Minęły właśnie dwadzieścia dwa minuty naszego wielkiego pojedynku z pojemnikiem na żywność w ten deszczowy, wtorkowy poranek.
Maya siedzi na dywanie, z czerwoną buzią, stękając i agresywnie próbując zdjąć niebieską, plastikową pokrywkę ze swojego pojemnika z borówkami. Zajmuje jej to całą wieczność i wygląda, jakby miała za chwilę spontanicznie wybuchnąć z wysiłku. Chloe, jej identyczna siostra bliźniaczka, obrała zupełnie inną strategię. Po prostu podeszła, wcisnęła mi w kolano swój zamknięty pojemnik, skrzyżowała pulchne rączki i wpatrywała się we mnie wyczekująco, aż go otworzę. Obecnie zajada swoje borówki, patrząc, jak jej siostra się męczy.
Wtedy właśnie to do mnie dotarło, gdy patrzyłem na zadowoloną, umazaną borówkami buzię Chloe. Jeśli szukacie dziecięcej definicji niezasłużonego przywileju, to jest nią trzydziestoczteroletni facet, który robi za twojego osobistego sous-chefa, podczas gdy ty nie wnosisz do tej transakcji absolutnie nic.
Największym mitem w całej tej dyskusji o "nepo babies" (dzieciach z koneksjami) jest to, że dotyczy ona wyłącznie potomstwa supermodelek z lat 90., które w niewytłumaczalny sposób lądują na okładkach Vogue'a w wieku szesnastu lat, albo aktorów, którzy tak się składa, mają to samo nazwisko co reżyser z Hollywood. Ludzie uwielbiają wytykać palcami celebrytów. Ale ta prawdziwa, podstępna wersja zjawiska – codzienny nepotyzm, który tak naprawdę rujnuje społeczeństwo – zaczyna się właśnie tutaj, na poplamionej jogurtem macie do zabawy w londyńskiej trzeciej strefie, kiedy po prostu nie możemy znieść widoku naszego potomstwa zmagającego się z sorterem kształtów.

Co nasza lekarka powiedziała o niezasłużonym kapitale malucha
Podczas ostatniej wizyty kontrolnej bliźniaczek, kiedy próbowałem założyć im chwyt zapaśniczy tylko po to, by podać im krople z witaminą D, nasza pediatrka, dr Evans, westchnęła i posłała mi spojrzenie pełne głębokiego litości. Powiedziała, że wszyscy jesteśmy tak obsesyjnie skupieni na usuwaniu przeszkód z dróg naszych dzieci, że nigdy nie nauczą się, jak przeskoczyć przez zwykłą gałązkę.
Użyła dwóch słów: „dostęp” i „wykonanie”. Wygląda na to, że psychologia dziecięca sugeruje, iż zapewnienie dostępu jest w porządku – kupowanie zabawek, chodzenie do parku, zapisywanie na przepłacone zajęcia sensoryczne, gdzie dzieci tylko okładają się nawzajem mokrym makaronem. Ale kiedy wkraczamy do akcji i robimy dla nich „wykonanie”, w zasadzie dopuszczamy się sabotażu rozwojowego. Jeśli kupujesz puzzle, to jest to dostęp, ale jeśli obracasz element, ponieważ patrzenie, jak próbują wcisnąć kwadratowy klocek w okrągły otwór, sprawia ci fizyczny ból – pozbawiasz ich porażki, której tak naprawdę potrzebują, aby stać się w pełni funkcjonującymi ludźmi.
Co sprowadza mnie do absolutnych tortur, jakimi są przedszkolne projekty plastyczne.
Perfekcjoniści z klubiku
Muszę wspomnieć o matkach z lokalnego klubiku, które pod koniec zajęć przynoszą te idealnie symetryczne, błyszczące od brokatu arcydzieła. Wszyscy wiemy, że dwulatek nie zrobił tego dinozaura z papierowego talerzyka. Trzydziestoczteroletnia project managerka o imieniu Susan zrobiła tego dinozaura. Susan nakręca maszynę nepotyzmu prosto z salki parafialnej.
Kiedy wyrywasz bezpieczne nożyczki z ręki swojego dziecka, bo jego papierowa śnieżynka wygląda jak przemielona chusteczka higieniczna, subtelnie komunikujesz mu, że jego prawdziwy, szczery wysiłek jest do niczego. Dajesz mu niezasłużony kapitał artystyczny. Odwalasz za nie wykonanie. Wychowujesz małego, obsypanego brokatem "nepo baby", który myśli, że sukces po prostu magicznie się pojawia, bez żadnych odcisków na kciuku.
