Jest dokładnie 5:43 rano, cztery dni po pierwszych urodzinach bliźniaków, a ja siedzę na dywanie w salonie, wpatrując się w plastikowe zwierzątko gospodarskie, które od dwudziestu minut śpiewa fałszywą wersję „Stary Donald farmę miał”. Jedno z bliźniąt wymyśliło już, jak nacisnąć ikonę kaczki, ale jeszcze nie odkryło, jak to wyłączyć. Oznacza to, że obecnie funkcjonuję na trzech godzinach snu i niekończącej się pętli syntetycznego kwakania.

Zanim dorobisz się dzieci, masz tę niesamowicie idealistyczną wizję swojego przyszłego domu. Myślisz, że twój salon pozostanie oazą gustownych, neutralnych barw, być może z akcentem w postaci jednego, pięknie wyrzeźbionego drewnianego konia na biegunach. Zamiast tego, w poranek po pierwszych urodzinach, twoja rzeczywistość przypomina eksplozję podstawowych kolorów w fabryce taniego plastiku. Mający dobre chęci krewni – patrzę tu prosto na ciebie, ciociu Zosiu – upierają się przy kupowaniu najgłośniejszych, najbardziej krzykliwych i przebodźcowujących gadżetów dostępnych na rynku.

Narzekałem na ten sensoryczny koszmar szwajcarskiemu tacie, którego poznałem na placu zabaw w Victoria Park. Popatrzył na mnie z tym spokojnym, wypoczętym, europejskim poczuciem wyższości i przedstawił mi koncepcję, którą u nich traktuje się bardzo poważnie: pädagogisches Spielzeug ab 1 Jahr. Zabawki edukacyjne od pierwszego roku życia. Ale nie te migające i krzyczące. Miał na myśli takie, które faktycznie robią coś dla ich mózgów, nie przyprawiając przy tym rodziców o migrenę.

Test rolki po papierze i inne ataki paniki związane z bezpieczeństwem

Kiedy zaczynasz zagłębiać się w to, czego tak naprawdę potrzebuje roczne dziecko, pierwszą rzeczą, która uderza cię do głowy, nie jest aspekt edukacyjny, ale czysty paraliżujący strach przed zadławieniem. Nasza pielęgniarka środowiskowa wpadła do nas na bilans roczniaka i od niechcenia rzuciła coś o tym, że wkraczają właśnie w szczytową fazę poznawania świata za pomocą buzi, co w zasadzie oznacza, że spróbują zjeść wszystko, co nie jest przybite gwoździami do podłogi.

Opowiedziała mi o teście rolki po papierze toaletowym, co brzmi jak żart, ale najwyraźniej jest to prawdziwa wytyczna medyczna. Jeśli zabawka – lub jej fragment, który może odpaść po uderzeniu w kaloryfer – zmieści się w tekturowej tubie po standardowym papierze toaletowym, stanowi ryzyko zadławienia. Spędziłem kolejne trzy godziny, pełzając po podłodze z pustą rolką po papierze, gorączkowo testując każdy, absolutnie każdy przedmiot w naszym domu. Połowa prezentów od cioci Zosi oblała test natychmiast. Skończyło się na tym, że podczas drzemki bliźniaków zgarnąłem do worka na śmieci przerażającą ilość drobnych, plastikowych akcesoriów.

Nagle zaczynasz też przejmować się tym, z czego zrobione są różne rzeczy, ponieważ wszystko jest pokryte trwałą warstwą bliźniaczej śliny. Przeczytałem gdzieś, że europejskie zabawki powinny spełniać normę DIN EN 71-3, co rozumiem jakoś tak, że to zasada zabraniająca firmom malowania zabawek dziecięcych metalami ciężkimi. Kiedy o drugiej w nocy, czekając aż paracetamol zacznie działać, gorączkowo guglujesz Spielzeug ab 1 Jahr, upewnianie się, że farba nie jest toksyczna, staje się dziwnie dominującym nocnym lękiem.

Dlaczego mniejsza ilość zabawek może uratować ci resztki zdrowia psychicznego

Przeczytałem w jednym z tych poradników dla rodziców (strona 47 sugeruje, by zachować spokój podczas napadu furii, co o 3 nad ranem uznałem za wyjątkowo mało pomocne), że powinno się wyciągać tylko trzy lub cztery zabawki naraz. Opiera się to na metodzie Montessori, w której rotuje się przedmiotami, aby dzieci nie czuły się przytłoczone.

