Kiedy zdecydowaliśmy, że bliźniaczki muszą nauczyć się jakiegoś mglistego poczucia odpowiedzialności, które nie wiązałoby się z trzymaniem mnie na nogach do 3 nad ranem, rady zaczęły napływać jak gęsta londyńska mgła. Moja mama zasugerowała golden retrievera, bo podobno uczą empatii. Moja była redaktorka, kobieta żyjąca wyłącznie o czarnej kawie i złośliwości, zaproponowała kota, ponieważ nie wymagają one absolutnie żadnego zaangażowania emocjonalnego. Z kolei mój szwagier – facet, któremu kiedyś udało się uśmiercić plastikową paprotkę – upierał się, żebyśmy sprawili sobie miniaturową świnkę.
Siedział w moim salonie, pił moje dobre piwo i tłumaczył, że są całkowicie hipoalergiczne, świetnie dogadują się z małymi dziećmi i już na zawsze zostają rozmiarów czajnika. Brzmiało to podejrzanie idealnie, a to najlepszy znak, że jakaś rodzicielska porada to wierutna bzdura.
Zaczęłam sprawdzać, z czym tak naprawdę wiąże się wychowywanie takiego stworzenia w domowych warunkach i powiem wam jedno: rzeczywistość jest znacznie bardziej destrukcyjna, niż mogłyby sugerować te wyidealizowane konta na Instagramie. Jeśli właśnie przeglądasz oferty lokalnych hodowców, podczas gdy twoje dziecko krzyczy, domagając się przekąski, odłóż telefon i pozwól, że uratuję cię przed tobą samym.
Wielkie kłamstwo o miniaturowych świnkach
Pierwszą rzeczą, którą musicie zrozumieć, jest to, że zwierzęta typu „teacup” czy „mikro” tak naprawdę nie występują w naturze. Prawdopodobnie powinnam była zorientować się w tym, zanim spędziłam trzy godziny na szukaniu informacji, jak nauczyć zwierzę hodowlane korzystania z kuwety. Nieetyczni hodowcy sprzedadzą ci zbyt młode zwierzę – zazwyczaj poniżej szóstego tygodnia życia – i będą szli w zaparte, że jego malutka postura to zasługa genetyki premium, a nie tego, że jest to po prostu zwierzęcy wcześniak.
Nasz lokalny weterynarz z sąsiedztwa, który zazwyczaj tylko wzdycha, gdy przynoszę zmasakrowane pluszaki dziewczynek na „operację”, niesamowicie się zdenerwował, gdy mimochodem wspomniałam o tym podczas rutynowego szczepienia. Mruczał pod nosem, że te zwierzęta desperacko potrzebują mleka matki przez pierwsze 16 godzin życia, żeby w ogóle zbudować jakikolwiek działający układ odpornościowy. Z tego, co mgliście rozumiem z nauk rolniczych, oddzielenie ich zanim napiją się tej specyficznej siary w zasadzie gwarantuje całe życie ogromnych rachunków za weterynarza i problemów behawioralnych.
Co więcej, zbyt wczesne odebranie ich matce oznacza, że nie mają szansy nauczyć się odpowiednich manier panujących w stadzie. Okazuje się, że samotne, nieodstawione od piersi zwierzę hodowlane dorastające w londyńskim mieszkaniu wcale nie wyrasta na wdzięcznego pomocnika rodem z filmów Disneya. Wyrasta za to na agresywny, gryzący koszmar, który terroryzuje twoje listwy przypodłogowe i bierze listonosza za zakładnika. Mieszkam już z dwiema dwulatkami, które gryzą, gdy są przemęczone; absolutnie odmawiam wprowadzenia do domu trzeciej.
Drapieżniki, ofiary i moje wrzeszczące córki
Oto podstawowa wada łączenia zwierząt hodowlanych z małymi ludźmi: psy i koty to drapieżniki, co oznacza, że zazwyczaj rozumieją chaotyczną, bezpośrednią agresję malucha. Świnki to jednak zwierzyna łowna. Cała ich biologia jest zaprogramowana tak, by nieustannie skanować horyzont w poszukiwaniu czegoś, co próbuje je zjeść.
Pomyślcie tylko, w jaki sposób dwulatek wchodzi w interakcję ze światem. Góruje nad wszystkim, piszczy z częstotliwością, która potrafi rozbić szkło, i rzuca swoje lepkie rączki w dół, żeby chwycić wszystko, co wpadnie mu w oko. Dla zwierzęcia będącego ofiarą, maluch schylający się, żeby je podnieść, idealnie naśladuje ptaka drapieżnego pikującego do ataku. Jestem niemal pewna, że Florence ma zdolności motoryczne małego gołębia – wiecie, dlaczego nigdy nie widuje się małych gołębi na Trafalgar Square? Prawdopodobnie ukrywają się przed wszystkim, co głośne i przerażające. Dokładnie tak samo czuje się domowa świnka, gdy zbliża się do niej małe dziecko.
