„Nie rób żadnych gier, to straszny obciach” – syknęła moja szwagierka znad talerza z letnimi mini tartaletkami, balansując kieliszkiem mimosy opartym na biodrze. Następnie moja matka, pachnąca intensywnie Chanel No. 5 i nieproszoną krytyką, pochyliła się i wyszeptała: „Jeśli zrezygnujesz z zabaw, goście pomyślą, że jesteś pazerna i zależy ci tylko na prezentach”. A na koniec mój mąż Dave, który był tam tylko po to, by nosić ciężkie pudła i zjeść za darmo, napisał mi z podjazdu, gdzie się ukrywał: niech sobie piją i patrzą na ciebie, olej to.
Byłam wtedy w 33. tygodniu ciąży z Mayą. Miałam na sobie koszmarną, żółtą sukienkę ciążową w kwiaty, przez którą dosłownie wyglądałam jak chodzący autobus szkolny, klimatyzacja na zapleczu restauracji była zepsuta, a ja piłam już trzecią mrożoną kawę bezkofeinową, bo lało się ze mnie strumieniami. Dosłownie cała się trzęsłam z nerwów na myśl o siedzeniu w fotelu, podczas gdy dwadzieścia pięć kobiet miało patrzeć, jak rozpakowuję malutkie skarpetki. Czułam się, jakbym przygotowywała się do jakiegoś przedstawienia, w którym byłam głównym eksponatem, a sama myśl o tym sprawiała, że miałam ochotę schować się pod stołem ze słodkościami.
Co prowadzi mnie do jedynej rady dotyczącej planowania imprez, którą tak naprawdę musisz usłyszeć.
Jeśli wpadasz w panikę na myśl o tym, jak zabawić tych wszystkich ludzi, podczas gdy będziesz powoli wyciągać bibułę z torebek prezentowych, po prostu wydrukuj spersonalizowane plansze, rzuć na stoły trochę tanich cukierków jako żetony i pozwól im obudzić w sobie dziką rywalizację. Dzięki temu wszyscy wreszcie zamilkną i przestaną się na ciebie gapić.
Koszmar godzinnego rozpakowywania prezentów
Oto rzeczywistość współczesnych baby shower. Zapraszasz ludzi, których kochasz, ludzi, których w sumie lubisz, oraz tych, których po prostu musisz zaprosić ze względu na więzy krwi. Karmisz ich. Opowiadasz o tym, jak bardzo jesteś zmęczona. A potem nadchodzi gwoźdź programu, czyli nieuniknione siedzenie na wyznaczonym „tronie” (o rany, te wiklinowe fotele, dlaczego to zawsze jest wiklina) i otwieranie prezentów przez bity w godzinę.
To cholernie nudne. Dla wszystkich.
Próbujesz wymyślić, jak udawać zaskoczenie, otwierając pudełko torebek do przechowywania pokarmu – które przecież dosłownie umieściłaś na liście prezentów, więc to żadna niespodzianka, tylko logistyka – podczas gdy twoja cioteczna babka wpatruje się w ciebie, czekając na łzy wzruszenia z powodu kremu na brodawki. O opakowaniach nawet nie wspominam. Dlaczego rzeczy dla dzieci są przytwierdzone do tektury trytytkami, jakby miały zaraz uciec? Siedzę więc z nożyczkami w dłoni, próbując oswobodzić parę niedrapek, podczas gdy w pokoju zapada grobowa cisza. Powietrze jest tak gęste od niezręczności, że można by je kroić nożem.
W każdym razie, zmierzam do tego, że potrzebujesz odwrócenia uwagi. Potrzebujesz kart do bingo na baby shower.
Genialny w swojej prostocie pomysł: niech zgadują, co dostaniesz
Technicznie rzecz biorąc, można to zrobić na kilka sposobów. Opowiem ci o tym, który sama uwielbiam, czyli Prezentowym Bingo. To po prostu genialne. Zanim zaczniesz cokolwiek otwierać, rozdajesz każdemu pustą planszę 5x5. W małych kwadracikach goście muszą wpisać to, co ich zdaniem za chwilę rozpakujesz. Otulacze. Pieluszki. Szumiś. Ekologiczny balsam na brodawki.
