Była 3:14 w nocy. Znam dokładną godzinę, bo wpatrywałam się w świecące na zielono cyfry naszego cyfrowego budzika, podczas gdy mój najstarszy syn, Leo — który miał wtedy około sześciu tygodni — krzyczał mi prosto w obojczyk. Miałam na sobie tę koszmarną, poplamioną mlekiem koszulkę do karmienia, której nie prałam od trzech dni, i byłam tak zmęczona, że czułam się, jakbym miała halucynacje.
Nie chciał chwycić piersi. Za każdym razem, gdy przystawiałam go do klatki piersiowej, szukał, brał jeden łyk, a potem gwałtownie się odrywał z płaczem. Kiedy otworzył buzię, żeby krzyczeć, zauważyłam, że jego język był całkowicie pokryty grubą, białą warstwą czegoś, co wyglądało jak serek wiejski. I jak totalna idiotka, mój pozbawiony snu mózg pomyślał: Och, ma po prostu brudną buzię od mleka.
Złapałam więc muślinową pieluszkę z szafki nocnej, owinęłam ją wokół palca wskazującego i włożyłam do buzi mojego krzyczącego noworodka, żeby zetrzeć to mleko.
Tyle że to wcale nie zeszło.
Przycisnęłam trochę mocniej i nagle biała plama zeszła, zostawiając po sobie żywą, jaskrawoczerwoną, lekko krwawiącą ranę na jego malutkim języku. O Boże. Wpadłam w panikę. Zupełnie postradałam zmysły. Obudziłam Dave'a, który tylko mrugał do mnie jak zdezorientowana sowa, podczas gdy ja agresywnie wpisywałam w Google „dlaczego język mojego dziecka krwawi” jedną ręką, a drugą kołysałam histeryzujące niemowlę.
W każdym razie, zmierzam do tego, że właśnie brutalnie zaatakowałam pleśniawki w buzi mojego dziecka.
Błagam, nie szorujcie agresywnie języka swojego dziecka
Jeśli nie wyniesiecie z mojego nocnego koszmaru niczego innego, niech to będzie ta jedna konkretna rzecz, którą powiedziała mi nasza lekarka następnego ranka, gdy siedziałam w jej gabinecie, płacząc nad moją czwartą tego dnia mrożoną kawą. Jeśli widzicie coś białego w buzi waszego dziecka, możecie zrobić delikatny test przetarcia. Jeśli łatwo schodzi, to po prostu resztki mleka. Jeśli trzyma się języka, wewnętrznej strony policzków lub podniebienia jak uparte, małe pąkle, zostawcie to w świętym spokoju.
To pleśniawki.
Z tego, co zrozumiałam między westchnieniami dr Miller a moją własną hiperwentylacją, pleśniawki to w zasadzie impreza drożdżaków w buzi twojego dziecka. Wywołuje je Candida albicans, drożdżak, który najwyraźniej i tak żyje na każdym z nas, ale wymyka się spod kontroli, gdy układ odpornościowy jest osłabiony. A ponieważ dzieci poniżej szóstego miesiąca życia mają odporność z mokrego papieru, drożdżaki po prostu namnażają się bez opamiętania.
Dave uważa, że Leo dostał ich, ponieważ w trzecim trymestrze brałam antybiotyk na infekcję dróg moczowych, który rzekomo zabija „dobre” bakterie trzymające drożdżaki w ryzach, ale szczerze, kto to wie, dlaczego te grzyby tak rosną. Może to wina antybiotyków, może smoczka, który upadł na podłogę, a może wszechświat po prostu mnie nienawidzi. Kiedy już się pojawią, nie ma to większego znaczenia.
Odłamki szkła w moich sutkach
Oto absolutnie najgorsza część pleśniawek, jeśli karmicie piersią. One nie zostają tylko w buzi dziecka. O nie. Przenoszą się na wasze brodawki.

Nie potrafię odpowiednio opisać uczucia karmienia dziecka, gdy ma się infekcję grzybiczą w kanalikach mlekowych, ale to mniej więcej tak, jakby ktoś przeciągał przez klatkę piersiową odłamki szkła rozgrzanym do czerwoności drutem. Moje brodawki były popękane, jaskrawoczerwone i niesamowicie swędziały, a jednocześnie były tak wrażliwe, że samo tarcie koszuli sprawiało, że chciało mi się płakać.
Ponieważ drożdżaki są wysoce zaraźliwe, Leo i ja po prostu podawaliśmy je sobie nawzajem jak okropną, niewidzialną piłeczkę ping-pongową. Lekarka musiała przepisać przeciwgrzybicze krople do jego buzi i przeciwgrzybiczy krem na receptę na moją klatkę piersiową. W zasadzie musicie stać się maniakami sterylizacji, malując wnętrze policzków niemowlęcia tym lepkim, żółtym lekarstwem, a jednocześnie starając się pamiętać o nałożeniu kremu na własne ciało, nie brudząc przy tym wszystkich ubrań.
