Stałem w pobliżu szpitalnego automatu z przekąskami, jadąc wyłącznie na zwietrzałych chrupkach serowych i czystej adrenalinie, kiedy popełniłem swój pierwszy, katastrofalny błąd rodzicielski. Zamiast wysłać mojej mamie wybitnie niekorzystne, nieco przerażające zdjęcie moich nowo narodzonych bliźniaczek pokrytych różnymi odcieniami smółki, przypadkowo wysłałem je mojemu byłemu szefowi działu wiadomości. Odpisał krótką, mrożącą krew w żyłach wiadomością: „Rozumiem, że to nie do publikacji”.
Myślę o tej spektakularnej porażce w zakresie podstawowej prywatności za każdym razem, gdy w moim feedzie pojawiają się dyskusje o dziecku Halle Bailey. Jakim cudem światowej sławy supergwiazda zdołała ukryć całą ciążę i poród przed internetem, podczas gdy ja nie potrafiłem utrzymać w tajemnicy płynów ustrojowych moich dzieci nawet przez czterdzieści pięć minut? Obserwowanie, jak Halle odnajduje się w macierzyństwie ze swoim synem Halo, to absolutny mistrzowski pokaz tego, w czym ja poniosłem całkowitą klęskę. Spędziłem pierwsze trzy miesiące życia moich córek praktycznie na relacjonowaniu na żywo mojego popadania w obłęd, wychodząc z założenia, że świat desperacko potrzebuje wiedzieć o każdym, najdrobniejszym ulewaniu.
Ale kiedy patrzy się, jak ostrożnie niektóre osoby publiczne zarządzają wizerunkiem swoich rosnących rodzin, to naprawdę stawia przed nami lustro, w którym odbija się nasze własne chaotyczne, przesycone nadmiernym dzieleniem się w sieci życie. Żyjemy w czasach, w których publikowanie ataków histerii własnego dziecka wydaje się dziwnym powodem do dumy, podczas gdy strona 47 jakiejś książki o rodzicielstwie bliskości, którą kupiła moja żona, sugeruje, by po prostu zachować spokój i być obecnym. Uznałem to za wybitnie mało pomocne o 3 nad ranem, kiedy jedna bliźniaczka krzyczała wniebogłosy, a druga próbowała zjeść nawilżaną chusteczkę.
Ukrywanie całego człowieka przed internetem
Kiedy w końcu gruchnęła wieść, że Halle Bailey powitała na świecie synka, połowa internetu była wściekła, że nikt ich o tym nie poinformował. To roszczeniowe podejście jest czymś, z czym my, rodzice, mierzymy się w skali mikro każdego dnia. Zanim na świecie pojawiły się bliźniaczki, naiwnie wierzyłem, że mogę po prostu poprosić naszych krewnych, by nie wrzucali zdjęć naszych dzieci do sieci, zakładając, że kiwną głową i uszanują naszą prośbę.
Oto rzeczy, które w moim mniemaniu miały chronić nasze cyfrowe granice, a które okazały się totalną klapą:
- Uprzejma wiadomość na WhatsAppie: Dalsza rodzina traktuje wszelkie sugestie dotyczące prywatności jako osobistą zniewagę dla całego ich rodu.
- Założenie "prywatnej" grupy do wymiany zdjęć: W ciągu trzech dni ciocia Krysia zrobiła screena zdjęcia Bliźniaczki A w kąpieli i ustawiła je jako swoje publiczne zdjęcie w tle na Facebooku.
- Zakładanie, że faktycznie kontroluję wizerunek moich dzieci: Gdy tylko zdjęcie opuści twój telefon, staje się własnością dziadków, którzy pokażą je kasjerce w Biedronce, listonoszowi i każdemu, kto utknął obok nich w autobusie.