Tymczasem projekt plastyczny Mayi zazwyczaj wygląda jak błotnista kałuża, w którą uderzył piorun, a ja jestem z niego cholernie dumny. Jest paskudny, ale ciężko na niego zapracowała.
Szczerze mówiąc, jeśli malunki palcami twojego malucha nadają się do Luwru, prawdopodobnie musisz przemyśleć swoje życiowe wybory.
Udręka siedzenia z założonymi rękami
Jeśli chcemy przestać wychowywać roszczeniowych małych dyktatorów, musimy znosić fizyczne męki patrzenia na ich porażki.

Oto bardzo niekompletna lista rzeczy, których musiałem się oduczyć robić dla moich dzieci:
- Otwieranie tubek z jogurtem tylko dlatego, że nie potrafią rozgryźć tej małej, perforowanej tasiemki
- Ponowne układanie klocków w sekundę po tym, jak je przewróciły
- Zakładanie im lewego buta, gdy spędziły już pięć minut na wciskaniu prawego na niewłaściwą stopę
- Interweniowanie, gdy utkną w połowie drogi na poduszkach sofy
Zasadniczo musisz usiąść na swoich dłoniach, gdy one krzyczą na drewniany tor kolejowy, walcząc z pragnieniem naprawienia go za nie, jednocześnie zostawiając rzeczywiste rozwiązywanie problemów ich pulchnym, nieskoordynowanym paluszkom. I po prostu modlić się, żeby sąsiedzi nie wezwali opieki społecznej z powodu hałasu.
Klocki, które nie wgniatają podłogi
Haczyk w tym wszystkim polega na tym, co dr Evans nazwała „bezpieczną porażką”, co w moim słowniku tłumaczy się na: „pozwól im nawalić w sposób, który nie zakończy się wycieczką na SOR”.
I tutaj wkracza nasz Zestaw miękkich klocków dla niemowląt. Będę śpiewał pieśni pochwalne na cześć tych klocków, bo autentycznie uratowały moje listwy przypodłogowe. Kiedy kupowałem ciężkie, drewniane klocki, etap "wykonania" był przerażający. Maya budowała niebotyczny, strukturalnie niestabilny pomnik własnych ambicji, budowla się przewracała, a masywna drewniana kostka odłupywała kawałek tynku albo odbijała się od czoła Chloe.
Te klocki od Kianao są zrobione z miękkiej gumy. Są plastyczne. Kiedy dziewczynki budują krzywą wieżę i ta niechybnie wali im się na stopy, nie ma dramatu. Nie robią sobie krzywdy. Po prostu lekko się irytują, może płaczą przez jakieś cztery sekundy, zdają sobie sprawę, że ich palce nadal są na swoim miejscu i próbują jeszcze raz. To idealna arena dla porażki. Nie muszę krążyć nad nimi jak zdenerwowany sędzia. Mogę po prostu pić moją zimną kawę i pozwolić grawitacji udzielić im lekcji.
Jeśli próbujesz wymyślić, jak pozwolić dziecku na zabawę bez stania nad nim z apteczką, sprawdź zabawki edukacyjne Kianao, które naprawdę pozwalają im na bezpieczne wykonywanie czarnej roboty.
Zderzenie z rzeczywistością ząbkowania
Oczywiście, są pewne zmagania biologiczne, gdzie "wykonanie" jest szarą strefą. Ząbkowanie, na przykład. Nie możesz ząbkować za nich. Nie mogę gryźć nogi od stołu w imieniu Chloe, choćbym nie wiem jak tego chciał o 3 nad ranem, kiedy jej krzyk budzi cały dom.

Przez jakiś czas robiłem wszystko poza odprawianiem egzorcyzmów, żeby ulżyć jej w cierpieniu, ale w końcu po prostu musisz dać im narzędzia i się wycofać. Używamy Silikonowego gryzaka Panda dla niemowląt. Będę z wami szczery – to nie magia. To kawałek silikonu w kształcie pandy. Nie zrewolucjonizował mojego życia, nie zatrzymał nocnych pobudek i z pewnością nie sprawił, że ślina zniknęła z ramion moich wszystkich czarnych koszulek.
Ale to w porządku, głównie dlatego, że daje jej poczucie sprawczości. Zamiast polegać na tym, że będę masował jej dziąsła mokrą myjką, podczas gdy ona gryzie mnie po palcach, sama może złapać płaską małą pandę i żuć do woli. To jej sposób na znalezienie metody uspokojenia się. To ona wykonuje tę pracę.
Ubranka, które pozwalają odwalać ciężką robotę
Jeśli naprawdę chcesz, by twoje dzieci wykonywały ciężką pracę polegającą na raczkowaniu, przewracaniu się, ponoszeniu porażek i próbowaniu od nowa, nie możesz ubierać ich w śmieszne stroje, które zamieniają je w nieruchome, dekoracyjne poduszki.
