Byłam po łokcie w etykietach wysyłkowych z Etsy, gorączkowo próbując zdążyć przed zamknięciem wiejskiej poczty w Teksasie, kiedy usłyszałam ten nieomylny dźwięk mojej dobrej szminki MAC szorującej po drewnianej podłodze. Wiecie, tej drogiej, którą noszę tylko na wesela i kiedy chcę udawać, że nie funkcjonuję na trzech godzinach snu. Wpadłam do salonu i zobaczyłam moją czteroletnią Harper, która próbowała nałożyć "Ruby Woo" na pysk naszego golden retrievera. Kiedy zapytałam ją, co u licha robi, położyła jedną rękę na biodrze, przewróciła oczami tak mocno, że myślałam, że jej tak zostanie, i rzuciła mi bezczelne małe westchnienie, które skopiowała prosto z ekranu telewizora za nią.
To był dokładnie ten moment, w którym dotarło do mnie, że mamy ogromny problem. Kiedyś byłam mamą, która oceniała innych za nadmierne kontrolowanie bajek dzieci, ale będę z wami szczera – media, które pochłaniają nasze dzieci, kształtują ich zachowanie szybciej, niż jesteśmy w stanie za tym nadążyć. Przed tym incydentem ze szminką naprawdę wierzyłam, że jeśli program jest animowany i występują w nim maluchy, to z grubsza nadaje się dla moich dzieci, gdy ja składam górę śpioszków. Myślałam, że pozwalanie im na maratony filmów z bobasami-superbohaterkami w stylu Bratz, podczas gdy ja próbowałam realizować zamówienia ze sklepu, to po prostu nieszkodliwa taktyka przetrwania dla zajętej mamy z trójką dzieci poniżej piątego roku życia.
Oj, jak bardzo się myliłam. Moja najstarsza córka jest teraz chodzącą i gadającą przestrogą pokazującą, co się dzieje, gdy pozwolisz dyrektorom od marketingu wychowywać twoje dziecko.
Naprawdę kiedyś myślałam, że bajka to po prostu bajka
Cofnijmy się trochę do czasu, gdy Harper miała dwa lata, a ja byłam w drugiej ciąży, czując się jak wyrzucony na brzeg wieloryb w środku upalnego lipca w Teksasie, przy czterdziestostopniowych upałach. Klimatyzacja ledwo dyszała, moja cierpliwość nie istniała, a dni wydawały się mieć po 48 godzin. Byłam zdesperowana, by znaleźć cokolwiek, co przyklei ją do dywanu na dwadzieścia minut z rzędu, żebym mogła po prostu usiąść przed wentylatorem i zamknąć oczy.
Znalazłam te filmy animowane z wersjami dla maluchów popularnych lalek modowych, z jaskrawymi kolorami, supermocami i głośną muzyką. Pomyślałam sobie: hej, to w końcu bobasy w pieluchach, więc to musi być odpowiednie do wieku, prawda? Nawet się nad tym nie zastanawiałam. Byłam po prostu wdzięczna za ciszę. Ale przez kilka następnych miesięcy zaczęłam zauważać zmianę. Mój słodki, kochający taplanie w błocie brzdąc, który zazwyczaj chciał tylko zbierać kamyki, nagle zaczął przejmować się tym, czy jej strój jest „fantastyczny” i zaczął ćwiczyć ten okropny, jękliwy akcent w stylu rozpuszczonej nastolatki, który w naszym domu zdecydowanie nie przejdzie.
Patrząc z perspektywy czasu, to niesamowite, jak wyraźnie widać tę różnicę przed i po. Wcześniej uważałam, że czas przed ekranem to po prostu narzędzie w zestawie przetrwania współczesnego rodzica – całkowicie neutralne i nieszkodliwe, o ile nie ma w nim prawdziwej przemocy. Po wielkiej katastrofie ze szminką MAC z zeszłego roku dotarło do mnie, że te programy wcale nie są niewinną rozrywką – to wysoce wyrachowane warunkowanie zachowań, zapakowane w jasnoróżowe pudełeczko.
O co u licha chodzi z wyglądem tych postaci?
Muszę na chwilę zboczyć z tematu, bo dłużej tego w sobie nie zduszę. Dlaczego na litość boską rysujemy maluchy w krótkich topach odsłaniających brzuch i butach na koturnie? Kiedy o tym myślę, czuję się, jakbym traciła zmysły. Patrzysz na te postaci na ekranie, podobno to bobasy – dosłownie mają słowo „baby” w tytule – ale paradują w mocnym eyelinerze, błyszczyku i z proporcjami dorosłych kobiet.
