Był wtorek, początek listopada. Siedziałam w narożnej loży w kawiarni Red Roasters, ubrana w absurdalną, szmaragdową jedwabną bluzkę, której w żadnym wypadku nie powinnam była zakładać na wyjście z półrocznym dzieckiem. Maya była przypięta do mojej klatki piersiowej w nosidełku, w lewej garści trzymała pukiel moich włosów, a jej usta były dosłownie przyssane do mojego obojczyka. Dosłownie jak mały wampir.
Mój mąż, Dave, podszedł do nas z kawami – dużym, czarnym cold brew dla niego, bo jest psychopatą, który pije zimne z lodem w środku zimy, i ogromnym latte na mleku owsianym dla mnie, bo nie przespałam normalnie nocy od 2018 roku. Spojrzał tylko na moją twarz, wykrzywioną w czystym bólu, gdy Maya przegryzała się przez moją koszulę wprost do mojego ciała, po czym spokojnie odstawił napoje na stół.
– Dlaczego po prostu nie kupisz sobie jednego z tych naszyjników na ząbkowanie? – zapytał, biorąc łyk swojego głupiego cold brew.
Spojrzałam na niego w milczeniu. Czysta wściekłość, która we mnie wezbrała, była aż przerażająca. Miałam ochotę rzucić w niego moją gorącą latte przez stół. Zamiast tego wzięłam głęboki oddech i wygłosiłam wysoce kofeinowy, napędzany brakiem snu wykład, prosto w środku kawiarni.
Złudzenie bursztynowych koralików
Praktycznie straciłam przy nim panowanie nad sobą. Mówię: Dave, żartujesz sobie ze mnie? Czy ty nie czytałeś ani słowa o tych bursztynowych naszyjnikach? Tych, które zakłada się dziecku na szyję? Przecież to w zasadzie średniowieczne narzędzie tortur, które tylko udaje medycynę holistyczną. O rany, ale byłam wściekła.
Przypomniałam mu o naszym pediatrze, doktorze Arisie. Kiedy nasze starsze dziecko, Leo, ząbkowało, wpadłam w czarną dziurę zdesperowanego, nocnego googlowania i zapytałam doktora Arisa o bursztyn bałtycki. Jakaś mama na Instagramie zarzekała się, że bursztynowe koraliki nagrzewają się od skóry dziecka i uwalniają jakiś magiczny, przeciwbólowy kwas. Kwas bursztynowy, z tego co pamiętam? Ledwo zdałam chemię w liceum, więc nie do końca rozumiem, jak ciepło ciała miałoby stopić skamieniałą żywicę z drzew, ale mniejsza z tym – chodzi o to, że doktor Aris spojrzał na mnie, jakbym miała trzy głowy.
Powiedział mi, że nie ma absolutnie żadnych naukowych dowodów na to, że bursztyn w jakikolwiek sposób łagodzi ból dziąseł. Żadnych. Powiedział, że organizacje zdrowotne wydały kilka lat temu masowe ostrzeżenia, ponieważ niemowlęta dusiły się w łóżeczkach lub dławiły, gdy te liche sznureczki pękały, a koraliki rozsypywały się wszędzie. Był w tym naprawdę stanowczy. W zasadzie stwierdził, że gdyby kiedykolwiek zobaczył Leo noszącego jakąś biżuterię, osobiście by mu ją skonfiskował.
I tak oto siedziałam w Red Roasters, robiąc Dave'owi wykład o ryzyku uduszenia i medycznych ostrzeżeniach, podczas gdy nasza córka aktywnie próbowała wygryźć mi dziurę w mostku. Po prostu wspaniale. Idealny moment z życia rodzica.
Dave tylko zamrugał. – Sarah – powiedział powoli. – Nie chodziło mi o naszyjnik, który ma nosić Maya. Miałem na myśli naszyjnik na ząbkowanie dla mamy. Taki, żebyś to ty go nosiła. Żeby przestała wreszcie zjadać twoją jedwabną koszulę.
Aha.
Dzień, w którym odkryłam, że gryzaki do noszenia naprawdę istnieją
Nie miałam zielonego pojęcia, o czym on mówi, co jest dość żenujące, biorąc pod uwagę, że zawodowo piszę o rodzicielstwie. Ale okazuje się, że biżuteria na ząbkowanie dla mam to naprawdę wielka rzecz. To w zasadzie masywny naszyjnik wykonany z silikonu spożywczego i naturalnego drewna, który zakładasz na własną szyję, gdy trzymasz lub karmisz dziecko.

