Jest 5:43 rano, a mój mózg jedzie aktualnie na trybie awaryjnym. Mój 11-miesięczny syn siedzi mi na kolanach, agresywnie dźgając lepkim, umazanym bananem palcem wskazującym w czwartą stronę kartonowej książeczki o farmie. Gapię się na ilustrację małego, rogatego stworzonka w łaty. On chce, żebym je nazwał. Mam 32 lata, jestem inżynierem oprogramowania i potrafię zaprojektować skomplikowaną infrastrukturę w chmurze, ale w tej konkretnej chwili, patrząc na ten obrazek, mam w głowie absolutną pustkę. Cielak? Szczeniak? Źrebak? Dosłownie musiałem po kryjomu wyciągnąć telefon pod stołem i wygooglować jak nazywa się mała koza, żeby mieć stuprocentową pewność, zanim cokolwiek powiem.

Odpowiedź, w języku angielskim, brzmi: „kid”. Co jest szalenie mylące, bo przecież on to też „kid” (dzieciak). Spojrzałem na książkę, spojrzałem na syna i dotarło do mnie, że działamy na dwóch zupełnie innych systemach operacyjnych pod dokładnie tą samą nazwą pliku. To jak jakiś potężny błąd w kodzie językowym, którego nikt nie raczył naprawić.

Podstawowa specyfikacja sprzętowa zwierząt gospodarskich

Kiedy już o poranku wpadniesz w króliczą norę w wyszukiwarce, trudno się z niej wydostać. Musiałem zapoznać się z dokumentacją tych zwierząt. Dowiedziałem się, że angielskie słowo „kid” wywodzi się jeszcze ze średnioangielskiego i kozy to jedyne zwierzęta, których młode współdzielą to miano z ludźmi. A jeśli chcemy być bardzo precyzyjni w nazewnictwie, młoda samiczka po angielsku to doeling (kózka), a samiec to buckling (koziołek).

Ale porozmawiajmy o czystej przepaści w mobilności między naszymi gatunkami. Mała koza waży po urodzeniu od 1,8 do 5,5 kilograma. Mój syn ważył 3,3 kilograma. Mówimy więc o dokładnie takiej samej sprzętowej wadze startowej. A mimo to koza wstaje, łapie równowagę i zaczyna chodzić zaledwie kilka minut po uruchomieniu systemu. Kilka minut.

Tymczasem mój 11-miesięczny syn jest w fazie beta testów od prawie roku, a jego głównym sposobem poruszania się wciąż jest agresywne turlanie się po dywanie w salonie, dopóki nie uderzy głową w listwę przypodłogową. Fakt, że zwierzę hodowlane potrafi całkowicie pominąć fazę raczkowania i od razu przejść na napęd na cztery koła, jest po prostu potwarzą dla mnie i mojej żony. Spędziliśmy miesiące, próbując zachęcić naszego syna do ruchu w przód za pomocą chrupek kukurydzianych.

Harmonogramy ząbkowania i żale bardzo zmęczonego ojca

Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawia, że zwierzęta hodowlane doprowadzają mnie teraz do irracjonalnej złości. Porównywałem ich kamienie milowe z naszymi i wyczytałem, że małe kozy rodzą się całkowicie bez zębów. Mają tylko twardą górną płytkę zębową i miękkie dolne dziąsła, co brzmi wypisz wymaluj jak domyślne ustawienia ludzkiego noworodka.

Teething timelines and a very tired rant — Debugging The Farm Book: What Do We Actually Call A Baby Goat?

Ale w przeciwieństwie do ludzkiego dziecka, które przez okrągłe dziewięć miesięcy ślini się na każdy mebel w domu i budzi się z krzykiem o drugiej w nocy, zanim w ogóle pojawi się pierwszy ząb, dolne zęby u kozy wyrzynają się dokładnie w wieku jednego tygodnia. Siedem dni. To cały harmonogram aktualizacji ząbkowania u kóz. Ja aktualnie użeram się z 11-miesięcznym bobasem, któremu właśnie przebijają się górne siekacze, i czuję się, jakby to była awaria systemu ciągnąca się jeszcze od czasów administracji Obamy.

