Droga Saro sprzed dokładnie sześciu miesięcy,
Siedzisz właśnie w swoim Subaru na parkingu przed Targetem. Pada deszcz. W uchwycie na kubek masz letnią waniliową latte, o której zapomniałaś, bo byłaś zbyt zajęta nerwowym googlowaniem, co kupić siostrze na baby shower. Czujesz się niesamowicie zadowolona z siebie, bo masz już dwójkę dzieci – Leo, który ma cztery lata i właśnie wrzeszczy z powodu zgubionej skarpetki, oraz Mayę, która ma siedem lat i próbuje wynegocjować późniejsze pójście spać przez SMS-y z tylnego siedzenia. Myślisz, że o dzieciach wiesz już absolutnie wszystko. Uważasz się za weterankę macierzyństwa, która wkroczy do akcji i ocali swoją młodszą siostrę przed koszmarem łuszczącej się skóry noworodka.
O rany, jak bardzo się mylisz. Proszę, wrzuć wsteczny, wyjedź z tego parkingu i przestań kupować ten estetycznie wyglądający, lawendowy balsam dla niemowląt. Po prostu przestań.
Wiem, że myślisz, że robisz dobrze. Wiem, że pamiętasz, jak Leo miał te okropne, czerwone, spierzchnięte policzki podczas swojej pierwszej zimy, a Dave – mój mąż, który ma dobre chęci, ale w obliczu kryzysu pielęgnacyjnego jest absolutnie bezużyteczny – uznał, że logicznym rozwiązaniem będzie wysmarowanie twarzy naszego niemowlaka moim kremem na noc z Sephory za osiemdziesiąt dolców. To była katastrofa. Ale to, co ty za chwilę zrobisz, też jest katastrofą, ponieważ przemysł kosmetyczny całkowicie nas okłamał w kwestii tego, czego dzieci tak naprawdę potrzebują na tych swoich malutkich, idealnych, niezwykle wrażliwych, kosmicznych buziach.
A więc, moja przeszła ja, weź łyk tej okropnej kawy i posłuchaj. Bo za około dwa tygodnie twoja siostra urodzi, a jej pediatra delikatnie, ale stanowczo zrówna z ziemią radę, którą jej dałaś. Oto wszystko, co tak naprawdę musisz wiedzieć o znalezieniu idealnego kremu do twarzy dla niemowlaka, przefiltrowane przez moje własne, upokarzające próby i błędy.
Ta dziwna serowata warstwa ma tam być
Właśnie teraz w swoim koszyku masz trzy różne butelki balsamu do codziennej pielęgnacji niemowląt. Wyobrażasz sobie, jak twoja siostra z miłością masuje noworodka po kąpieli, zupełnie jak w tych reklamach, w których wszyscy noszą biały len, a nikt nie ma we włosach resztek ulanego mleka. Problem w tym, że całkowicie zapomniałam, jak to jest z noworodkami – nie powinnaś w ogóle niczym ich smarować przez jakieś półtora miesiąca.
Kiedy urodziło się dziecko mojej siostry, jego skóra zaczęła się łuszczyć w okolicach czwartego dnia. Wyglądało to, jakby miało straszne oparzenie słoneczne, skóra była sucha i sypiąca się, a ja natychmiast włączyłam tryb starszej siostry. Kazałam jej nałożyć grubą warstwę balsamu. Byłam taka pewna siebie. Ale wtedy na wizytę kontrolną przyszła dr Huang, nasza pediatra, którą uwielbiam, ale przy której zawsze czuję się tak, jakbym przed rozmową z nią musiała przeczytać czasopismo medyczne.
Uprzejmie wyjaśniła, że dzieci rodzą się z powłoką ochronną zwaną mazią płodową (vernix caseosa). Brzmi to jak zaklęcie z Harry'ego Pottera, ale najwyraźniej jest to niezwykle złożona, biologiczna bariera nawilżająca, którą budują jeszcze w łonie matki. Kiedy przychodzą na świat, ta warstwa zaczyna się złuszczać, przez co przypominają małe, zrzucające skórę jaszczurki. To całkowicie normalne. Dr Huang powiedziała, że powinniśmy poczekać, aż dziecko skończy około sześć tygodni, zanim zaczniemy wprowadzać gęste kremy do twarzy lub codzienne balsamy, chyba że istnieje konkretny problem medyczny, taki jak ciężki wyprysk. Jeśli zakłócisz ten naturalny proces złuszczania, zapychając ich pory syntetycznym nawilżeniem, ich skóra zapomina, jak ma sama sobą zarządzać.