A kiedy ty z furią rozrywasz papier do pakowania, oni wykreślają trafione pozycje.
Nagle grobowa cisza znika. Ludzie pochylają się do przodu na swoich krzesłach. Moja kuzynka Sarah dosłownie krzyknęła przez cały pokój „TAK, FRIDA DO NOSA!”, kiedy wyciągnęłam z torby aspirator do kataru. To zamienia najnudniejszą część popołudnia w prawdziwe igrzyska. Twoi goście już nie oceniają twojego sztucznego uśmiechu; modlą się do bogów list prezentowych, żeby ktoś kupił ci podgrzewacz do butelek, by mogli wykreślić całą linię po przekątnej.
Jeśli masz, powiedzmy, z pięćdziesiąt osób i mikrofon, pewnie mogłabyś zrobić tradycyjne wywoływane bingo, gdzie ktoś po prostu losuje z kapelusza słowa związane z dziećmi, ale szczerze mówiąc, to trochę przypomina dom spokojnej starości, a ja tego nienawidzę.
Odkryj kolekcję ekologicznych niezbędników dla dzieci Kianao, aby zobaczyć rzeczy, które naprawdę chciałabyś, żeby goście zaznaczali na swoich kartach do bingo.
Kiedy ktoś w końcu kupi to, co naprawdę chciałaś dostać
Opowiem ci o momencie, w którym ktoś naprawdę krzyknął „BINGO” na moim baby shower. Byłam po łokcie w gigantycznym pudle od mojej najlepszej przyjaciółki, Rachel. Wcześniej wyraźnie dałam wszystkim do zrozumienia – co w praktyce oznaczało, że przez miesiące głośno narzekałam Dave'owi – jak bardzo mam dość plastikowych, świecących zabawek, które wygrywają elektroniczne melodyjki wiercące dziurę w mózgu.

Moja lekarka, dr Aris, wspomniała mi przy okazji na ostatnim badaniu Leo, że niemowlęta mogą być całkowicie przebodźcowane tymi wszystkimi migającymi światełkami i zmechanizowanymi dźwiękami. Zasugerowała trzymanie się naturalnych materiałów, aby zapewnić spokój ich układom nerwowym. Jestem prawie pewna, że nazwała to jakoś w stylu „dyskryminacji dotykowej” czy „ugruntowania sensorycznego”? Nie wiem, jak dla mnie nauka to głównie metoda prób i błędów, ale to miało dla mnie sens.
Więc otworzyłam pudło od Rachel i wyciągnęłam z niego Stojak edukacyjny Dziki Zachód od Kianao.
Dziewczyny, o rany. Po pierwsze, jest absolutnie przepiękny. Ma solidną drewnianą ramę w kształcie litery A i te niesamowite, małe wiszące zabawki – drewnianego bizona, szydełkowanego konika, mały kaktus. Wydaje się masywny i „prawdziwy”. Kiedy wyciągnęłam drewnianego bizona z bibuły, moja ciocia w ostatnim rzędzie uderzyła dłonią w stół i krzyknęła „BINGO!”, ponieważ wpisała w kwadracik hasło „drewniana zabawka”.
Pokochałam ten stojak. Maya spędziła swoje pierwsze sześć miesięcy, dosłownie mieszkając pod nim. Kontrast pomiędzy chłodnym, gładkim drewnianym tipi, a miękkim, pluszowym konikiem robionym na szydełku był dla niej fascynujący. Potrafiła tak po prostu leżeć, łapiąc za małą srebrną gwiazdkę, a ja mogłam pić swoją kawę w prawdziwym, najprawdziwszym świętym spokoju, bez plastikowego zwierzaka z farmy wyśpiewującego mi „krówka robi muuu” co trzy sekundy. To jedna z tych rzeczy, które zachowujesz dla swoich wnuków, a nie coś, co oddajesz na cele charytatywne trzy lata później.
Prezenty, które są po prostu... okej (i co z nimi zrobić)
Oczywiście, nie każde pole bingo to epickie zwycięstwo. Ktoś inny odhaczył „kocyk”, kiedy otworzyłam ten kocyk w gąski z bawełny organicznej.
