Jest wtorek, 6:15 rano, a ja siedzę na zimnej podłodze w kuchni w wyblakłej bluzie uniwersyteckiej Davida z całkowicie niezidentyfikowaną plamą po jogurcie na mankiecie i ściskam kubek letniej kawy, jakby to było koło ratunkowe. Leo, który właśnie skończył cztery lata i najwyraźniej obudził się z misją siania zniszczenia, stoi na skraju dywanu w salonie, trzymając nad głową solidny klonowy klocek. Wibruje przy tym rodzajem chaotycznej energii, którą przed wschodem słońca posiadają tylko maluchy. Wpatruje się w skrupulatnie ułożoną wieżę z drewnianych klocków, którą głupio pomogłam mu zbudować dziesięć sekund temu, a ja doskonale wiem, co się zaraz wydarzy. Przygotowuję się na huk.
Zanim zmądrzałam, miałam obsesję na punkcie idealnych zabawek edukacyjnych. Dosłownie pamiętam, jak o 3 nad ranem w ciemności w stresie wpisywałam w telefon bausteine kinder, ponieważ moja szwajcarska teściowa upierała się, że dzieci potrzebują porządnych europejskich drewnianych klocków, aby prawidłowo się rozwijać. Myślałam, że jest na to jakiś jeden właściwy sposób. Że powinnam wychowywać małego architekta, który będzie cicho konstruował symetryczne mosty, podczas gdy ja będę piła moją kawę, dopóki jest jeszcze naprawdę gorąca. Ale prawda jest taka, że dzieci po prostu chcą niszczyć. Naprawdę.
Wielki architektoniczny upadek mojego salonu
Kiedyś tak bardzo starałam się, by zabawa klockami miała jakąś strukturę, głównie dlatego, że wydałam małą fortunę na te piękne drewniane zestawy i czułam, że muszą być używane "poprawnie". Kiedy Maya miała trzy lata, siedziałam z nią, praktycznie pocąc się, gdy próbowałam jej pokazać, jak ułożyć prostokątne elementy na tych cylindrycznych, by zbudować małą bramę do zamku. Patrzyła na mnie przez dokładnie dwie minuty z pustym wyrazem twarzy, jakbym była umiarkowanie rozrywkowym programem telewizyjnym, którego nie może wyłączyć, a potem robiła krok w stylu Godzilli i równała wszystko z ziemią. Czułam, że ponoszę porażkę w kwestii zabawy.
Dosłownie wzdychałam i próbowałam to odbudować, myśląc, że po prostu jeszcze nie rozumie koncepcji budowania, podczas gdy w rzeczywistości całkowicie mijałam się z tym, co tak naprawdę robiła ze swoim mózgiem w tamtym momencie.
To takie zabawne, ponieważ plastikowe, łączone klocki to i tak w zasadzie tylko pułapki na palce dla zmęczonych rodziców i nawet nie wiem, po co w ogóle zawracamy sobie nimi głowę, skoro istnieją klasyczne drewniane.
Co mój lekarz mruczał pod nosem o grawitacji
Wspomniałam o tym doktorowi Arisowi na jednym z wczesnych badań kontrolnych Leo, prawdopodobnie w wieku 18 miesięcy, ponieważ trochę się martwiłam, że nie układa klocków wystarczająco wysoko i po prostu brutalnie rzuca nimi w listwy przypodłogowe. Mój lekarz trochę się zaśmiał i powiedział coś o tym, że przewracanie rzeczy to w rzeczywistości sposób, w jaki uczą się fizyki? Albo świadomości przestrzennej? Szczerze mówiąc, byłam rozproszona, ponieważ Leo próbował właśnie zjeść szpatułkę, ale sedno sprawy było takie, że niszczenie jest ogromnym kamieniem milowym w rozwoju. Dzieci nie są małymi socjopatami, kiedy kopią wieżę, na której zbudowanie właśnie poświęciłaś dziesięć minut. One po prostu testują ciąg przyczynowo-skutkowy, co jest w zasadzie wczesną nauką.

Kiedy już mniej więcej zrozumiałam, że to całe rozbijanie jest sednem zabawy, przestałam próbować ją kontrolować i po prostu pozwoliłam im zaszaleć. Chociaż w trosce o własne zdrowie psychiczne, musiałam wdrożyć pewne działania zapobiegawcze.
