Była 23:43 w czwartek. Miałam na sobie wyciągnięte studenckie dresy Dave'a z wielce podejrzaną plamą z jogurtu na lewym kolanie, balansując na klatce piersiowej letnim kubkiem bezkofeinowej kawy – po co ja w ogóle piję bezkofeinową, serio, to jak picie smutnej, brązowej wody – i wściekle scrollowałam telefon w ciemności. Dave przewrócił się na drugi bok, szturchnął mnie w łokieć i wymamrotał w poduszkę: "Co znowu kupujesz, Sarah?"
Żeby było jasne, nic nie kupowałam. Próbowałam tylko zrozumieć, czy to dziwne, zyskujące na popularności hasło, które ciągle widziałam w sieci, oznacza, że omija mnie jakaś niszowa, agresywnie beżowa marka dla estetycznych mam. W sensie, czy jest jakiś nowy drop lnianych rampersów, o którym nie wiem? Bo największym mitem krążącym na czacie mojej grupy dla mam w zeszłym tygodniu było to, że całe to "baby j" to jakaś nowa, szykowna europejska marka robiąca zawieszki do smoczków w neutralnych kolorach za osiemdziesiąt dolców. O rany, jesteśmy już tak totalnie zmanipulowane przez konsumpcjonizm.
Uwaga, spoiler. To nie jest marka. To dosłownie przerażający thriller psychologiczny z 1962 roku. Tak, ten film z Bette Davis. Jesteśmy tak uwarunkowane, żeby na widok słowa "niemowlę" czy "dziecko" od razu sięgać po karty kredytowe, zakładając, że to nowa firma robiąca ekologiczne otulacze, że całkowicie zapomniałyśmy o prawdziwym kinie.
Co moja pediatrka myśli o starych horrorach
Rozmawiałam więc z dr Miller na bilansie czterolatka Leo – na który spóźniliśmy się dwadzieścia minut, bo Leo całkowicie odmówił założenia jakichkolwiek butów innych niż jego neonowozielone kalosze, mimo że na zewnątrz było prawie 30 stopni – i tak jakoś zeszło na klasykę kina. Pomyślałam: hej, starsze filmy są czarno-białe, nie ma tam wygenerowanej komputerowo krwi, na pewno nadają się dla starszych dzieci, prawda? Maya ma już siedem lat i ciągle prosi, żeby oglądać coś "dla dorosłych".
Dr Miller po prostu spojrzała na mnie znad swojej podkładki. Powiedziała, że starsze thrillery psychologiczne mogą być w rzeczywistości o wiele gorsze dla rozwijających się mózgów dzieci niż współczesne filmy o potworach. Zapewne dlatego, że cały ten strach jest emocjonalny? Nie do końca rozumiem tło neurologiczne tego zjawiska, ale z tego, co wywnioskowałam przez mgłę mojego niewyspania, ciała migdałowate u małych dzieci po prostu wariują, gdy widzą dorosłych zachowujących się wobec siebie nieobliczalnie lub okrutnie, zwłaszcza jeśli to rodzeństwo. Moja pediatrka stwierdziła, że napięcie i tortury emocjonalne powodują znacznie poważniejsze lęki nocne niż widok animowanego zombie. W zasadzie powiedziała mi, żebym trzymała moje dzieci z dala od wszystkiego, co przypomina horror psychologiczny, dopóki nie będą przynajmniej nastolatkami. W każdym razie, puenta jest taka, że w przewidywalnej przyszłości trzymam się animowanych piesków.
Problem z przerażającymi porcelanowymi lalkami
Jeśli nigdy nie oglądałaś tego filmu, powiem ci, że pojawia się tam motyw przerażającej, porcelanowej lalki naturalnej wielkości. To materiał na prawdziwe koszmary. Zaczęłam się zastanawiać nad zabawkami, którymi otaczamy nasze dzieci. Kiedy urodziła się Maya, moja cioteczna babka przysłała nam starodawną, ceramiczną lalkę z oczami, które dosłownie podążały za tobą po pokoju. Po trzech dniach schowałam ją na strychu, bo przysięgam, że planowała moją zgubę.

