Stałem w intensywnie niebieskiej alejce wielkiego sklepu z zabawkami, trzymając plastikową wiertarkę, która wydawała dźwięki zarezerwowane zazwyczaj dla sonarów głębinowych, i próbowałem wymyślić, co kupić mojemu siostrzeńcowi Leo na pierwsze urodziny. Mój brat mruknął coś niewyraźnie o znalezieniu fajnych zabawek dla chłopców od pierwszego roku życia, co jakimś cudem zaprowadziło mnie do części sklepu, która wyglądała jak miniaturowy, agresywnie głośny plac budowy. Tymczasem zaledwie dwie alejki dalej wszystko było całkowicie różowe i wydawało się skupiać wyłącznie na pielęgnacji włosów i pieczeniu ciasteczek.
Odłożyłem wiertarkę z powrotem na półkę, po tym jak włączyła mi się w dłoni i o mało nie przyprawiła starszej klientki o zawał serca. Dotarło wtedy do mnie – jako do skrajnie zmęczonego ojca bliźniaczek, które regularnie używają drewnianych łyżek do rozwalania różnych rzeczy – że cała ta koncepcja zabawek podzielonych ze względu na płeć dla dzieci, które wciąż od czasu do czasu zjadają garść ziemi, jest całkowicie absurdalna.
Jeśli zdarzyło ci się błądzić po internecie w poszukiwaniu typowo chłopięcych zabawek dla roczniaka (albo przewijać nieskończone niemieckie wyniki wyszukiwania dla hasła Spielzeug für Jungen ab einem Jahr, bo twoja teściowa upiera się przy europejskich, drewnianych zabawkach z importu), radzę trzymać się z dala od miniaturowych silników spalinowych. Zanim wyciągniesz kartę kredytową, by zapłacić za plastikowy buldożer, który i tak niechybnie utknie pod twoją kanapą, pozwól, że opowiem ci, co tak naprawdę się stało, gdy przestaliśmy kupować prezenty odpowiednie dla płci, a zaczęliśmy wybierać rzeczy, od których nie krwawią uszy.
Całkowicie przypadkowa natura niebieskiego plastiku
W wieku dwunastu miesięcy mózg dziecka jest w zasadzie jak mokra gąbka, która próbuje ogarnąć, czy grawitacja nadal dzisiaj działa. Z tego, co zdążyłem wywnioskować, czytając z przymrużonymi ze zmęczenia oczami streszczenia z psychologii dziecięcej, chowając się przed światem w łazience, ich główne cele to: wstać, nie przewracając się, i włożyć do buzi całkowicie nieodpowiednie do tego przedmioty. Nie mają w sobie biologicznego nakazu, by naprawić miniaturowy silnik czy zdominować plac budowy.
Wiem to, ponieważ moje córki bliźniaczki, Maja i Zoe, podchodzą do zabawy z zupełnie różnym poziomem ułańskiej fantazji. Maja lubi delikatnie ustawiać drewniane klocki w rzędzie i do nich szeptać. Zoe woli dzierżyć pojedynczy klocek niczym malutką maczugę, by osiągnąć dominację nad domowym kotem. Leo, chłopiec, dla którego miałem kupić męskie narzędzia, spędził całą imprezę z okazji swoich pierwszych urodzin całkowicie ignorując górę prezentów z niebieskiego plastiku, by z zaangażowaniem żuć karton po moim nowym tosterze.
Sztuczny podział w alejkach z zabawkami po prostu ogranicza to, czego dzieci mogą doświadczać, zmuszając chłopców do kroczenia wąskim korytarzem pełnym kółek i hałasu, a jednocześnie ukrywając rzeczy, które mogłyby nauczyć ich empatii lub wspierać małą motorykę. Poza tym te mega-specyficzne zabawki elektroniczne, które właściwie "bawią się" za dziecko – mrugające światłami i śpiewające zrobotyzowane piosenki o alfabecie – zwykle tracą uwagę malucha po jakichś czterech minutach, zostawiając cię na pastwę bezcielesnego, plastikowego głosu dobiegającego z dna pudła z zabawkami o trzeciej nad ranem.
Co ich małe, rozwijające się mózgi tak naprawdę próbują osiągnąć
Jeśli chcesz kupić porządny prezent dla dziecka, które właśnie przetrwało swój pierwszy rok na ziemi, musisz przyjrzeć się temu, co robią ich wyjątkowo dziwne, małe ciała. Mniej więcej w okolicach dwunastego miesiąca maluchy nagle zdają sobie sprawę, że mają nogi, co rozpoczyna przerażającą fazę podciągania się na chwiejnych stolikach kawowych i rzucania się w otchłań.

Maluchy doskonalą również coś, co nasz pediatra nazwał chwytem pęsetowym, co jest bardzo klinicznym sposobem powiedzenia, że mogą teraz używać kciuka i palca wskazującego, by zbierać mikroskopijne drobiny brudu z dywanu i połykać je, zanim zdążysz przejść przez pokój. Chcą wrzucać rzeczy do dziur, wyciągać je z powrotem, uderzać o siebie dwoma przedmiotami, by sprawdzić, czy się zepsują, i ogólnie testować fizyczne granice wszechświata.
