Droga Jess sprzed pół roku,

Doskonale wiem, gdzie teraz jesteś. Chowasz się w spiżarni, siedzisz na worku ryżu jaśminowego, udając, że szukasz dobrej kawy, a tak naprawdę próbujesz po prostu uciec przed hałasem. Do spodni do jogi masz przyklejoną taśmę pakową od pakowania zamówień z Etsy na wyspie kuchennej, Wyatt biega w kółko wokół kanapy, Emma krzyczy o zaginionej skarpetce, a mała P. robi tę swoją sztuczkę, polegającą na agresywnym uderzaniu obiema piąstkami w świecące klawisze tej okropnej elektronicznej zabawki.

Piszę to z przyszłości, żeby powiedzieć ci: po prostu weź głęboki oddech, wyjdź ze spiżarni i mimochodem wrzuć to plastikowe, zasilane bateriami monstrum prosto do kosza na zewnątrz. Obiecuję ci, że życie staje się o wiele lepsze, gdy tylko zrozumiesz, o co tak naprawdę chodzi z tym całym muzykowaniem niemowlaków.

Dlaczego już nigdy nie kupimy plastikowych maszynek do hałasowania

Muszę z tobą porozmawiać o tym neonowym keyboardzie, który ciocia Karen przyniosła na Święta. Wiesz, o którym mowa. Ma trzy ustawienia głośności i wszystkie brzmią jak „koncert stadionowy”. Ma przycisk demo, który gra agresywnie syntezatorową, techno wersję piosenki „Stary Donald farmę miał”, która utknęła ci w głowie tak głęboko, że nucisz ją podczas składania prania o północy.

To nie tylko głośność sprawia, że mam ochotę wyrywać sobie włosy z głowy, to te migające czerwone i niebieskie stroboskopy, które włączają się za każdym razem, gdy mała rączka muśnie klawisz. To przypomina automat do gier w Vegas, specjalnie zaprojektowany, by przebodźcować dziecko, aż dostanie ataku histerii. A co najgorsze? Przez połowę czasu czujnik się zacina, więc zabawka emituje tylko to wysokie brzęczenie z dna kosza na zabawki, dopóki nie przekopiesz się przez dwanaście warstw pluszaków, żeby przesunąć włącznik.

Moja babcia zawsze powtarzała, że głośny dom to szczęśliwy dom, niech ją Bóg błogosławi, ale ona nigdy nie musiała radzić sobie ze zwarciem w mikroczipie, podczas gdy maluch wlewał nieszczelny kubek soku jabłkowego prosto do kratki głośnika. Wyobrażenie głośnego domu według babci to dzieci bawiące się w berka na podwórku, a nie plastikowe pudełko krzyczące na ciebie odgłosami zwierząt w trzech różnych językach.

A jeśli chodzi o zapisywanie ich na prawdziwe, formalne zajęcia muzyczne już teraz? Nawet nie zawracaj sobie głowy płaceniem za lekcje gry na pianinie dla maluchów, dopóki nie skończą co najmniej czterech lat, ponieważ to absolutna strata twoich ciężko zarobionych pieniędzy.

Co dr Miller tak naprawdę powiedziała nam o uderzaniu w przedmioty

Pamiętasz, jak poszłyśmy z małą na badanie kontrolne i tak mimochodem poskarżyłam się na to ciągłe walenie? Spodziewałam się, że dr Miller po prostu pokiwa głową ze współczuciem, ale ona wręcz się tym podekscytowała. Według niej, kiedy niemowlak uderza w klawisz pianina, to nie znaczy, że po prostu próbuje przyprawić nas o migrenę. Najwyraźniej w jego mózgu odwala się właśnie kawał ciężkiej roboty.

Wspomniała coś o iskrzących synapsach i o tym, jak uderzanie w klawisze pomaga im ogarnąć koordynację ręka-oko. Zapewne ma to związek ze szlakami nerwowymi, czy inną nauką, która kryje się za tymi wielkimi, uroczymi oczami, ale sedno polega na tym, że uczą się związku przyczynowo-skutkowego. Uderzają w coś, to coś wydaje dźwięk. Uderzają mocniej, robi to głośniejszy hałas. Jestem prawie pewna, że powiedziała, iż to kładzie podwaliny pod rozwój mowy, co jest dla mnie jakimś kosmosem, ale uwierzę jej na słowo, skoro biologię w liceum zdałam ledwo-ledwo.

Sprawiło to, że poczułam się trochę winna z powodu narzekania na ten hałas, ale potem uświadomiłam sobie, że problemem nie było samo uderzanie. Problemem był ten okropny, syntetyczny, zasilany bateriami dźwięk. One nie potrzebują konsoli DJ-a; po prostu muszą odkrywać związki przyczynowo-skutkowe za pomocą czegoś, co naprawdę brzmi jak instrument.