Zabawki w tym filmie reprezentują wszystko to, co idzie nie tak, gdy komercjalizujemy dzieciństwo. Są sztywne, łatwo je zepsuć, są nienaturalne. To całkowite przeciwieństwo tego, czego dzieci naprawdę potrzebują do prawidłowego rozwoju. Kiedy w końcu wyniosłam tę przerażającą lalkę z domu, zastąpiłam ją Drewnianym stojakiem edukacyjnym | Tęczowym zestawem Baby Gym z figurkami zwierząt dla Leo. I szczerze mówiąc, to absolutnie moja ulubiona rzecz, jaką kiedykolwiek kupiłam któremukolwiek z moich dzieci.
Prawdziwa historia związana z tym stojakiem jest taka: mieliśmy wcześniej ogromną, plastikową, zasilaną na baterie matę edukacyjną rodem z koszmarów, która w kółko grała tę samą, jazgotliwą piosenkę. Doprowadzało to Dave'a i mnie do czystego szaleństwa. Leo po prostu tam leżał, przestymulowany, gapiąc się tępym wzrokiem na migające światełka LED. W końcu wrzuciłam ją do pojemnika na używane rzeczy i rozłożyłam w salonie drewniany stojak edukacyjny Kianao. Różnica była niesamowita. Naprawdę zaczął wyciągać rączki do małego drewnianego słonia. Skupił się na naturalnych teksturach, zamiast po prostu zawieszać się w transie przed ekranami. Drewno jest gładkie, kolory uspokajające, a co najważniejsze – nie patrzy prosto w moją duszę o 3 nad ranem, kiedy idę do kuchni po wodę. To po prostu autentycznie piękny element wyposażenia, przez który mój salon nie wygląda jak po wybuchu fabryki plastiku.
Porozmawiajmy o rodzicach robiących z dzieci gwiazdy
Dobra, muszę tutaj trochę zboczyć z tematu, ponieważ cała fabuła tego klasycznego filmu kręci się wokół najbardziej toksycznego "menedżerowania" karierą własnego dziecka, jakie kiedykolwiek widziałam. Ojciec w tym filmie całkowicie faworyzuje jedną z córek, bo jest ona dziecięcą gwiazdą, która "przynosi pieniądze", a drugą kompletnie ignoruje. Oglądanie tego jest po prostu irytujące.
Teraz cały czas widzimy ten sam syf, tylko podany w innej formie. Zamiast scen wodewilowych, mamy rodzinne kanały na YouTubie i rolki na Instagramie. Rodzice zmuszają swoje maluchy do tańczenia modnych układów przed milionami obcych ludzi, całkowicie ignorując fakt, że te dzieci nie mają absolutnie żadnego wpływu na swój cyfrowy ślad. Robi mi się od tego niedobrze. Zmieniasz swoje dziecko w produkt. A kiedy całe ich poczucie własnej wartości jest powiązane z tym, ile wyświetleń zdobędą lub ile pieniędzy przyniosą rodzinie, wyrastają na ludzi całkowicie okaleczonych emocjonalnie.
Wystarczy spojrzeć na postacie w filmie. Była dziecięca gwiazda dosłownie nosi dziecięcy makijaż i sukienki dla małych dziewczynek, będąc po pięćdziesiątce, ponieważ nigdy nie zbudowała własnej tożsamości poza swoją dziecięcą sławą. To wielka przestroga o zahamowaniu rozwoju i o absolutnym piekle, jakim staje się rywalizacja między rodzeństwem, gdy rodzice faworyzują jedno z dzieci. To jest po prostu druzgocące.
Szczerze mówiąc, jeśli zmuszasz swoje dziecko do występów dla obcych ludzi w internecie, zanim zdąży się w ogóle nauczyć wiązać własne buty, to nie mamy o czym rozmawiać.