Swoją drogą, podawanie tego lekarstwa dziecku to jakiś żart. Mówią wam, żeby używać patyczka higienicznego, aby „pomalować” Nystatyną bezpośrednio te białe plamy po jedzeniu, ale spróbujcie utrzymać otwartą buzię wściekłego dziecka, dzierżąc w dłoni malutki wacik. Przez połowę czasu Leo po prostu wypluwał ten lepki, słodki płyn z powrotem, a ja pamiętam, jak gorączkowo próbowałam zetrzeć żółtą maź z fałdek na jego szyi zapasową niemowlęcą koszulką, którą mieliśmy pod ręką, żeby tylko nie poplamić wszystkich jego ubrań.
Kiedy drożdżaki wędrują na południe
Właśnie wtedy, gdy myślisz, że już opanowałaś sytuację w buzi, drożdżaki postanawiają urządzić sobie wycieczkę po układzie pokarmowym. Bo dlaczego by nie.
Kilka dni po pojawieniu się pleśniawek w buzi, Leo dostał niewiarygodnie wściekłego, jaskrawoczerwonego odparzenia pieluszkowego z dziwnymi, wypukłymi czerwonymi krostkami na brzegach. Zwykły krem pod pieluszkę nie dawał dosłownie nic. Właściwie, nałożenie grubej, gęstej warstwy kremu typu Desitin na wysypkę grzybiczą tylko zatrzymuje wilgoć i sprawia, że drożdżaki rozkręcają jeszcze większą imprezę.
Grzyby KOCHAJĄ ciepłe, ciemne i wilgotne środowisko. Mieszkaliśmy wtedy w przewiewnym mieszkaniu, więc grubo ubierałam Leo w te grube pajacyki z syntetycznego polaru, żeby było mu ciepło. Duży błąd. Brak przepływu powietrza w zasadzie zamienił jego okolicę pieluszkową w tropikalny kurort dla Candidy.
Lekarka powiedziała mi, że potrzebuje powietrza. Mnóstwo czasu na leżenie na brzuszku z gołą pupą, a kiedy już musiał nosić ubrania, musiały być one niezwykle przewiewne. To właściwie moment, w którym dostałam bzika na punkcie materiałów i wymieniłam prawie całą jego garderobę. Moim absolutnym świętym Graalem stało się Body niemowlęce z bawełny organicznej od Kianao.
Wiem, że to brzmi dramatycznie, gdy mówię, że body uratowało moje zdrowie psychiczne, ale mówię całkowicie poważnie. Bawełna organiczna faktycznie oddychała, w przeciwieństwie do tych poliestrowych ciuchów, w które go wcześniej ubierałam, co oznaczało, że jego skóra nie była uwięziona w bagnie własnego ciepła. Praktycznie żyliśmy w tych body. Kupiłam je chyba w czterech kolorach. Były tak miękkie dla jego podrażnionej skóry, a kiedy musieliśmy nakładać na receptę przeciwgrzybiczy krem pod pieluszkę, kopertowe wykończenie dekoltu sprawiało, że z łatwością można było ściągnąć całość w dół, bez przeciągania przez głowę. Jeśli borykacie się z jakimikolwiek dziwnymi problemami skórnymi lub wysypkami grzybiczymi, zróbcie sobie przysługę i natychmiast wyrzućcie ubranka z syntetycznych materiałów.
A skoro mowa o oddychających materiałach, jeśli wasze dziecko walczy właśnie z czerwoną pupą zagłady, warto przejrzeć kolekcję ubranek z bawełny organicznej Kianao — są o wiele lepsze dla wrażliwej, podrażnionej skóry.
Czy już gotujecie wszystko we wrzątku?
Kolejnym super zabawnym aspektem walki z pleśniawkami jest niekończąca się sterylizacja. Zarodniki drożdżaków mogą żyć na silikonie i plastiku, co oznacza, że za każdym razem, gdy wasze dziecko włoży smoczek lub butelkę do swojej zainfekowanej buzi, ten przedmiot jest zanieczyszczony. Jeśli nie pozbędziecie się grzybów z przedmiotu, dziecko po prostu zainfekuje się na nowo następnego dnia.

Miałam na kuchence wielki garnek z gotującą się wodą właściwie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Czułam się, jakbym warzyła okropną zupę o smaku plastiku. Każdy smoczek uspokajający, każdy smoczek od butelki, każda część laktatora musiała być gotowana przez dziesięć minut dziennie.
Ponieważ Leosia tak bardzo bolała buzia, stale chciał coś gryźć dla ulgi, co oznaczało, że musiałam znaleźć gryzaki, które przetrwałyby codzienne wygotowywanie na śmierć. Dave zamówił w internecie Silikonowy gryzak panda dla niemowląt, ponieważ był w 100% z silikonu spożywczego, bez żadnych dziwnych, ukrytych dziurek, w których mogłaby utknąć woda. Szczerze? Był w porządku. To znaczy, jest uroczy, a płaski kształt był łatwy do trzymania przez jego małe rączki, chociaż i tak przez połowę czasu rzucał nim w psa. Ale silikon był na tyle miękki, że nie podrażniał ran w jego policzkach, a co ważniejsze, nie roztapiał się w kałużę toksycznej mazi, gdy wrzucałam go do wrzątku. Jeśli chodzi o przynoszenie ulgi nadające się do wygotowywania, to spełnił swoje zadanie.
