Droga Saro sprzed czterech lat,

Dokładnie wiem, gdzie teraz jesteś. Siedzisz na brzegu szarego dywanika w łazience dla gości, jest 3:14 nad ranem. Masz na sobie ten top do karmienia, który okrutnie śmierdzi skwaśniałym mlekiem i starymi monetami, i szlochasz. Nie tylko płaczesz, ty wręcz zanosisz się płaczem, a powodem, dla którego to robisz, jest to, że twój mąż — niech go Bóg błogosławi, ma dobre chęci, naprawdę — przyniósł ci wczoraj o 6 rano kawę, a ty właśnie sobie przypomniałaś, że kubek był wyszczerbiony, co oczywiście oznacza, że on już cię nie kocha, a świat się kończy.

Jesteś tak zmęczona, że aż bolą cię zęby. Pocisz się, jakbyś właśnie przebiegła maraton w bagnie. Swoją drogą, dlaczego nikt nas nie ostrzegał przed poporodowymi potami nocnymi? Budziłam się zlana potem i myślałam, że Leo nasikał mi na klatkę piersiową, ale nie, to po prostu moje własne ciało mnie zdradzało.

W każdym razie, piszę do ciebie z przyszłości, żeby ci powiedzieć, że ten absolutny psychiczny zjazd, który teraz przeżywasz? To normalne. To baby blues i to minie. W końcu.

Gdy chemia twojego mózgu po prostu pakuje manatki i wychodzi

Moja ginekolog przebąkiwała coś na jednej z tych pośpiesznych wizyt w trzecim trymestrze, że po porodzie spadną mi hormony. Ale powiedziała to takim całkowicie swobodnym tonem, w stylu: „Och, może pani być trochę płaczliwa!”. Zabrzmiało to jak łagodny spacerek, może odrobina nostalgii czy coś w tym rodzaju.

To nie jest spacerek. To upadek z biochemicznego klifu. Z tego, co mniej więcej rozumiem — a szczerze mówiąc, mój mózg jest nadal trochę usmażony, nawet po latach — poziom estrogenu i progesteronu jest w ciąży niebotycznie wysoki, a w sekundę po urodzeniu łożyska spada praktycznie do zera. Do tego lekarka mamrotała coś o spowolnieniu pracy tarczycy? Nie znam się na tym naukowo, ale w skrócie: twoje ciało z bujnej, napompowanej hormonami szklarni zmienia się w jałową pustynię w ciągu dwunastu godzin. Więc tak, będziesz płakać na reklamie karmy dla psów. Będziesz płakać, bo dziecko śpi. Będziesz płakać, bo dziecko nie śpi.

Moja mama próbowała mnie pocieszyć, wysyłając mi zdjęcie takiego starego komiksu o baby bluesie, który wycięła z niedzielnej gazety — wiesz, ten z wyczerpanymi rodzicami z workami pod oczami — i o Boże, po prostu spojrzałam na to i zaczęłam szlochać jeszcze głośniej, bo pomyślałam: TO JESTEM JA, JESTEM KARYKATURĄ ROZPACZY. To nie był ten pokrzepiający moment, jakiego oczekiwała.

Ten czas, kiedy myślałam, że woda z kranu jest zatruta

A ponieważ twoje hormony kompletnie zwariowały, twój lęk zaczyna czepiać się najbardziej absurdalnych rzeczy. Pamiętam, jak w ciemnościach przewijałam telefon, podczas gdy laktator wydawał z siebie ten okropny, rytmiczny dźwięk — łuuu, łuuu, łuuu — i wpadłam w internetową króliczą norę, czytając o zespole błękitnego dziecka (methemoglobinemii).

That time I thought the tap water was poisoned — Dear Postpartum Me: On The Tears, Sweat, and Baby Blues

Słyszałaś o tym? Podobno to niezwykle rzadkie schorzenie polegające na tym, że jeśli do przygotowania mleka modyfikowanego użyjesz wody z prywatnej studni, która ma w sobie za dużo azotanów, skóra dziecka może dosłownie zsinieć z braku tlenu. Spędziłam trzy godziny na hiperwentylacji, całkowicie przekonana, że nasze dziecko zrobi się sine, kompletnie ignorując fakt, że MIESZKAMY NA PRZEDMIEŚCIACH I MAMY WODĘ MIEJSKĄ Z WODOCIĄGÓW. Moja pediatra dosłownie wyśmiała mnie, gdy zadzwoniłam na dyżur po godzinach. Powiedziała: „Saro, błagam, odłóż telefon do drugiego pokoju”. Poporodowy niepokój to niezły odlot. Po prostu... nigdy więcej nie myślmy o wodzie ze studni, dobrze?