Ubierajmy dzieci jak dzieci
Częścią tego całego przerażającego klimatu ery dziecięcych gwiazd było przebieranie dzieci w te sztywne, niewygodne, przesadnie falbaniaste kostiumy. Głęboko wierzę w to, że maluchy powinny nosić ubrania, które pozwalają im na swobodny ruch i robienie bałaganu. Przecież to nie są nasze dodatki do stylizacji.

Jakiś czas temu kupiłam dla niego Dziecięce body z bawełny organicznej bez rękawków od Kianao. Posłuchajcie, to tylko body. Jest w porządku. Nie sprawi cudownie, że wasze dziecko prześpi całą noc i nie jest odporne na plamy. Ubrałam Leo w to w pięknym, szałwiowym kolorze, a on od razu zdołał wetrzeć w kołnierzyk garść puree z groszku. Z grubsza dało się to sprać, ale to wciąż tylko ubranko dla dziecka, a nie magiczna zbroja. Niemniej jednak bawełna organiczna jest tu autentycznie bardziej miękka niż te tanie, syntetyczne materiały, które kiedyś kupowałam w wielopakach, i nie powodowała u niego tych dziwnych, czerwonych odparzeń wokół jego pulchnych małych ud. Więc jeśli szukacie ubranek typu basic, sprawdzi się to naprawdę świetnie.
Mam wrażenie, że szukając rzeczy dla dzieci, wystarczy pamiętać o kilku podstawowych zasadach, aby uniknąć wpadnięcia w tę przerażającą pułapkę komercji:
- Stawiaj na naturę. Drewno, bawełna organiczna, silikon. Jeśli zabawka wygląda, jakby pochodziła ze statku kosmicznego, lepiej z niej zrezygnować.
- Unikaj martwych spojrzeń. Jeśli zabawka wygląda tak, jakby miała mrugnąć okiem, gdy tylko się odwrócisz – kategoryczne nie.
- Ruch na pierwszym miejscu. Ubrania powinny być elastyczne. Jeśli twoje dziecko wygląda jak wiktoriański mały duszek, który nie potrafi zgiąć kolan, przebierz je w coś innego.
Gryzienie, krzyki i jak przetrwać ząbkowanie
W tamtym starym thrillerze dorośli robią sobie nawzajem okropne rzeczy. W moim domu jedyne przerażające wydarzenia wiążą się zazwyczaj z ząbkującym dzieckiem zmieniającym się w dosłownego rekina. Kiedy Leo ząbkował swoje pierwsze trzonowce, próbował gryźć mnie po obojczykach. To był ból nie do zniesienia. Chodziłam z siniakami na klatce piersiowej, wyglądając, jakbym stoczyła pojedynek zapaśniczy.
Desperacko potrzebowałam, żeby żuł coś, co nie jest moim ciałem, więc kupiłam mu Silikonowy gryzak Panda z elementami z bambusa. Powiem szczerze: kupiłam go, bo wyglądał w miarę estetycznie, a ja cierpiałam na poważny deficyt snu. Ale on naprawdę uratował moje zdrowie psychiczne. Płaski kształt sprawiał, że Leo mógł trzymać go samodzielnie, a małe, fakturowane wypustki na silikonie stawiały wystarczający opór, aby naprawdę przynieść ulgę jego dziąsłom. Poza tym, mogłam go po prostu wrzucić do zmywarki, kiedy pokrywał się tą obrzydliwą, lepką od ząbkowania śliną. Jeśli macie w domu małego gryzonia, spróbujcie wsunąć mu do buzi silikonową zabawkę, zamiast pozwalać mu żuć wasze palce, gdy o świcie błąkacie się z wyczerpania po domu. Wasze przyszłe "ja" wam podziękuje.
To zabawne, jak nocne doom-scrollowanie w poszukiwaniu jakiegoś modnego hasła wciągnęło mnie w tę dziwną króliczą norę klasycznego kina i oceniania wszystkich plastikowych rupieci, które mam w domu. Ale takie już chyba jest macierzyństwo. Zaczynasz od szukania lnianego rampersa, a kończysz z kryzysem egzystencjalnym na temat robienia z dzieci gwiazd i zrównoważonych zabawek. Jeśli chcecie uniknąć ścieżki z przerażającymi plastikowymi lalkami, tutaj możecie przejrzeć trochę zabawek, które nie zafundują wam nocnych koszmarów.