W każdym razie chodzi o to, że te malutkie noworodki nie potrzebują codziennej rutyny spa. Trzeba po prostu dać im na chwilę spokój, podczas gdy ich skóra uczy się, jak funkcjonować w suchym, surowym powietrzu zewnętrznego świata.
Woda to nie jest krem nawilżający
Okej, przeskoczmy do momentu, w którym dziecko jest już wystarczająco duże, by naprawdę potrzebować czegoś na twarz. To jest moment, w którym ty, Saro z przeszłości, popełniasz swój drugi krytyczny błąd. Kupujesz balsam.

Balsamy to w zasadzie po prostu droga, nieco lepka woda. Nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie przeczytałam jakiegoś nocnego wątku na Reddicie, zmagając się z własną bezsennością poporodową. Balsamy mają w składzie mnóstwo wody, co ułatwia ich wyciskanie z butelki i szybkie wsmarowywanie, ale ponieważ skóra niemowlęcia jest tak niewiarygodnie cienka – znacznie cieńsza niż nasza – woda po prostu natychmiast paruje. Tak naprawdę niczego nie chroni. To jak położenie mokrego ręcznika papierowego na suchą gąbkę i oczekiwanie na cud.
Do twarzy potrzebujesz kremu lub maści. Kremy są gęstsze, a maści to właściwie sam tłuszcz. Kiedy Leo miał około pół roku, dostał tej przerażającej, czerwonej wysypki na całej brodzie i policzkach. Co godzinę nakładałam ten wodnisty, ekologiczny balsam znanej marki i było tylko gorzej. Okazało się, że ponieważ twarz jest stale narażona na działanie czynników zewnętrznych – wiatru, zimnego powietrza, agresywnych pocałunków babci i dosłownie litrów śliny – potrzebujesz fizycznej bariery, by zatrzymać w niej wilgoć.
Potrzebujesz czegoś, czego wsmarowanie wymaga trochę wysiłku. Dave zawsze narzekał, że przed snem robię z dzieci naoliwione prosiaczki, ale szczerze mówiąc, taka błyszcząca, lśniąca buzia to dokładnie to, czego chcesz, kiedy zimowe powietrze próbuje wyssać całe nawilżenie z ich małych policzków.
Wielkie kłamstwo pachnących kosmetyków dla dzieci
Muszę przez chwilę o tym pokrzyczeć, bo to mnie tak niesamowicie wkurza. Wiem, że lawenda i rumianek pachną niesamowicie. Wiem, że chcesz, aby twoje dziecko pachniało jak zaspana, mała chmurka. Ale substancje zapachowe to absolutne zło dla skóry niemowląt.
Prawie każdy lekarz, z którym kiedykolwiek rozmawiałam, w tym mój własny dermatolog, do którego chodzę z powodu trądziku wywołanego stresem, twierdzi, że substancje zapachowe i barwniki to przyczyna numer jeden kontaktowego zapalenia skóry u dzieci. Ich układy odpornościowe są zupełnie nowe. Kiedy nałożysz na ich twarz syntetyczny zapach, ich skóra po prostu panikuje i myśli, że jest atakowana, co prowadzi do tych czerwonych, zaognionych krostek, które sprawiają, że czujesz się jak fatalna matka.
A oto najbardziej irytująca część: „bezzapachowy” wcale nie oznacza „wolny od substancji zapachowych”. Kupiłam Mayi krem bezzapachowy, kiedy była mała, zakładając, że jest bezpieczny. Okazuje się, że „bezzapachowy” często oznacza tylko tyle, że producent wrzucił do formuły mnóstwo chemicznych substancji maskujących, by ukryć zapach surowych składników. Więc pachnie niczym, ale jest potężnie nafaszerowany substancjami drażniącymi. Musisz dosłownie mrużyć oczy nad tyłem tubki i szukać słów „bez dodatku substancji zapachowych” lub pieczęci akceptacji National Eczema Association, której szczerze mówiąc, jako jedynej już ufam.
Co naprawdę działa, gdy ich policzki są spierzchnięte
Więc, Saro z przeszłości, odłóż te urocze, estetyczne butelki i pozwól mi powiedzieć, co naprawdę działa. Wypróbowałam mniej więcej osiemdziesiąt cztery różne produkty na twarzach moich dzieci i mam bardzo wyrobione zdanie na ten temat.