Halle wywołała niedawno burzliwą debatę, kiedy jej były partner przypadkowo pokazał ich syna na streamie na żywo milionom widzów. Była wściekła i stanowczo wkroczyła do akcji, by chronić swoje dziecko. Poczułem to całym sobą. Nie trzeba być celebrytą, by poczuć ten nagły, paraliżujący strach, kiedy ktoś bez pytania transmituje wizerunek twojego dziecka w świat. Próba odzyskania utraconej prywatności przypomina wciskanie pasty z powrotem do tubki, podczas gdy maluch z zaangażowaniem gryzie cię w kostkę. Zamiast mieć cichą nadzieję, że ludzie użyją zdrowego rozsądku i w magiczny sposób uszanują twoje niewypowiedziane zasady, musisz być bezlitośnie bezpośredni w kwestii tego, co trafia do internetu. I po prostu zaakceptować fakt, że teściowa będzie na ciebie śmiertelnie obrażona przez bity miesiąc.
Mroczne dni, których nikt nie chce fotografować
Halle była niezwykle szczera w kwestii swoich zmagań z ciężką depresją poporodową, opisując ją jako emocjonalny rollercoaster, na który nie była przygotowana. To bardzo odświeżające, ponieważ zazwyczaj widzimy celebrytki, które błyskawicznie wracają do formy w designerskich dresach, podczas gdy moja żona i ja spędziliśmy czwarty trymestr w tych samych, poplamionych spodniach dresowych, komunikując się wyłącznie za pomocą wyczerpanych pomruków.
Nasza położna środowiskowa siedziała w naszym salonie, patrzyła, jak oboje cicho łkamy nad upuszczonym smoczkiem, i zasugerowała, że emocjonalna przepaść po porodzie dotyka w jakiejś formie prawie każdego. Z mojego mglistego zrozumienia jej tłumaczeń wynikało, że hormony zaliczają totalny spadek swobodny i choć może pewien odsetek osób zostaje przytłoczony duszącą, ciężką diagnozą depresji poporodowej, to absolutnie nikt nie wychodzi z tych pierwszych miesięcy bez jakiegoś głębokiego psychicznego wstrząsu. Położna stwierdziła też, że kryzysy u partnera, który nie rodził, są również bardzo powszechne, co sprawiło, że poczułem się nieco lepiej z faktem, że popłakałem się na wyjątkowo wzruszającej reklamie pieluch.
Zdrowie psychiczne matek traktujemy jak brudny sekret. Masz się po prostu uśmiechać i publikować estetyczne zdjęcia drewnianych zabawek. Kiedy jednak brak snu staje się tak dotkliwy, że zaczynasz mieć halucynacje i słyszysz widmowy płacz, zdajesz sobie sprawę, że ochrona twojej przestrzeni mentalnej jest znacznie ważniejsza niż utrzymywanie porządku w domu. Jeśli chodzi o ubranka po porodzie, szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie, czy pajacyk niemowlęcy wygląda stylowo – ważne, by był zapinany na zamek od dołu, żebym o 4 rano nie musiał wystawiać wrzeszczącego noworodka na mroźne, londyńskie powietrze.
Muzyczne kamienie milowe i rzucanie wszystkiego
Zmieniając temat na znacznie lżejszy – słuchanie, jak Halle opowiada o tym, że jej syn uwielbia pianino i jak ona rzuca dosłownie wszystko, gdy on mówi „Mama”, uderzyło mnie prosto w serce. Tuż przed skończeniem przez dziecko roczku nadchodzi ten dziwny, chaotyczny okres, kiedy nagle uświadamia sobie ono, że słowa mają moc. Bliźniaczka B odkryła, że krzyczenie „Tata” połączone z rzuceniem we mnie waflem ryżowym gwarantowało moją natychmiastową uwagę. Miało to być magiczne chwile budowania więzi, a w praktyce oznaczało głównie to, że przez sześć miesięcy byłem permanentnie pokryty resztkami kleistego ryżu.

Jeśli szukasz sposobów na zaangażowanie tego rozwijającego się małego mózgu bez uciekania się do świecących ekranów, musisz pomyśleć o fizycznych, namacalnych przedmiotach. Warto też wybrać rzeczy, które faktycznie przyzwoicie wyglądają w salonie, ponieważ – ostrzegam – dziecięcy ekwipunek powoli skolonizuje każdy centymetr kwadratowy waszego domu, aż obudzicie się w jaskrawokolorowym koszmarze rodem z sali zabaw.
Sprawdź kolekcję drewnianych zabawek sensorycznych Kianao tutaj, jeśli próbujesz odzyskać choć ułamek swojej dorosłej estetyki.
