Właśnie patrzę, jak moja dwuletnia córka próbuje wcisnąć mocno przeżuty kawałek tosta w kratkę wentylacyjną podgrzewanego odchowalnika dla drobiu. Wewnątrz tego plastikowego pojemnika siedzi ptak, który kosztował więcej niż mój pierwszy samochód, i który wcale nie wygląda jak majestatyczny symbol królewskich ogrodów, a raczej jak niezadowolony, wilgotny ziemniak. Druga z bliźniaczek jest zajęta próbą zjedzenia ziemi z doniczki, całkowicie nieświadoma faktu, że nasz salon pachnie teraz lekko ciepłymi wiórami drzewnymi i żalem.
Moja żona i ja pomyśleliśmy, że to będzie genialny pomysł, by wprowadzić trochę natury do naszego życia w trzeciej strefie Londynu. Mieliśmy tę głęboko wadliwą, wyidealizowaną wizję naszych dziewczynek biegających po ogrodzie w zwiewnych lnianych ubrankach, ze wspaniałym niebieskim ptakiem dumnie kroczącym za nimi. Rzeczywistość jest taka, że jestem obecnie niewyspany, pokryty mieszanką śliny i karmy dla piskląt, zdesperowany, by utrzymać przy życiu tego mikroskopijnego dinozaura, jednocześnie powstrzymując dwie małe twardzielki przed zdemontowaniem całego domu.
Popularny blog o życiu na wsi, który czytałem późno w nocy, sugerował, bym „zaangażował dzieci w magię wykluwania”, co wydało mi się skrajnie niepomocne o 3 nad ranem, kiedy obie dziewczynki wrzeszczały, bo ptak głośno kichnął. Nikt nie mówi prawdy o tym, jak wygląda posiadanie małego pawia, dopóki sam w to nie wdepniesz.
Czego się spodziewałem, a czym okazał się wilgotny ziemniak
Jeśli nigdy nie widzieliście go z bliska, moglibyście się spodziewać miniaturowej wersji tego pełnego życia dorosłego ptaka, być może z malutką koroną i mieniącymi się piórami. To jedno wielkie kłamstwo. Kiedy się wykluwają, są w zasadzie małymi, brązowo-żółtymi puchatymi kulkami, które wyglądają dokładnie jak małe bażanty i przez miesiące przypominają nieco niezdarne, patykowate kuropatwy. Samce najwyraźniej nawet nie zaczynają pokazywać tych niebieskich piór na klatce piersiowej, dopóki nie skończą prawie pół roku, a ten kultowy ogon pojawia się dopiero po dwóch lub trzech latach.
Mało odkrywczo nazwaliśmy go Baby P, co z perspektywy czasu brzmi jak pseudonim kontrowersyjnego rapera z lat 90., ale byliśmy zbyt zmęczeni, by wymyślić coś lepszego. Patrząc, jak potyka się w swoim wybiegu, zdałem sobie sprawę, jak bezbronne są te stworzenia. Po narodzinach nie ważą absolutnie nic – zaledwie kilkadziesiąt gramów – ale rosną w przerażającym tempie. W ciągu tygodnia lub dwóch z tego maleńkiego ziemniaka nagle wyrastają pióra do lotu i potrafi wystrzelić się z kartonowego pudełka niczym futrzany pocisk, zazwyczaj dokładnie wtedy, gdy próbujesz zmienić pieluchę.
Internet to w tej kwestii pustynia bezużytecznych informacji. W chwili nocnej desperacji, próbując znaleźć jakieś ludzkie porady, które nie zostały wygenerowane przez robota, złapałem się na wpisywaniu w Google „mały paw przed:2022”, tylko po to, by znaleźć jakieś zakurzone forum dla hodowców, gdzie ludzie nadal używali poprawnej interpunkcji. Dosłownie posunąłem się do wyszukiwania „mały paw -ai”, ponieważ jeśli przeczytam jeszcze jeden napisany przez algorytm artykuł mówiący mi, abym karmił je piankami marshmallows i pozytywnymi afirmacjami, wrzucę mojego laptopa do Tamizy.
Krótka pogawędka o wojnie biologicznej
W zeszłym tygodniu zabrałem bliźniaczki na standardowe szczepienia i mimochodem wspomniałem naszemu pediatrze, doktorowi Evansowi, że mamy w domu małego pawia. Mężczyzna przestał pisać, powoli opuścił długopis i spojrzał na mnie znad okularów tak, jakbym właśnie przyznał się do przechowywania uranu w szufladzie na warzywa.
Okazuje się, że mieszanie małych dzieci z drobiem to przepis na katastrofę biologiczną. Doktor Evans delikatnie mnie poinformował, że ptaki to w zasadzie latające szalki Petriego dla takich rzeczy jak Salmonella i pewnej przerażająco brzmiącej choroby układu oddechowego zwanej papuzicą. Powiedział mi, że dzieci poniżej piątego roku życia mają układ odpornościowy zrobiony z mokrej chusteczki i w ogóle nie powinny mieć styczności z żywym drobiem, głównie dlatego, że maluchy poznają świat, wkładając swoje brudne małe rączki bezpośrednio do buzi po dotknięciu absolutnie wszystkiego.
