tuż przed przyjściem opiekunki. Jest na nim wydziergana na szydełku mała lama i miś, a ponieważ to drewno i bawełna, nic nie świeci ani nie gra tej okropnej, elektronicznej muzyki, od której ma się ochotę wyrzucić wszystko przez okno. To naprawdę moja ulubiona rzecz, jaką dla niego kupiliśmy. Powiedziałam opiekunce: „Jeśli zacznie marudzić, po prostu połóż go pod lamą. Lama działa cuda”. I to faktycznie zadziałało. Godzinę później dostałam SMS-a ze zdjęciem, na którym Leo radośnie uderzał w małe, drewniane koraliki. Zapewnienie opiekunce narzędzi, które poważnie angażują dziecko, a jednocześnie nie przebodźcowują go do tego stopnia, by wybuchnęło płaczem, to już połowa sukcesu.

Z drugiej strony, zostawiłam jej też Silikonowy Gryzak Panda dla Niemowląt, ponieważ Leo właśnie intensywnie ząbkował. Słuchajcie, to wciąż gryzak. I to jest okej. To silikon spożywczy, motyw bambusa jest uroczy, a do tego jest super łatwy w myciu, co jest świetne. Ale Leo gryzł go może przez dziesięć minut, po czym rzucił go za kanapę i resztę wieczoru spędził, próbując żuć sznurówki od butów opiekunki. Sprawdza się w kryzysowych sytuacjach, ale dzieci zawsze będą tylko dziećmi. Możesz kupić najurokliwszy silikon na świecie, a one i tak czasem wolą po prostu lizać podłogę. Taka jest rzeczywistość.

Ubierz ich tak, żeby przetrwać pieluszkową awarię

Kolejną rzeczą, nad którą zmusił mnie do refleksji serial „Klub Opiekunek”, było to, jak dużą presję wywieramy na te dzieci, oczekując, że odnajdą się w naszych super specyficznych wyborach rodzicielskich. Claudia Kishi może i potrafi szyć własne ubrania, ale piętnastolatka z sąsiedztwa nie wie, jak zapiąć skomplikowany lniany rampers na sześć guzików, podczas gdy niemowlę wrzeszczy wniebogłosy.

Dress them for the blowout — Why The Netflix Baby-Sitters Club Cast Changed My Parenting

Moja strategia całkowicie się zmieniła. Przestałam ubierać Leo w urocze, ale skomplikowane stroje, gdy wychodziliśmy. Zamiast tego zaczęłam zostawiać go w Body Niemowlęcym Bez Rękawów z Bawełny Organicznej. Miałam chyba cztery takie sztuki. Mają one takie małe, kopertowe zakładki na ramionach, które zawsze niezręcznie demonstrowałam opiekunce przed wyjściem. Mówiłam coś w stylu: „Okej, jeśli będzie miał totalną awarię pieluchy, POD ŻADNYM POZOREM nie zdejmuj mu tego przez głowę, ściągnij to w dół przez ramiona i nóżki, jasne?”. Biedne dziewczyny zawsze patrzyły na mnie jak na wariatkę, ale wiem, że uchroniłam je przed niejedną dosłowną katastrofą. Poza tym to w 95% bawełna organiczna, więc jeśli trochę się spocił, odmawiając drzemki, jego skóra nie dostawała tej dziwnej, czerwonej wysypki, która często pojawiała się po tanich, poliestrowych mieszankach.

Musisz po prostu wymyślić, jak uczynić swój dom w stu procentach idiotoodpornym, ale też nastolatkoodpornym. Najlepiej zostawić listę numerów alarmowych na blacie obok przekąsek i modlić się, żeby wszyscy wciąż oddychali, gdy wrócisz z dwugodzinnej kolacji na mieście.

Klub, do którego wszyscy potajemnie próbujemy dołączyć

Myślę, że powodem, dla którego serial Netflixa tak bardzo we mnie uderzył – i dlaczego pozwoliłam Mayi go oglądać, mimo że niektóre tematy dotyczące randkowania i trudnych spraw rodzinnych są może trochę ponad jej głowę – jest to, że uosabia on ideę społeczności. Kristy, Mary Anne, Claudia, Dawn, Stacey... one są tam dla siebie nawzajem. Są oparciem dla rodziców w swoim mieście.

Macierzyństwo potrafi być niesamowicie izolujące. Siedzisz w domu, cała umazana purée z groszku i zastanawiasz się, czy nie niszczysz życia swojemu dziecku, bo pozwoliłaś mu przez godzinę pograć na iPadzie, żebyś mogła umyć włosy. Widok tych dziewczyn traktujących swoją pracę tak poważnie, z taką troską dających z siebie wszystko dla rodzin, u których pracują, to jak piękna fantazja o tym, jak powinna wyglądać społeczna opieka nad dziećmi.

