Beau stał na środku mojej kuchni, trzymając coś, co wyglądało jak zakurzony, wysoce agresywny ziemniak. Ziemia sypała się na moje świeżo zamiecione linoleum, nasz golden retriever absolutnie wariował pod tylnymi drzwiami, a ogromny czarny ptak rzucał się na kuchenne okno z przerażającym łoskotem. Mojemu niewyspanemu mózgowi zajęło bite trzy sekundy, by uświadomić sobie, że mój czterolatek przyniósł do domu żywe pisklę wrony.
Będę z wami szczera – czystą panikę, która w tamtym momencie przelała się przez moje żyły, trudno opisać słowami. Nie pociłam się tak bardzo ani nie czułam, by serce tak mocno waliło mi o żebra, od czasu, gdy byłam na porodówce, całkowicie bez znieczulenia, a pielęgniarka od niechcenia ogłosiła, że widać już główkę, podczas gdy mój mąż próbował naprawić termostat. To był dokładnie ten sam poziom niekontrolowanej, chaotycznej adrenaliny, z tą różnicą, że tym razem miał pióra.
Moje średnie dziecko, Maeve, błogo ignorowało ten chaos ze swojego krzesełka do karmienia. Dosłownie przed chwilą ją przypięłam i podałam obiad na jej Silikonowym talerzyku dla dzieci | Kształt misia z przyssawką. Kocham ten talerzyk całym sercem, bo przyssawka faktycznie trzyma się mojego porysowanego stołu w jadalni, a ja zazwyczaj po prostu wsypuję borówki do uszu misia, żeby zyskać chwilę spokoju. Beau rzucał swoimi plastikowymi talerzami jak mały, wściekły mistrz frisbee, ale Maeve nie jest w stanie ruszyć tego silikonowego. To było prawdziwe błogosławieństwo, bo gdyby podczas ptasiego incydentu rzuciła jeszcze swoim spaghetti, chyba po prostu wyszłabym z domu i zaczęła nowe życie w innym województwie.
Incydent z zakurzonym ziemniakiem
Krzyknęłam na Beau, żeby puścił ptaka. Nie puścił, kochane dziecko, tylko przytulił go mocniej do piersi i oświadczył, że da mu na imię Kevin. Matka wrona na zewnątrz wrzeszczała tak głośno, że aż zgrzytały mi zęby. Złapałam z blatu kartonowe pudełko po butach, wysypałam z niego stertę niezapłaconych rachunków i jakoś zdołałam zgarnąć do środka tego skrzeczącego małego dinozaura.
Wtedy dotarło do mnie, jak niesamowicie wielkie było to stworzenie. Słyszysz „pisklę” i myślisz o malutkim, łysym, różowym ciałku, które mieści się na łyżeczce. Ta mała wrona była praktycznie wielkości dorosłego gołębia. Moja babcia zawsze powtarzała, że jeśli mały ptaszek jest na ziemi, to znaczy, że wypadł z gniazda i trzeba go natychmiast ratować, zanim dorwą go okoliczne koty. Okazuje się, że moja babcia całkowicie myliła się w niemal wszystkim, co dotyczyło dzikiej przyrody.
Podczas gdy ptasia mama kontynuowała atak na moje okno, jedną ręką gorączkowo przewijałam strony w telefonie, próbując ustalić, czy przetrzymuję uciekiniera. Z moich nerwowych poszukiwań na lokalnej stronie ratowania dzikich zwierząt wynikało, że to zupełnie normalne, iż te ptaki po prostu przesiadują na ziemi. Podobno są to podloty, co oznacza, że dobrowolnie wyskakują z gniazd na długo przed tym, zanim nauczą się latać. Chyba ich gniazda są po prostu dużymi otwartymi miskami, więc zostawanie w nich sprawia, że są łatwym celem dla szopów czy kun? Nie jestem naukowcem, ale ogólny wniosek był taki, że mają większe szanse na przetrwanie, skacząc po podwórku i wyglądając żałośnie, podczas gdy rodzice obserwują je z drzew.