Posłuchaj, będę z tobą całkowicie szczera. To ładny kocyk. Jest zrobiony z bawełny organicznej z certyfikatem GOTS, co jest super, bo gdzieś czytałam, że konwencjonalna bawełna jest spryskiwana taką ilością pestycydów, że powaliłaby małego konia. A Leo ma bardzo wrażliwą, skłonną do egzemy skórę, więc staramy się uważać. Podwójna warstwa jest fajna, bo sprawia, że dzieciaki nie pocą się w piżamach.
Ale jest w całości pokryty różowymi gąskami.
A ja po prostu nie jestem typem mamy od różowych gąsek. W moim domu przeważają szarości, granat i estetyka w stylu „neutralny chaos”. Otworzyłam go, uśmiechnęłam się, podziękowałam przyrodniej ciotce mojego męża i pomyślałam, że będę go używać jako ściereczki do ulewania. Ale wiesz, jak działa wszechświat, prawda? Maya dostała absolutnego bzika na punkcie tych głupich różowych gąsek. Ciągała ten kocyk ze sobą wszędzie. Po błocie, do samochodu, po podłodze w przychodni (fuj). Prałam go w intensywnym cyklu chyba ze czterysta razy i nigdy się nie postrzępił ani nie wyblakł, co szczerze mówiąc trochę mnie denerwuje, bo miałam cichą nadzieję, że się rozpadnie. Więc tak. To naprawdę solidny kocyk, nawet jeśli te gęsi śmieją mi się w twarz każdego dnia.
Porozmawiajmy o nagrodach, bo te miniaturowe mydełka są do niczego
Jeśli zamierzasz zmusić ludzi do gier, w których będą rywalizować, musisz dać im coś, gdy wygrają. Tylko błagam, nie dawaj im małej buteleczki płynu do dezynfekcji rąk ze spersonalizowaną etykietą „Baby Shower Mayi 2019”. Wyrzucą to do kosza w samochodzie, zanim zdążą w ogóle wyjechać z twojego podjazdu.

Daj im coś, z czego naprawdę będą korzystać.
Na moim baby shower w ramach nagród rozdałam kilka silikonowych talerzyków z morsem. Wiem, że to brzmi jak dziwna nagroda dla dorosłego, ale daj mi wytłumaczyć! Większość dziewczyn na imprezie to były mamy kilkulatków. Jeśli masz w domu malucha, dobrze wiesz, jakim absolutnym koszmarem bywają pory posiłków.
Dave nazywa porę kolacji z Leo „negocjacjami z zakładnikiem”. Leo miał w zwyczaju łapać swoje plastikowe talerzyki i rzucać nimi przez kuchnię jak frisbee, i to z taką siłą, że myślałam, że stłucze okno. Talerzyk z morsem ma na spodzie obłędną przyssawkę. Przyklejasz go do tacki na krzesełku do karmienia i ani drgnie. Do tego ma przegródki, dzięki czemu groszek nie dotyka kurczaka, co – jak wszystkie doskonale wiemy – dla trzylatka jest absolutnie logicznym powodem do gigantycznej histerii.
Moja przyjaciółka Jess wygrała bingo z całą zapełnioną planszą, zabrała do domu talerzyk z morsem i trzy dni później napisała mi, że to najlepszy prezent, jaki *kiedykolwiek* dostała. Olejcie kule do kąpieli. Dajcie matkom to, czego naprawdę pragną: sposób na to, żeby w końcu przestać zmywać spaghetti ze ścian.
Jak opanować dzikie stado maluchów w pokoju
Jeszcze jedna rzecz o organizowaniu gier na takich imprezach. Jeśli masz baby shower w różnym przedziale wiekowym – co miało miejsce w moim przypadku, bo nie mogłam znaleźć opiekunki dla Leo i połowa moich koleżanek miała ten sam problem – musisz jakoś ogarnąć dzieci.
Dzieci totalnie nie obchodzi to, że rozpakowujesz biustonosze do karmienia. Obchodzi je tylko destrukcja.