Ponieważ ich cały świat to eksperymentowanie na zasadzie przyczyny i skutku, zabawki otwarte (z ang. open-ended toys) są o niebo lepsze niż plastikowa tablica rozdzielcza z trzema przyciskami. Daj im coś, co nie ma jednego, z góry określonego celu, a wymyślą dwadzieścia sposobów na wykorzystanie tego, z których większość będzie polegała na próbie przepchnięcia tego przez otwór na listy w drzwiach.
Przerażający wątek poboczny o bezpieczeństwie zabawek i rzeczach, których nienawidzą lekarze
Nie potrafię nawet odpowiednio podkreślić, jak uparcie roczniak każdego dnia próbuje zrobić sobie krzywdę, przez co kupowanie bezpiecznych rzeczy staje się dość wyczerpującym ćwiczeniem z paranoi. Wszystko ląduje w buzi. Kiedyś przyłapałem Zoe na ssaniu gumowej nóżki od statywu aparatu. Jeśli szukasz zabawek dla dzieci od pierwszego roku życia, farba musi być nietoksyczna i odporna na ślinę, ponieważ będą one skąpane w niedorzecznej ilości śliny.
Musisz też uważać na małe części, które mogą się odłamać, łatwo dostępne baterie guzikowe (które są przerażająco niebezpieczne) i długie sznurki w zabawkach do ciągnięcia, które mogą owinąć się wokół małych szyjek. W zasadzie traktujemy nasz salon jak więzienie o zaostrzonym rygorze, gdzie więźniowie są wysoce kreatywni, ale zupełnie pozbawieni instynktu przetrwania.
Jednak najgorszym z możliwych wynalazków – i będę tego bronił do upadłego – jest chodzik. Nasz pediatra, dr Evans, podczas rutynowej wizyty kontrolnej spojrzał na katalog reklamujący jeden z tych sprzętów i wyglądał tak, jakby miał ochotę rzucić jakimś instrumentem medycznym o ścianę. Okazuje się, że te wynalazki – w Europie często nazywane chodzikami lub z niemieckiego Gehfrei – są powszechnie pogardzane przez pediatrów. Wcale nie uczą dziecka chodzenia, ponieważ wymuszają na nim odpychanie się palcami stóp w nienaturalnej postawie, a co gorsza, pozwalają maluchowi z zerową koordynacją nagle przemieszczać się z zawrotną prędkością w kierunku najbliższych schodów.
Szybko porzuciliśmy więc pomysł chodzika i zamiast niego kupiliśmy ciężki, drewniany pchacz, który dodatkowo dociążyliśmy stertą encyklopedii, żeby nie uciekał szybciej, niż ich chwiejne małe nóżki były w stanie przebierać.
A jeśli chodzi o elektroniczne tablety dla niemowląt... po prostu tego nie róbcie.
Chowanie większości ich rzeczy do szafy
W chwili zdesperowanego, nocnego przeszukiwania internetu natknąłem się na koncepcję rotacji zabawek. Brzmi to jak wymysł korporacyjnego analityka od optymalizacji, ale szczerze mówiąc, uratowało to resztki naszego zdrowia psychicznego. Teoria ta, lansowana przez miłośników metody Montessori, którzy jakimś cudem zawsze mają podejrzanie czyste, beżowe domy, zakłada, że maluchy czują się całkowicie przytłoczone, jeśli rzucisz im pod nogi trzydzieści zabawek naraz.

Nie wierzyłem w to, dopóki sami nie spróbowaliśmy. Kiedy nasz salon pokrywał się grubą warstwą plastikowych zwierzątek, miękkich książeczek i grzechoczących piłeczek, dziewczynki po prostu snuły się bez celu, marudząc i od czasu do czasu nadeptując na ksylofon. Pewnej niedzieli, w przypływie absolutnej wściekłości po nadepnięciu na drewnianego jeża, zgarnąłem około osiemdziesiąt procent ich zabawek do wielkiego worka na śmieci i schowałem do szafy w korytarzu.
Zostawiłem dokładnie cztery rzeczy. Zestaw klocków, drewniany pchacz, kubeczki do układania w piramidę i miękką lalkę.
Przemiana była zdumiewająca. Nagle faktycznie usiadły i bawiły się klockami przez dwadzieścia minut, zamiast rzucać nimi w telewizor. Wygląda na to, że mniejszy wybór zmusza ich małe, chaotyczne mózgi do skupienia, pozwalając na prawdziwe zbadanie przedmiotu, a nie tylko jego odrzucenie w poszukiwaniu kolejnego strzału dopaminy. Co dwa tygodnie podmieniam zabawki na te z szafy, a one zachowują się tak, jakby znów był świąteczny poranek, całkowicie nie zdając sobie sprawy, że przecież już je posiadają.
Odkryj naszą kolekcję drewnianych zabawek, które całkiem nieźle prezentują się na dywanie i nie przebodźcują mózgu malucha.
