Był wtorek, 6:15 rano, a ja wpatrywałem się w siatkowy pawilon na motyle na kuchennym blacie, jakbym czekał na restart serwera. W jednej ręce trzymałem plastikową butelkę ze spryskiwaczem, całkowicie zamrożony, podczas gdy mój 11-miesięczny syn agresywnie uderzał piąstkami w tackę krzesełka do karmienia, domagając się porannej owsianki. Wewnątrz siatki spoczywała brązowa, przypominająca piankę grudka, którą kupiłem w internecie podczas nocnego przewijania telefonu. Moja żona weszła do kuchni, spojrzała na siatkową klatkę, potem na mnie, i tylko westchnęła. Wcześniej zapewniałem ją, że to będzie wysoce edukacyjna aktywność STEM dla naszego syna. Nieważne, że jego obecnym kamieniem milowym w rozwoju było odkrycie, jak rzucić silikonową łyżeczką przez cały pokój z maksymalną prędkością. Byłem przekonany, że musimy nawiązać kontakt z naturą, a w moim pozbawionym snu mózgu oznaczało to sprowadzenie drapieżnych owadów do naszego bliźniaka.

Okazuje się, że kiedy zamawiasz jaja modliszki przez internet, nie przysyłają ci ładnie zapakowanej wytłaczanki. Przysyłają ci ootekę, która wygląda dokładnie jak wyschnięty kawałek pianki montażowej, która spadła z placu budowy. W instrukcji napisano, że zawiera od dwudziestu do czterystu maleńkich owadów. Założyłem, że wykluje się ich może z dziesięć. Myliłem się, i to bardzo, bardzo matematycznie.

Żądanie do serwera wysłane o 2 w nocy

Wszystko zaczęło się od tego, że zacząłem się martwić o kontakt mojego dziecka ze światem przyrody. Jestem programistą, co oznacza, że spędzam dziewięć godzin dziennie, wpatrując się w edytory tekstu w trybie ciemnym. Nagle poczułem to przytłaczające poczucie winy, że jedyna interakcja mojego syna z dziką przyrodą to oglądanie wron dłubiących w śmietnikach w naszej alejce. Wpadłem w spiralę wątków na Reddicie o pożytecznych owadach ogrodowych i jakimś cudem skończyłem z koszykiem pełnym siatkowych pojemników i uśpionym kokonem z jajami.

Proces inkubacji to w zasadzie tylko gra w czekanie, w której próbujesz utrzymać mały pojemnik w lekkim cieple i od czasu do czasu go zraszać, aby jaja nie wyschły, zamieniając się w maleńkie owadzie skamieliny. Trzymałem inteligentny termometr obok słoika, obsesyjnie śledząc dane o temperaturze otoczenia, zupełnie jakbym monitorował temperaturę procesora podczas testu obciążeniowego.

A potem, sześć tygodni później, nastąpiło wdrożenie.

Uruchomienie sekwencji wylęgu

Nalewałem sobie właśnie kawę, kiedy zauważyłem, że siatkowa klatka się porusza. Nie sama klatka, ale jej wewnętrzne ścianki. Wibrowały. Pochyliłem się i zdałem sobie sprawę, że ta brązowa piankowa grudka w zasadzie eksplodowała. Setki maleńkich, wyglądających jak kosmici zielonych niteczek opadały z kokonu, zwisając na niewidzialnych, mikroskopijnych sznureczkach. Kiedy uderzały o dno pojemnika, otrzepywały się i zaczynały maszerować dookoła jak mikroskopijna piechota.

Executing the hatch sequence — Surviving a Baby Praying Mantis Hatch With an 11-Month-Old Kid

Każda z nich była idealną, milimetrową repliką dorosłej modliszki. Miały te malutkie ramiona przypominające kosy, trójkątne główki i wielkie oczy obcego. To była autentycznie jedna z najfajniejszych rzeczy, jakie w życiu widziałem – przynajmniej do momentu, w którym gorączkowo wygooglowałem, czym je karmić, i odkryłem protokół kanibalizmu.

