Jest 3:17 nad ranem, a ja stoję na środku pokoju dziecięcego, w którym unosi się zapach lekko skwaśniałego mleka i desperacji, bujając mojego najstarszego syna tak mocno, że aż bolą mnie piszczele. Wyje wniebogłosy. Do pokoju wchodzi mój mąż – zaspany, w dokładnie jednej skarpetce na stopie, pociera twarz i mruczy pod nosem początek jakiegoś koszmarnego żartu, który usłyszał w gimnazjum, na temat tego, co jest nie tak z naszym niemowlakiem. I w swoim niewyspanym, bliskim morderstwa stanie, faktycznie czekam na puentę. Ale nie, on po prostu naprawdę chciał wiedzieć, o co chodzi. A przerażająca prawda, która zwaliła mnie z nóg, brzmiała: nie miałam absolutnie zielonego pojęcia, co się dzieje z moim własnym dzieckiem.
Wielkie kłamstwo o instynkcie macierzyńskim
Zanim miałam dzieci, wszyscy – i mam tu na myśli dosłownie wszystkich, od pani pakującej mi zakupy w supermarkecie po moją własną babcię – wciskali mi ten sam kit o magicznym, macierzyńskim szóstym zmyśle. Klepali mnie po ramieniu, uśmiechali się protekcjonalnie i mówili: „Oj, kochanie, nie martw się, kiedy zapłacze, po prostu będziesz wiedziała”. Zachowują się, jakby po urodzeniu łożyska w mózgu instalowała się jakaś telepatyczna krótkofalówka, która tłumaczy wrzaski noworodka na płynny polski. Będę z tobą szczera: instynkt macierzyński to największa ściema, jaką wciska się ciężarnym, zaraz obok bzdury pod tytułem „śpij, kiedy dziecko śpi”.
Kiedy mój pierworodny darł się wniebogłosy, wiedziałam tylko tyle, że bolą mnie piersi, mam trzy tygodnie opóźnienia z zamówieniami w moim sklepie na Etsy, a na dodatek sama mam ochotę się rozpłakać. W głowie gorączkowo przeglądałam listę wszystkiego, co mogło być przyczyną tego załamania nerwowego, sparaliżowana strachem, że już w czwartej dobie nawalam w tej całej „matczynej robocie”. Siedzisz w ciemności, przekonana, że każda inna matka na planecie ma to wszystko pod kontrolą, podczas gdy ty jesteś po prostu zmęczoną kobietą trzymającą bardzo głośnego, bardzo wkurzonego ziemniaka.
Przemysł poradniczy dla rodziców to jeden wielki przekręt, stworzony po to, żeby zmęczone kobiety czuły się jeszcze gorzej, sprzedając im za kilkaset złotych kursy o „oknach aktywności”, których dosłownie żadne dziecko i tak nie przestrzega. Te drogie bursztynowe naszyjniki na ząbkowanie, na które przysięgają wszystkie instagramowe mamy, to kompletna strata twoich ciężko zarobionych pieniędzy i ogromne zagrożenie zadławieniem, więc po prostu daj sobie z nimi spokój.
Ogarnij podstawy, zanim wpadniesz w panikę
Więc jak właściwie dojść do tego, w czym problem, gdy twój mały dyktator odchodzi od zmysłów? Mój lekarz, doktor Evans – starszy facet, który zawsze wygląda, jakby potrzebował drzemki – dał mi jedyną radę, która na dobre zakorzeniła się w moim zestresowanym mózgu. Ryczałam w jego gabinecie, bo myślałam, że moje dziecko się zepsuło, a on powiedział mi, że noworodki mają w zasadzie tylko cztery tryby: głodne, z brudną pieluszką, zmęczone lub przebodźcowane.