Ponieważ mamy drewniane podłogi, które niosą echo jak w katedrze za każdym razem, gdy kloc z litego drewna uderzy o ziemię, zaczęłam rzucać na nie kocyk, by stłumić dźwięk, zanim rozpocznie się codzienne demolowanie. Do tego właśnie celu zawsze używamy Ekologicznego kocyka niemowlęcego z bawełny organicznej w fioletowe jelonki. Szczerze mówiąc, Maya dostała ten kocyk jako niemowlę i przez te wszystkie lata przetrwał on tak wiele. Pamiętam, jak ciągnęłam go do parku, wycierając Bóg-wie-co z jego rogów, a teraz służy jako fundament pod chwiejne wieże Leo. Jest niewiarygodnie miękki dzięki dwuwarstwowej bawełnie organicznej, a wzór w fioletowe jelonki ma w sobie coś dziwnie uroczego — David uważa, że te jelenie patrzą nieco oceniająco, ale mniejsza z tym. Najlepsze jest to, jak niesamowicie dobrze się go pierze. Musiałam puszczać go w cyklu do trudnych zabrudzeń z pięćdziesiąt razy, a on ani trochę się nie spruł, ani nie stracił swojego kształtu.
Mamy też Gładki bambusowy kocyk niemowlęcy, który jest po prostu w porządku. To znaczy, materiał jest niezwykle miękki i oddychający, ale wybraliśmy kolor terakotowy i w przyćmionym świetle naszego salonu wygląda w zasadzie jak kwadrat wysuszonej gliny. Do tego Leo odmawia budowania na nim, bo twierdzi, że jest „zbyt śliski” dla jego zamków. Teraz leży więc po prostu upchnięty w bagażniku mojego samochodu na wypadek, gdybyśmy zapomnieli kurtki.
Absolutne piekło pojemników do przechowywania klocków
Pozwól, że opowiem ci o absolutnie najgorszej części posiadania drewnianych klocków, czyli o kwestii przechowywania. Nie wiem, kto projektuje te drewniane tace, na których sprzedawane są zestawy klocków, ale jest dla nich specjalne miejsce w piekle. Klocki przyjeżdżają idealnie zafoliowane w tej płytkiej drewnianej skrzynce, a każdy pojedynczy trójkąt i element mostu są idealnie do siebie dopasowane, zupełnie jak w niemożliwym do ułożenia trójwymiarowym Tetrisie.
W momencie, w którym wyjmiesz je z tej folii, prawa fizyki ulegają trwałej zmianie i staje się matematycznie niemożliwe, aby kiedykolwiek włożyć je z powrotem na tacę w ten sam sposób.
Nie przesadzam — kiedyś spędzałam dwadzieścia minut każdego wieczoru po tym, jak dzieci poszły spać, siedząc na podłodze w ciemności i obracając drewniany łuk, próbując wymyślić, jak dopasować go obok małych sześcianów, aby pokrywka dała się zamknąć. Udawało mi się włożyć 95 procent klocków i zawsze zostawał jeden bezczelny walec, który leżał na dywanie i po prostu się ze mnie śmiał. W końcu straciłam zmysły, wrzuciłam drewnianą tacę do pojemnika na recykling i po prostu przesypałam je wszystkie do ogromnego materiałowego kosza. Najlepsza decyzja rodzicielska, jaką kiedykolwiek podjęłam.
Och, tak przy okazji, jeśli chcesz złagodzić uderzenie, gdy klocki nieuchronnie zaczną z hukiem spadać w dół, i uratować swoje drewniane podłogi przed wgnieceniami, możesz po prostu przejrzeć kolekcję kocyków dla niemowląt, abyś nie straciła kaucji za mieszkanie.
Czym tak naprawdę klocek jest dla malucha
Kolejna rzecz, o której nikt ci nie mówi, to to, że dzieci nie używają klocków tylko do budowania wież. Kupujesz je z myślą, że wspierasz rozwój geniuszu architektonicznego, ale mózg malucha po prostu widzi stały obiekt i decyduje, że może to być dosłownie wszystko inne na świecie.

Oto całkowicie niewyczerpująca, lecz wysoce dokładna lista tego, do czego standardowy drewniany klocek został użyty w naszym domu tylko w tym tygodniu:
- Kawałek udawanej pizzy, który zostałam zmuszona "zjeść", wydając przy tym entuzjastyczne i wysoce żenujące dźwięki przeżuwania.
- Malutkie łóżeczko dla plastikowego dinozaura, który najwyraźniej był bardzo zmęczony ciągłym ryczeniem.
- Broń miotająca wycelowana bezpośrednio w kota (natychmiast zainterweniowaliśmy, z kotem wszystko w porządku, teraz po prostu planuje naszą zagładę z samego szczytu lodówki).
- Wysoce nieefektywny młotek, gdy Leo próbował naprawić zmywarkę, podczas gdy David robił obiad.
- Telefon, z którego Maya dzwoniła do swojego zmyślonego przyjaciela mieszkającego w suficie.