Jeśli nie wypuścisz świeżo wyklutych małych modliszek na wolność natychmiast lub nie rozdzielisz ich do pojedynczych pojemników, spojrzą na swoich braci i siostry i uznają, że są najwygodniejszą opcją na śniadanie w okolicy. W ciągu kilku godzin zamienia się to w małe, zielone battle royale. Nie chcieliśmy robić areny walk w naszej kuchni, więc chwyciłem klatkę, wybiegłem w kapciach na podwórko w ulewnym deszczu i zacząłem wytrzepywać setki mikroskopijnych drapieżników w nasze krzaki rododendronów, podczas gdy mój sąsiad obserwował mnie z okna. Zatrzymaliśmy tylko jedną. Włożyliśmy ją do osobnego, mniejszego słoika z siatkowym wieczkiem. Nazwaliśmy ją Baby P.

Pozyskiwanie żywych danych i muszek owocówek

Karmienie Baby P to logistyczny koszmar, na który nikt cię nie przygotowuje. Jedzą tylko żywe, poruszające się ofiary. Nie zjedzą martwego owada. Nie zjedzą owada, który się nie rusza. Wymagają aktywnych, panikujących celów, aby uruchomić swoją sekwencję polowania.

Oznacza to, że musisz kupić nielotne muszki owocówki. Muszki te są sprzedawane w plastikowym kubeczku po garmażerce, na którego dnie znajduje się niebieska, galaretowata pasta spożywcza, pachnąca dokładnie jak piwnica w akademiku w niedzielny poranek. Muszki rozmnażają się w kubku. Aby nakarmić modliszkę, masz delikatnie stuknąć w kubek z muszkami, aby strzepać je z pokrywki, lekko go uchylić i wpuścić dwie lub trzy muszki do pojemnika z modliszką. Brzmi prosto. W rzeczywistości to absolutnie niewykonalne.

Za każdym razem, gdy otwierałem kubek z muszkami, wyglądało to jak ucieczka z więzienia. Stukałem w ściankę, otwierałem wieczko na milimetr, a nagle czterdzieści much rzucało się w szczelinę. Panikowałem, zatrzaskiwałem pokrywkę i zdawałem sobie sprawę, że połowa z nich uciekła na moje ręce, blat i krzesełko mojego dziecka. Spędziłem dwa tygodnie mojego życia klepiąc własne blaty kuchenne, próbując powstrzymać inwazję. Moja żona groziła wyprowadzką przynajmniej dwa razy w tygodniu. Muchy pełzały dosłownie wszędzie.

Właściwie w ten sposób rozwinąłem tak głębokie i ogromne uznanie dla body niemowlęcego z bawełny organicznej, które kupiliśmy kilka tygodni wcześniej. Pewnego ranka pojemnik z muszkami całkowicie wyślizgnął mi się z ręki. Uderzył w blat, pokrywka odskoczyła, a chmara nielotnych much spadła bezpośrednio na kolana mojego syna, kiedy akurat jadł banany. Miał na sobie właśnie to body bez rękawków. Moja żona uwielbia to, że jest wykonane z bawełny organicznej i nie zaostrza jego egzemy, ale moją absolutnie ulubioną funkcją jest dekolt kopertowy. Zamiast próbować ściągnąć pokryte muchami, umazane bananem ubranko przez głowę mojego dziecka i wcierać resztki owadów w jego włosy, po prostu rozpiąłem dół, ściągnąłem cały dekolt w dół przez jego ramiona, zsunąłem po nogach i wrzuciłem całą tę biologiczną katastrofę prosto do pralki na cykl higieniczny. Wyprało się idealnie. Nie skurczyło się, nie odkształciło i zachowało równe zero procent zapachu much z piwnicy.