Próby poprawy nastroju za pomocą wystroju wnętrz

W ciągu tych pierwszych kilku tygodni spędzałam mnóstwo czasu, gapiąc się na ściany pokoiku dziecięcego. Pomalowaliśmy je na ten bardzo specyficzny, delikatny błękitny kolor, ponieważ jakiś artykuł na Pintereście twierdził, że naukowo udowodniono, iż obniża on tętno dziecka i koi jego układ nerwowy. I wiesz co? Dziecko miało to zupełnie gdzieś. Leo chciał tylko krzyczeć, aż robił się siny.

Trying to fix my mood with interior design — Dear Postpartum Me: On The Tears, Sweat, and Baby Blues

Ale o dziwo, ten kolor w pewnym sensie uspokajał mnie. Stałam w tym kojącym, niebieskim pokoju, trzymając tę uroczą, w kwiaty, błękitną sukienkę, którą miałam na sobie na moim baby shower zaledwie miesiąc wcześniej. Pamiętam, jak wpatrywałam się w nią, jakby należała do martwej kobiety. Kim ona była? Miała ułożone włosy, nosiła obcasy i myślała, że będzie „spać, kiedy dziecko śpi”. Co za idiotka. Teraz byłam tylko chodzącą fabryką mleka w pieluchach dla dorosłych.

Ponieważ nie mieściłam się w moje ubrania sprzed ciąży i przez 90% dnia byłam uwięziona pod śpiącym niemowlakiem, zaczęłam robić to, co robi każdy racjonalny, pozbawiony snu milenials: kupowałam dziecku rzeczy przez internet. Skoro nie mogłam czuć się piękna, to przynajmniej otoczenie mojego dziecka mogło być estetyczne i pochodzące ze zrównoważonych źródeł, prawda?

W końcu kupiłam Grzechotkę-gryzak Miś z Kianao, i szczerze mówiąc, ta rzecz stała się moim kołem ratunkowym kilka miesięcy później, kiedy Leo zaczął ząbkować. Każdy rodzic zna to świeże piekło, kiedy jego dziecko agresywnie żuje twój obojczyk, bo bolą je dziąsła. Ten mały miś był wręcz idealny. Ma jasnoniebieską bawełnianą górę robioną na szydełku, która pasowała do wystroju pokoju, oraz pierścień z naturalnego drewna bukowego. Pokochałam go, bo nie wyglądał jak krzykliwy, plastikowy śmieć przejmujący mój salon, a Leo miał absolutną obsesję na punkcie jego faktury. Mam to niezwykle żywe wspomnienie, kiedy w końcu mogłam wypić kawę, która była autentycznie gorąca, podczas gdy Leo przez bite dwadzieścia minut szczęśliwie gryzł tego drewnianego misia. To było małe zwycięstwo, a czas po porodzie to dosłownie tylko pasmo przetrwania małych zwycięstw.

Z drugiej strony, moja teściowa kupiła nam Bambusowy Kocyk Dziecięcy Niebieski Lis w Lesie. I posłuchaj, on jest obiektywnie przepiękny. Skandynawski leśny nadruk robi ogromne wrażenie i wykonano go z tego obłędnie miękkiego, organicznego bambusa. Ale szczerze? Był wręcz za ładny. Moje dziecko było fontanną ulewań i tajemniczych płynów ustrojowych, a ja byłam przerażona, że zniszczę tę luksusową, organiczną tkaninę. Skończyło się na tym, że chomikowałam go w szafie, zachowując na „ładne wyjścia”, które dosłownie nigdy się nie odbyły, ponieważ zabranie noworodka do sklepu spożywczego przypominało planowanie operacji wojskowej. Więc po prostu tam leżał, wyglądał pięknie i sprawiał, że miałam poczucie winy z powodu jego nieużywania.

Dużo częściej używaliśmy prostszego Kocyka Dziecięcego z Bawełny Organicznej, który mieliśmy pod ręką, głównie dlatego, że wydawał się trochę trwalszy, kiedy służył jako awaryjna szmatka do odbijania na kanapie.

Jeśli ty też z desperacją przewijasz telefon o 3 nad ranem, będąc uwięzioną pod niemowlakiem, zawsze możesz rzucić okiem na naprawdę miękkie, nietoksyczne kocyki i akcesoria w kolekcji kocyków Kianao. Przynajmniej oglądanie ładnych rzeczy wydaje się w miarę produktywne, prawda?

Czy to zwykły płacz, czy ten zły?

Jest jedna rzecz, o której bardzo chciałabym, żeby ktoś mi powiedział wprost, kiedy siedziałam na tym dywaniku w łazience: baby blues to tykający zegar, który w końcu się zatrzyma.

