Drogi Tomku z przeszłości

Siedzisz właśnie na podłodze w łazience, jest 3:14 w nocy, a ty zimną, wilgotną myjką ścierasz z lewego ramienia coś, co z całego serca masz nadzieję, jest puree z pasternaku. Beatrice (ta z bliźniaczek, która obecnie uważa się za udomowionego kota) w końcu zasnęła w swoim łóżeczku, a ty scrollujesz w nieskończoność telefon, żeby tylko nie zamknąć oczu. Właśnie natknąłeś się na krążącego po sieci newsa, że influencerzy z Utah, Josh i Aubree Jones, nadali swojemu nowo narodzonemu dziecku bardzo nietypowe imię. Nazwali ją Disney. Tak, dosłownie jak tę korporacyjną mysz.

Piszę ten list do ciebie z przyszłości oddalonej o sześć miesięcy, głównie po to, by ci powiedzieć, żebyś przestał ich oceniać. Bo wiem dokładnie, co teraz robisz. Siedzisz tam w ciemnościach, lekko pachnąc skwaśniałym mlekiem, i odczuwasz ogromne samozadowolenie z faktu, że razem z Sarah nadaliście bliźniaczkom rozsądne, historyczne, brytyjskie imiona. Eleanor i Beatrice. Solidne. Niezawodne. Brzmią jak kobiety, które mogą kiedyś zarządzać regionalnym oddziałem kasy oszczędnościowo-budowlanej albo przynajmniej posiadać niezwykle praktyczną parę kaloszy.

Ale pozwól, że powiem ci coś o twoim samozadowoleniu, Tomku z przeszłości: jest całkowicie nieuzasadnione. W tym właśnie momencie w przyszłości Eleanor nie reaguje na nic innego oprócz przezwiska „Gołąb”, a Beatrice zauważa twoje istnienie tylko wtedy, gdy zwracasz się do niej jak do drugoplanowej postaci ze Świnki Peppy. Rodzina Jonesów, z ich wielką gromadką unikalnie nazwanych dzieci (Trendy, Zaylee, Sunny, Truly, Journey, Rocky, a teraz słynna mała Disney), jest w zasadzie odporna na ten specyficzny rodzaj chaosu, w którym my żyjemy. Pozwolę sobie na chwilę ponarzekać na ten temat, ponieważ absurd naszych własnych wyborów prześladuje mnie każdego dnia.

Kiedy nadajesz dziecku agresywnie zwyczajne imię, wręcz zapraszasz je do buntu. Dziecko o imieniu Disney już wie, że świat jest absurdalny i teatralny. Dziecko o imieniu Eleanor myśli, że w wieku czterech lat powinno mieć już przygotowany solidny plan emerytalny. Aubree i Josh dosłownie spojrzeli na wszechświat i postanowili nazwać swoje dziecko na cześć potężnego konglomeratu rozrywkowego, ponieważ uznali, że reprezentuje on wytrwałość, magię i radość. Czytałem, że zainspirowała ich spadająca gwiazda, którą zobaczyli podczas trudnego porodu, co jest bardzo uroczym sentymentem. Moim własnym, głęboko zakorzenionym wspomnieniem z porodu Sarah była położna z funduszu zdrowia grożąca mi cewnikiem, jeśli jeszcze raz zemdleję, i to jest dokładnie ten powód, dla którego nie nazwaliśmy żadnej z bliźniaczek na cześć zjawiska astronomicznego.

Test CV i inne absolutne mity

Cały internet oszalał na punkcie sagi o imieniu dziecka Josha i Aubree Jones, ponieważ wszyscy natychmiast wyobrazili sobie to biedne dziecko siedzące za trzydzieści lat na rozmowie kwalifikacyjnej w korporacji. Ludzie mają obsesję na punkcie testu „przyszłego dorosłego”. Aubree i Josh faktycznie użyli generatora obrazów opartego na sztucznej inteligencji, aby zobaczyć, jak wyglądałaby trzydziestopięcioletnia kobieta o imieniu Disney, co dało im pewność, by zrealizować swój plan. Brzmi to zupełnie szalenie, ale uważam, że to genialny przejaw współczesnej paranoi rodzicielskiej.

