Stojąc w czwartej alejce w naszej lokalnej drogerii, z kroplami potu spływającymi mi po plecach, wpatrywałam się w trzydzieści siedem różnych, jaskrawokolorowych buteleczek, podczas gdy moje czterotygodniowe bliźniaczki dosłownie odchodziły od zmysłów w podwójnym wózku. Słynna brytyjska fala upałów miała nadejść we wtorek (co oznaczało dokładnie trzy dni z temperaturą 26 stopni przed miesiącem nieuniknionej mżawki), a ja po prostu próbowałam ustalić, który krem z filtrem 50 nie zamieni moich córek w pokrytą wysypką, wrzeszczącą katastrofę.
Wzięłam do ręki tubkę, która dumnie głosiła, że jest wodoodporna przez osiemdziesiąt minut. Bliźniaczki zawodziły w stereo. Starsza pani cmoknęła na mnie z dezaprobatą znad stojaka z tabletkami na gardło. Gorączkowo wpisałam w wyszukiwarkę telefonu hasło krem na słońce dla noworodka, modląc się o prostą odpowiedź, ale natychmiast uderzyła we mnie lawina przerażających wpisów z forów parentingowych o wchłanianiu chemii i regulacji temperatury ciała. Skończyło się na tym, że nie kupiłam niczego, wyjechałam wózkiem ze sklepu z maksymalną prędkością i postanowiłam, że po prostu nie wyjdziemy z domu aż do października.
Zanim zostałam mamą, szczerze myślałam, że ochrona przeciwsłoneczna polega po prostu na kupieniu najdroższej mazi dedykowanej dzieciom i smarowaniu ich, dopóki nie będą wyglądać, jakby szykowały się do przepłynięcia kanału La Manche. Ale kiedy nagle stajesz się odpowiedzialna za dwie kruche, pomarszczone istotki, które wydają się być wysoce uczulone na samo istnienie, zasady gry zmieniają się całkowicie.
Moja wcześniejsza niewiedza o skórze niemowląt
Kiedyś myślałam, że niemowlę to po prostu miniaturowy dorosły, a co za tym idzie, jego skóra to po prostu skóra dorosłego, tylko w mniejszym i delikatniejszym wydaniu. Nasza lekarka, fantastycznie rzeczowa kobieta, która zawsze wydawała się lekko rozbawiona moim nieustannym stanem paniki, posadziła mnie podczas wizyty kontrolnej w szóstym tygodniu i całkowicie zburzyła mój światopogląd.
Powiedziała mi, że skóra niemowlęcia jest dosłownie cienka jak papier i kompletnie nie radzi sobie z metabolizowaniem chemicznych składników. Okazuje się, że wszystko, co wsmarujesz w ciało dziecka poniżej szóstego miesiąca życia, trafia prosto do jego malutkiego organizmu, ponieważ bariera ochronna skóry nie zdążyła się jeszcze w pełni wykształcić. Kiedy to usłyszałam, miałam nagłą, przerażającą wizję tego, jak ogromną ilość zapachowego balsamu dla niemowląt pewnie wtarłam w ich stópki zaledwie tydzień wcześniej.
Właśnie dlatego nie powinno się smarować małych niemowląt standardowymi chemicznymi kremami przeciwsłonecznymi. Fizycznie nie są w stanie przetworzyć chemicznych filtrów UV, takich jak oksybenzon, na których opiera się działanie zwykłych kremów z filtrem. Moje zrozumienie tej nauki jest nieco mgliste, ale w gruncie rzeczy sprowadza się to do tego, że ich malutkie wątroby i nerki mają wystarczająco dużo pracy przy samym przetwarzaniu mleka, a co dopiero przy próbach rozkładania złożonych syntetycznych chemikaliów ze sprayu.
Wielki problem z regulacją temperatury
Kiedy już dowiadujesz się, że kremy chemiczne odpadają, logicznym krokiem stają się kremy mineralne. Tlenek cynku i dwutlenek tytanu to te składniki, które osadzają się na powierzchni skóry niczym lustro, odbijając promienie słoneczne. Myślisz, że rozgryzłaś system. Kupujesz tubkę gęstej białej pasty, która kosztuje tyle, co mały używany samochód.