Widziałem w parku maluchy odziane w sztywne dżinsy i ciężkie, wełniane swetry, zupełnie niezdolne do ugięcia kolan, zawodzące, bo nie mogły dotrzeć do piaskownicy. To sytuacja, w której rodzic sam sprawia, że dziecko potrzebuje ratunku. Jeśli nie może się ruszać, musisz robić wszystko za nie.
Bliźniaczki trzymamy w ubrankach takich jak Body niemowlęce z bawełny organicznej. Nie mają rękawów, są elastyczne (mają w sobie odrobinę elastanu), a organiczna bawełna sprawia, że nie muszę zmagać się z dziwnymi atakami egzemy, kiedy nieuchronnie pocą się podczas ataku histerii z powodu kubka w niewłaściwym kolorze. Wyglądają jak małe gimnastyczki, a co ważniejsze, mają pełny zakres ruchu niezbędny do tego, by wspiąć się na stolik kawowy, uświadomić sobie, że utknęły, i wymyślić, jak z niego zejść bez mojej pomocy w charakterze siatki zabezpieczającej.
Okazuje się, że rodzicielstwo polega głównie na zrobieniu kroku w tył i pozwoleniu im na wykonywanie tej niewiarygodnie trudnej i niewiarygodnie nudnej pracy, jaką jest dorastanie. Ogląda się to brutalnie. Ale następnym razem, gdy Chloe poda mi zamknięty pojemnik, po prostu przesunę go z powrotem po dywanie. Sama może rozgryźć, jak działa ta pokrywka.
Jesteście gotowi pozwolić swoim maluchom na samodzielne „wykonanie” w ubrankach, w których naprawdę mogą się ruszać? Kup naszą kolekcję ubranek z bawełny organicznej i pokochaj tę chaotyczną sztukę bezpiecznej porażki.
Pytania, które zadaję sobie o 3 nad ranem
Jak przestać robić wszystko za malucha bez wywoływania u niego totalnej histerii?
Nie da się. Ta histeria to cały sens tej operacji. Po prostu siedzisz, popijając jakikolwiek letni, kofeinowy napój, który ci jeszcze został, i patrzysz, jak płaczą nad drewnianymi puzzlami, aż przypadkowo wcisną element na właściwe miejsce. Okropnie się na to patrzy, nienawidzę każdej takiej sekundy, ale to naprawdę działa.
Czy naprawdę tak źle jest po prostu założyć im buty, gdy jesteśmy spóźnieni?
Posłuchaj, nie jestem święty. Jeśli za dziesięć minut mamy wizytę u lekarza, to po prostu wciskam im stopy w buty i niosę do samochodu jak worki ziemniaków. Trzeba wybierać, o co warto walczyć. Spróbuj po prostu pozwolić im się męczyć w leniwe niedzielne poranki, kiedy nigdzie się wam nie spieszy i masz nieskończenie dużo czasu, by oglądać, jak ponoszą porażkę w starciu z rzepami.
Co jeśli maluchy naprawdę zmagają się z czymś fizycznym, jak ząbkowanie?
Nadal nie możesz wykonać tej pracy za nie. Podajesz im zimny gryzak, może trochę przytulasz, i pozwalasz, by same radziły sobie z tarciem o własne dziąsła. Nie możesz przewinąć do przodu ich biologii, bez względu na to, jak bardzo byś tego chciał.
Jak uczyć dwulatka o przywilejach?
Nie każesz im siadać na wykład o nierównościach społeczno-ekonomicznych, to chyba jasne. Ja staram się po prostu zwracać na pewne rzeczy uwagę na głos. Kiedy w Londynie leje deszcz, a my wsiadamy do auta, rzucam: „Ale mamy szczęście, że mamy dziś suche autko, prawda?”. Przez połowę czasu ignorują mnie i zjadają kłaczki z dywaników, ale lubię myśleć, że z czasem coś tam w nich wsiąka.
Czy to wszystko naprawdę sprawia, że stają się niezależne?
Mam szczerą nadzieję, że tak, bo ilość czasu, jaką spędziłem, obserwując Mayę próbującą obrać banana, jest po prostu oszałamiająca. Ale wczoraj naprawdę sama naderwała skórkę, zjadła całego, a obierki rzuciła mniej więcej w ogólnym kierunku kosza. Więc może to jednak działa.





Udostępnij:
Czy inteligentna niania Nanit Pro naprawdę jest warta swojej ceny?
Dlaczego robię wszystko, by moje bliźniaki zostały nepo babies