Sprawiło to, że przestałam traktować opiekunki jak wymienne towary, a zaczęłam traktować je jak przedłużenie naszej rodziny. Teraz wypytuję o ich zawody sportowe i plany. Płacę im więcej, szczerze mówiąc, bo dobre wynagradzanie kogoś za pilnowanie twojego najcenniejszego skarbu to po prostu dobra karma. Nie oczekuję, że będą jak dziewczyny z obsady „Klubu Opiekunek”, ale oczekuję, że będzie im zależeć, a w zamian staram się być rodzicem na tyle zorganizowanym, by chociaż zostawić ten nieszczęsny termometr na kuchennym blacie.

W każdym razie, Maya właśnie błaga mnie, żebym kupiła jej przezroczysty telefon stacjonarny w internecie, więc muszę się tym zająć, zanim odgadnie moje hasło do PayPala.

Odkryj pełną kolekcję zrównoważonych, ekologicznych akcesoriów dla niemowląt Kianao, aby ułatwić życie swojej opiekunce (i sobie).

Trudne pytania o opiekunki i ekrany, które zadaje każdy z nas

Czy serial „Klub Opiekunek” z Netflixa jest naprawdę okej dla 7-latki?
Słuchajcie, pozwoliłam Mayi go oglądać, ale na pewno musiałam z pięćdziesiąt razy pauzować, żeby jej coś wyjaśnić. Rozmawiają o miesiączce, tożsamości płciowej, pojawia się postać transpłciowa i zmagają się z poważnymi traumami rodzinnymi, takimi jak porzucenie przez rodziców. Osobiście uwielbiałam te rozmowy z nią, ponieważ serial podchodzi do tego wszystkiego pięknie i całkowicie naturalnie. Jeśli jednak nie jesteś gotowa, by wyjaśniać, co oznacza słowo „panseksualny” w trakcie jedzenia płatków śniadaniowych, może poczekaj, aż skończą 9 czy 10 lat, jak sugerują kategorie wiekowe.

W jakim wieku szczerze mówiąc powinna być opiekunka?
Kiedyś myślałam, że 12 lat to świetny wiek, bo sama wtedy zaczynałam. O rany, nie. Teraz, kiedy mam dzieci? Naprawdę nie chcę, żeby ktoś poniżej 15 roku życia pilnował mojego niemowlaka, a i tak wolę starsze licealistki lub studentki. Ale to całkowicie zależy od dziecka. Niektóre 14-latki skończyły kursy pierwszej pomocy i są super dojrzałe, a niektóre 18-latki cały czas nagrywają TikToki w twojej łazience. Musisz po prostu zaufać swojemu instynktowi i zobaczyć, jak dogadują się z twoim dzieckiem podczas krótkiego dnia próbnego.

Jak sobie radzić z opiekunką, która nie zna podstaw pierwszej pomocy i opieki medycznej?
Szczerze mówiąc, uczysz je. To takie niezręczne, zapytać: „hej, wiesz jak zrobić RKO u niemowlęcia?”, bo brzmisz wtedy jak paranoiczna matka, ale musisz po prostu przełknąć dumę i to zrobić. Ja dosłownie wydrukowałam małą ściągawkę z tego, co robić w przypadku zadławienia, gdzie jest apteczka i jaka jest dokładna dawka paracetamolu dla dzieci na podstawie wagi Leo, a potem przykleiłam ją na lodówce. Jeśli myślą, że jestem wariatką, to w porządku. Jestem nią.

Czy płacisz opiekunkom więcej, jeśli mają certyfikat z pierwszej pomocy?
Tak. Zdecydowanie. Jeśli nastolatka poświęciła swój weekend, żeby pójść na szkolenie i nauczyć się ratować życie, dopłacam jej dodatkowe kilkanaście złotych za godzinę. Bierzcie wszystkie moje pieniądze. Tylko sprawcie, by moje dzieci nadal oddychały.

Jak przestać się stresować, kiedy w końcu wyjdziesz z domu na randkę?
Nie da się. To znaczy, może przy trzecim dziecku? Zazwyczaj spędzam pierwsze dwadzieścia minut każdego wyjścia z mężem, nerwowo zerkając na telefon pod stołem. Ale w końcu zaczyna działać wino lub ogarnia cię po prostu czyste zmęczenie i uświadamiasz sobie, że dzieci są odporne, a opiekunki przeważnie chcą po prostu dobrze wykonać swoją pracę i zjeść twoje drogie przekąski. Musisz po prostu wyjść za drzwi i odpuścić.