I wtedy napotykasz na drugą biologiczną przeszkodę: niemowlęta są absolutnie beznadziejne w poceniu się.
Ponieważ nie potrafią jeszcze zbyt dobrze utrzymywać stałej temperatury ciała, pokrycie noworodka grubą, okluzyjną warstwą tlenku cynku to genialny sposób na jego przegrzanie. Gęsty krem zatrzymuje ciepło ich ciała wewnątrz, a że nie potrafią się odpowiednio pocić, aby się ochłodzić, po prostu cicho pieką się jak małe, wściekłe ziemniaczki w mundurkach. Przekonałam się o tym na własnej skórze, gdy przed krótkim spacerem nałożyłam odrobinę za dużo kremu mineralnego na kark mojej córki. Zanim dotarłyśmy do końca ulicy, była już jaskrawoczerwona, wściekła i promieniowała ciepłem jak odkręcony na maksimum kaloryfer.
Rady od naszej niesamowicie rzeczowej lekarki
Jeśli nie możesz używać kremów chemicznych i nie możesz smarować ich kremami mineralnymi, bo się przegrzeją, to co u licha masz zrobić? Zadałam naszej lekarce dokładnie to pytanie, trzymając po jednej bliźniaczce pod każdym ramieniem niczym źle zapakowane piłki do rugby.

Z tego co mi powiedziała, oficjalne wytyczne medyczne mówią, że absolutnie najlepszą ochroną jest trzymanie dzieci całkowicie z dala od bezpośredniego światła słonecznego. Lekarze przyznają jednak, że żyjemy w realnym świecie, w którym czasami po prostu trzeba przejść przez parking w samo południe. Stwierdziła, że jeśli utkniesz w miejscu bez cienia i nie masz innego wyjścia, możesz użyć minimalnej ilości bezpiecznego dla dzieci kremu mineralnego na małe, odsłonięte obszary, takie jak wierzch dłoni czy policzki. Odrobina cynku na nosie jest oczywiście lepsza niż pęcherze z poparzenia słonecznego, chociaż dokładną miarę tej „minimalnej ilości” pozostawiła mojej przerażonej interpretacji.
Ubranka, które naprawdę sprawdzają się w upale
Zamiast smarować je gęstymi pastami, mocno postawiliśmy na bariery fizyczne. Szybko zdałam sobie sprawę, że ubieranie ich we właściwe materiały było znacznie mniej stresujące niż próba zmycia wodoodpornego cynku z fałdek na szyi wrzeszczącego niemowlaka o siódmej wieczorem.
W zasadzie przez całe lato ubieraliśmy je w długie rękawy i długie spodnie, co brzmi szalenie, dopóki nie odkryjesz odpowiednich, oddychających materiałów. Kupiłam kilka body z długim rękawem z bawełny organicznej od Kianao i ostatecznie okazały się one naszym absolutnym wybawieniem.
Są uszyte z prawdziwej bawełny organicznej, więc materiał jest na tyle cienki, że dziewczynki nie pociły się na śmierć, ale splot jest wystarczająco gęsty, bym czuła się pewnie, niosąc je od drzwi do samochodu bez parasolki. Szczerze pokochałam te ubranka. Materiał naprawdę oddycha, w przeciwieństwie do tanich, syntetycznych ciuszków z supermarketu, w których po godzinie pachniały jak mokre ręczniki. Zapięcia na dole też są genialne, chociaż przyznam, że w moim stanie ciągłego niewyspania zdarzało mi się krzywo je zapiąć, przez co ubranko niemowlaka naciągało się po skosie na klatce piersiowej.
Jeśli sama gorączkowo próbujesz skompletować letnią wyprawkę dla dziecka tak, żeby go nie przegrzać, być może zechcesz przejrzeć kolekcję organicznych ubranek dla niemowląt Kianao, aby znaleźć rzeczy, które nie zamienią Twojego malucha w spoconą kulkę.