Aktualizacje oprogramowania wymagają przerw technicznych

Po około dwóch tygodniach spędzonych z nami, Baby P przestała jeść. Po prostu wisiała do góry nogami na siatkowym wieczku słoika i odmawiała ruchu. Myślałem, że ją zepsułem. Założyłem, że mój nieregularny harmonogram zraszania lub stres związany z mieszkaniem obok krzyczącego dziecka spowodował krytyczny błąd systemu.

Firmware updates require downtime — Surviving a Baby Praying Mantis Hatch With an 11-Month-Old Kid

Z tego, co pospiesznie wyczytałem na zabugowanym forum o owadach o północy, modliszki muszą zrzucać egzoszkielet, aby urosnąć. W zasadzie rozpinają własną skórę i wyciągają nieco większą, bardziej miękką wersję siebie ze starej skorupy. Podczas tego procesu są niesamowicie delikatne. Jeśli spadną, umierają. Jeśli je szturchniesz, umierają. Jeśli zbłąkana mucha owocówka wpadnie na nie, gdy są jeszcze miękkie, to ta mała muszka naprawdę może je zabić.

Nagle więc otrzymałem zadanie pilnowania tego słoika tak, jakby zawierał kody startowe głowic nuklearnych. Nie mogłem pozwolić, żeby mój syn uderzał w stół. Nie mogłem przesunąć słoika, żeby wyczyścić blat. Musiałem po prostu siedzieć i czekać na zakończenie aktualizacji oprogramowania.

Trzymanie 11-miesięcznego dziecka z dala od jedynej rzeczy na kuchennym stole, której nie wolno mu dotykać, jest ćwiczeniem w bezcelowości. Próbowałem odwrócić jego uwagę zestawem miękkich klocków dla niemowląt. Pierwotnie ułożyłem je blisko słoika w nadziei, że mój syn w jakiś sposób połączy kolorowe cyferki i kształty owoców na klockach z edukacyjnym owadzim doświadczeniem, które działo się obok nich. Tak się nie stało. Najbardziej lubi łapać silikonowy klocek z cyfrą 4 i agresywnie żuć jego róg. Ale szczerze mówiąc, są świetne, ponieważ są wykonane z miękkiej gumy, więc kiedy w końcu się znudzi i rzuci nimi w moją głowę, gdy garbię się nad słoikiem z modliszką, próbując dostrzec sekwencję linienia, nie zostawiają sińców.

Kiedy klocki zawiodły, podałem mu jego gryzak Pandę. Będę szczery, ten gryzak jest dla nas po prostu w porządku. Robi swoje – to miękki silikon wolny od BPA i synek zdecydowanie żuje teksturowane powierzchnie, kiedy dokuczają mu dziąsła. Ale bambusowy detal sprawia, że całkowicie paranoicznie boję się zostawiać go na namaczanie w wodzie w zlewie razem z naszymi naczyniami, więc ostatecznie muszę myć go ręcznie i suszyć natychmiast, za każdym razem, gdy uderzy o podłogę. A ponieważ ulubioną grą mojego syna jest „upuść pandę i patrz, jak tata biega”, myłem to coś sześć razy w ciągu ranka, jednocześnie próbując chronić liniejącego owada.

Ostateczne wdrożenie na produkcję

Baby P pomyślnie zrzuciła wylinkę. Zostawiła po sobie upiorną, przezroczystą skorupę, zwisającą z siatki, co było jednocześnie obrzydliwe i fascynujące. Wyraźnie urosła, przybrała nieco ciemniejszy odcień zieleni, a jej apetyt na te okropne muchy owocówki podwoił się.

Zanim mój syn skończył 11 miesięcy, Baby P przeszła wylinkę trzy razy i stawała się zbyt duża na swój słoik. Zrobiliśmy naradę rodzinną (która polegała na tym, że rozmawiałem z żoną, podczas gdy dziecko rzucało płatkami w psa) i zdecydowaliśmy, że nadszedł czas, aby wypuścić naszego małego zielonego zakładnika na wolność.