Powiedział, żeby po prostu odhaczać punkty z listy, a jeśli dojdziesz do końca, a dziecko nadal wrzeszczy, wtedy dopiero zacznij szukać jakichś poważniejszych przyczyn. Czasem chodzi po prostu o to, że drażni je metka w pajacyku albo pies zaszczekał za głośno, kiedy właśnie zasypiało. Życie tutaj, na wiejskich terenach Teksasu, oznacza, że do najbliższego sklepu z prawdziwego zdarzenia mamy 45 minut drogi, o szpitalu z dobrym oddziałem pediatrycznym nie wspominając. Kiedy więc coś idzie nie tak, czujesz się potwornie wyizolowana. I wtedy wkracza loża szyderców. Moja mama – złota kobieta – ma dobre chęci, ale jej rady są kompletnie odjechane.
Powiedziała mi, że lekka gorączka oznacza tylko tyle, że dziecko rośnie, a jak marudzi, to trzeba mu po prostu wetrzeć w dziąsła odrobinę whisky. Jasne, na pewno. Nie zamierzam przyjmować porad medycznych od kobiet, które wychowywały dzieci w latach osiemdziesiątych, kiedy to fotelików samochodowych używano od święta, a o kremach z filtrem nikt nawet nie słyszał. Musimy znaleźć jakiś złoty środek między panikowaniem przy każdym kichnięciu a ignorowaniem rzeczywistych problemów.
Kiedy naprawdę ubrać normalne spodnie i wyjść z domu
Nie jestem pielęgniarką, a przez połowę czasu ledwo pamiętam PIN do własnej karty, ale z tego, co zrozumiałam podczas naszych pospiesznych wizyt u lekarza, główne powody do alarmu są raczej trudne do przeoczenia. Dr Evans powiedział mi, że jeśli noworodek poniżej trzeciego miesiąca życia ma gorączkę – o ile pamiętam, mówił o dokładnie 38°C lub wyższej – nie ma mowy o bawieniu się w podawanie paracetamolu czy pytaniu na facebookowych grupach dla matek o domowe sposoby. Po prostu zakładasz normalne spodnie i jedziesz prosto na SOR.
To samo tyczy się sytuacji, gdy jego oddech wygląda dziwnie, jakby przed chwilą przebiegło maraton, a skóra między żebrami mocno się zapada, albo jeśli wymiotuje czymś, co wygląda jak zielony szlam z bajek na Nickelodeon. Lekarz bardzo mocno podkreślał, że usta dziecka nigdy nie powinny być sine ani szare. Cała reszta to zazwyczaj tylko gazy albo po prostu gorszy dzień, ale jeśli intuicja podpowiada ci, że dzieje się coś potwornego, po prostu jedź z nim do lekarza, nawet jeśli przez to czujesz się jak wariatka.
Kiedy o czwartej nad ranem mierzysz się z marudzącym maluchem, ostatnią rzeczą, jakiej potrzebujesz, są ubranka, które utrudniają ci życie. Początkowo kupiłam Body niemowlęce z długim rękawem z bawełny organicznej, tylko dlatego, że potrzebowałam neutralnych, stonowanych rekwizytów do zdjęć w moim sklepie na Etsy. Skończyło się na tym, że zachowałam chyba sześć sztuk dla własnych dzieci. Mają te dziwne zakładki na ramionach, które – jak olśniła mnie moja babcia – są po to, żebyś mogła ściągnąć całe body w dół, przez rączki i nóżki, a nie przez głowę, kiedy dojdzie do potężnej pieluszkowej awarii. Ta drobna mądrość dosłownie zwaliła mnie z nóg i nie raz uchroniła mnie przed zmywaniem kupy z włosów mojego dziecka. Poza tym są dość przystępne cenowo, co ma znaczenie, biorąc pod uwagę, że dzieci wyrastają z nich po jakichś trzech tygodniach.
Jeśli właśnie chowasz się w spiżarni, jedząc czerstwe krakersy, i zastanawiasz się, co jeszcze może uratować resztki twojego zdrowia psychicznego, przejrzyj organiczne niezbędniki dla niemowląt od Kianao, kiedy znajdziesz wolną sekundę między strajkami drzemkowymi.