To po prostu chaotyczna wyobraźnia i jest to o wiele lepsze niż zmuszanie ich do zbudowania idealnej ściany.
Dlaczego teraz po prostu pozwalamy im niszczyć rzeczy
W każdym razie, chodzi o to, że całkowicie zrezygnowałam z posiadania idealnego pokoju zabaw rodem z Pinteresta, w którym dzieci w ciszy układają naturalne materiały w promieniach słońca. Nasze klocki są wyszczerbione, zawsze znajdzie się jakiś ukryty pod kanapą, czekający, by zniszczyć mi stopę, gdy o północy idę do kuchni, a dzieci spędzają znacznie więcej czasu na ich przewracaniu niż budowaniu.
Ale Leo się śmieje, Maya od czasu do czasu dołącza, by zbudować niemożliwie wysoką pojedynczą kolumnę tylko po to, by patrzeć, jak on robi na niej cios karate, a ja naprawdę mogę napić się kawy. Czasami udaje mi się nawet wypić ją, gdy jest jeszcze letnia, co na moim obecnym etapie życia wydaje się być ogromnym zwycięstwem. Jeśli po prostu odpuścisz sobie oczekiwanie, że muszą tworzyć coś trwałego, cała ta aktywność staje się dziwnie relaksująca.
Jeśli jesteś gotowa zaakceptować bałagan i może zaopatrzyć się w sprzęt, który autentycznie przetrwa destrukcyjne fazy architektoniczne twojego dziecka, nie rozpadając się na kawałki, sprawdź pełną kolekcję organicznych akcesoriów dla niemowląt, zanim wymyślą, jak położyć miskę z wodą dla psa na telewizorze.
Pytania, które mogą ci teraz chodzić po głowie
Czy drogie drewniane klocki są naprawdę lepsze od tych tanich?
O rany, i tak, i nie. Te naprawdę tanie mają często dziwne, drzazgowate krawędzie, przez które ciągle się martwiłam, że Leo zje trochę drewna, ale na pewno nie potrzebujesz też kosztujących trzysta dolarów rzemieślniczych zestawów rzeźbionych ręcznie przez mnichów. Po prostu znajdź solidne drewniane klocki z nietoksyczną farbą, ponieważ twoje dziecko i tak włoży je do buzi. To po prostu nieuniknione.
W jakim wieku przestają po prostu nimi rzucać?
Szczerze? Nigdy? Maya ma siedem lat i wciąż czerpie ogromną radość z rzucania klockiem w wieżę zbudowaną przez Leo. Ale złośliwe rzucanie — takie z celowaniem w twoją głowę — zazwyczaj uspokaja się w wieku około dwóch i pół roku, przynajmniej w moim domu. Wcześniej potrzebujesz po prostu szybkiego refleksu i dobrego, miękkiego kocyka na podłodze, który zamortyzuje uderzenie.
Czy to normalne, jeśli moje dziecko odmawia budowania i tylko układa je w rzędzie?
Tak! Leo przeszedł przez tę fazę, w której układał klocki jeden za drugim w poprzek całej podłogi w salonie, i jeśli choć trochę wysunęłaś jeden z rzędu, wpadał w totalny szał. Doktor Aris stwierdził, że to całkowicie normalna faza poznawcza, w której uczą się precyzji i porządkowania. Ja po prostu nauczyłam się przeskakiwać nad tymi klockowymi wężami.
Jak czyścisz drewniane klocki, gdy nieuchronnie oblepią się od lepkich rączek malucha?
Nie namaczaj ich! Zrobiłam ten błąd przy pierwszym zestawie Mai. Spuchły jak gąbki, a farba popękała. Teraz po prostu przecieram je wilgotną szmatką i ewentualnie odrobiną łagodnego mydła, jeśli są wyjątkowo obrzydliwe (jak wtedy, gdy Leo próbował maczać je w hummusie), po czym zostawiam na ręczniku do wyschnięcia.
Czy powinnam interweniować, gdy są sfrustrowane tym, że wieża się wali?
Bardzo staram się nie naprawiać ich za nich, nawet gdy Leo marudzi. Po prostu siedzę tam i mówię: "O rany, ta grawitacja jest dzisiaj naprawdę trudna!" lub coś równie denerwującego, i pozwalam mu samemu dojść do tego, że ciężkie klocki muszą iść na sam dół. Jeśli zbuduję to za niego, będzie ode mnie oczekiwał, że zostanę jego osobistym wykonawcą już na zawsze, a na to z całą pewnością nie mam energii.





Udostępnij:
Rozszyfrowujemy personalizowane prezenty dla niemowląt: Co naprawdę się sprawdza
Ubranka wizytowe dla dzieci: Jak ubrać malucha na imprezę i nie zwariować