Moim absolutnym Świętym Graalem, rzeczą, o której marzę, że kupiłam lata temu, jest krem nawilżający CeraVe Baby Moisturizing Cream. Jest sprzedawany w niezwykle brzydkim, przypominającym apteczny, plastikowym słoiku, który w ogóle nie wygląda ładnie na półce w pokoju dziecięcym. Ale zawiera ceramidy, które najwyraźniej są naturalnymi lipidami działającymi jak zaprawa między cegłami komórek twojej skóry. Kiedy twarz Leo była wręcz zdarta do żywego od zimowego wiatru, to było jedyne, co odbudowało jego barierę ochronną. Nienawidzę tego, że jest w słoiku, bo zanurzanie w nim palców wydaje się z natury niehigieniczne, zwłaszcza gdy masz pod paznokciami zarazki z przedszkola, ale jego formuła to po prostu magia.
Potem jest maść Tubby Todd All Over Ointment. Internet powie ci, że to cud w słoiku i na pewno ma status kultowego produktu. Kupiłam to. Wypróbowałam. Jest... okej? Ma emolienty pochodzenia roślinnego i koloidalne płatki owsiane, które świetnie łagodzą zaczerwienienia, ale uznałam, że jest za bardzo gęsty na twarz. Sprawił, że czoło Mayi było tak lepkie, że dosłownie przyklejała się do niego sierść zwierząt, gdy tarzała się po dywanie. Jest niesamowita na odparzenia pieluszkowe i wypryski na łokciach, ale na delikatną skórę wokół oczu i nosa – dla nas była po prostu za ciężka.
Skoro już mówimy o rzeczach, które zaciągnęłam do domu mojej siostry, musimy porozmawiać o tym, co dziecko ma na sobie. Bo możesz nałożyć im na brodę cały krem tego świata, ale jeśli ich ubrania są syntetyczne i drapiące, wysypka nigdy się nie zagoi. Dziecko mojej siostry było ubrane w te okropne mieszanki poliestru, które zatrzymywały pot na jej szyi. W końcu przeszukałam swoje zapasy i przyniosłam jej Body Dziecięce z Bawełny Organicznej. Jest uszyte z prawdziwie oddychającego materiału, który nie drażni wrażliwej skóry. Zakładkowe ramiona są świetne, choć szczerze mówiąc, napy to zawsze koszmar, gdy o trzeciej nad ranem masz do czynienia z wiercącym się, płaczącym niemowlakiem. Mimo to, czysta bawełna robi ogromną różnicę w przypadku dzieci z tendencją do egzemy.
W przypadku śliny, moment aplikacji to dosłownie wszystko
Musisz również zrozumieć, że zakup świetnego kremu do twarzy dla niemowląt to tylko połowa sukcesu. Jeśli nałożysz go w złym momencie, jest całkowicie bezużyteczny.
Kiedy Maya zaczęła ząbkować, zamieniła się w ludzki kran. Żuła wszystko, szczególnie swoją Zawieszkę do Smoczka z Drewna i Silikonu, którą uwielbiam, bo dzięki niej smoczek nie ląduje na podłodze, ale ciągłe gryzienie oznaczało, że jej broda była nieustannie mokra. Kwasowa ślina plus tarcie równa się najgorszej wysypce od ślinienia, jaką kiedykolwiek widziałaś.
Nasz pediatra mimochodem wspomniała, że powinniśmy nakładać gęsty krem barierowy zanim dziecko zacznie jeść i zanim zacznie coś żuć, a nie tylko po tym fakcie. Zbieram szczękę z podłogi. Jeśli nałożysz krem wcześniej, działa jak mikroskopijny płaszcz przeciwdeszczowy. Ślina dosłownie skrapla się i spływa ze skóry, zamiast w nią wsiąkać i powodować podrażnienia.
Poza tym absolutnie najlepszym momentem na nałożenie kremu nawilżającego na całą twarz jest dokładnie trzy sekundy po wyjęciu malucha z wanny. Dr Huang powiedziała, że nie powinno się ich nawet do końca wycierać – wystarczy osuszyć do połowy, gdy jeszcze drżą i są wściekłe, i wsmarować krem, gdy ich skóra jest wciąż wilgotna. To zatrzymuje wodę z kąpieli w skórze.
Jeśli zmagasz się z bałaganem w czasie jedzenia, który również niszczy barierę skórną wokół ust, musisz zapanować nad otoczeniem. Kiedy Leo zaczął jeść stałe pokarmy, rozsmarowywał sos pomidorowy prosto w swoich oczodołach. Spędzałam tyle czasu szorując jego twarz szorstkimi chusteczkami, co kompletnie zrujnowało jego skórę. Teraz po prostu pozwalam mu brudzić na jego Silikonowym Talerzyku dla Dzieci – który ma przyssawki działające w większości przypadków, chyba że jest naprawdę zdeterminowany i użyje obu rąk, by oderwać go od stołu – a potem delikatnie wycieram mu buzię miękką, mokrą bawełnianą ściereczką, po czym od razu nakładam krem ochronny.