My na przykład zaopatrzyliśmy się w Tęczowy stojak edukacyjny z drewnianymi zwierzątkami, gdy dziewczynki miały kilka miesięcy. Biorąc pod uwagę, że dziecko Halle uwielbia muzykę i odkrywanie świata, jest to dokładnie ten rodzaj rzeczy, który czyni cuda. Moje dziewczyny co prawda nie komponowały symfonii, ale z upodobaniem agresywnie pacały drewnianego słonia. Była to jedna z niewielu rzeczy, która kupowała mi dokładnie tyle czasu, by wypić kubek kawy, zanim całkowicie wystygnie. Naturalne drewno naprawdę ładnie komponowało się z naszym dywanem i nie odtwarzało w kółko elektronicznej melodyjki, od której miałoby się ochotę wyrwać sobie włosy z głowy.
Przetrwać wielkie wojny ząbkowania
Oczywiście, cały ten spokojny czas na zabawę zostaje całkowicie zrujnowany w sekundzie, gdy zaczynają wyrzynać się zęby. Relacje Halle Bailey z macierzyństwa nie poruszały jeszcze zbytnio horroru ząbkowania, ale zapewniam was – czeka to nas wszystkich. Twoje słodkie, anielskie niemowlę zmienia się w wściekłego małego borsuka, który chce pogryźć ci obojczyk.
Mam bardzo zdecydowane zdanie na temat zabawek na ząbkowanie. Potrzebujesz czegoś, co naprawdę działa, bo kiedy maluchy cierpią, cały twój dom przestaje funkcjonować.
Moja absolutnie ulubiona broń w tej żałosnej wojnie to Silikonowy gryzak Panda z elementami bambusa. Nie przesadzam, mówiąc, że ten kawałek silikonu uratował to, co zostało z mojego zdrowia psychicznego. Pewnego popołudnia Bliźniaczka A próbowała obgryźć krawędź naszego stolika kawowego, będąc absolutnie nieszczęśliwą i śliniąc się na potęgę. Daliśmy jej tę pandę, a ona uczepiła się jej jak koła ratunkowego. Płaski kształt jest absurdalnie łatwy do utrzymania przez ich niezdarne, małe rączki. Uwielbiam go, bo nie ma żadnych dziwnych zakamarków, w których mogłaby ukryć się pleśń, i można go po prostu wrzucić do zmywarki, gdy nieuchronnie wpadnie do kałuży. Jest naprawdę genialny.
Z drugiej strony, wypróbowaliśmy również Silikonowy gryzak łagodzący dziąsła w kształcie Bubble Tea. Słuchajcie, on jest w porządku. Kupiliśmy go, bo moja żona uwielbia bubble tea i uznała, że ten design będzie przezabawny na zdjęciach. Jakość jest dobra, to bezpieczny silikon i spełnia swoje zadanie. Z jakiegoś jednak powodu, bliźniaczki wolały po prostu pokazywać paluszkiem kolorowe kuleczki boba, a potem rzucać nim pod sofę. To naprawdę świetny gryzak, ale jeśli o 3 w nocy zostaję zapędzony w kozi róg, za każdym razem sięgam po pandę.
Pytania o granice i dzieci, które spędzają mi sen z powiek
Manewrowanie w tej całej rodzicielskiej przygodzie przy jednoczesnym utrzymaniu pozorów cyfrowej równowagi psychicznej jest wyczerpujące. Nie trzeba unikać paparazzich, by odczuwać potrzebę chronienia dzieciństwa swojego dziecka. Wymaga to po prostu kilku niezręcznych rozmów z krewnymi i zaakceptowania faktu, że po drodze popełnicie kilka błędów. Po prostu nie wysyłaj swojemu szefowi zdjęcia brudnej pieluchy, a już radzisz sobie lepiej ode mnie.
Gotowi na ulepszenie swojego zestawu przetrwania? Odkryj nasze ekologiczne i zrównoważone produkty niezbędne dla niemowląt, aby przetrwać ten chaos w jednym kawałku.





Udostępnij:
Cała prawda o ubrankach H&M w szafie maluszka
Kiedy internet obiegł szokujący trend z piosenką Polo G