The resume test and other absolute fictions — Josh and Aubree Jones Named Their Baby Disney (And I Get It)

Spędzamy tyle czasu, stresując się tym, jak pracodawca odbierze imię naszego dziecka w 2055 roku. Nasza położna środowiskowa, urocza, lecz niezwykle przerażająca kobieta imieniem Brenda, uważa, że nietypowe imiona budują charakter i czynią dzieci bardziej odpornymi, chociaż przyznaje, że wyczytała to w wyrzuconym czasopiśmie w poczekalni u dentysty w 1998 roku, więc podstawy naukowe są spektakularnie mętne. Psychologia nadawania imion dzieciom i tak jest w zasadzie jedną wielką grą w zgadywanki. Czytasz te wszystkie artykuły o nieświadomych uprzedzeniach i sortowaniu CV, a tymczasem jest całkiem możliwe, że do czasu, gdy te dzieci skończą trzydzieści lat, działy kadr zostaną całkowicie zastąpione przez algorytmy, dla których nie będzie miało znaczenia, czy masz na imię Dawid, czy Disneyland.

A mówiąc o rzeczach, które naprawdę mają teraz znaczenie, chciałbym móc wysłać ci paczkę w czasie, prosto na tę podłogę w łazience. Dokładnie rzecz biorąc, wysłałbym ci gryzak Pandę od Kianao. W okolicach szóstego miesiąca zęby Beatrice zaczną wyrzynać się z furią uśpionego wulkanu, a ona z czystej frustracji zacznie dosłownie gryźć cię w rzepki. Kupiłem tę małą silikonową pandę pewnej nocy z absolutnej desperacji. Jest wspaniała. Ma takie małe, teksturowane wypustki na łapkach, które najwyraźniej działają cuda na stany zapalne dziąseł, a do tego jest na tyle płaska, że jej agresywnie nieskoordynowane, pulchne piąstki potrafią ją utrzymać bez upuszczania na dywan co cztery sekundy. Wrzucam go do zmywarki, gdy cały obklei się psią sierścią. To uratowało moje rzepki, Tom. Kup to natychmiast.

Dlaczego ci ludzie z internetu mogą faktycznie mieć rację

Kwestia nadawania dziecku bardzo nietypowego imienia wygląda następująco: kiedy twoje imię jest już marką, w pewnym sensie omijasz normalny system dziecięcego prześladowania. Aubree i Josh wspomnieli, że ich starsze dzieci nie są wyśmiewane z powodu swoich imion. Ludzie w internecie nie chcieli w to uwierzyć, ale ja im wierzę. Dlaczego? Bo dzisiejsze dzieci dorastają w świecie, gdzie połowa ich klasy ma imię po samogłosce, kierunku świata albo marce luksusowego samochodu.

Why the internet people might genuinely have this figured out — Josh and Aubree Jones Named Their Baby Disney (And I Get It)

Jeśli masz ochotę kupić jakieś wyprawkowe drobiazgi, skoro już i tak nie śpisz i robisz nocne zakupy, możesz spojrzeć na dziecięce body z bawełny organicznej od Kianao. Posłuchaj, jest naprawdę w porządku. Bawełna jest autentycznie miękka i przypuszczam, że to spora ulga, iż nie zawiera tych wszystkich okropnych chemikaliów, w których popularne sieciówki moczą swoje ubrania. Ale już teraz ostrzegam, że niebarwiona, naturalna bawełna organiczna i ogromna wpadka pieluszkowa po batatach to fatalne połączenie. Plami się, nawet jak na nią krzywo spojrzysz. Jednakże rozciąga się bardzo ładnie przez wielką głowę Gołębia, nie wywołując u niej krzyku, więc to spory plus.

Zamiast siedzieć w ciemności i panikować, czy twoje dziecko zostanie kiedyś potraktowane poważnie na posiedzeniu zarządu, może po prostu zaakceptuj, że wszyscy improwizujemy w tym całym rodzicielstwie i nikogo tak naprawdę nie obchodzi, czy nazwałeś swoje dziecko imieniem wiktoriańskiego monarchy, czy amerykańskiego parku rozrywki. Jeśli chcesz poczuć się lepiej ze swoimi wyborami, zawsze możesz przejrzeć ekologiczne akcesoria dla dzieci, by przekonać samego siebie, że wykonujesz kawał dobrej roboty.

Ochrona ich przed naszymi kiepskimi wyborami

Jedną z rzeczy, które robi rodzina Jonesów i którą w pełni szanuję, jest trzymanie dzieci z dala od najgorszych zakamarków internetu. Wyraźnie powiedzieli, że nie pozwalają dzieciom czytać negatywnych komentarzy. Szczerze mówiąc, ilość nieproszonych porad od obcych ludzi w sieci jest wręcz porażająca. Ludzie zachowywali się tak, jakby dziecko z Utah o imieniu Disney osobiście wyrządziło im krzywdę.

