Była 2:13 w nocy, a mój mąż siedział na brzegu wanny, wpatrując się w fugi między płytkami, podczas gdy nasz najstarszy syn – który jest w zasadzie chodzącą przestrogą przed ślepym ufaniem we wszystko, co piszą w poradnikach dla rodziców – darł się wniebogłosy w pokoju obok. Stałam w drzwiach ze stertą malutkich myjek, wykończona, docierając do wniosku, że wszystko, w co wierzyłam na temat rodzicielstwa, było jednym wielkim, absolutnym kłamstwem. Zanim mieliśmy dzieci, szczerze myślałam, że przygotowanie na pojawienie się noworodka oznacza po prostu kupienie odpowiedniego wózka, pomalowanie pokoiku na spokojny odcień szałwiowej zieleni i udawanie, że wiemy, jak zawinąć rożek. Jednak stojąc tam i patrząc, jak mój mąż całkowicie się załamuje pod ciężarem własnego, nagłego lęku przed ojcostwem, wiedziałam, że to wszystko nas przerosło.

Przewijał coś w telefonie, szukając jakiejś deski ratunku, i tak właśnie natknęliśmy się na tę całą kulturową obsesję na punkcie albumu „dijon baby”, która najwyraźniej z dnia na dzień opanowała internet. Jeśli jesteście zupełnie nie w temacie i żyjecie pod kamieniem na głębokiej prowincji, tak jak zazwyczaj ja, to spieszę z wyjaśnieniem: Dijon to artysta R&B, który wydał niesamowicie szczerą płytę o byciu rodzicem. To było tak, jakby ktoś w końcu włamał się do umysłu mojego męża i podstawił mikrofon pod jego najgłębsze lęki. Będę z wami szczera – spodziewałam się, że o 2 w nocy czyta statystyki piłkarskie albo robi cokolwiek innego, co robią wtedy faceci, a on tymczasem zaczytywał się w wątku o „dijon baby” na Reddicie z grupą innych przerażonych ojców-milenialsów. Wszyscy oni zbiorowo uświadamiali sobie, że przed sprowadzeniem na świat nowego człowieka wcale nie uporali się ze swoim własnym bagażem z dzieciństwa.

Przeczytałam tamtej nocy kilka tekstów z tej płyty przez ramię męża i powiem wam, że uderzają one zupełnie inaczej niż te przesycone toksyczną pozytywnością konta na Instagramie, które udają, że każda chwila rodzicielstwa to czyste błogosławieństwo. Te piosenki opowiadały o ciężkim, duszącym strachu przed przekazaniem własnego pokoleniowego bałaganu swojemu dziecku. Nagle ta cała łazienkowa spirala myśli mojego męża nabrała głębokiego sensu.

Rady mojej babci na naprawianie uczuć

Moja babcia, kochana kobieta, zwykła mawiać, że faceci potrzebują tylko ciepłego posiłku i jakiegoś projektu do majsterkowania, żeby poprawić sobie nastrój. Uwielbiam ją, ale właśnie taka mentalność zamiatania problemów pod dywan jest powodem, dla którego nasze pokolenie wydaje teraz tyle pieniędzy na terapię. Nie możemy po prostu rzucić na stół zapiekanki i udawać, że wszystko jest w porządku, podczas gdy rzeczywistość utrzymania przy życiu kruchego noworodka po prostu nas przygniata.

