Była 3:14 we wtorek nad ranem, a ja siedziałam wciśnięta w skrzypiący, szary fotel w pokoju dziecięcym, ubrana w koszulkę do karmienia, która mocno pachniała skwaśniałym mlekiem i desperacją. Mój syn Leo miał dokładnie cztery miesiące i gapił się na mnie w ciemności. Bez mrugania. Rozbudzony na maksa. Po prostu się gapił. A mój pozbawiony snu, całkowicie zrujnowany mózg zaczął odtwarzać tę starą piosenkę Maroon 5 z 2014 roku, tak po prostu, znikąd. Spojrzałam w dół na jego maleńką, przerażająco czujną twarz i autentycznie szepnęłam na głos: „O Boże, kochanie, czuję się, jakbyś dosłownie na mnie dziś polował”.

Przerażające.

Bo dokładnie tak wygląda regresja snu, prawda? Czujesz się, jakbyś była ścigana we własnym domu przez trzyipółkilogramowego dyktatora, który chce złamać cię psychicznie poprzez systematyczne pozbawianie snu. Funkcjonowałam wyłącznie na zimnej kawie i panice, mój mąż Dave bezużytecznie chrapał w drugim pokoju, a jego aparat CPAP wydawał ten rytmiczny, kpiący dźwięk szszsz-szszsz, a ja po prostu siedziałam tam, zdając sobie sprawę, że całkowicie straciłam kontakt z rzeczywistością.

Ten moment, kiedy miałam halucynacje z Adamem Levine'em w pokoju dziecięcym

Naprawdę myślałam, że moje dziecko się zepsuło. Tak fundamentalnie, że jest wadliwe. Aż do momentu, gdy skończył trzy i pół miesiąca, Leo fundował nam te wspaniałe, kuszące, czterogodzinne bloki snu. Myślałam, że jestem genialna. Myślałam, że zhakowałam macierzyństwo. A potem nagle, z dnia na dzień, zaczął budzić się co czterdzieści pięć minut. Za każdym razem, gdy próbowałam odłożyć go do łóżeczka, jego oczy otwierały się gwałtownie jak rolety na sprężynie.

Dwa dni później doczołgałam się do gabinetu naszego lekarza, płacząc tak mocno, że soczewki kontaktowe przesuwały mi się w oczach. Doktor Miller – który zawsze pachnie delikatnie spirytusem salicylowym i starymi lizakami – spojrzał na mnie z mieszanką litości i irytacji. Powiedziałam mu, że chyba Leo ma bezsenność albo może guza mózgu, a on po prostu westchnął i podał mi chusteczkę.

Powiedział mi trochę o cyklach snu niemowląt, co pamiętam tylko w połowie, bo mój mózg generował wtedy głównie biały szum. Ale lekarz mówił coś o tym, że niemowlęta spędzają znacznie więcej czasu w fazie REM niż my, a jest to faza snu aktywnego i płytkiego. Podobno w okolicach czwartego miesiąca ich małe mózgi ulegają przebudowie i zaczynają całkowicie wybudzać się między cyklami, zamiast po prostu ponownie zapadać w sen. Brzmiało to w jego ustach jak jakiś piękny, normalny kamień milowy w rozwoju.

Miałam ochotę rzucić mu w głowę torbą na pieluchy.

Bo wcale nie czułam, że to coś pięknego. Czułam, że to piekło. Czułam się, jakby moje dziecko aktywnie próbowało zrujnować mi życie. W każdym razie, chodzi o biologię. Ich mózgi po prostu nie są jeszcze w pełni ukształtowane i nie wiedzą, jak połączyć te fazy snu w całość bez naszego tulenia, kołysania czy traktowania naszych sutków jak ludzkich smoczków.