Zamiast wymagać od dziecka, by nagle zyskało spokojną, medytacyjną energię buddyjskiego mnicha, posadźcie je na podłodze i pozwólcie zwierzęciu podejść na własnych warunkach, krążąc nerwowo w pobliżu, by w razie czego wkroczyć do akcji.
Zabezpieczanie domu przed stworzeniem, które potrafi cię przechytrzyć
Myślałam, że całkiem nieźle zabezpieczyliśmy nasze mieszkanie przed dziećmi. Mamy blokady na szafce z wybielaczem, piankowe osłony na rogach stolika kawowego i bramkę, która powstrzymuje bliźniaczki przed marszem do kuchni z żądaniem ciastek bladym świtem. Ale trzymanie wysoce inteligentnego, zmotywowanego jedzeniem zwierzęcia hodowlanego wymaga poziomu bezpieczeństwa zarezerwowanego zazwyczaj dla muzeów sztuki.

Jeśli myślicie, że dwulatek jest nieustępliwy, gdy wie, gdzie ukryte są czekoladowe ciastka, poczekajcie, aż poznacie zwierzę, którego jedynym ewolucyjnym celem jest wygrzebywanie zakopanych trufli. Oto krótka, przerażająca lista rzeczy, które znudzona, głodna świnka z przyjemnością zniszczy w waszym domu:
- Dolne szafki w kuchni: Rozpracują zabezpieczenia przed dziećmi szybciej niż wy.
- Twoją podłogę: Ponieważ linoleum najwyraźniej dla kopytka w dotyku przypomina miękką glebę.
- Każdy pozostawiony bez opieki kosz na pieluchy: O tym punkcie nawet nie chcę się rozwodzić.
Jeśli desperacko pragniecie świńskiej obecności w swojej kuchni, ale bez uszkodzeń strukturalnych, gorąco polecam Silikonową miseczkę z przegródką w kształcie świnki. Patrzyliście kiedyś, jak wasz maluch zamienia porę posiłku w dyscyplinę olimpijską polegającą na rzucaniu jedzeniem? Te urocze, pulchne rączki zdają się mieć tylko jedną misję: sprawić, by miska poleciała w kosmos. Florence nabrała ostatnio zwyczaju rzucania owsianką w ścianę w sekundzie, w której uznaje, że jest już najedzona.
Ta miseczka naprawdę trzyma się tacy krzesełka do karmienia. Przyssawka u podstawy jest agresywnie mocna (raz prawie podniosłam cały stół z Ikei, próbując ją oderwać), a małe świńskie uszka sprawiają, że dziewczynki chichoczą. Ma dwie sekcje, co jest genialne, bo broń Boże, żeby tłuczony groszek przypadkiem dotknął batata. Silikon spożywczy trafia prosto do zmywarki i bez szwanku znosi wrzącą wodę. Szczerze mówiąc, to jedyna wersja tego zwierzęcia, którą jestem skłonna tolerować w mojej jadalni.
Wielkie kłamstwo o hipoalergiczności
Pewnie, mają włosy zamiast sierści, więc nie wywołają ataku astmy, ale z drugiej strony nie potrafią kontrolować ciepłoty własnego ciała, więc spędzicie całą zimę, agresywnie nawilżając ich suchą, łuszczącą się skórę, próbując jednocześnie utrzymać w domu tropikalne 24 stopnie.
Akceptowalne alternatywy dla zwierząt hodowlanych
Jeśli wasze dziecko przechodzi właśnie wielką fascynację zwierzętami gospodarskimi, naprawdę nie musicie kupować żywego inwentarza. Możecie po prostu kupić rzeczy w ich kształcie. Na przykład pięknie wykonana dziecięca świnka skarbonka to fantastyczny sposób na zaspokojenie ich obsesji, a jednocześnie nauczenie ich, że wszystko w Londynie kosztuje co najmniej cztery funty.

Mamy też Miękkie klocki sensoryczne dla niemowląt. Są w porządku. Wykonano je z miękkiej gumy, a po bokach mają wytłoczone małe symbole zwierząt i owoców. Dział marketingu twierdzi, że uczą prostych pojęć matematycznych i trójwymiarowego postrzegania kolorów. Moje dziewczynki głównie próbują żuć wytłoczone winogrona albo rzucają nimi sobie nawzajem w głowy, kiedy ja próbuję zaparzyć filiżankę herbaty. Unoszą się na wodzie w wannie, co jest miłe, ale nie powiedziałabym, że już zamieniły moje dzieci w matematycznych geniuszy.