Ze wszystkich sił staram się wychować dziewczynki, które wiedzą, że ich wartość nie zależy od tego, ile mają na sobie makijażu, a tymczasem jakaś bajka mówi mojemu ledwo odpieluchowanemu dziecku, że prawdziwa siła tkwi w dodatkach. To niezwykle frustrujące, gdy spędzasz cały dzień na budowaniu ciałopozytywności i pozwalaniu dzieciom na bycie po prostu dziećmi, tylko po to, by 70-minutowa gigantyczna reklama zabawek zrujnowała to wszystko jeszcze przed obiadem. Bo bądźmy szczerzy, to jest dokładnie to – pełnometrażowa reklama stworzona po to, by nasze dzieci błagały o plastikowe lalki w markecie.
Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie, że animacja wygląda jak tani wygaszacz ekranu z lat 90., mniejsza o to. Moim problemem jest jej główny przekaz.
Całość wydaje się po prostu niesmaczna, kiedy faktycznie usiądziesz i obejrzysz to z nimi. Zdałam sobie sprawę, że płaciłam ciężkie pieniądze za to, by moje dzieci były celem działań marketingowych. Za każdym razem, gdy to oglądały, moje wyjścia po zakupy zamieniały się w negocjacje z terrorystami, w których musiałam tłumaczyć, dlaczego nie kupimy plastikowej lalki z maleńkimi, zdejmowanymi bucikami, na które niechybnie nadepnęłabym w środku nocy lub przypadkowo wciągnęła odkurzaczem.
Oszukiwanie babci nie jest ani urocze, ani zabawne
A o fabule to już w ogóle nie wspominajcie. W jednym z tych filmów główny wątek polega na tym, że te maluchy celowo oszukują swoją kochaną, niedowidzącą babcię, która po prostu próbuje się nimi zaopiekować. Używają swoich supermocy, żeby wymknąć się z domu, robią jej psikusy i wystawiają na pośmiewisko, podczas gdy same wyruszają na swoje małe przygody.

Tak się złożyło, że w jeden z takich weekendów odwiedzała nas moja mama i myślałam, że wyjdzie z siebie, widząc to w telewizorze. Siedziała na mojej kanapie, ściskając w dłoniach swoją słodką herbatę i powiedziała: „Podstępne dziecko to niebezpieczne dziecko, Jessico”. Zazwyczaj przewracam oczami na te staroświeckie, dramatyczne powiedzonka mojej mamy z Południa, niech ją Bóg błogosławi, ale tym razem trafiła w sedno. Dlaczego normalizujemy okłamywanie opiekunów jako zabawną, ekscentryczną cechę charakteru?
Jak można się było spodziewać, dwa dni później Harper próbowała zorganizować „misję”, by po kryjomu wynieść ciasteczka ze spiżarni za moimi plecami, używając swojego młodszego braciszka jako zasłony dymnej. Kiedy została przyłapana, nie okazała ani grama skruchy. Po prostu zachichotała i stwierdziła, że to tajna operacja. To był ostateczny gwóźdź do trumny dla tych programów w naszym domu. Nie tolerujemy cwaniactwa i absolutnie nie pozwalamy na brak szacunku wobec osób, które się nami opiekują.
Co tak naprawdę nasz pediatra wymamrotał na ten temat
Na ostatniej wizycie kontrolnej czułam się okropnie winna z powodu nawyków telewizyjnych moich dzieci i mimochodem wyznałam nasze ekranowe grzechy naszemu pediatrze, doktorowi Evansowi. Spodziewałam się kazania, a on zamiast tego zaczął mi wyjaśniać rzeczywiste mechanizmy tego, co przebodźcowujące, skomercjalizowane media robią z malutkim, wciąż rozwijającym się mózgiem.
Mówił coś o ścieżkach neuronowych całkowicie porywanych przez szybkie zmiany scen i błyskające kolory, i szczerze mówiąc, połowa tej gadki o receptorach dopaminy wpadła jednym uchem, a wypadła drugim, bo w tym czasie mój najmłodszy aktywnie próbował zjeść drewnianą szpatułkę do gardła. Ale sedno jego nieco skomplikowanego wyjaśnienia było takie, że dzieci w wieku od 2 do 5 lat fizycznie nie są w stanie przetworzyć takiego poziomu chaosu wizualnego. To je przebodźcowuje, przez co stają się marudne, łatwo się frustrują i po obejrzeniu bajki są całkowicie niezdolne do normalnej, spokojnej zabawy.
To miało tyle sensu. Nic dziwnego, że Harper wpadała w gigantyczną histerię za każdym razem, gdy wyłączałam telewizor. Jej mały mózg w zasadzie przeżywał zjazd po cukrowym haju, tyle że napędzanym pikselami. Doktor Evans zasugerował, byśmy trzymali się wolniejszych, edukacyjnych treści, jeśli już musimy używać ekranów, ale szczerze mówiąc, doszłam do wniosku, że po prostu potrzebujemy totalnego detoksu od całego tego medialnego ekosystemu pełnego plastiku i bezczelnych maluchów.