Desperacja i karta kredytowa w środku nocy

I tu zaczyna się robić naprawdę niebezpiecznie. Kiedy funkcjonujesz na dwóch godzinach przerywanego snu, stajesz się niewiarygodnie podatna na coś, co mogę opisać tylko jako drapieżny marketing produktów dla dzieci. Ty jesteś ofiarą, a internet myśliwym.

Desperation and the late-night credit card — Baby I'm Preying On You Tonight: Surviving Sleep Regressions

Pamiętam, jak siedziałam w tym fotelu o 4 rano, scrollując Instagram kciukiem, balansując jednocześnie ciężką, spoconą główką Leo na moim przedramieniu i starając się nie oddychać zbyt głośno. I zaczęły atakować mnie reklamy. „Spraw, by twoje dziecko spało 12 godzin!” „Cudowne rozwiązanie na sen!” „Kup ten leżaczek i odzyskaj swoje życie!”

Chciałam kupić to wszystko. Byłam gotowa wyczyścić kartę kredytową do zera na cokolwiek, co obiecywało mi nieprzerwany sen. Byłam tak blisko kupienia takiego mega podejrzanego, pochylonego hamaka, który wyglądał jak miniaturowe, wiszące narzędzie tortur, ale obiecywał „komfort niczym w łonie matki”.

Dzięki Bogu następnego ranka Dave przejął mój telefon. Bo, jak się okazuje, większość z tych „cudownych” produktów do spania jest szalenie niebezpieczna. Podobno zrobiono wokół tego ogromny szum – rząd w USA przyjął niedawno ustawę (Safe Sleep for Babies Act, chyba w 2022 roku?), która całkowicie zakazała pochylonych leżaczków i ochraniaczy do łóżeczek. Ponieważ niemowlęta się dusiły. Bo kiedy podeprzesz dziecko pod kątem, jego ciężka, mała główka może opaść do przodu i odciąć mu drogi oddechowe.

Na samą myśl o tym żołądek podchodzi mi do gardła. Te firmy wiedziały, że rodzice są zdesperowani. Wiedziały, że o 3 w nocy kupimy wszystko.

Zamiast robić ogromne, lekkomyślne, nocne zakupy niebezpiecznych "usypiaczy", zmusiłam się, by trzymać się nudnych, bezpiecznych podstaw. Płaski materac. Żadnych kocyków. I ubieranie go w coś, w czym nie pocił się jak mały maratończyk. Ostatecznie podczas tej okropnej regresji co noc używaliśmy jako bazy Body Dziecięcego z Bawełny Organicznej od Kianao.

Nie będę tu siedzieć i kłamać, że body magicznie sprawiło, że moje dziecko przespało całą noc. Absolutnie tak nie było. Ale Leo miał takie dziwne, wściekle czerwone plamy egzemy na szyi od syntetycznych materiałów, a to ubranko z bawełny organicznej było jedynym, po którym nie dostawał okropnej wysypki. Ma absurdalną liczbę nap, co jest irytujące o 2 w nocy, ale materiał jest tak miękki, że w dotyku przypomina dosłownie masełko. Poza tym na tyle dobrze oddycha, że kiedy nieuniknienie budził się z krzykiem, nie był przy okazji zlany potem. Małe zwycięstwa, rozumiecie?

Jeśli właśnie jesteś na froncie tej walki i chcesz rozejrzeć się za czymś, co nie wywoła u ciebie gigantycznego lęku, możesz przejrzeć kolekcję organicznych ubranek dla niemowląt od Kianao. Przynajmniej wiesz, że nie są zrobione z toksycznych śmieci.