Życie w areszcie domowym
Ponieważ słońce w południe bywa niesamowicie agresywne, zasadniczo skazaliśmy się na dobrowolny areszt domowy między 10:00 rano a 16:00 po południu. Spacerowaliśmy z wózkiem o 8:00 rano, przerażając lokalnych spacerowiczów z psami naszym bliźniaczym pojazdem, a następnie uciekaliśmy z powrotem do domu, zanim indeks UV zaczął niebezpiecznie rosnąć.

Spędzanie sześciu godzin dziennie w zacienionym salonie z dwojgiem niemowląt wymaga odwracania ich uwagi. W chwili słabości kupiłam zestaw z matą edukacyjną Panda Play Gym, aby miały na co patrzeć, podczas gdy w kącie pokoju szumiał wentylator.
Szczerze mówiąc, to był strzał w dziesiątkę. Monochromatyczne kolory dały ich rozwijającym się oczom punkt zaczepienia, a szydełkowa panda jest naprawdę urocza. To zdecydowanie kupiło mi pięć minut na wypicie filiżanki letniej herbaty, podczas gdy one leżały na plecach i po prostu się na nią gapiły. Muszę jednak wyznać, że drewniany element namiotu tipi zwisający z boku wydaje się magicznie przyciągać moje rzepki w kolanach. Próbując przynieść im butelki w zaciemnionym pokoju, potknęłam się o drewnianą ramę tej maty więcej razy, niż chciałabym przyznać.
Kiedy o siedemnastej udawało nam się w końcu wyjść do lokalnego parku, zabierałam ze sobą kocyk dziecięcy z bawełny organicznej w wiewiórki. Kupiłam go specjalnie po to, żeby kłaść go na trawie pod potężnym dębem przy stawie z kaczkami. Jest odpowiednio miękki i zapewnia czystą barierę między moimi dziećmi a tym, co miejscowe lisy mogły zostawić na ziemi w nocy. Poza tym świetnie się go pierze, co jest ogromnym plusem, bo jednej z bliźniaczek ulało się popołudniowe mleko prosto na pyszczek nadrukowanej wiewiórki zaledwie w ciągu trzech minut od naszego przybycia do parku.
Koszmar z kocykiem na wózku
Skoro już jesteśmy w temacie kocyków, czuję się w obowiązku wspomnieć o najbardziej stresującej rzeczy, jaką widzę u innych rodziców latem. Doprowadza mnie to do szału, kiedy przechodząc obok wózka w parku, widzę gruby muślin lub dziergany kocyk szczelnie przypięty klamerkami do budki gondoli, w celu osłonięcia dziecka od słońca.
Wiem, że po prostu próbują chronić śpiące maleństwo przed promieniami UV, ponieważ sama prawie zrobiłam dokładnie to samo, gdy bliźniaczki były malutkie. Ale narzucenie koca na wózek dosłownie zmienia gondolę w szklarnię. Powietrze natychmiast przestaje w niej krążyć, a temperatura w środku wzrasta do niebezpiecznego poziomu w zaledwie kilka minut. Ostatecznie kupiliśmy po prostu porządną, przypinaną parasolkę do wózka. Wyglądało to zupełnie absurdalnie, jakbyśmy pchali chodnikiem miniaturowego drinka z palemką, ale rzucało to odpowiedni cień, jednocześnie ich nie dusząc.
Wieczorne szorowanie podczas kąpieli
W rzadkich przypadkach, gdy musiałyśmy użyć odrobiny kremu mineralnego na wierzchu ich dłoni lub policzkach, zmycie tego cholerstwa z powrotem było absolutnym koszmarem. Mineralna ochrona przeciwsłoneczna przypomina w gruncie rzeczy rozsmarowywanie zimnego masła na nieopieczonym chlebie.
Krem w ogóle się nie wchłania, po prostu tworzy warstwę, sprawiając, że dzieci wyglądają jak bardzo małe, zdezorientowane mimy. Pod koniec dnia ta biała pasta miesza się ze śliną, ulanym mlekiem i wszechobecnym kurzem, tworząc przypominającą cement skorupę w fałdkach ich podbródków. Próba zmycia tego standardową chusteczką nawilżaną dla niemowląt tylko jeszcze bardziej go rozsmarowuje.