Wymiana plastiku na rzeczy, od których nie boli mnie głowa
Więc odcięliśmy to z dnia na dzień. Usunęłam te bajki z naszej historii oglądania, przygotowałam się na marudzenie i całkowicie przebudowałam nasz sposób na zabawę. Zamiast pozwalać, by postacie z ekranu dyktowały moim dzieciom, w co mają się bawić, przeszliśmy na zabawki z otwartym zakończeniem i zrównoważone materiały, które naprawdę wymagają od nich używania własnej wyobraźni.

Jeśli macie ząbkujące, nieszczęśliwe dziecko, które zazwyczaj odwraca swoją uwagę jasnymi ekranami, wiecie, jak trudne może być to przejście. Kiedy mojemu najmłodszemu wyżynały się trzonowce i krzyczał wniebogłosy, ratowałam się telewizorem. Teraz moją absolutną deską ratunku jest Silikonowy gryzak Wiewiórka z motywem żołędzia dla niemowląt. Nie przesadzam, mówiąc, że ta mała, miętowo-zielona wiewiórka uratowała moje zdrowie psychiczne w zeszłym miesiącu. Jest wykonana w 100% z silikonu spożywczego, całkowicie nietoksyczna i ma ten idealny kształt pierścienia, który jego pulchne małe rączki mogą naprawdę chwycić bez upuszczania go co pięć sekund. Teksturowany ogon przynosi niesamowitą ulgę i w przeciwieństwie do tych dziwnych wypełnionych wodą plastikowych gryzaków z drogerii, ten mogę po prostu wrzucić prosto do zmywarki. To naprawdę zajmuje go i uspokaja bez zamieniania go w ekranowe zombie.
Dla dwojga starszych dzieci czas przed telewizorem zamieniliśmy na słuchowiska. Kupiliśmy odtwarzacz audio bez ekranu, a one potrafią siedzieć na podłodze przez godzinę, po prostu słuchając bajek i budując z drewnianych klocków ogromne pojazdy ratunkowe. Nadal bawią się w „superbohaterów”, ale to one reżyserują akcję, a nie jakieś bezczelne animowane bobasy.
Żeby ten czas ciszy był dla nich atrakcyjny, zadbałam o to, by na podłodze w salonie miały możliwie najprzytulniejsze stanowisko. Jesteśmy zachwyceni Bambusowym kocykiem dziecięcym z kosmicznym wzorem. Ponieważ mieszkamy w Teksasie, a klimatyzacja chodzi u nas praktycznie przez jedenaście miesięcy w roku, potrzebowałam czegoś, co zapewni im ciepło, ale będzie oddychać, żeby nie budziły się spocone i wściekłe. Ta bambusowa tkanina jest niewiarygodnie miękka, naturalnie stabilizuje ich temperaturę, a wzór w żółte i pomarańczowe planety jest piękny, ale nie krzykliwy. Leżą na nim, słuchając swoich opowieści, a ja naprawdę mogę wypić kawę, póki jest jeszcze gorąca.
Jako zapasowy wzięłam też Kocyk dziecięcy z organicznej bawełny z nadrukiem w wiewiórki. Jest jak najbardziej w porządku, a certyfikowana bawełna organiczna GOTS to zdecydowanie wysoka jakość i bezpieczeństwo, ale mówiąc brutalnie szczerze, rozmiar 58x58 cm, który kupiłam, jest teraz trochę za mały dla moich niesfornych maluchów, dlatego dużo bardziej wolę ten jedwabisty, chłodzący w dotyku kocyk bambusowy z kosmosem. Mimo to świetnie sprawdza się jako szybkie przykrycie wózka, kiedy idziemy na wieczorny spacer, żeby spalić te resztki energii.
Jak odwyknąć od ekranów bez kompletnej histerii
Jeśli patrzycie na swoje własne dzieci i zdajecie sobie sprawę, że nabrały okropnych nawyków z komercyjnych bajek, nie panikujcie i nie miejcie poczucia winy, bo wszyscy byliśmy kiedyś w trybie przetrwania. Zamiast po prostu wyrywać wtyczkę ze ściany i użerać się przez tydzień z krzykami i napadami złości, podczas gdy dramatycznie wyrzucacie z domu każdą plastikową zabawkę, spróbujcie powoli zastępować krzykliwe rzeczy wolniejszymi bajkami i usiądźcie, by szczerze z nimi porozmawiać o tym, dlaczego noszenie wysokich obcasów przez dzidziusie jest po prostu śmieszne.