Podczas wizyty kontrolnej w drugim miesiącu nasz lekarz wspomniał, że może jeden na dziesięciu ojców doświadcza jakiejś formy depresji poporodowej, ale szczerze mówiąc, sposób, w jaki to wymamrotał, zaglądając mojemu synowi do uszu, sprawił, że pomyślałam, iż świat medyczny w większości po prostu zgaduje. Prawdopodobnie dlatego, że społeczeństwo tak bardzo utrudnia mężczyznom przyznanie się, że w ogóle mają problem. Przynosisz dziecko do domu i wszyscy pytają mamę, jak goi się jej krocze, co jest sprawiedliwe, bo poród to pole bitwy, ale nikt nie zatrzymuje się, żeby spojrzeć w oczy partnerowi i zapytać, czy psychicznie daje radę z faktem, że jego cała tożsamość właśnie eksplodowała. Próbujemy być tacy twardzi, sprawiając wrażenie, że wszystko mamy pod kontrolą, prowadząc małe sklepy na Etsy podczas drzemek malucha i udając, że worki pod oczami to tylko alergia. Prawda jest jednak taka, że emocjonalne przejście do rodzicielstwa bywa brutalne dla obojga ludzi w tym pokoju.

Poświęciłam tu trzy akapity na wywody o bagażu emocjonalnym, ale jeśli zastanawiacie się, czy w ramach rozszerzania diety powinniście podawać swojemu prawdziwemu dziecku musztardę Dijon (jak twierdzą niektóre influencerki z TikToka), odpowiedź brzmi: absolutnie nie. Trzymajcie się po prostu purée z batatów.

Kontrolowanie tego, z czym styka się ich skóra

Kiedy mój mąż i ja byliśmy w samym środku tego poporodowego niepokoju, zdaliśmy sobie sprawę, że nie potrafimy w magiczny sposób naprawić naszych mózgów z dnia na dzień, ani przeprogramować trzydziestu lat emocjonalnych nawyków. Zaczęliśmy więc agresywnie kontrolować fizyczne przedmioty w naszym domu, żeby poczuć się bezpieczniej. To zabawne, że kiedy czujesz, jak twój umysł wymyka się spod kontroli, nagle zaczyna cię niezwykle obchodzić, w jakim materiale śpi twoje dziecko.

Controlling the stuff we put on their actual skin — What the Dijon Baby Album Got Right About New Parent Anxiety

Dla mojego najstarszego – tego od chodzącej przestrogi, pamiętacie? – kupiłam te wszystkie tanie, poliestrowe pajacyki z hipermarketu, bo starałam się trzymać napiętego budżetu. W ciągu tygodnia jego skóra pokryła się wściekle czerwonymi plamami, szorstkimi jak papier ścierny. Czułam się jak najgorsza matka na świecie. Zgaduję, że skóra niemowlaka jest po prostu niesamowicie cienka i w zasadzie wchłania wszelkie syntetyczne świństwa z tych tanich barwników, a przynajmniej do takich wniosków doprowadziło mnie zmęczone, nocne googlowanie. Kiedy w końcu przerzuciliśmy się na Body niemowlęce bez rękawów z bawełny organicznej od Kianao, różnica była niewiarygodna.

Nigdy nie chcę brzmieć jak katalog reklamowy, ale muszę wam powiedzieć: to konkretne body to mój absolutny Święty Graal. Kosztuje około dwudziestu dolarów, co może wydawać się nieco irytujące jak na maleńkie ubranko, które dziecko i tak zaraz ubrudzi, ale to w 95% bawełna organiczna i w dotyku przypomina czyste masełko. Przestałam ubierać mojego najstarszego w cokolwiek innego, bo te body nie miało drapiących metek, przez które tak bardzo płakał. Ponadto materiał o wiele lepiej oddychał w wilgotnym upale, co prawie całkowicie wyeliminowało te czerwone plamy, które nie dawały mi spać przez poczucie winy. Kiedy rozmawiam z nowymi, całkowicie przytłoczonymi mamami, radzę im, żeby odpuściły sobie kupowanie pięćdziesięciu tanich zestawów. Lepiej kupić trzy sztuki takich organicznych body, prać je na okrągło i pozwolić dziecku w nich żyć. Wyeliminowanie obaw o ostre chemikalia stykające się ze skórą to jeden mały lęk, który po prostu możecie odhaczyć na swojej liście.