Moim trikiem było przygotowanie dodatkowych plansz obrazkowych dla dzieci. Zamiast słów, miały obrazki z butelką, smoczkiem, misiem. Ale to, co było prawdziwym przebłyskiem geniuszu, nieskromnie mówiąc, to żetony. Zamiast używać tych małych plastikowych krążków, którymi dzieci w 100% spróbują się udławić, wykorzystaliśmy M&M-sy. Leo spędził bitą godzinę, w ciszy wyjadając z podłogi swoje pionki do bingo, a mi było wszystko jedno, bo byłam po prostu wdzięczna, że nie krzyczy. W sumie mogłabyś użyć naklejek, jeśli jesteś lepszą matką niż ja, ale czekolada kupuje spokój.
A więc wydrukuj plansze. Pozwól im zgadywać. Załatw fajne nagrody. Pij kawę. I pamiętaj, że ta koszmarna godzina otwierania prezentów w końcu się skończy, a potem będziesz mogła wrócić do domu i założyć wygodne dresy.
Gotowa, żeby stworzyć listę prezentów, którą goście z przyjemnością będą odhaczać na swoich kartach do bingo? Przejrzyj pełną kolekcję zrównoważonych, ekologicznych produktów dla dzieci Kianao tutaj.
Niewygodne pytania, które pewnie cisną ci się na usta
Czy muszę zapewnić długopisy?
O rety, no jasne. Ludzie nigdy nie mają długopisów w tych swoich mikroskopijnych, bezużytecznych ozdobnych torebkach. Kup ogromną paczkę tych tanich długopisów i po prostu rozrzuć je po stołach. Tylko nie kupuj spersonalizowanych z grawerem. Nikt nie potrzebuje długopisu z imieniem twojego nienarodzonego dziecka. Po prostu weź najtańsze niebieskie długopisy i miej to z głowy.
A co, jeśli ktoś wygra zaledwie w ciągu pięciu minut od rozpoczęcia rozpakowywania prezentów?
Tak się właśnie stało na moim baby shower! Moja siostra miała całą linię już po tym, jak otworzyłam cztery prezenty z rzędu od tej samej osoby, która kupiła najzwyklejsze, nudne podstawy. Mówisz wtedy gościom, żeby grali dalej. Niech celują w cztery rogi, całą zewnętrzną ramkę albo całą planszę (tzw. blackout). Po prostu zmieniaj zasady w locie, aż w końcu rozpakujesz wszystko, co masz. Ta gra ma służyć tobie, a nie odwrotnie.
Czy wrzucenie linku do listy prezentów na kartę bingo nie jest w złym guście?
Dave uważał, że tak, ale Dave uważa również, że krótkie spodenki cargo znów wracają do mody. Posłuchaj, oni przecież już kupili te prezenty. Link do listy po prostu sprawia, że ci goście, którzy odwlekali to w czasie i zjawili się z pustymi rękami, mają z tego powodu na tyle duże poczucie winy, by w trybie natychmiastowym kupić ci coś online przez telefon. Więc nie, nie sądzę, żeby to było w złym guście. Uważam, że to przejaw skutecznego działania.
Czy możemy w to zagrać, jeśli poprosiliśmy o książeczki zamiast kartek z życzeniami?
Oczywiście! Szczerze mówiąc, motyw „książeczki zamiast kartek” jest teraz na tyle popularny, że połowa pól na planszach to będą „Księżycu, dobranoc” i „Bardzo głodna gąsienica”. Po prostu powiedz ludziom, żeby wpisywali tytuły książek zamiast akcesoriów dla dzieci. Chociaż od razu ostrzegam: na pewno dostaniesz z siedem egzemplarzy „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” i za każdym razem będziesz musiała udawać absolutny zachwyt.
Ile pół powinna mieć plansza?
5x5 to standard. Nie rób większych, bo gra zajmie stanowczo zbyt dużo czasu, a ludzie stracą koncentrację i zaczną ostro pić. Aha, i upewnij się, że środkowe pole jest DARMOWE. W macierzyństwie potrzebujemy trochę łatwych zwycięstw, a przyda się zacząć już teraz.





Udostępnij:
Jak przetrwałem chaos mierzenia małych stópek
Prawda o upominkach na baby shower, które naprawdę ucieszą gości