Jak po prostu przetrwać to marudzenie
Najtrudniejszą częścią etapu pleśniawek nie jest wygotowywanie, pranie czy nawet ból sutków — okej, właściwie to ból sutków jest najgorszy, ale drugą najtrudniejszą rzeczą jest absolutna, niczym niezmącona marudność twojego dziecka.
Boli ich buzia. Jedzenie boli. Są głodne, ale przerażone na samą myśl o ssaniu. To nieszczęsna egzystencja dla małego człowieka. Spędziliśmy mnóstwo czasu, po prostu próbując odwrócić jego uwagę od własnej buzi, żebym mogła usiąść i w spokoju napić się kawy przez okrągłe pięć minut. Kładliśmy go na plecach pod Drewnianym stojakiem edukacyjnym z tęczą, co było super, bo wiszący drewniany słoń i małe fakturowane kółka dawały mu coś, na co mógł się gapić i w co mógł uderzać rączkami, zamiast agresywnie kręcić główką w poszukiwaniu piersi i płakać.
Oczywiście to nie wyleczyło pleśniawek, ale dało mi trochę psychicznej przestrzeni, żeby odejść na chwilę, wziąć głęboki oddech i przypomnieć sobie, że to tylko tymczasowe.
A to naprawdę jest tymczasowe. Masz wrażenie, że będziesz wygotowywać smoczki i malować policzki dziecka na żółto do końca swoich dni, ale zazwyczaj po tygodniu lub dwóch konsekwentnego leczenia, białe plamki znikają, czerwone wysypki ustępują, a twoje dziecko przestaje patrzeć na twoje piersi jak na narzędzia tortur.
Zanim więc całkowicie postradasz zmysły i wpędzisz się w panikę przez Doktora Google z powodu białych plam na języku, weź głęboki oddech, zadzwoń do lekarza po krople i zrób sobie ogromną mrożoną kawę. I może łap trochę ubranek z bawełny organicznej od Kianao, żeby ta potworna grzybicza wysypka nie przejęła kontroli nad waszym życiem.
Moje niesamowicie chaotyczne FAQ o pleśniawkach u niemowląt
Czy mogę po prostu zetrzeć pleśniawki mokrą ściereczką?
O Boże, nie. Proszę, wróćcie do mojej traumy z trzeciego akapitu. Jeśli to pleśniawka, to dosłownie przykleja się do tkanki w ich buzi. Siłowe ścieranie po prostu zedrze wierzchnią warstwę skóry i spowoduje krwawienie, wasze dziecko będzie krzyczeć, a wy poczujecie się jak potwór. Po prostu zostawcie to w spokoju i zadzwońcie do lekarza.
Czy pleśniawki u niemowląt znikną same?
Moja lekarka powiedziała mi, że bardzo, ale to bardzo łagodne przypadki czasami ustępują same, w miarę jak układ odpornościowy dziecka nabiera sił, ale szczerze? Jeśli czują dyskomfort i odmawiają jedzenia, albo jeśli karmisz piersią i masz wrażenie, że twoje sutki płoną, po co czekać? Krople na receptę działają o wiele szybciej niż czekanie, aż natura zrobi swoje.
Dlaczego mój zwykły krem na odparzenia nie działa na tę wysypkę?
Ponieważ standardowe kremy pod pieluszkę to kremy barierowe — ich zadaniem jest blokowanie wilgoci. Ale jeśli wysypka jest spowodowana drożdżakami z pleśniawek wędrującymi wraz z kupką, wcale nie chcesz zatrzymywać tej wilgoci na skórze. Grzyby uwielbiają zatrzymaną wilgoć. Potrzebujecie kremu przeciwgrzybiczego (bez recepty lub na receptę) i dużo wietrzenia.
Czy naprawdę muszę wszystko wygotowywać?
Wiem, to najgorsze. Ale tak. Jeśli coś ląduje w ich buzi — smoczki, smoczki do butelek, gryzaki — musi być codziennie sterylizowane, dopóki mają aktywną infekcję. W przeciwnym razie drożdżaki po prostu będą sobie siedzieć na silikonie i jutro znowu trafią do ich buzi. Weźcie duży garnek, napełnijcie go wodą i zaakceptujcie swoje nowe życie w roli kucharza serwującego gotowany plastik dla niemowląt.
Czy pleśniawki to moja wina?
Nie! Przestańcie tak myśleć. Niemowlęta to w zasadzie małe, mięciutkie szalki Petriego o koszmarnym układzie odpornościowym. Łapią drożdżaki z kanału rodnego, z naszej skóry, z powietrza, zewsząd. To niezwykle powszechne i nie oznacza, że jesteście brudni czy nie radzicie sobie jako rodzice. Wypijcie kawę i bądźcie dla siebie wyrozumiali.





Udostępnij:
Jak rozpoznać prawdziwe objawy ząbkowania (i nie zwariować)
Dlaczego każdy mem o dorastaniu dziecka odbierasz jak atak personalny