Gdzie tak naprawdę zaczęła się muzyczna obsesja

Zanim mała P. w ogóle potrafiła samodzielnie usiąść, by terroryzować keyboard, już zaczynała łapać, o co chodzi w tej całej koncepcji „uderzania w rzeczy, żeby coś się zadziało”. Jeśli się nad tym głębiej zastanowić, droga do dziecięcego pianinka wcale nie zaczyna się od klawiszy.

Where the music obsession seriously started — Dear Past Me: What I Wish I Knew About Buying a Baby Piano

Zaczęło się od Drewnianego stojaka gimnastycznego dla niemowląt, który postawiliśmy w salonie. Będę z tobą szczera, to jedna z niewielu dziecięcych rzeczy, z których wyrastania autentycznie żałuję. To piękna, prosta drewniana konstrukcja w kształcie litery A z małymi, wiszącymi zwierzątkami i to było dla mnie wybawienie. Żadnych baterii, żadnych migających światełek, tylko naturalne drewno i miękki materiał. Leżała na plecach przez dwadzieścia minut bez przerwy, kopiąc swoimi pulchnymi nóżkami i uderzając w drewniane kółka tylko po to, by usłyszeć, jak o siebie stukają. To była jej pierwsza prawdziwa muzyka. Stojak wyglądał wspaniale w salonie, nie atakował moich zmysłów i nauczył ją dokładnie tej samej lekcji o przyczynie i skutku, którą później wykorzystała na pianinie.

Oś czasu małego muzyka

Kiedyś oglądałam na Instagramie rolki z trzyletnimi geniuszami grającymi Mozarta i zastanawiałam się, czy moje dzieci są po prostu fundamentalnie wadliwe, bo mój najstarszy zazwyczaj siadał na ławce od pianina i lizał klawisze. Nauczyłam się po prostu ignorować internet i patrzeć na to, co autentycznie dzieje się w moim własnym, chaotycznym domu.

Kiedy mają mniej niż sześć miesięcy, w zasadzie tylko chłoną to wszystko. Sadzasz je na kolanach przed prawdziwym keyboardem albo drewnianym pianinkiem, a one po prostu gapią się na czarno-biały kontrast. Potem około ósmego lub dziewiątego miesiąca zaczynają fazę „walenia całymi dłońmi”. Wygląda to dokładnie tak, jak brzmi. Po prostu walą w klawisze swoimi łapkami, jakby rozbijały pierś z kurczaka na obiad.

Zanim skończą roczek, staje się to nieco bardziej celowe. Zobaczysz, jak zaczynają wyodrębniać palec wskazujący, żeby nacisnąć jeden klawisz, patrząc na ciebie tak, jakby właśnie wynalazły sam dźwięk. Jest przy tym bałagan, jest głośno i nie ma to absolutnie żadnego sensu muzycznego, ale robią dokładnie to, co powinny w tym momencie robić.

Rzeczywistość: śmieci ze sklepu z zabawkami kontra drewniane instrumenty

Oto więc sekret, o którym chciałabym wiedzieć sześć miesięcy temu: potrzebujesz drewnianego pianinka dla niemowląt. Nie tego plastikowego szajsu. Prawdziwego, miniaturowego, drewnianego, które działa na małych wewnętrznych metalowych dzwoneczkach, a nie na płycie głównej zasilanej paluszkami AA.

The reality of toy store trash versus wooden instruments — Dear Past Me: What I Wish I Knew About Buying a Baby Piano

W końcu trochę zaoszczędziliśmy i kupiliśmy przepiękne, ekologiczne drewniane pianinko dla dzieci. Owszem, kosztowało więcej niż ten tani plastikowy bubel z hipermarketu, ale jestem niesamowicie oszczędna i uwierz mi, było warte każdego centa. Wydaje miękki, niemal dzwonkowy dźwięk, kiedy się uderza w klawisze. Nie trzeba go podłączać do prądu. W bawialni wygląda jak prawdziwy mebel, a nie jak kawałek neonowego śmiecia.

A ponieważ jego blat to po prostu płaska drewniana powierzchnia, dzieci używają go do wszystkiego. W tej chwili Emma korzysta z Zestawu miękkich klocków dla niemowląt, żeby zbudować wieżę na pianinie. Będę całkowicie szczera, jeśli chodzi o te klocki — to po prostu miękkie, gumowe klocki. Mają na sobie małe cyferki i zwierzątka, i są w porządku. Głównym powodem, dla którego je lubię, jest to, że kiedy Wyatt z nieuniknionym atakiem złości rzuca jednym z nich przez cały pokój, odbija się on od ściany, zamiast robić dziurę w tynku. Nie nauczą one w magiczny sposób twojego dziecka rachunku różniczkowego, ale ładnie układają się na pokrywie pianina i to zapewnia dzieciom zajęcie, kiedy ja odpisuję na maile.