Właśnie dlatego w naszym domu tak bardzo polegamy na Grzechotce-Gryzaku Miś od Kianao. Kupiliśmy ją kilka tygodni temu, kiedy mój syn z pasją obgryzał pilota od telewizora. Absolutnie uwielbiam ten gadżet, a rzadko to mówię o dziecięcych akcesoriach. W zeszły wtorek byliśmy w kawiarni i upuścił go prosto do brudnej kałuży. Podniosłem go, spodziewając się, że jest do wyrzucenia, ale po powrocie do domu po prostu umyłem bawełnianego misia zwykłym płynem do naczyń. Kółko z surowego drewna bukowego to szczerze mówiąc jedyna rzecz, która powstrzymuje go przed przegryzieniem kabli od naszego routera. To po prostu działa. Drewno jest na tyle twarde, by dać jego dziąsłom realny opór, a niebieski, szydełkowy miś daje mu zajęcie dla oczu, podczas gdy on przetwarza ból w jamie ustnej.

Wyczytałem też, że małe kozy uczą się beczeć z regionalnym akcentem w zależności od swojego stada. To aktualizacja oprogramowania układowego, na której przetworzenie po prostu nie mam teraz siły.

Jeśli wy również macie w domu małego człowieka, który próbuje przegryźć się przez ścianę z karton-gipsu, polecam sprawdzić kolekcję ekologicznych zabawek na ząbkowanie od Kianao, zanim całkowicie stracicie zmysły.

Co nasz pediatra myśli o mleku prosto z farmy

Później tego samego popołudnia, moja żona Sarah zapytała, czy powinniśmy pomyśleć o mydle z koziego mleka na jego suchą skórę, co z jakiegoś powodu wciągnęło mnie w spiralę panicznego researchu na temat samego mleka. Przypomniałem sobie, że widziałem w sieci dyskusje o wiejskich, niepasteryzowanych zamiennikach.

Na ostatniej wizycie kontrolnej wyraźnie zapytałem naszą panią pediatrę o opcje mleczne, kiedy młody skończy roczek. Spojrzała na mnie znad okularów, westchnęła i kazała mi trzymać się z dala, bardzo z dala od surowego, niepasteryzowanego mleka od krowy czy kozy. Stwierdziła, że traktowanie go jako superfood dla niemowlaka to w zasadzie zaproszenie do domu ostrej anemii, bo brakuje w nim kwasu foliowego i żelaza.

Pani doktor wspomniała też mimochodem, że surowe mleko to w gruncie rzeczy poczekalnia dla bakterii takich jak Listeria czy Brucella. Brzmi to jak jakaś średniowieczna plaga, której absolutnie nie chcę w swojej kuchni. Tylko pokiwałem głową, w myślach usunąłem pomysł kupowania surowego mleka na wsi i uznałem, że gdy przyjdzie czas, zostaniemy przy standardowym, pasteryzowanym mleku ze sklepu. Nie mam zamiaru robić eksperymentów naukowych w jego butelce.

Testy polowe protokołów sanitarnych w mini zoo

Mimo całego mojego śledztwa, w zeszły weekend i tak wylądowaliśmy w mini zoo pod miastem. Stałem przy płocie, zamyślony i próbowałem wpisać mała k w wyszukiwarkę na telefonie, żeby pokazać Sarah jakąś losową ciekawostkę o ich diecie, kiedy prawdziwa, żywa kózka spróbowała agresywnie zjeść moje sznurówki.

Field testing the petting zoo germ protocols — Debugging The Farm Book: What Do We Actually Call A Baby Goat?

Mój syn był całkowicie zahipnotyzowany. Wyciągnął rączkę i pogłaskał kozę po głowie. Natychmiast w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka z wytycznymi sanitarnymi, które czytałem poprzedniej nocy – o tym, że zwierzęta hodowlane mogą przenosić E. coli i Salmonellę. Ostatecznie więc przerwałem kozie interakcje, chwyciłem za chusteczki i zacząłem agresywnie szorować jego dłonie prawdziwym mydłem i wodą w umywalce na farmie, zamiast ufać półpustej buteleczce żelu antybakteryjnego, którą miałem w kieszeni kurtki.