Wynieśliśmy słoik do ogrodu. Trzymałem syna w jednym ramieniu, drugą ręką odkręciłem wieczko i patrzyliśmy, jak Baby P powoli wczołguje się na liść rododendronu. Zatrzymała się na samym szczycie, obróciła swoją trójkątną głowę, żeby spojrzeć na nas po raz ostatni, i zniknęła w listowiu.

Czy mój syn nauczył się czegoś o delikatnej równowadze ekosystemów lub mechanice przeobrażenia niezupełnego? Absolutnie nie. Próbował zjeść garść ziemi w sekundzie, w której go postawiłem na ziemi. Ale dla mnie jako taty, to było jak małe zwycięstwo. Udało nam się utrzymać drugorzędną formę życia przy życiu w naszym domu bez zawieszania głównych serwerów.

Jeśli zastanawiasz się, jak zapewnić rozrywkę dziecku i nie stracić zmysłów, może odpuść sobie żywe drapieżne owady i trzymaj się czegoś nieco mniej skomplikowanego. Możesz sprawdzić pełną kolekcję drewnianych stojaków edukacyjnych Kianao, aby znaleźć aktywności sensoryczne, które nie wiążą się z uciekającymi muszkami owocówkami.

I zanim o 2 w nocy zdecydujesz się zamówić kokon modliszki, bo masz wyrzuty sumienia z powodu czasu spędzanego przed ekranem, najpierw zrób zapas organicznych ubranek i bezpiecznych do żucia zabawek. Twoje przyszłe ja ci za to podziękuje.

Moje wysoce nieprofesjonalne FAQ o owadach

Czy małe modliszki są niebezpieczne dla dzieci?
Nie, są całkowicie nieszkodliwe dla ludzi. Nie mają jadu, a kiedy są małe, ich rączki przypominające kosy są o wiele za małe, by chociaż uszczypnąć skórę dziecka. Prawdziwym niebezpieczeństwem jest to, że twoje dziecko może przypadkowo zgnieść robaka, ponieważ niemowlęta mają siłę uścisku prasy hydraulicznej.

Ile owadów tak serio wykluwa się z tego kokonu?
Znacznie więcej, niż byś chciał. Zupełnie poważnie. Internet mówi, że od 50 do 200, ale kiedy to wydarzyło się w mojej kuchni, miałem wrażenie, że to był tysiąc. Musisz absolutnie przeprowadzić wylęg w dużym siatkowym pojemniku, w przeciwnym razie przez miesiąc będziesz odkurzać małe zielone owady ze swoich zasłon.

Czy muszę karmić je muszkami owocówkami?
Tak, naprawdę nie da się tego obejść. Jedzą tylko żywe ofiary, a małe modliszki są za małe, żeby jeść świerszcze czy cokolwiek innego ze sklepu zoologicznego. Musisz kupić nielotne muszki owocówki i mentalnie przygotować się na fakt, że nielotne nie oznacza nieruchome. Będą biegać wszędzie.

Czy mogę trzymać więcej niż jedną małą modliszkę w tym samym słoiku?
Absolutnie nie. Są agresywnymi kanibalami. Jeśli włożysz dwie do słoika, w końcu zostanie ci po prostu jedna, nieco grubsza modliszka. Jeśli chcesz zatrzymać kilka z nich do obserwacji, musisz kupić oddzielne pojemniki dla każdej.

Co zrobić, gdy modliszka przestanie jeść i zwisa do góry nogami?
Nie dotykaj jej. Przechodzi wylinkę. Zamierza zrzucić swój egzoszkielet. Upewnij się, że po pojemniku nie biegają żadne zabłąkane muszki owocówki, gdy to się dzieje, ponieważ wredna mucha może poważnie uszkodzić modliszkę, gdy jej nowa skóra jest miękka. Po prostu zostaw ją w spokoju i nie pozwalaj maluchowi uderzać w stół.