Dziecko może go chwytać, ciągnąć i żuć, a twoje włosy i obojczyki pozostają całkowicie nienaruszone.
To miało tak ogromny sens, że aż poczułam się głupio. Niemowlęta stają się bardzo "dotykalskie", gdy ząbkują. Chcą szczypać, ciągnąć i gryźć wszystko, co znajdzie się najbliżej ich małych, chwytnych pazurków. Kiedy trzymam Mayę, najbliższą rzeczą jestem ja sama. Jeśli umieszczę bezpieczny, fakturowany przedmiot prosto w jej "strefie ataku", rzuci się właśnie na niego.
Przed tym olśnieniem mieliśmy w domu tylko chaotyczne cmentarzysko luzem rzuconych gryzaków, walających się po całym domu i na dnie mojej torby na pieluchy. Większość z nich i tak była oblepiona kłaczkami.
Miałam jednak kilka zwykłych gryzaków, które naprawdę uwielbiałam. Moim absolutnym faworytem był ten Gryzak Lama, ponieważ był na tyle płaski, że idealnie wsuwał się do maleńkiej przedniej kieszeni w mojej torbie, nie wypychając jej. Ma pośrodku to małe wycięcie w kształcie serduszka, przez które Maya z obsesją wciskała swoje kciuki. Był w 100% silikonowy, więc mogłam go po prostu przepłukać pod gorącą wodą z kranu w restauracji, gdy – co było nieuniknione – zrzuciła go na brudną podłogę. Szczerze mówiąc, ta lama przetrwała niejedno.
Mieliśmy też jedną z tych Drewniano-silikonowych zawieszek do smoczka, która była całkiem w porządku. Nie zrozumcie mnie źle, jest pięknie wykonana, ale Maya nigdy nie przepadała za smoczkami. Po prostu od razu je wypluwała. Ostatecznie kończyło się na tym, że trzymała samą zawieszkę i żuła gładkie koraliki z drewna bukowego, kiedy jechałyśmy w wózku. Bardzo ją to zajmowało, ale zdecydowanie musiałam mieć na nią oko, żeby nie żuła samego metalowego klipsa. Niemowlęta są takie dziwne.
Jeśli akurat toniesz w niemowlęcej ślinie i desperacko szukasz rzeczy, które nie będą wyglądały jak jaskrawo kolorowe, plastikowe śmieci porozrzucane w twoim salonie, marka Kianao ma naprawdę piękną kolekcję zabawek do gryzienia i drewnianych stojaków edukacyjnych, które są w pełni bezpieczne i ekologiczne. Możesz sprawdzić ich kolekcję na ząbkowanie tutaj, jeśli potrzebujesz kupić sobie pięć minut świętego spokoju.
Zamrażarkowy błąd, którego nigdy sobie nie wybaczę
W każdym razie, kiedy tylko odkryłam cały ten koncept naszyjników dla mam, od razu taki zamówiłam. A że uważałam się za genialną matkę-kombinatorkę, postanowiłam wrzucić silikonowy naszyjnik do zamrażarki przed jego założeniem.

Nie róbcie tego. Naprawdę, nigdy tego nie róbcie.
Wyjęłam go z zamrażarki, założyłam na szyję (swoją drogą, to był mrożący krew w żyłach szok dla mojej własnej skóry) i pozwoliłam Mai działać. Wzięła jeden agresywny kęs zamrożonego silikonowego koralika, wydała z siebie przeraźliwy pisk i całkowicie zaniosła się płaczem.
W panice zadzwoniłam na infolinię naszej przychodni, bo myślałam, że ukruszyła sobie ząbek albo coś w tym stylu. Pielęgniarka – która z pewnością miała już do czynienia z moim specyficznym rodzajem chaosu – delikatnie mi wytłumaczyła, że zamrażanie silikonowych gryzaków sprawia, że stają się one twarde jak kamień. To w zasadzie tak samo, jakbyś wręczyła dziecku do ugryzienia kostkę lodu w chwili, gdy jego dziąsła są już niesamowicie zaognione i wrażliwe. To po prostu boli. I to bardzo.