Na tę wycieczkę ubraliśmy go w Dziecięce Body z Organicznej Bawełny od Kianao. Jest w porządku. Zdecydowanie robi to, co powinno robić ubranko. Organiczna bawełna jest mięciutka, ale body nie ma rękawków, co było trochę dziwnym wyborem na pochmurny dzień, więc i tak musieliśmy wcisnąć go w grubą kurtkę. Zatrzaski sprawdziły się świetnie, gdy później musiałem w panice zmieniać mu pieluchę na klapie mojego bagażnika, ale jasny kolor natychmiast przyciągnął podejrzaną brązową smugę, gdy tylko zbliżyliśmy się do zagród ze zwierzętami.

Wyłączanie systemu i refleksje pod kocykiem

Teraz w domu wreszcie jest cicho. Kawa z 6 rano całkowicie przestała działać, a mój mózg powoli zamyka procesy. Mój syn śpi w łóżeczku, zapewne śniąc o rogatych stworkach ze swojej kartonowej książki.

Aktualnie jest owinięty w Bambusowy Kocyk Niemowlęcy w kolorowe liście. Naprawdę darzę ten kocyk ogromnym szacunkiem. Mamy stary dom z lat 20. XX wieku z fatalną izolacją, a ten bambusowy materiał zdaje się stabilizować jego temperaturę o niebo lepiej niż termostat w naszym korytarzu. Młody nie budzi się spocony, co oznacza, że nie muszę co chwila sprawdzać na elektronicznej niani, czy się nie przegrzewa.

Patrząc, jak śpi, w sumie rozumiem, dlaczego Anglicy pożyczyli od kóz słowo „kid”. Jedni i drudzy są głośne, żują rzeczy, których nie powinny, i całkowicie rujnują jakikolwiek spokój, o którym marzyłeś. Ale swojej wolno pełzającej, bezzębnej wersji nie zamieniłbym na nic w świecie.

A zanim sami wpadniecie w nocną spiralę googlowania ciekawostek o zwierzętach, sprawdźcie naszą kolekcję zrównoważonych produktów dla dzieci, jeśli akurat potrzebujecie czegoś, co pomoże wam przetrwać kolejny etap rozwoju malucha.

Niewygodne pytania, na które musiałem dzisiaj odpowiedzieć

Czy małe kozy naprawdę rodzą się bez zębów?
Tak, z tego co wyczytałem, uruchamiają się tylko z miękkimi dziąsłami na dole i twardą płytką zębową na górze – o istnieniu czegoś takiego dowiedziałem się dopiero dzisiaj. Jednak ich dolne zęby wyrzynają się już po tygodniu, co jest szalenie niesprawiedliwe dla tych z nas, którzy muszą znosić miesiące ludzkich dramatów przy ząbkowaniu.

Czy mój 11-miesięczny syn może pić surowe kozie mleko?
Nasza pediatra spojrzała na mnie, jakbym był kompletnie szalony, kiedy poruszyłem temat surowego mleka ze wsi. Powiedziała kategoryczne „nie” dla niepasteryzowanego mleka ze względu na ogromne ryzyko zakażenia bakteriami. Poza tym zwykłe kozie mleko nie zawiera żelaza i kwasu foliowego, których ludzkie niemowlę potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania. Kazała mi po prostu zostać przy mleku modyfikowanym lub z piersi aż do ukończenia pierwszego roku życia.

Jaka jest właściwie różnica między koźlęciem a młodym kozłem lub kózką?
Po angielsku na wszystkie mówi się kid – szczerze mówiąc, myślałem, że to tylko ogólne pojęcie, ale w rzeczywistości odnosi się do każdej kozy poniżej pierwszego roku życia. Angielski buckling to nasz koziołek (samiec), a doeling to kózka (samiczka). Próbowałem wytłumaczyć tę skomplikowaną terminologię mojemu synowi dzisiejszego poranka, a on w odpowiedzi rzucił mokrym kawałkiem tosta w moją klawiaturę.

Czy powinienem obawiać się wizyty w mini zoo z niemowlakiem?
Szczerze? Spędziłem całą naszą wizytę na farmie, śledząc z przerażającą precyzją, czego dokładnie dotyka mój syn. Zdrowo wyglądające zwierzęta gospodarskie mogą przenosić naprawdę paskudne bakterie. Po prostu upewniłem się, że dokładnie umyliśmy ręce prawdziwym mydłem i wodą, gdy tylko wyszliśmy z zagrody. Poza tym trzymałem jego smoczek bezpiecznie zamknięty w torbie z pieluchami, żeby pod żadnym pozorem nie rzucił go w błoto.