Jeśli jesteście już w tym trybie wicia gniazda, w którym chcecie wymienić wszystko, z czym ma styczność wasze dziecko, może warto rzucić okiem na te organiczne ubranka dla dzieci, które nie wpędzą was w paranoję z powodu ukrytych toksyn.

Rutyna to po prostu przetrwanie, tylko w ładniejszym opakowaniu

Kiedy już uporaliśmy się z ubraniami, musieliśmy wymyślić, jak zorganizować nasze dni, żeby mój mąż znowu nie skończył gapiąc się w fugi w łazience. Słuchajcie, poradniki będą wam wmawiać, że trzeba wprowadzić ścisłą rutynę, by zoptymalizować rytm dobowy dziecka – co brzmi bardzo naukowo – ale z tego, co widzę przy mojej trójce, rutyna to tak naprawdę tylko desperacka próba ustalenia, co nastąpi za chwilę, żeby samemu nie zwariować.

Routines are just survival dressed up nicely — What the Dijon Baby Album Got Right About New Parent Anxiety

Staraliśmy się robić ten cały cykl „kąpiel-książeczka-spanie” dokładnie o tej samej porze każdego wieczoru i to w większości działało. Z wyjątkiem momentów, kiedy decydowały się na ząbkowanie, a cały nasz perfekcyjny system lądował w koszu na śmieci. Nagle przemierzasz korytarz o 3 nad ranem z dzieckiem, które nie przestaje memłać własnej pięści. Moja siostra przysłała nam Silikonowo-bambusowy gryzak dla niemowląt Panda i szczerze mówiąc, jest on super przydatny w te kryzysowe dni. Wykonano go z bezpiecznego dla żywności silikonu, co uspokaja moje neurozy związane z plastikiem, a do tego jest na tyle mały, że mój najmłodszy był w stanie go chwycić i nie nabić sobie przy tym guza pod okiem. Wbrew pozorom, takie sytuacje zdarzają się zaskakująco często przy ciężkich, drewnianych zabawkach.

A skoro o zabawkach mowa, kupiliśmy też Zestaw miękkich klocków dla niemowląt, bo wyczytałam gdzieś, że miękkie zabawki do układania pomagają we wczesnym rozwoju zdolności motorycznych i percepcji kolorów. Są naprawdę w porządku. Są bezpieczne, nie zawierają BPA, a moje średnie dziecko przez jakiś czas bardzo lubiło je gryźć, ale będę z wami szczera – połowa z nich zbiera teraz kurz pod kanapą w salonie obok jakiegoś zabłąkanego chrupka. Nie powiedziałabym więc, że zmieniły moje życie w taki sam sposób, jak zrobiły to organiczne ubranka. Kupujesz te wszystkie rzeczy z nadzieją, że zrobią z twojego dziecka małego geniusza, a zazwyczaj kończą po prostu jako obiekty, o które potykasz się w drodze po poranną kawę.

Co wiem teraz, a czego nie wiedziałam wtedy

Cały powód, dla którego fenomen „dijon baby” wybuchł z taką siłą, opiera się na tym, że jesteśmy pierwszym pokoleniem rodziców, którzy próbują ogarnąć to całe wychowywanie małych ludzi, jednocześnie głośno i wyraźnie przyznając się do własnych słabości. Nie chcemy po prostu powtarzać schematów, w których sami dorastaliśmy, i z pewnością nie chcemy udawać, że wszystko jest idealnie, kiedy wcale tak nie jest.