Moja lekarka w końcu mi wyjaśniła, że ten czysty, obezwładniający płacz — taki, przy którym upuszczasz łyżkę i czujesz, że wszechświat osobiście przeklął twój ród — zwykle osiąga szczyt około czwartego lub piątego dnia i powinien zacząć słabnąć po jakichś dwóch tygodniach.

Jeśli mijają dwa tygodnie, a ty nadal czujesz się, jakbyś była na dnie ciemnej studni, albo czujesz się zupełnie obojętna i zautomatyzowana, jakbyś oglądała swoje życie przez brudną szybę... to już nie jest baby blues. To moment, w którym wkraczamy na terytorium depresji poporodowej (PPD) lub lęków poporodowych (PPA). Mam wielkie szczęście, że mój smutek w końcu minął, ale moja siostra przeszła PPD przy swoim pierwszym dziecku, a patrzenie, jak próbuje po prostu to „przetrwać”, łamało serce. Nie dostaniesz medalu za cierpienie w milczeniu, dziewczyny. Poważnie.

Więc jak tak naprawdę przetrwać ten zjazd i nie zwariować?

Musisz dosłownie przekazać dziecko mężowi, chwycić laktator lub butelkę z mlekiem i zamknąć się w ciemnym pokoju na cztery nieprzerwane godziny snu. Bo jeśli nie złączysz w całość chociaż kilku godzin fazy REM, twój mózg po prostu całkowicie straci zdolność kontrolowania ludzkich emocji. A, i skasuj też Instagram z telefonu na miesiąc, żeby przestać patrzeć na te agresywnie beżowe influencerki, które twierdzą, że po prostu „uwielbiają tę noworodkową bańkę”, podczas gdy ty aktywnie krwawisz w poporodowy podkład z siatki. Po prostu... chroń swój spokój. Jest brudno, głośno i to w porządku, jeśli nie kochasz każdej sekundy tego stanu.

Wszystko będzie dobrze. Obiecuję. Napij się wody. I może powiedz mężowi, żeby jutro zrobił odrobinę mocniejszą kawę.

Zanim wpadniesz w kolejną nocną panikę z Google, weź głęboki oddech. Jeśli potrzebujesz delikatnych, zrównoważonych rzeczy dla swojego dziecka, które nie dodadzą jeszcze więcej przytłaczającego wizualnego chaosu w twoim domu, sprawdź organiczne gryzaki Kianao. Radzisz sobie świetnie.

Chaotyczne poporodowe FAQ

Jak długo potrwają te wahania nastroju?

Dobra, więc z mojego całkowicie nienaukowego, ale życiowego doświadczenia (i słów mojej ginekolog), baby blues uderza najsilniej w pierwszym tygodniu, kiedy pojawia się nawał pokarmu, a hormony pikują w dół. Powinno minąć do końca drugiego tygodnia. Jeśli minął miesiąc, a ty nadal codziennie płaczesz lub czujesz całkowitą beznadzieję, zadzwoń do lekarza. Proszę. Nie czekaj, aż magicznie naprawi się samo.

Czy ojcowie też mogą mieć baby blues?

Poważnie, tak! Myślałam, że mój mąż po prostu dramatyzuje, kiedy w trzecim tygodniu zrobił się wyjątkowo humorzasty, ale najwyraźniej brak snu i stres związany z utrzymaniem przy życiu maleńkiego człowieka całkowicie rozbija również ich hormony. Ich poziom testosteronu spada i czują się przytłoczeni. Więc tak, nikt w domu nie funkcjonuje na 100%.

Czekaj, co to było o wodzie ze studni i siniejących dzieciach?!

O Boże, przepraszam, że w ogóle o tym wspomniałam. Jeśli masz prywatną studnię, po prostu zbadaj wodę pod kątem azotanów, zanim przygotujesz z niej mleko, ponieważ dzieci nie potrafią dobrze przetwarzać azotanów i wpływa to na ich dotlenienie. Ale jeśli korzystasz z miejskiej wody z kranu jak 90% z nas, dosłownie nie marnuj ani jednej szarej komórki na przejmowanie się tym. Możesz spokojnie wrócić do martwienia się regresją snu.

Czy kolor pokoiku naprawdę wpływa na nastrój dziecka?

Posłuchaj, eksperci twierdzą, że delikatne błękity i zielenie są „kojące dla rozwijającego się układu nerwowego”, i dlatego wszyscy kupują pastelowe rzeczy. Ale szczerze? W tych pierwszych dniach dziecko jest jak ziemniaczek, który widzi tylko na dwadzieścia centymetrów do przodu. Pomalowanie pokoju na niebiesko jest głównie dla ciebie, żebyś miała wizualnie spokojne miejsce do siedzenia, gdy bujasz je o 4 nad ranem. Wybieraj kolory, które sprawiają, że czujesz się mniej zdesperowana.