Incydent w minivanie i bolesna prawda o ząbkowaniu
Kiedy minie już etap noworodkowego „ziemniaczka” i zacznie się agresywne gryzienie własnych piąstek, powód do płaczu najczęściej sprowadza się do ząbkowania. Muszę wam powiedzieć o Silikonowym gryzaku krówce, bo to autentycznie jedyny powód, dla którego przetrwałam wyrzynanie się siekaczy u mojego średniego dziecka. Jechaliśmy samochodem do Dallas, a on na tylnym siedzeniu zdzierał sobie gardło od płaczu. Na oślep wyciągnęłam z torby tę małą krówkę i po prostu wcisnęłam mu ją w rączkę.

To silikonowe kółko z wypustkami, za które bardzo łatwo złapać pulchnym, małym rączkom, a młody po prostu się na nie rzucił. Pokochał je tak bardzo, że gdy gryzak w końcu spadł pod trzeci rząd siedzeń naszego minivana, lądując między trzema skamieniałymi frytkami a tajemniczą, lepką kałużą, o mało co nie zjechałam na pobocze autostrady, żeby go wyłowić. Wiedziałam, że bez niego cisza i spokój długo nie potrwają. Nie ma w nim żadnych ukrytych zakamarków, w których mogłaby rosnąć pleśń, a gdy się zabrudzi, można go po prostu wrzucić do zmywarki.
Z drugiej strony mamy też Wodoodporny silikonowy śliniak. Jest… w porządku. W sensie, łapie garści makaronu spaghetti, którym rzuca mój maluch, i fajnie, że mogę go po prostu przetrzeć, zamiast wstawiać kolejne pranie. Ale zapięcie na szyi bywa uciążliwe, a mój najmłodszy i tak zawsze go zrywa, jakby był Hulkiem uwalniającym się z kaftana bezpieczeństwa. Spełnia swoje zadanie, jeśli twoje dziecko w ogóle łaskawie toleruje noszenie go, ale nie zmieni to faktu, że posiłek z dwulatkiem przypomina aktywne miejsce zbrodni.
Zrobienie kroku w tył to też świetne rodzicielstwo
Kiedy nie wiesz, w czym tkwi problem, wykańcza cię to do szpiku kości. Mój najstarszy strasznie cierpiał przez kolki i były noce, kiedy autentycznie myślałam, że postradam zmysły. Kiedy ściany zaczynają cię przytłaczać, a płacz wierci ci dziurę w płacie czołowym, po prostu odłóż tego wrzeszczącego ziemniaczka bezpiecznie do łóżeczka i wyjdź na minutę na taras, żeby pooddychać wilgotnym powietrzem. I nie miej z tego powodu ani odrobiny poczucia winy.
Czytałam kiedyś jakiś artykuł – chyba od akademii pediatrów albo na stronie o zdrowiu psychicznym – w którym pisali, że twój stan emocjonalny przenika bezpośrednio do układu nerwowego twojego dziecka. Jeśli jesteś jednym wielkim kłębkiem niepokoju, to one podobno i tak będą płakać, bo ich malutkie mózgi po prostu odzwierciedlają to, co my sami emanujemy. Nie znam się na dokładnych naukowych dowodach i szczerze mówiąc, przez połowę czasu wydaje mi się, że ci eksperci też tylko zgadują. Ale wiem na pewno, że moje dzieci zawsze szybciej się uspokajają, kiedy nie zaciskam szczęki tak mocno, że aż grozi to pęknięciem zęba. Nakładamy na siebie ogromną presję, by być idealnymi uspokajaczami, magicznymi zaklinaczami, którzy potrafią od razu poprawić dziecku nastrój. Ale czasem dzieci potrzebują po prostu ponarzekać na to, że znalazły się poza brzuchem mamy.
Zanim przejdziemy do trudnych pytań, które prawdopodobnie wpisujesz w Google o drugiej w nocy, weź głęboki oddech, sprawdź resztę oferty w sklepie Kianao i pamiętaj, że utrzymanie dzieciaków przy życiu do końca dnia to absolutnie wystarczający cel.