Odkryłam, że jedynym sposobem na skuteczne rozpuszczenie mineralnego cynku bez bolesnego zdzierania ich delikatnej skóry, było użycie ciepłej, wilgotnej flanelowej myjki z malutką kroplą olejku do kąpieli dla niemowląt. Olejek rozbijał gęstą pastę, którą następnie można było delikatnie zetrzeć. Pomiędzy unikaniem popołudniowego słońca, ubieraniem ich w długie, oddychające rękawy a gorączkowym zmywaniem cynku z fałdek na szyi przy akompaniamencie ich wrzasków wniebogłosy, dbanie o bezpieczeństwo noworodka latem to po prostu wyczerpująca praca na pełny etat.
Gotowa, by przestać panikować z powodu promieniowania UV i zacząć naprawdę cieszyć się krótkim spacerem na zewnątrz? Zanim uderzy kolejna fala upałów, sprawdź nasze oddychające body z długim rękawem właśnie tutaj.
Kłopotliwe pytania o letnie noworodki
Czy mogę posmarować mojego trzytygodniowego malucha zwykłym kremem z filtrem?
Szczerze mówiąc, nie, nie ryzykowałabym. Ich skóra jest w tym wieku tak cienka, że chłonie absolutnie wszystko, co na nią nałożysz. Moja lekarka stanowczo nakazała trzymanie ich z daleka od syntetycznych substancji chemicznych co najmniej do szóstego miesiąca życia. Trzymajcie się cienia, czapeczek z szerokim rondem i pozostawania w domu, gdy słońce mocno praży.
Co się stanie, jeśli słońce złapie nas na zewnątrz bez czapeczki?
Jeśli jesteś kilometry od domu, nie masz cienia, a słońce mocno przygrzewa, większość zaleceń medycznych mówi, że malutka odrobina bezpiecznego dla dzieci kremu mineralnego na ich twarzy jest o wiele lepsza niż dopuszczenie do poparzeń. Poparzenie słoneczne u noworodka to poważny problem medyczny, który zazwyczaj kończy się wizytą na SOR-ze, więc jeśli znajdziesz się w takiej sytuacji, użyj odrobiny cynku mineralnego na odsłoniętą skórę, a następnie zmyj go zaraz po powrocie do domu.
Czy siedzenie pod parasolem oznacza, że dziecko jest całkowicie bezpieczne?
Wydawało mi się, że tak, dopóki nie dowiedziałam się, że beton, piasek i woda odbijają promienie UV z powrotem w Twoją stronę. Możesz siedzieć pod ogromnym parasolem, a i tak się poparzyć od refleksów odbijających się od chodnika. Przekonaliśmy się o tym boleśnie w ogródku piwnym. Zakrywaj ich rączki i nóżki cienką, oddychającą bawełną, nawet jeśli siedzicie w cieniu.
Skąd mam wiedzieć, czy przegrzewają się w swoich ubrankach?
Dzieci nie powiedzą Ci, że jest im gorąco, a do tego rzadko się pocą, żeby się ochłodzić. Większość lipca spędziłam, obsesyjnie wsuwając dwa palce za ich karki. Jeśli kark jest gorący w dotyku lub lekko wilgotny, to znak, że jest im za ciepło. Zapomnij o sprawdzaniu dłoni i stóp – te i tak są zawsze lodowate z powodu słabego krążenia krwi.
Dlaczego filtry w sprayu są takie złe dla małych dzieci?
Pomijając fakt, że niemożliwe jest określenie, ile kremu tak naprawdę się nałożyło, spraye niosą ze sobą ogromne ryzyko inhalacji. Jeśli rozpylisz produkt w pobliżu wiercącego się niemowlęcia, wdycha ono te cząsteczki bezpośrednio do swoich maleńkich płuc. Jeśli absolutnie musisz użyć butelki ze sprayem u starszego dziecka, najpierw rozpyl produkt prosto na własne dłonie, z dala od jego twarzy, a dopiero potem go rozsmaruj.





Udostępnij:
Jak ogarnąć chaos przy zakupie ubranek dla wcześniaka
Dlaczego wybór kremu z filtrem dla noworodka zepsuł nasz wyjazd na plażę