Wyjaśniła mi, że z medycznego punktu widzenia ekstremalne zimno uszkadza delikatną tkankę dziąseł, a nawet może spowodować lekkie odmrożenia na ustach, jeśli dziecko potrzyma gryzak tam zbyt długo. Poczułam się jak najgorsza matka na świecie. Chciałam tylko uśmierzyć jej ból, a zamiast tego zmieniłam jej gryzak w lodową broń.
Złota zasada to: lodówka, a nie zamrażarka. Po prostu wrzucasz naszyjnik lub gryzak do lodówki obok mleka na jakieś piętnaście czy dwadzieścia minut. Staje się przyjemnie chłodny, co pomaga zmniejszyć ból dziąseł, ale silikon wciąż pozostaje miękki i elastyczny. Tak więc, tej lekcji nauczyłam się na własnych błędach.
A co z tymi siateczkowymi gryzakami do owoców? Tymi, do których wkłada się mrożone jagody? Wyrzuciłam je całkowicie po zaledwie jednym dniu, ponieważ czyszczenie rozmiękczonego banana z maleńkiej siateczki to moja osobista definicja piekła.
Na co naprawdę zwracać uwagę przy ich zakupie
Jeśli zamierzasz kupić naszyjnik na ząbkowanie dla mamy do noszenia, liczą się w zasadzie dwie rzeczy. I jeśli naszyjnik ich nie posiada, to nadaje się tylko do kosza.
Po pierwsze, musi mieć bezpieczne, wyrywane zapięcie. To sprawa bezdyskusyjna. Dzieci są przerażająco silne, kiedy są wściekłe i ząbkują. Gdyby Maya chwyciła naszyjnik, który nie rozpina się sam pod naciskiem, dosłownie by mnie udusiła albo zafundowała mi uraz kręgów szyjnych. Tego typu zapięcia po prostu odpinają się same, gdy dziecko mocniej pociągnie za koraliki, co zdarza się jakieś czterdzieści razy dziennie. Później po prostu łączysz je z powrotem na wcisk.
Po drugie, materiały muszą być całkowicie nietoksyczne, ponieważ ten naszyjnik będzie dosłownie mieszkał w buzi twojego dziecka. Zwracałam uwagę tylko na naszyjniki w 100% z silikonu spożywczego i surowego, naturalnego drewna.
Mniej więcej w tym samym czasie Dave kupił całkiem na serio Gryzak z Tapirem Malajskim, ponieważ jest wielkim fanem przyrody i chciał „uczyć ją o zagrożonych gatunkach”. Kochanie, ona ma dopiero sześć miesięcy i próbuje zjeść nasz dywan, na razie w ogóle nie obchodzi jej ochrona środowiska. Ale szczerze mówiąc? Czarno-biały kontrast na tapirze był świetny dla jej rozwijającego się wzroku i bardzo uwielbiała przeżuwać jego mały pyszczek.
Różnorodne tekstury mają ogromne znaczenie. Kiedy nosisz naszyjnik z koralikami o różnych rozmiarach – niektórymi drewnianymi, niektórymi z silikonu, niektórymi z prążkami – to świetnie potrafi dziecko zająć. To w zasadzie taki "fidget spinner" dla karmionego piersią niemowlaka. Kiedy karmiłam Mayę, zawsze próbowała uszczypnąć mnie w przedramię lub pociągnąć za włosy, ale odkąd zaczęłam nosić ten naszyjnik, jej małe rączki natychmiast odnajdywały koraliki. Pocierała gładkie drewno i żuła mięciutki silikon, a my w końcu mogłyśmy przebrnąć przez cały proces karmienia bez mojego krzywienia się z bólu.
Więc tak, Dave miał w tym rację. Nienawidzę przyznawać mu racji, ale naszyjnik na ząbkowanie noszony przez mamę diametralnie zmienił nasze życie. Nosiłam go absolutnie każdego dnia przez jakieś osiem miesięcy. Wyglądało to odrobinę dziwnie w połączeniu z moimi jedwabnymi bluzkami, ale przynajmniej te bluzki przetrwały cały rok bez wygryzionych w kołnierzykach dziur.