Jeśli chcecie wydać pieniądze na coś, co naprawdę poprawi wasze codzienne życie, przyjrzyjcie się ubraniom, które zakładacie swojemu dziecku. Ludzie mają obsesję na punkcie wrażliwej skóry bezwłosych zwierząt domowych, ale ludzkie niemowlęta są równie podatne na przypadkowe, potężne wysypki. Przysięgam, że Matilda dostała kiedyś pokrzywki, bo spojrzałam na nią, mając na sobie wełniany sweter.
Dla obu z nich w dużej mierze przerzuciliśmy się na Body niemowlęce z bawełny organicznej. To w 95% organiczna bawełna z domieszką elastanu dokładnie w takiej ilości, by nie trzeba było siłować się ze sztywną tubą materiału nad głową wierzgającego malucha. Zakładkowy dekolt jest genialny przy tych katastrofalnych przeciekach z pieluchy, kiedy trzeba ściągnąć całe ubranko w dół, zamiast przez twarz (jeśli wiecie, o czym mówię, to wiecie). Przetrwa cykl prania w 40 stopniach w nieskończoność, nie zamieniając się w zniekształconą szmatkę, i nie ma tych drapiących syntetycznych metek, które wydają się stworzone wyłącznie po to, by dręczyć niemowlęta.
Więcej praktycznych sposobów na ubranie wrzeszczącego potomstwa znajdziecie w kolekcji ubranek z bawełny organicznej od Kianao.
Koniec końców, wychowywanie dzieci jest już wystarczająco chaotyczne. I tak musicie negocjować z małymi dyktatorami, wywabiać z dywanów tajemnicze plamy i funkcjonować z deficytem snu, który złamałby normalnego człowieka. Nie potrzebujecie dodawać przycinania kopyt i piłowania kłów do swojej sobotniej porannej rutyny. Kupcie silikonowe miseczki, zaopatrzcie się w miękkie body, a prawdziwe zwierzęta hodowlane niech zostaną na farmie.
Odkryjcie pełną gamę akcesoriów do karmienia Kianao, aby znaleźć rzeczy, które szczerze ułatwią wam rodzicielskie życie, zamiast je nieskończenie utrudniać.
Brudna rzeczywistość małych świnek (i rzeczy, które je przypominają)
Czy te miniaturowe świnki „teacup” istnieją naprawdę?
Ani trochę. Nasz weterynarz w zasadzie wyśmiał mnie i wyrzucił z gabinetu, kiedy o to zapytałam. Zazwyczaj są to po prostu mocno niedożywione lub ekstremalnie młode zwykłe zwierzęta hodowlane, które wyrosną na masywne, ciężkie stworzenia, a te w końcu zablokują wasz korytarz i zjedzą listwy przypodłogowe.
Czy silikonowa miseczka-świnka od Kianao naprawdę będzie trzymać się mojego drewnianego stołu?
W większości przypadków tak. Jeśli powierzchnia jest w miarę gładka i czysta, przyssawka trzyma jak imadło. Jeśli wasz stół ma głębokie rustykalne żłobienia w drewnie, zdeterminowany maluch może ją w końcu podważyć, ale z pewnością powstrzymuje ona przypadkowe, szerokie wymachy rąk, które zazwyczaj posyłają obiady moich córek w przestworza.
Dlaczego powinnam się martwić o siarę w przypadku zwierząt hodowlanych?
Z tego, co zrozumiałam od lokalnego eksperta od rolnictwa, te pierwsze 16 godzin picia mleka matki to jedyna rzecz, która chroni zwierzę przed całkowitą zapaścią układu odpornościowego. Jeśli hodowca wręcza ci butelkę i malutkie zwierzątko, prawdopodobnie ograbił je z jedynej rzeczy, której naprawdę potrzebowało do przetrwania.
Czy mogę prać body z organicznej bawełny w wysokiej temperaturze?
Możecie, ale raczej nie powinniście, chyba że chcecie, żeby pasowały na lalkę. Ja wrzucam nasze na 40°C z jakimkolwiek łagodnym proszkiem, który akurat był na promocji w Tesco, i suszę je na kaloryferze. Jeszcze się nie skurczyły, a materiał pozostaje niesamowicie miękki, nawet po tym, jak Florence wsmaruje w kołnierzyk zgniecionego banana.
Czy domowe świnki są naprawdę hipoalergiczne?
Teoretycznie pewnie tak. Nie gubią sierści. Zrzucają za to gigantyczne ilości suchego naskórka, chyba że każdego dnia dosłownie smarujecie je balsamem. Szczerze mówiąc, już wolałabym odkurzać psią sierść.





Udostępnij:
Znalazłeś pisklę gołębia w ogrodzie? (Oto, co robić dalej)
Viralowy mem o małym pelikanie i czego uczą nas ptaki morskie