Moje szalone teorie z niewyspania

Ponieważ nie mogłam zaakceptować faktu, że regresja snu Leo to tylko normalny etap, mój pozbawiony snu mózg zaczął tworzyć szalone teorie na temat tego, co mu dolega. Oto rzeczy, które aktywnie badałam w listopadzie:

My wild sleep-deprived theories — Baby I'm Preying On You Tonight: Surviving Sleep Regressions
  • Teoria 1: W domu straszy. Poważnie rozważałam palenie szałwii w jego pokoju, bo ciągle gapił się w lewy górny róg sufitu i płakał.
  • Teoria 2: Moje mleko ma w sobie kofeinę. Aby to przetestować, na trzy dni całkowicie zrezygnowałam z kawy (mroczne, bardzo mroczne czasy). Nie zmieniło to niczego poza moimi chęciami do życia.
  • Teoria 3: Ząbkuje w wieku czterech miesięcy. Byłam tak przekonana, że te małe, białe guzki już się przebijają, że zaczęłam robić zapasy gryzaków.

Uwaga, spoiler: wcale nie ząbkował. Zęby tak naprawdę pojawiły się dopiero, gdy miał siedem miesięcy. Ale ślinienie się? O mój Boże, ta ślina przypominała nieszczelny kran, którego ktoś zapomniał zakręcić. Przemaczał trzy śliniaki dziennie.

W ciągu dnia, żeby powstrzymać go od krzyku, gdy ja próbowałam wypić letnią kawę, dawałam mu Silikonowy Gryzak Panda od Kianao. Szczerze mówiąc, to była deska ratunku na dzienne marudzenie. Jest płaski i ma małą dziurkę w środku, więc jego nieskoordynowane, malutkie rączki mogły go naprawdę dobrze chwycić i nie upuszczać na brudną podłogę w kuchni co dziesięć sekund. Wrzucałam go do lodówki na dwadzieścia minut, a on po prostu żuł go jak małe dzikie zwierzątko. Nie naprawiło to naszych nocy, ale kupiło mi pięć minut ciszy w ciągu dnia, co dla młodej mamy jest bezcenną walutą.

Jedyne zwierzęta, na jakie teraz pozwalam w domu

Skoro o dzikich zwierzątkach mowa, kiedy w końcu przetrwaliśmy regresję snu czwartego miesiąca (a przez „przetrwaliśmy” rozumiem, że po prostu przyzwyczailiśmy się do zmęczenia, dopóki w wieku sześciu miesięcy w magiczny sposób nie zaczął spać dłużej), wpadłam w obsesję na punkcie jego zabawek. Bo kiedy nie przejmujesz się już obsesyjnie snem, musisz znaleźć sobie inny powód do paniki, prawda?

Zdałam sobie sprawę, że prawie każda zabawka w naszym domu była zrobiona z taniego, jaskrawego plastiku, który prawdopodobnie zawierał wystarczająco ftalanów, by zmutować małą rybę. A ponieważ niemowlęta poznają cały świat wpychając go sobie bezpośrednio do buzi, wpadłam w panikę.

Kazałam Dave'owi spakować do worów połowę salonu. Myślał, że oszalałam.

Chciałam uroczych, zwierzęcych motywów do pokoju, ale chciałam, żeby były, wiecie, nietrujące. W ten sposób skończyliśmy z Drewnianym Stojakiem Edukacyjnym Tęcza. To taka przepiękna drewniana konstrukcja w kształcie litery A, z której zwisają małe, zwierzęce zabawki – w tym maleńki, drewniany słoń, na punkcie którego Leo miał absolutną obsesję. Potrafił leżeć pod nim i po prostu uderzać rączką w tego słonia przez całe wieki. Był w 100% nietoksyczny, nie grał żadnych paskudnych elektronicznych melodyjek, które utknęłyby ci w głowie, i naprawdę ładnie wyglądał w naszym salonie, nie przypominając eksplozji plastiku.

Mniej więcej w tym samym czasie kupiliśmy też Miękkie Klocki Edukacyjne dla Niemowląt. Są w porządku. To miękkie, gumowe klocki z małymi zwierzątkami. Mojej córce Mai szczerze mówiąc podobały się bardziej niż Leo, głównie dlatego, że mogła w niego nimi rzucać, a one nie zostawiały siniaków. Są okej, ale to drewniany stojak zdecydowanie był zwycięzcą w naszym domu.