Jeśli właśnie znajdujesz się w samym środku tego oceanu śliny, krzyków i nieprzespanych nocy, po prostu wiedz, że to naprawdę mija. W końcu zęby się przebijają, a dzieci przestają traktować twoje obojczyki jako przekąskę. Zanim jednak to nastąpi, potrzebujesz czegoś, co odwróci ich uwagę. Sprawdź całą gamę bezpiecznych i zrównoważonych produktów dla dzieci od Kianao i znajdź coś, co zadowoli twojego małego raptora, zanim on całkowicie zrujnuje ci twoje ulubione koszule.
Trudne pytania, które wciąż od was słyszę
Czy naszyjniki na ząbkowanie są faktycznie bezpieczne w użyciu?
Okej, to w całości zależy od tego, kto je nosi. Czy zakładasz go dziecku? Nie. Absolutnie nie. Nigdy, ale to nigdy tego nie rób. To gigantyczne zagrożenie zadławienia i uduszenia, a pediatrzy tego nienawidzą. Ale jeśli to TY nosisz naszyjnik, a dziecko tylko go gryzie, podczas gdy jest on bezpiecznie zapięty na twojej szyi? Wtedy tak, jest to absolutnie bezpieczne. Po prostu zawsze upewniaj się, że ma to wyrywane na klik zapięcie, aby maluch przypadkiem cię nie udusił, gdy w przypływie złości szarpnie za niego z siłą tysiąca słońc.
Jak w ogóle czyścisz te rzeczy, skoro są żute przez cały boży dzień?
Jestem niebywale leniwą osobą, jeśli chodzi o zmywanie naczyń, ale akurat to jest dość proste. Te silikonowe zwyczajnie zdejmuję i myję prosto w zlewie ciepłą wodą i odrobiną zwykłego płynu do naczyń. Czasem, gdy Maya jest podziębiona, wrzucam te naszyjniki z samego silikonu na górną szufladę zmywarki. Jeśli jednak w grę wchodzą drewniane koraliki, nie możesz ich w żaden sposób moczyć, bo drewno się wypacza i zaczyna drzazgować. Ja więc po prostu przecieram drewniane elementy wilgotną, namydloną szmatką i zostawiam na blacie, żeby wyschły.
Czy mogę włożyć taki naszyjnik do zamrażarki, żeby był super zimny?
Błagam, uczcie się na moim własnym, tragicznym błędzie i NIE wkładajcie silikonu do zamrażarki. Zmienia się on wtedy w głaz i zrani niewyobrażalnie delikatne dziąsła waszego dziecka. Po prostu wsadź go do zwykłej lodówki na jakieś 20 minut, zanim go założysz na szyję. Będzie przyjemnie schłodzony, ale wciąż elastyczny i miły do żucia.
Kiedy powinnam zacząć nosić taki naszyjnik?
Szczerze mówiąc, zaczęłabym zakładać go już około 3. lub 4. miesiąca życia malucha, dokładnie wtedy, gdy dzieci zaczynają mieć potrzebę chwytania wszystkiego i wkładania do buzi. Nawet jeszcze przed właściwym wyrzynaniem się ząbków ich dziąsła bywają nabrzmiałe i obolałe, więc podczas karmienia po prostu potrzebują jakiegoś namacalnego przedmiotu w dłoni. W dodatku świetnie uczy to od samego początku ważnej zasady: „szarpiemy za naszyjnik, a nie za włosy mamusi”.
O co w ogóle chodzi z tym bursztynem bałtyckim? Czy to działa?
Posłuchajcie, doskonale wiem, że część osób wręcz daje się za niego pokroić, ale kiedy ja o niego zapytałam, mój pediatra właściwie na mnie nakrzyczał. Nie ma na świecie żadnych badań naukowych potwierdzających, że bursztyn w jakikolwiek sposób łagodzi ból, a owijanie śpiącego dziecka sznureczkiem małych koralików stwarza nieziemsko wielkie niebezpieczeństwo uduszenia. Pozostańcie przy masywnym, grubym silikonie, który wy same zakładacie na swoją szyję. Naprawdę nie warto dla naszyjnika fundować sobie aż takiego strachu i stresu, obiecuję.





Udostępnij:
Wielki mit ubranek dla mini-dorosłych i inne zimowe prawdy o niemowlętach
Dlaczego zamieniłam miniaturowe dżinsy na rampersy bombki (i wcale tego nie żałuję)