Pytania od chronicznie niewyspanych
Dlaczego moje dziecko płacze, gdy je trzymam, a uspokaja się u męża?
O rany, to doprowadzało mnie kiedyś do białej gorączki. Z tego, co udało mi się wywnioskować, dzieci dosłownie czują zapach twojego mleka, jeśli karmisz piersią. Kiedy więc je bierzesz na ręce, oczekują otwartego bufetu. Jeśli nie są głodne, tylko zmęczone, zapach mleka po prostu je drażni. Co więcej, mój mąż jest z natury o jakieś dziesięć stopni chłodniejszy i nie pachnie burzą hormonów, potem ani stresem. Przekaż mu dziecko, weź gorący prysznic i pozwól mu przejąć stery.
Czy to normalne, że noworodki przez sen wydają dźwięki jak małe kózki?
Nikt mnie nie ostrzegał, jak głośno śpią niemowlęta! Mój pierworodny stękał, sapał i chrząkał przez całą noc. Przez wiele tygodni prawie w ogóle nie spałam, bo co chwilę sprawdzałam, czy oddycha. Najwyraźniej ich małe układy oddechowe są po prostu niedojrzałe i spędzają dużo czasu w fazie snu aktywnego, w której wydają absurdalne dźwięki z wiejskiej zagrody. Dopóki nie sinieją i nie mają problemów z łapaniem powietrza, jest to całkowicie normalne. Pomagają zatyczki do uszu.
Jak długo mogę pozwolić im płakać, podczas gdy biorę prysznic?
Jeśli dziecko jest nakarmione, odbiło mu się, ma czystą pieluszkę i jest bezpiecznie zapięte w łóżeczku lub kołysce, możesz pozwolić sobie na pełne dziesięć minut prysznica. Kiedyś zabierałam leżaczek do łazienki i z szamponem w oczach wyglądałam zza zasłony co trzydzieści sekund. Nie rób tego. Szum wody, zagłuszający na kilka minut płacz, bywa jedynym chwilowym resetem dla twojej głowy w ciągu całego dnia. Maluch nie zapamięta, że pozwoliłaś mu marudzić przez dziesięć minut, ale ty zapamiętasz, jeśli przez tydzień nie umyjesz własnych włosów.
Dlaczego moi teściowie wciąż wmawiają mi, że dziecku jest zimno?
Przysięgam, starsze pokolenia mają zbiorową obsesję na punkcie tego, że niemowlęta zamarzną na śmierć. Moja babcia próbuje zakładać moim dzieciom skarpetki w lipcu, w samym sercu Teksasu. Sprawdź kark dziecka – jeśli jest ciepły, wszystko jest w porządku. Niemowlęta znacznie szybciej się przegrzewają, niż marzną, więc jeśli twoja teściowa próbuje zarzucić grubą kołdrę na fotelik samochodowy, po prostu uśmiechnij się, powiedz: „mój lekarz kategorycznie tego zabronił” i zwal wszystko na doktora Evansa. On nie będzie miał ci tego za złe.
Czy woda koperkowa naprawdę działa, czy po prostu jestem zdesperowana?
Będę z tobą całkowicie szczera: uważam, że woda koperkowa to w 90% efekt placebo u rodziców. Przy moim pierwszym dziecku kupowałam litry tego specyfiku, bo internet twierdził, że to cudowne lekarstwo na marudzenie. Czasami go to rozpraszało, bo woda smakuje słodko, ale w większości przypadków kończyło się tylko tym, że jego ulewanie pachniało koprem włoskim. Jeśli dzięki temu czujesz, że robisz coś konstruktywnego, proszę bardzo. Ale nie wydawaj fortuny na zagraniczne, magiczne kropelki, spodziewając się, że uleczą one ogólne niemowlęce niezadowolenie.





Udostępnij:
Mężczyzna kontra Dziecko: Jak zdebugować pierwszy rok ojcostwa
Cytaty Maxa Verstappena o dzieciach i problem paczkowanego kurczaka