Myślę o małej Disney Mae Jones (tak, dali jej na drugie imię Mae – to zaskakująco tradycyjna kotwica, która ma ustabilizować całą tę chaotyczną sytuację) i dociera do mnie, że absolutnie nic jej nie będzie. Ma rodzeństwo o imionach Journey i Rocky, którzy będą ją osłaniać. Będzie dorastać w ogromnym, zalanym słońcem domu, w którym nikt nigdy nie wydaje się mieć zaschniętych płatków na spodniach.

To, czym naprawdę powinieneś się teraz martwić, Tomku z przeszłości, to jak zająć czymś własną dwójkę dzieci, podczas gdy ty próbujesz wypić chociaż jeden, letni kubek herbaty. W końcu kupiliśmy Tęczowy drewniany stojak edukacyjny. To drewniana konstrukcja w kształcie litery A, z której zwisają małe, teksturowane zwierzątka. Miło się na nią patrzy, co jest ogromnym postępem w stosunku do plastikowego monstrum, które kupiła nam moja teściowa, a które gwałtownie błyska i wygrywa piszczącą wersję „Starego MacDonalda”, która dosłownie nawiedza mnie w koszmarach. Ten drewniany jest cichy, naturalny, a Beatrice spędza bite dwadzieścia minut na walce z wiszącym słoniem. Kupuje ci to trochę czasu. Czas jest tym, czego naprawdę potrzebujesz.

Wkładamy tyle wysiłku w stresowanie się imionami, denerwując się, czy brzmią zbyt twardo, zbyt miękko, zbyt dziwnie czy zbyt pospolicie. Kupujemy grube księgi imion, robimy skomplikowane arkusze kalkulacyjne na naszych laptopach. A potem pojawia się dziecko, całkowicie ignoruje arkusz kalkulacyjny, pokrywa cię niewymownymi płynami ustrojowymi i domaga się, byś śpiewał piosenkę tytułową z bajki „Bluey” do utraty głosu. Odłóż więc telefon, przestań oceniać influencerów z Utah i może zaopatrz się w kilka rzeczy od Kianao, które naprawdę pomogą ci przetrwać jutrzejszy poranek, zanim Beatrice znów się obudzi.

Pytania, które prawdopodobnie zadajesz teraz ścianie w łazience

Czy moje dziecko będzie miało do mnie żal, jeśli dam mu bardzo nietypowe imię?

Słuchaj, i tak będą miały do ciebie żal. Wczoraj Eleanor krzyczała na mnie przez bite czterdzieści pięć minut, bo dałem jej wodę w niebieskim kubku zamiast w tym odrobinę innym niebieskim kubku. Dziwne imię to absolutnie najmniejszy z twoich problemów. Po prostu wybierz coś, co nie będzie ci przeszkadzało wykrzykiwać na całe gardło w zatłoczonym parku.

Czy ci ludzie z internetu naprawdę użyli sztucznej inteligencji, żeby przetestować imię swojego dziecka?

Najwyraźniej tak. Wygenerowali cyfrowy obraz trzydziestopięcioletniej kobiety o imieniu Disney, by sprawdzić, czy wygląda on szacownie. Brzmi to całkowicie wariacko, dopóki nie uświadomisz sobie, że w zeszłym tygodniu spędziłem trzy godziny, googlując, czy zjedzenie przez malucha połowy niebieskiej kredki jest bezpieczne z medycznego punktu widzenia. Wszyscy mamy swoje dość żałosne mechanizmy radzenia sobie z rzeczywistością.

Co tak naprawdę się dzieje, gdy dziecko z szalonym imieniem idzie do szkoły podstawowej?

Według mojej położnej, po prostu się wpasowują. Szkolny dziennik w dzisiejszych czasach brzmi jak lista nieznanych zjawisk pogodowych, pomniejszych greckich bóstw i rzemieślniczych mieszanek kawy. Mała Disney będzie siedzieć między dzieckiem o imieniu Thunder a dzieckiem o imieniu Oat. Wszystko będzie w porządku.

Jak znaleźć spersonalizowane rzeczy, jeśli imienia twojego dziecka nie ma na standardowym breloczku ze sklepu z pamiątkami?

Po prostu ich nie znajdujesz. Oszczędzasz pieniądze, kupujesz im piękne, niemarkowe drewniane rzeczy i pozwalasz im z furią wypisać swoje imię na ścianie w salonie permanentnym markerem w ułamku sekundy, gdy tylko odwrócisz się, by zajrzeć do piekarnika.