Rzeczy, które naprawdę przetrwają kontakt z maluchem
Po całkowitym porzuceniu alejek dedykowanych specjalnie dla chłopców i przetrwaniu pierwszych dwóch lat zniszczeń w wykonaniu bliźniaczek, mam wyrobione, mocne zdanie na temat tego, co faktycznie potrafi oprzeć się wyjątkowej czułości malucha (która polega głównie na rzucaniu rzeczami o podłogę).
Jeśli chcesz kupić prezent, przez który rodzice nie znienawidzą cię w sekrecie, gorąco polecam Zestaw Drewnianych Klocków Kianao. To bez wątpienia najczęściej używana rzecz w naszym domu. Drewno jest nielakierowane i niesamowicie gładkie, co oznacza, że dzieci nie mają szans połknąć niczego toksycznego, gdy zaczną z zapałem ogryzać rogi (a na pewno to zrobią). Są na tyle ciężkie, by móc z nich zbudować przyzwoitą wieżę, ale z drugiej strony na tyle lekkie, że w przypadku zburzenia budowli nie naruszają konstrukcji domu. Maja wznosi z nich mury, a Zoe używa ich jako ładunku do swojego pchacza. Są niezniszczalne, ciche i pachną lekko prawdziwym lasem, a nie fabryką chemiczną.
Z drugiej strony, mamy również Silikonowe Kubeczki do Układania Kianao, które są... w porządku. Są w 100% użyteczne. Dziewczynki głównie używają ich w kąpieli do polewania wodą mojego ramienia, albo w kuchni do przetrzymywania lekko rozmokniętych płatków. Przez swoją silikonową fakturę zbierają trochę kurzu, jeśli zbyt długo leżą na podłodze, ale za to nie rozpadają się w drobny mak, gdy lecą prosto w moją głowę w przypływie złości, więc zapracowały na to, by z nami zostać.
Cokolwiek zdecydujesz się kupić dla tego roczniaka, niezależnie od tego, czy jest to twój siostrzeniec, czy własny, uwielbiający chaos syn, zrezygnuj z ryczących silników i migających na niebiesko świateł. Kup mu coś prostego, kup coś, co będzie mógł bezpiecznie wziąć do buzi, i na litość boską, kup coś bez baterii.
Rozpocznij od naszej kolekcji dla maluchów, zanim przypadkowo kupisz komuś plastikową piłę mechaniczną.Najczęściej zadawane pytania o kupowanie prezentów dla roczniaków
Czy roczny chłopiec potrzebuje innych zabawek niż roczna dziewczynka?
Szczerze mówiąc, nie. W wieku dwunastu miesięcy ich mózgi są w całości skupione na podstawowym przetrwaniu, nauce chodzenia i rozkminianiu, jak otwierać szafki. Nie mają biologicznej preferencji koparek nad lalkami, więc możesz spokojnie zignorować ten przesiąknięty stereotypami o płci marketing w sklepach zabawkowych i po prostu kupić im coś, co rozwinie ich motorykę małą i nie jest przy tym wybitnie brzydkie.
Jaka jest najgorsza możliwa zabawka, jaką można kupić dla tego wieku?
Pomijając cokolwiek z niezabezpieczonymi bateriami guzikowymi, moim osobistym wrogiem numer jeden jest każda plastikowa zabawka, która odtwarza głośną, wpadającą w ucho piosenkę po naciśnięciu jednego przycisku. Dziecko będzie wciskać ten przycisk czterysta razy na godzinę, aż w końcu będziesz musiał przeprowadzić tajną operację na komorze baterii przy użyciu noża do masła.
Czy chodziki naprawdę są aż tak złe?
Nasz lekarz wygłosił nam niemal wykład na ten temat, zanim w ogóle zapytaliśmy. Wcale nie uczą dzieci chodzić, wręcz psują ich postawę wymuszając chodzenie na palcach, i dają dziecku z zerową sterownością prędkość pozwalającą mu wbić się w meble lub zrzucić się ze schodka. Ciężki drewniany pchacz jest dużo bezpieczniejszy i szczerze pomaga dzieciom uczyć się balansu.
Ile zabawek na widoku roczniak powinien mieć tak na co dzień?
Jeśli twój salon wygląda, jakby wybuchła w nim jaskrawokolorowa bomba, warto spróbować schować większość ich zabawek w pudełku w innym pokoju i zostawić na wierzchu zaledwie cztery czy pięć rzeczy. Brzmi to brutalnie, ale tak naprawdę chroni je to przed przebodźcowaniem i jęczeniem pod twoimi nogami przez całe popołudnie.
Co sprawia, że zabawka jest naprawdę bezpieczna dla dwunastomiesięcznego dziecka?
Załóż, że dany przedmiot będzie lizany, żuty, rzucany z wysokości i od czasu do czasu uderzany łyżką. Musisz szukać farb na bazie wody, które są odporne na ślinę, absolutnego braku małych części, które mogłyby się ułamać i stwarzać ryzyko zadławienia, oraz materiałów, które nie ulatniają w salonie dziwnych chemicznych zapachów.





Udostępnij:
Dlaczego kocyk z wełny merino to jedyny, którego naprawdę potrzebujesz
Dlaczego puchaty kombinezon dla niemowlaka to błąd konstrukcyjny