Jak sprawdzić, czy masz w rękach ptasiego nastolatka
Jeśli wasze dziecko kiedykolwiek przyniesie wam na ganek jedno z tych stworzeń, musicie ustalić, czy to faktycznie mała wrona, czy po prostu ranny dorosły osobnik, bo szczerze mówiąc, są prawie tej samej wielkości. Trzymałam pudełko po butach na wyciągnięcie ręki, próbując ocenić sytuację i jednocześnie robiąc uniki przed psem. Oto, na co według moich szybkich ustaleń powinniście zwrócić uwagę:
- Jasnoniebieskie oczy: To jest ostateczny dowód. Dorosłe wrony mają ciemne oczy, które zaglądają w głąb twojej duszy, ale maluchy mają te dziwnie jasnoniebieskie lub szarawe tęczówki, które sprawiają, że wyglądają trochę głupkowato.
- Przerażająco różowy dziób: Kąciki ich dziobów wyglądają, jakby były pomalowane różową szminką. A jeśli otworzą dziób, by na was nakrzyczeć – co Kevin robił wielokrotnie – całe wnętrze to jaskraworóżowa jaskinia.
- Zero koordynacji: Nie próbował uciec Beau. Po prostu kiwał się i skakał dookoła, jak maluch w za dużych o trzy numery butach, wydając z siebie dziwne kwakanie zamiast normalnego krakania.
Jeśli ptak jest całkowicie łysy albo wygląda jak smutny, puszysty kawałek kurczaka z fast foodu, jest to pisklę, a to oznacza, że naprawdę wypadło przez przypadek. Ale jeśli ma pióra i po prostu niezdarnie kica wokół waszych hortensji, to jest to podlot. Macie zostawić go w spokoju. Przetrzymywanie ich i tak jest surowo zabronione przez prawo, nie żebyście w ogóle tego chcieli, chyba że lubicie być zakładnikami we własnej kuchni.
Zwracanie zguby bez utraty oczu
Więc teraz musiałam zwrócić Kevina naturze. Problemem byli rodzice. Wrony są zaciekle opiekuńcze, co jako zmęczona matka szanuję, ale potrafią też chować urazę. Słyszałam historie o wronach pamiętających ludzkie twarze i atakujących ich przez lata jak bombowce nurkujące. Nie chciałam zostać wrogiem numer jeden lokalnego stada.

Przypięłam mojego najmłodszego do leżaczka przy schodach i rzuciłam mu naszą Sensoryczną grzechotkę-gryzak z króliczkiem na drewnianym kółku, tylko po to, żeby kupić sobie pięć minut spokoju. To świetna zabawka, a bawełna organiczna jest warta swojej ceny, bo młody non stop żuje królicze uszy, ale będę z wami całkowicie szczera – mój golden retriever uważa drewniane kółko za swój osobisty gryzak. Spędzam pół dnia na ratowaniu go z psiego legowiska, więc w naszym domu bywa z tym wesoło.
Narzuciłam na siebie ciężką zimową kurtkę męża, włożyłam na głowę kask rowerowy i chwyciłam pudełko. Wyglądałam jak absolutna wariatka. Uchyliłam tylne drzwi, a matka wrona natychmiast zanurkowała z dębu, wrzeszcząc wniebogłosy. Boso popędziłam przez patio, wysypałam małą wronę pod gęsty krzak azalii, gdzie miała trochę schronienia, i pobiegłam z powrotem do domu szybciej niż kiedykolwiek w moim dorosłym życiu.
Jeśli uwielbiacie odkrywać praktyczne, ratujące zdrowie psychiczne sprzęty dla waszych własnych małych podlotów, poświęćcie chwilę na przejrzenie kolekcji silikonowych naczyń od Kianao. Nie uchroni was przed wściekłymi ptakami, ale ocali wasze podłogi przed rzuconym spaghetti.
Błagam, nie próbujcie dawać im przekąsek
Kiedy wróciłam do środka, dysząc i opierając się o zamknięte drzwi, Beau płakał, bo chciał dać Kevinowi trochę mleka i kawałek chleba. To kolejna z tych babcinych opowieści, która musi zniknąć. Strona naszego lokalnego ośrodka rehabilitacji dzikich zwierząt wyraźnie mówiła, że nigdy, przenigdy nie wolno karmić dzikich piskląt krowim mlekiem ani chlebem. Ptaki podobno kompletnie nie tolerują laktozy, a karmienie ich naszym jedzeniem powoduje straszne deformacje kości i w zasadzie głodzi je, odcinając od prawdziwych składników odżywczych.
Byłam tak zestresowana, że złapałam z suszarki jeden z dziecięcych Silikonowych kubeczków, wlałam sobie potężną porcję resztki kawy z zimnego parzenia i wypiłam na stojąco przy zlewie. Szczerze mówiąc, uwielbiam pić z tych kubków dla maluchów, kiedy jestem w panice, bo są absolutnie niezniszczalne. Kiedy ręce trzęsą ci się od spadku adrenaliny, miło jest trzymać coś, co nie pęknie w drobny mak, jeśli upuścisz to na płytki.