Zadawanie dzieciom pytań podczas oglądania jest jak najbardziej na miejscu. „Jak myślisz, czy to było miłe z ich strony, że oszukały babcię?” albo „Dlaczego uważasz, że ten dzidziuś musi kupować tyle ubrań?”. Nie trzeba być psychologiem dziecięcym, żeby zauważyć, kiedy bajka promuje głupoty. Czasem po prostu nazwanie absurdu na głos pomaga przełamać to zaklęcie.
Kończmy, zanim ktoś obudzi się z drzemki
Rodzicielstwo jest wyczerpujące i pierwsza przyznam, że ekrany to narzędzie, którego każdy z nas czasem potrzebuje. Ale nie musimy zadowalać się śmieciami, które uczą nasze dzieci kombinowania, materializmu i obsesji na punkcie zbyt szybkiego dorastania. Wymiana gigantycznych reklam zabawek na zrównoważoną, kreatywną zabawę – i tak, wymiana plastikowych śmieci na rzeczy z silikonu i bambusa – przywróciła tyle spokoju w naszym głośnym, chaotycznym, wspaniałym domu.
Jeśli jesteście gotowi, by podnieść jakość zabawy i odpoczynku Waszego malucha dzięki materiałom, od których nie będziecie łapać się za głowę, sprawdźcie kolekcję organicznych niezbędników dla dzieci Kianao, zanim nadejdzie kolejne długie popołudnie.
Pytania, które pewnie cisną Wam się na usta
Czy wszystkie bajki dla maluchów źle wpływają na rozwój?
Słuchajcie, absolutnie nie mówię, że macie wyrzucić telewizor przez okno. Bajki o spokojnym tempie, z łagodną muzyką i postaciami, które naprawdę pokazują życzliwość i radzenie sobie z emocjami, są jak najbardziej w porządku – z umiarem. To, na co trzeba uważać, to te szybkie, krzykliwe, pełne roszczeniowych postaw produkcje, które działają na mały układ nerwowy dziecka jak podwójne espresso.
Jak odejść od plastikowych, markowych zabawek z sieciówek, kiedy dzieci o nie błagają?
Nie będę kłamać – będzie trochę marudzenia. Kiedy Harper prosiła o plastikową modną lalkę, powiedziałam jej wprost, że te zabawki szybko się psują, a my odkładamy pieniądze na rzeczy, z których można coś zbudować. Zamiast tego wprowadziłam drewniane klocki magnetyczne i miękkie lalki w stylu waldorfskim. Na początku była wściekła, ale po kilku dniach jej kreatywna zabawa była dziesięć razy lepsza niż wtedy, gdy po prostu odgrywała plastikowymi lalkami sceny z filmu.
Dlaczego silikonowe gryzaki są lepsze od tych plastikowych, z którymi dorastaliśmy?
Te stare plastikowe i gumowe gryzaki z lat 90., kiedy tak się nad tym zastanowić, były szczerze mówiąc dość paskudne. Silikon spożywczy jest o niebo lepszy, ponieważ nie gromadzi bakterii, można go wygotować lub umyć w zmywarce bez obaw o stopienie i nie uwalnia żadnych dziwnych chemikaliów do buzi dziecka. Do tego jest idealnie gęsty i sprężysty, co niesamowicie pomaga, gdy ząbek próbuje przebić się przez dziąsło.
Czy bambusowa tkanina naprawdę zapobiega poceniu się dzieci w nocy?
Tak i szczerze mówiąc, to wręcz magiczne. Mojemu średniemu dziecku zawsze jest bardzo gorąco i kiedyś budziło się z mokrymi włosami po każdej drzemce. Tkanina bambusowa posiada mikroskopijne szczeliny we włóknach, które ułatwiają odprowadzanie ciepła, więc naturalnie stabilizuje temperaturę ciała o wiele lepiej niż syntetyczny polar czy chociażby gruba, zwykła bawełna. To całkowicie odmieniło naszą letnią rutynę spania.
Jak wytłumaczyć bliskim, że nie oglądamy już niektórych bajek?
Zwalcie to na pediatrę! Szczerze mówiąc, to najprostsze wyjście. Ja po prostu mówię moim teściom: „Ach, doktor Evans powiedział, że musimy zrezygnować z szybkich bajek, bo to zaburza ich sen i zachowanie, więc na razie trzymamy się słuchowisk i kanałów edukacyjnych”. Większość ludzi nie będzie dyskutować z zaleceniami lekarza, a Wam oszczędzi to konieczności wygłaszania całego wykładu TED o konsumpcjonizmie przy świątecznym obiedzie.





Udostępnij:
Czego nikt ci nie mówi o małych pluskwiakach w pokoju dziecka
Jak przetrwać pierwsze RTG zębów mlecznych Twojego malucha