Jeśli szukasz więcej sposobów na uchronienie delikatnego organizmu twojego dziecka przed silnymi chemikaliami, koniecznie przyjrzyj się ekologicznym kolekcjom dziecięcym Kianao. O wiele łatwiej zadbać o wrażliwą skórę, kiedy wszystko, z czym mają do czynienia, jest w pełni naturalne.
Więc, Saro z przeszłości, wyjmij ten lawendowy balsam z koszyka. Kup coś gęstego, brzydkiego i bezzapachowego. Powiedz siostrze, żeby poczekała sześć tygodni. I proszę cię, na litość boską, wypij swoją kawę, zanim wystygnie.
Buziaki,
Sarah (która właśnie musi ogarnąć czterolatka, który pomalował sobie twarz markerem permanentnym, co stanowi zupełnie inny problem dermatologiczny)
Zanim zaczniesz bez reszty zagłębiać się w składy kosmetyków i badania z dziedziny dermatologii dziecięcej, po prostu pamiętaj, aby zawsze przetestować każdy nowy produkt na wewnętrznej stronie ramienia dziecka przez 24 godziny. I może zaopatrz się w kilka bawełnianych niezbędników od Kianao, by mieć pewność, że ich ubrania są równie delikatne, jak ich rutyna pielęgnacyjna.
Moje Chaotyczne, Nieoficjalne FAQ
Czy mogę smarować twarz dziecka zwykłym balsamem dla dorosłych?
O rany, proszę, nie rób tego. Zrobiłam to raz w nagłej sytuacji, gdy podróżowaliśmy, a policzki Leo były jak papier ścierny. Mój balsam dla dorosłych miał w sobie takie rzeczy jak retinol i chemiczne środki złuszczające, które są świetne na moją zmęczoną, matczyną twarz, ale absolutnie brutalne dla cienkiej skóry dziecka. Produkty dla dorosłych zwykle zawierają też mnóstwo substancji zapachowych i konserwantów. Trzymaj się nudnych, bezzapachowych produktów dla dzieci.
Dlaczego policzki mojego dziecka są zawsze takie czerwone i suche zimą?
Bo nie mają absolutnie żadnych mechanizmów obronnych! Ich bariera ochronna skóry jest bardzo niedojrzała, więc suche zimowe powietrze po prostu wyciąga z niej całą wilgoć. Ponadto ciągle się ślinią, a potem wycieramy im buzie szorstkimi serwetkami lub chusteczkami nawilżanymi, co zmywa resztki naturalnych olejków, jakie im jeszcze zostały. To idealny przepis na spierzchnięcie. W zasadzie musisz nieustannie smarować je ochronną warstwą tłuszczu.
Czy bezzapachowy to dokładnie to samo, co wolny od zapachów?
Nie, i to doprowadza mnie do szału! „Bezzapachowy” oznacza tylko, że ty, rodzic, nic nie czujesz. Ale producent prawdopodobnie użył koktajlu chemikaliów maskujących, by ukryć dziwny zapach surowych składników. „Bez substancji zapachowych” oznacza, że naprawdę nie dodano żadnych chemicznych zapachów. Zawsze szukaj produktów wolnych od substancji zapachowych, w przeciwnym razie po prostu wcierasz niewidzialne chemikalia w ich egzemę.
Kiedy jest naprawdę najlepszy czas na nałożenie kremu do twarzy dla dziecka?
Natychmiast po kąpieli, kiedy są jeszcze wilgotne. Nie czekaj, aż będą całkowicie suche i w piżamkach. Zablokuj tę wodę z kąpieli w ich skórze! Delikatnie wklep też trochę kremu ochronnego wokół ust zanim zaczną jeść lub pić z piersi, by chronić je przed kwasowym mlekiem i śliną.
O co chodzi z tymi koloidalnymi płatkami owsianymi w kremach dla dzieci?
Najwyraźniej to nie jest tylko modny termin marketingowy. Koloidalne płatki owsiane to po prostu owies zmielony na super drobny proszek, by można go było zawiesić w płynie. Mój pediatra powiedział, że klinicznie udowodniono, że działa jako naturalny środek przeciwzapalny. W skrócie – mówi wściekłej, czerwonej skórze, by się uspokoiła. To była jedyna rzecz, która pomogła, gdy Maya miała na całym czole jakąś tajemniczą wysypkę.





Udostępnij:
Dlaczego Twój maluch odrzuca każdy nowy gryzak
Jak wybrać zabawki dla 6-miesięcznego dziecka: Przewodnik bez ściemy