Przeczekanie burzy
Przez kolejne trzy dni byliśmy praktycznie w areszcie domowym. Trzymałam psa w domu, co oznaczało użeranie się z jego nerwowym kręceniem się i trójką marudzących dzieci. Za każdym razem, gdy wyglądałam przez kuchenne okno, widziałam rodziców Kevina skaczących po podwórku, znoszących robaki i owady pod krzak, gdzie się ukrywał. Szczerze mówiąc, to było całkiem urocze, kiedy już przestałam się martwić, że wydziobią mi oczy. Oglądaliśmy ich z bezpiecznej odległości naszego salonu, traktując to jak bardzo głośny i bardzo stresujący film przyrodniczy.

W końcu mała wrona zorientowała się, jak używać swoich skrzydeł, i cała głośna rodzina przeniosła się, by terroryzować podwórko kogoś innego. Największa lekcja, jaką wyciągnęłam z całej tej męki, jest taka, że natura zazwyczaj ma swój plan, a ten plan zazwyczaj zakłada, że my, ludzie, mamy po prostu pilnować własnego nosa i nie wchodzić jej w drogę.
Jeśli tej wiosny wasze dziecko przybiegnie do was z puszystym, skrzeczącym zakładnikiem, weźcie głęboki oddech, postarajcie się nie panikować i po prostu odłóżcie go dokładnie tam, gdzie go znalazło. Potem wejdźcie do domu, zamknijcie drzwi na klucz i nalejcie sobie bardzo dużą kawę.
Gotowi na ulepszenie pory posiłków waszego malucha bez zbędnych dramatów? Sprawdźcie już dziś naszą pełną ofertę trwałych, sprawdzonych przez rodziców silikonowych akcesoriów do karmienia.
Brutalna prawda o młodych wronach
Czy jeśli moje dziecko dotknęło ptaszka, to matka go odrzuci?
Nie, to totalny mit. Ptaki nie mają węchu ogara, uwierzcie mi. Nie obchodzi ich, czy ty albo twoje dziecko dotykaliście maleństwa, chcą tylko odzyskać swoje dziecko. Podniosłam wronę Kevina, targałam go w kartonowym pudełku, a rodzice i tak agresywnie czekali, żeby wziąć go z powrotem w tej samej sekundzie, w której wyrzuciłam go pod krzakiem.
Ile czasu zajmuje młodemu podlotowi nauka latania?
Z tego, co wyczytałam podczas gorączkowego guglowania, zajmuje im to około siedmiu do dziesięciu dni. Po prostu skaczą po ziemi, wyglądając głupkowato i budując mięśnie nóg, podczas gdy rodzice je karmią. Trzeba po prostu zatrzymać psy i wychodzące koty w domu na kilka dni, co bywa uciążliwe, ale lepsze to niż rzeź dzikiej przyrody na własnym patio.
Czy powinnam odłożyć małego ptaka z powrotem na drzewo?
Tylko wtedy, gdy jest całkowicie łysy albo pokryty delikatnym puszkiem. Jeśli wygląda jak mały nuggets z kurczaka, to znaczy, że jest pisklęciem i potrzebuje gniazda. Jeśli ma pióra i wygląda jak niezdarny dorosły z jasnoniebieskimi oczami, zostawcie go na ziemi. Wyskoczył celowo. Jeśli odłożycie podlota z powrotem na drzewo, natychmiast wyskoczy z niego ponownie, a wy po prostu oberwiecie z powietrza dwa razy w nagrodę za swoje starania.
Czym powinnam nakarmić małą wronę, jeśli wygląda na głodną?
Absolutnie niczym. Nie dawajcie jej mleka, nie dawajcie chleba, nie dawajcie mielonej wołowiny. To zniszczy ich kości i trawienie. Rodzice prawdopodobnie siedzą na drzewie tuż nad wami i tylko czekają, aż sobie pójdziecie, żeby wepchnąć jej do dzioba pasikonika. Po prostu odejdźcie i pozwólcie ptasim rodzicom wykonywać ich pracę.





Udostępnij:
Dlaczego wszystko, czego uczy telewizja o resuscytacji niemowląt, to mit
Kiedy twój słodki noworodek nagle zmienia się w małego diabełka