Why fewer toys might actually save your sanity — Pädagogisches Spielzeug ab 1 Jahr: A British Dad's Guide

Próbowałem to wdrożyć. Naprawdę. Kupiłem estetyczne materiałowe kosze, opisałem je i wyselekcjonowałem zestaw zabawek. Z dumą zaprezentowałem bliźniakom kosz numer jeden. Od razu przewróciły go do góry dnem, całkowicie zignorowały zabawki i spędziły czterdzieści pięć minut na kłótni o to, kto ma siedzieć w pustym koszu. Ale ta teoria naprawdę ma sens. Kiedy na dywanie leży pięćdziesiąt zabawek, dzieci snują się bez celu i płaczą. Kiedy są tylko trzy, autentycznie siadają i próbują rozgryźć, jak działają. W praktyce kończy się to tak, że w panice chowasz wszystko, co ma baterie, rotując trzema drewnianymi klockami w cichej nadziei, że uznają je za zupełnie nową zabawkę.

Rzeczy, przez które nie będziesz chciał się wyprowadzić z domu

Mniej więcej w okolicach pierwszych urodzin u dzieci rozwija się to, co lekarze nazywają chwytem pęsetowym. Nasz pediatra wyjaśnił to podczas rutynowej kontroli, a ja myślę, że oznacza to po prostu, że potrafią wreszcie z przerażającą precyzją podnosić z kuchennej podłogi malutkie, niebezpieczne okruszki.

Aby zachęcić je do tego etapu rozwoju bez zmuszania ich do jedzenia prawdziwych śmieci, kupiliśmy drewniany sorter kształtów Kianao. Będę z tobą całkowicie szczery – kupiłem go, ponieważ pięknie wyglądał na stoliku kawowym i nie wymagał baterii AA. Ale naprawdę stał się ogromnym hitem. Przez okrągłe dwa tygodnie Bliźniak A i Bliźniak B toczyli codzienną, brutalną wojnę o terytorium, której stawką był niebieski trójkąt. Obserwowanie roczniaka, który tak bardzo skupia się na dopasowaniu kształtu do otworu, że aż wystawia język, jest naprawdę bezcenne.

Zazwyczaj urządzamy te sesje sortowania na naszej macie do zabawy z bawełny organicznej, głównie dlatego, że stanowi ona miękkie lądowisko, gdy jedno z nich nieuchronnie straci równowagę, sięgając po klocek, i przewróci się jak mały, nieskoordynowany pijaczek. Posiadanie porządnego podłoża robi ogromną różnicę, gdy dzieci nieustannie upuszczają ciężkie drewniane przedmioty.

Drewniany ksylofon z kolei to piękny pomysł w teorii, dopóki nie dasz dwóch sztuk bliźniakom. Nagle lądujesz w środku eksperymentalnego koncertu jazzowego, który nigdy, przenigdy się nie kończy.

Problem z psią sierścią i miękkimi rzeczami

Powinienem pewnie wspomnieć, że nie wszystko odnosi tak ogromny sukces. Spróbowaliśmy tych silikonowych klocków sensorycznych Kianao i mam mieszane uczucia. Nie zrozum mnie źle, są idealnie miękkie i dziewczynki uwielbiały je gryźć, gdy wyrzynały im się przednie ząbki.

The problem with dog hair and soft things — Pädagogisches Spielzeug ab 1 Jahr: A British Dad's Guide

Ale silikon ma tę magiczną właściwość, że przyciąga każdy, nawet najmniejszy pyłek, kłaczek i psią sierść w promieniu pięciu kilometrów. Jeśli żyjesz w absolutnie sterylnym środowisku, są genialne. W naszym domu już dziesięć minut po upadku na podłogę wyglądały, jakby założyły maleńkie futerka. Połowę dnia spędzam na myciu ich pod kuchennym kranem. Są świetne na ząbkowanie, ale musisz być gotów na prowadzenie dla nich serwisu sprzątającego na pół etatu.