Patrząc wstecz na ten czas w okolicach czwartego miesiąca, ledwie rozpoznaję osobę, którą wtedy byłam. Byłam tak przerażona, tak zmęczona i tak desperacko próbowałam naprawić coś, co tak naprawdę wcale nie było zepsute. Twoje dziecko nie próbuje cię zniszczyć. Ono po prostu rośnie, a dorastanie jest trudne, i bycie osobą odpowiedzialną za utrzymanie ich przy życiu, gdy rosną, jest jeszcze trudniejsze.

Chwyć kawę. Chwyć bezpieczny gryzak. Przetrwasz tę noc.

Zanim całkowicie stracisz dziś zmysły o 3 w nocy, sprawdź bezpieczne, ekologiczne niezbędniki dla niemowląt od Kianao. Twój zmęczony mózg zasługuje na jeden powód do zmartwień mniej.

Rzeczy, przez które płakałam, szukając ich w Google o 4 rano (FAQ)

Czy moje dziecko budzi się, bo mnie nienawidzi?

Nie, o mój Boże, wiem, że czujesz to bardzo osobiście, kiedy zaczynają krzyczeć w sekundę po tym, jak twoja głowa dotknie poduszki, ale one cię nie nienawidzą. Doktor Miller powiedział mi, że to po prostu ich cykle snu dojrzewają. Ich mózgi przechodzą od snu noworodka do snu przypominającego ten dorosły, i dosłownie budzą się między cyklami, a potem panikują, bo nie wiedzą, jak bez ciebie ponownie zasnąć. To w zasadzie jak nieudana aktualizacja oprogramowania.

Skąd mam wiedzieć, czy produkt do spania jest na pewno bezpieczny?

Jeśli obiecuje „cudowny” 12-godzinny sen i układa twoje dziecko pod kątem, uciekaj. Moja zasada brzmi teraz tak: jeśli to nie jest płaski, twardy materac, to nie powinny w nim spać bez nadzoru. Wszystko, co nazywa się „leżaczkiem” albo „pochylonym siedziskiem”, zdecydowanie odpada. Trzymaj się prostego łóżeczka i oddychającego body z organicznej bawełny, żeby się nie przegrzewały.

Czy mogę podać 4-miesięcznemu dziecku gryzak, nawet jeśli nie widzę zębów?

Tak! Leo nie miał prawdziwych zębów aż do siódmego miesiąca, ale w czwartym miesiącu dziąsła ewidentnie mu dokuczały, a ilość śliny była astronomiczna. Gryzak Panda od Kianao był świetny, bo to silikon spożywczy bez BPA, więc nie musiałam się martwić, że połyka dziwne chemikalia, kiedy wściekle go żuł, żeby się uspokoić.

Czy plastikowe zabawki są naprawdę aż tak złe dla niemowląt?

Wiecie, nie jestem naukowcem, ale kiedy zaczęłam czytać o ftalanach i BPA w tanich, plastikowych zabawkach, trochę zwariowałam. Niemowlęta wkładają do buzi dosłownie wszystko. Śpię spokojniej, wiedząc, że jego drewniany stojak edukacyjny i silikonowe gryzaki nie uwalniają substancji zaburzających gospodarkę hormonalną do jego małego organizmu. Poza tym, drewniane zabawki nie wymagają baterii, co jest gigantycznym plusem dla zdrowia psychicznego rodziców.

Czy kiedykolwiek jeszcze się wyśpię?

Tak. Przysięgam. Dave i ja dosłownie myśleliśmy, że nasze życie się skończyło, ale Leo ma teraz cztery lata i śpi jak kamień. Maya ma siedem i trzeba ją wyciągać z łóżka do szkoły. Jesteś właśnie w samym środku absolutnie najgorszego etapu. Po prostu pij kawę, obniż swoje standardy co do czystości w domu i przetrwaj.