Przestań robić z dziecka gwiazdę estrady

Kiedy w końcu dorobiliśmy się porządnego instrumentu w domu, wpadła moja mama i od razu zaczęła próbować pokazać Emmie, jak zagrać „Wlazł kotek na płotek”. Kiedy Emma chciała po prostu walić w niskie tony i uciec, moja mama oburzyła się i stwierdziła: „Jeśli nie zmusisz ich do siedzenia i ćwiczenia, nigdy nie nauczą się dyscypliny”.

Jeśli myślisz, że zamienienie muzyki w przykry obowiązek, ślęczenie nad maluchem z instrukcjami i zmuszanie go do spokojnego siedzenia na ławce przez dwadzieścia minut magicznie stworzy klasycznie wykształconego pianistę, to bujasz w obłokach i sprawisz tylko, że wszyscy w domu będą nieszczęśliwi.

Dzieci w tym wieku uczą się poprzez zabawę. Kropka. Czasami mała P. po prostu podczołguje się do pianinka w swoim Niemowlęcym body z bawełny organicznej, uderza w trzy klawisze, ślini drewno i odchodzi, żeby terroryzować rodzinnego psa. To jej dzisiejsza sesja ćwiczeniowa. I to jest całkowicie w porządku. Po prostu zostaw pianino w miejscu, do którego mogą dosięgnąć, pozwól im podejść do niego na własnych warunkach i pozwolić im odejść, kiedy się znudzą.

Jeśli chcesz przetrwać ten etap bez utraty zmysłów, musisz uważnie selekcjonować zabawki, które wpuszczasz do swojego domu. Odkryj kolekcję zabawek edukacyjnych Kianao, jeśli chcesz znaleźć rzeczy, które autentycznie wspierają ich rozwój bez wywoływania u ciebie chęci noszenia stoperów do uszu we własnym domu.

Więc, Jess z przeszłości, wyjdź ze spiżarni. Wypij swoją zimną kawę. Wyrzuć plastikowy keyboard do pojemnika na używane rzeczy — albo jeszcze lepiej, na śmietnik — i idź zamówić coś wykonanego z drewna. Świetnie ci idzie.

Ściskam,
Jess z Przyszłości

Gotowi ulepszyć swój pokój zabaw i ocalić swoje zdrowie psychiczne? Wyrzućcie baterie i sprawdźcie nasze ekologiczne, pięknie wykonane zabawki wczesnorozwojowe, zanim na waszym progu wyląduje kolejny głośny prezent.

Rzeczy, które pewnie chcesz wiedzieć, ale jesteś zbyt zmęczona, żeby je wygooglować

Kiedy moje dziecko tak naprawdę zagra prawdziwą piosenkę?
Szczerze? Prawdopodobnie nie przed osiągnięciem wieku sześciu czy siedmiu lat i podjęciem prawdziwych lekcji. Na ten moment ich wersja „piosenki” to uderzenie w najwyższy klawisz trzy razy, a potem wrzask. Po prostu obniż swoje oczekiwania do minimum i ciesz się faktem, że jakoś się same zabawiają.

Czy drewniane pianinka naprawdę są warte tych dodatkowych pieniędzy?
Powiem ci całkowicie szczerze — tak. Na tysiąc procent tak. Nienawidzę niepotrzebnie wydawać pieniędzy, ale różnica między delikatnym mechanicznym dzwoneczkiem a ryczącym głośnikiem elektronicznym to różnica między spędzeniem miłego popołudnia a zjedzeniem ze stresu całej paczki ciastek Oreo.

Jak zmyć lepkie odciski palców z klawiszy?
Jeśli kupisz drewniane, po prostu użyj lekko wilgotnej szmatki z odrobiną łagodnego mydła. Nie używaj tych ostrych chemicznych chusteczek do naturalnego drewna, to niszczy wykończenie. Po prostu przetrzyj je po tym, jak dzieci pójdą spać, zakładając, że starczy ci sił na samo trzymanie szmatki.

A co, jeśli moje dziecko po prostu uderza w klawisze stopami?
Niech uderza! Wyatt przeszedł przez fazę, w której kładł się na plecach i kopał w klawisze piętami. To dziwne, ale to wciąż nauka o przyczynie i skutku, a poza tym zajmuje mu to czas, gdy ty zmieniasz pranie. Potraktuj to jako małe zwycięstwo.

Czy powinnam zapisać mojego malucha na formalne lekcje muzyki?
O ile nie masz pieniędzy do wyrzucenia w błoto i nie lubisz walczyć z dwulatkiem, to nie. Mój lekarz i w zasadzie każda zdrowo myśląca osoba, z którą rozmawiałam, twierdzą, że nieustrukturyzowana muzyczna zabawa to wszystko, czego teraz potrzebują. Zachowaj te pieniądze na zakupy spożywcze.