Jeśli macie wynieść z tych moich dzisiejszych wywodów tylko jedną rzecz, niech to będzie to: macie pełne prawo być przerażeni. Nie powinniście oczekiwać, że wasz partner z magiczną łatwością, bez odrobiny wyrozumiałości, od razu będzie wiedział, jak poradzić sobie z potężnym ciężarem emocjonalnym. A kupowanie bezpiecznych, organicznych rzeczy do waszego domu to całkowicie rozsądny sposób na radzenie sobie w sytuacjach, kiedy te naprawdę wielkie problemy wydają się zbyt trudne, by naprawić je natychmiast. Kiedy wracam wspomnieniami do mojego męża siedzącego na brzegu wanny, czującego cały ciężar słowa „dziecko” i wszystko, co ono oznaczało dla naszej przyszłości, po prostu chciałabym mu powiedzieć, że oboje przez to przejdziemy. Bałagan wciąż będzie, pranie rzadko kiedy zostanie do końca poskładane, a wy będziecie nieustannie kwestionować każdą podjętą decyzję, ale w końcu odnajdziecie pod nogami stały grunt.

Jeśli jesteście gotowi, aby zacząć tworzyć dla swojego malucha przestrzeń, która jest bezpieczna, przemyślana i odrobinę mniej chaotyczna, poznajcie kolekcję niezbędników dla niemowląt Kianao, aby znaleźć te kilka rzeczy, które naprawdę mają znaczenie.

Niezgrabne, ale prawdziwe odpowiedzi na wasze pytania

O co chodzi z tym albumem "dijon baby", o którym wszyscy piszą w internecie?
To niesamowicie surowy, uczciwy album artysty o pseudonimie Dijon opowiadający o staniu się tatą. Zyskał na popularności, bo w końcu ubiera w słowa ten absolutny terror, niepokój i pokoleniowy bagaż, który czują mężczyźni, gdy na świecie pojawia się ich dziecko. To w zasadzie lektura (i odsłuch) obowiązkowa, jeśli ty lub twój partner zmagacie się z emocjonalnym przejściem w rodzicielstwo i macie dość wszystkich udających, że to prosta sprawa.

Jak szczerze sprawdzić, jak radzi sobie psychicznie partner, bez bycia przy tym irytującym?
Musisz przestać rzucać luźne "jak tam" w momencie, gdy on myje butelki, bo na pewno skłamie i rzuci "w porządku". Musisz uczciwie posadzić go przy stole, kiedy w domu jest cicho, spojrzeć mu w twarz i zapytać, czego na ten moment boi się najbardziej, nawet jeśli poruszenie tego tematu jest dla obu stron niekomfortowe.

Czy rutyna u noworodka naprawdę pomaga na stany lękowe, czy to mit?
Mój lekarz przysięga, że pomaga to ustabilizować cykle snu malucha, ale szczerze mówiąc, trzymanie się rutyny jest bardziej dla twojego mózgu, niż dla dziecka. Gdy jesteście skrajnie niewyspani, sama wiedza, że o 18:00 bezwzględnie przypada czas kąpieli, daje wam chociaż malutką kotwicę i poczucie kontroli nad dniem, który w przeciwnym razie wydaje się jednym wielkim chaosem.

Dlaczego materiały organiczne są tak ważne, gdy i tak stresujesz się już wszystkim innym?
Dlatego, że tanie sztuczne ubranka mają w sobie często ostre barwniki i chemikalia, które mogą wywołać paskudne, czerwone wysypki na cieniutkiej jak papier skórze maluszka. A próba zdiagnozowania dziwnej wysypki o północy to gwarantowany skok twojego stresu do ekstremalnych poziomów. Wydanie odrobinę więcej na kilka dobrych, bawełnianych sztuk odzieży sprawia, że możesz odhaczyć jedno duże zmartwienie na swojej mentalnej liście.

Czy moje "zawłaszczanie" opieki i pouczanie partnera pogarsza lęki u męża?
Och, absolutnie tak – i sama jestem tu bardzo winna. Gdy krytykujemy, jak krzywo składa kocyk, albo upieramy się, by przejąć karmienie, bo on nie robi tego "właściwie", po prostu potwierdzamy jego najgłębsze obawy, że do niczego się nie nadaje. Czasami musisz po prostu odpuścić, wyjść z pokoju i pozwolić mu założyć pieluchę odrobinę krzywo.