Radzenie sobie z nieustanną fazą żucia

Ponieważ w tym wieku wszystko ląduje prosto w buzi, znalezienie zabawek z surowych, naturalnych materiałów to nie tylko kwestia estetyki, ale wręcz taktyka przetrwania. Jeśli desperacko próbujesz wymienić hałaśliwe plastikowe śmieci, zanim stracisz zmysły, przejrzenie porządnej kolekcji zabawek edukacyjnych, która faktycznie skupia się na naturalnym, nielakierowanym drewnie, to całkiem dobry punkt wyjścia.

Okazuje się, że znalezienie przyzwoitych zabawek edukacyjnych wcale nie polega na kupowaniu najdroższych, najbardziej zaawansowanych rzeczy na rynku. Chodzi raczej o znalezienie czegoś, co nie przyprawi cię o migrenę ani nie wyśle na ostry dyżur. Dzieci nie potrzebują minilaptopa, który mówi po francusku. Potrzebują drewnianego klocka, kształtu do sortowania i otoczenia, w którym nie są nieustannie bombardowane migającymi światłami.

Jeśli chcesz oszczędzić sobie kłopotu z robieniem testu rolki po papierze na pięćdziesięciu różnych plastikowych bibelotach od dalszej rodziny, przejrzyj asortyment zabawek dla maluchów i znajdź coś, od czego nie będą krwawić ci uszy.

Pytania, które często zadają mi inni zmęczeni rodzice

Czy roczne dzieci naprawdę potrzebują zabawek edukacyjnych?

„Potrzebują” to mocne słowo. Szczerze mówiąc, moje dzieci spędziły całe popołudnie, bawiąc się kartonowym pudłem z Amazona i drewnianą łyżką. Ale posiadanie kilku konkretnych rzeczy, takich jak sorter kształtów, pomaga im ćwiczyć koordynację ręka-oko bez konieczności nieustannego aktywnego zabawiania ich przez ciebie w każdej sekundzie. Daje ci to czas na wypicie filiżanki herbaty, zanim całkowicie wystygnie.

Czym dokładnie jest zabawa z otwartym zakończeniem (open-ended play)?

Z tego, co zdążyłem się zorientować, oznacza to po prostu zabawki, które nie mają jednego, konkretnego przycisku do naciskania. Plastikowy telefon zawsze będzie tylko telefonem. Drewniany klocek może być samochodem, wieżą lub bronią do rzucania w rodzeństwo. W gruncie rzeczy oznacza to, że zabawka wymaga od dziecka zaangażowania, zamiast sama dostarczać mu rozrywki.

Jak powstrzymać członków rodziny przed kupowaniem głośnych plastikowych zabawek?

Nie da się. Możesz wysyłać im grzeczne listy z drewnianymi zabawkami, ale ciocia Zosia i tak przyjedzie z zestawem perkusyjnym na baterie. Moja osobista strategia polega na tym, że pozwalam dzieciom bawić się taką zabawką, dopóki krewni są z wizytą, a gdy tylko przekroczą próg domu, zabawka w tajemniczych okolicznościach „się psuje” (wyjmuję baterie).

Czy drewniane zabawki są naprawdę lepsze, czy po prostu ładniejsze?

Szczerze mówiąc, jedno i drugie. Zdecydowanie wyglądają lepiej w salonie, co ma większe znaczenie, niż myślisz, gdy twój dom jest w ciągłym nieładzie. Ale są też cięższe, co uczy dzieci o grawitacji i równowadze w sposób, jakiego nie potrafi zapewnić pusty plastik. Poza tym, kiedy dziecko gryzie surowe drewno, nie wpadam w panikę na myśl o tym, jakie chemikalia właśnie połyka.

Ile zabawek powinno mieć naraz roczne dziecko?

Eksperci twierdzą, że trzy lub cztery. Moja rzeczywistość to zazwyczaj to, o co jeszcze nie potknąłem się i czego nie kopnąłem pod kanapę. Ale mówiąc poważnie, chowanie połowy ich rzeczy do szafy i podmienianie ich co kilka tygodni to coś, co najbardziej przypomina magiczną sztuczkę, jaką odkryłem w rodzicielstwie. One dosłownie myślą, że kupiłeś im nowe rzeczy.