W każdym razie, morał jest taki: przestańcie ufać internetowi, kiedy mówi wam, że coś jest nowym trendem dla dzieci. Czasem to tylko Joan Crawford serwująca martwego szczura na tacy. Zobaczcie kolekcję organicznych ubranek i akcesoriów Kianao, zanim wasze dziecko obudzi się z drzemki, i kupcie rzeczy, które są dla nich tak naprawdę, autentycznie dobre.
Moje chaotyczne odpowiedzi na wasze pytania
Czy ten film jest naprawdę bezpieczny dla nastolatków?
Słuchajcie, nie jestem policją filmową, ale Common Sense Media twierdzi, że to zdecydowanie produkcja od 13 roku życia. Nie ma tam krwi rodem ze współczesnych slasherów, ale tortury psychologiczne są tam MOCNE. Jeśli wasz nastolatek bardzo interesuje się starymi horrorami albo historią kina, wspólny seans może być okej. Ale szczerze mówiąc, po prostu użyjcie własnego rozsądku. Wy wiecie najlepiej, co wasze dzieci potrafią znieść.
Dlaczego pediatrzy w ogóle przejmują się tym, jakie filmy oglądają dzieci?
Moja pediatrka powiedziała, że chodzi o to, jak ich małe mózgi przetwarzają strach. Małe dzieci nie potrafią odróżnić prawdziwego zagrożenia psychologicznego od tego udawanego, filmowego. Ich ciało migdałowate po prostu wysyła sygnały paniki, co rujnuje architekturę ich snu. Uwierzcie mi, nie chcecie mieć do czynienia z lękami nocnymi tylko dlatego, że uznaliście czarno-biały film za nieszkodliwy.
O co w ogóle chodzi z zabawkami w stylu waldorfskim a tymi plastikowymi?
Zasadniczo, plastikowe zabawki na baterie po prostu "bawią się" ZA dziecko. Ono naciska guzik, zabawka mruga. Nuda. Zabawki o otwartym charakterze (tzw. open-ended), jak drewniane stojaki czy miękkie, naturalne lalki, wymagają od dziecka użycia ich prawdziwej wyobraźni. W dodatku nie psują się od razu i nie wyglądają jak nawiedzone wiktoriańskie artefakty.
Czy mogę prać te body z bawełny organicznej Kianao w gorącej wodzie?
W sensie, *możesz* robić, co tylko chcesz, ale nie polecam. Wszystkie organiczne rzeczy Leo piorę w 40°C. Gorąca woda nieco niszczy naturalne włókna i sprawia, że trochę się kurczą. Po prostu wrzućcie je na normalny program z ciepłą wodą i dajcie im wyschnąć na powietrzu, jeśli macie do tego cierpliwość. Albo użyjcie suszarki bębnowej na niskich obrotach, jeśli – tak jak reszta z nas – toniecie w praniu.
Czy silikonowe gryzaki są naprawdę bezpieczne, jeśli moje dziecko gryzie bardzo agresywnie?
Tak! Gryzaki wykonane z silikonu spożywczego (jak ta panda, o której wspomniałam) są niesamowicie wytrzymałe. Leo przeżuwał swój gryzak, jakby wisiał mu pieniądze, a i tak nigdy nie udało mu się odgryźć żadnego kawałka. Upewnijcie się tylko, że kupujecie w 100% silikon spożywczy wolny od BPA, ponieważ w internecie jest mnóstwo podejrzanych, tanich produktów, których absolutnie nie włożyłabym mojemu dziecku do buzi.





Udostępnij:
Małe nepo baby: Jak przetrwać przywileje w piaskownicy
Brutalnie szczera prawda o zakupie wózka UPPAbaby