Słysząc to, wpadłem w łagodną spiralę paniki. Teraz nieustannie myję ręce, myję ręce dziewczynek i staram się stworzyć sterylną strefę wokół pudełka, które dosłownie zawiera robiącego kupy ptaka. Chyba ma to sens, ale jakoś zakładałem, że „naturalne” oznacza czyste, co tylko pokazuje, jak mało w rzeczywistości rozumiem z biologii.
Próby powstrzymania małego ptaka przed utopieniem się
Jeśli myślicie, że małe dzieci mają skłonności samobójcze, poczekajcie, aż poznacie pisklę pawia. Te ptaki mają orientację przestrzenną pijanego wujka na weselu. Są niewiarygodnie niezdarne, a ich największym wrogiem nie są lisy ani zimno – jest nim ich własna miska z wodą.

Z moich gorączkowych lektur na forach dowiedziałem się, że spragniony mały paw po prostu wpadnie głową do standardowej miski z wodą, zdezorientuje się i utonie w centymetrze wody. To najbardziej absurdalna wada ewolucyjna, z jaką kiedykolwiek się spotkałem. Musisz kupić specjalne, ultra-płytkie poidła, albo wykonać ten absurdalny trik, gdzie wypełniasz normalną miskę czystymi szklanymi kulkami, tak aby ptak mógł pić tylko wodę znajdującą się w szczelinach między nimi, nie wpadając do środka. Spędziłem godzinę, gotując kulki na kuchence, podczas gdy moje córki wrzeszczały o przekąski, zastanawiając się, gdzie w moim życiu popełniłem błąd.
Do tego dochodzi kwestia temperatury. Są szalenie wrażliwe na przeciągi. Jeśli ktoś otworzy drzwi wejściowe zbyt szybko, ptak praktycznie łapie katar. Nie można ich tak po prostu włożyć do pudełka; potrzebują źródła ciepła. Ale zamiast kupować przerażającą, czerwoną żarówkę grzewczą, która prawdopodobnie zostanie przewrócona latającą zabawką i spali wam dom, lepiej zaopatrzyć się w płytę grzewczą dla piskląt, która w przybliżeniu imituje ciepło ciała ptasiej matki, więc mogą się pod nią schować, gdy jest im zimno.
Docelowo potrzebują około metra kwadratowego przestrzeni dla dorosłych ptaków, ale szczerze mówiąc, to problem na przyszły rok.
Niekończący się cykl bałaganu i prania
Pomiędzy ptasim pyłem, wiórami i samą objętością płynów ustrojowych produkowanych przez moje bliźniaczki, robię pranie trzy razy dziennie. Próba utrzymania dziewczynek w czystości podczas wykonywania obowiązków gospodarskich w domostwie szeregowym to z góry przegrana bitwa.
I tak dochodzimy do jedynej części garderoby, która obecnie przetrwa apokalipsę w naszym domu: to body niemowlęce z bawełny organicznej. To absolutnie moja ulubiona rzecz, jaką posiadamy. Pewnego dnia Chloe zdołała wywrócić na siebie pojemnik z paszą dla ptaków łownych (która podobno musi zawierać 30% białka, inaczej nogi ptaka wygną się do tyłu, kolejny przerażający fakt, którego dowiedziałem się o 2 w nocy). Wymieszało się to z jej śliną, tworząc rodzaj cementowej pasty.
Ponieważ to body ma te genialne, zakładowe ramiona, nie musiałem ściągać przez jej głowę umazanej cementem koszulki. Po prostu zsunąłem je w dół po jej ciele. Idealnie znosi pranie w 40 stopniach, rozciąga się na jej pulchnym małym brzuszku, nie tracąc przy tym kształtu, a bawełna organiczna nie nasila jej egzemy, tak jak te tanie syntetyki, które kupiliśmy w panice w supermarkecie. Prałem je może ze czterdzieści razy i nadal nie stało się sztywne ani dziwne.
Jeśli próbujecie przetrwać ogrom bałaganu, który wiąże się z byciem rodzicem, odkryjcie naszą kolekcję organicznych ubranek dla dzieci, ponieważ posiadanie wyprawki, która faktycznie wytrzymuje chaos, to połowa sukcesu.
Gdzieś tu u nas leży też silikonowy gryzak w kształcie pandy. Jest w porządku. To kawałek silikonu spożywczego w kształcie pandy. Czy działa? Jasne, Isla czasami go żuje, zamiast gryźć stolik kawowy, ale przeważnie spędza on życie zbierając kurz pod kanapą, dopóki nie nadepnę na niego w ciemności, próbując sprawdzić temperaturę w odchowalniku.
Akceptacja własnego losu
Nie sądzę, byśmy kiedykolwiek zostali prawdziwymi farmerami. Jesteśmy tylko zmęczonymi miejskimi rodzicami, którzy przypadkowo zapisali się na wychowanie bardzo wymagającego dinozaura. Ale patrzenie, jak dziewczynki w fascynacji wpatrują się w to małe stworzenie, nawet z bezpiecznej, zdezynfekowanej odległości, zapewnia chwile cichej magii pośród miażdżącego wyczerpania.

Aby bezpiecznie je zająć, gdy szoruję odchowalnik nietoksycznym środkiem czyszczącym, zazwyczaj kładę je pod tęczowym stojakiem edukacyjnym dla niemowląt. To solidna, drewniana rama w kształcie litery A z pięknymi, stonowanymi wiszącymi zabawkami. Nie śpiewa irytujących elektronicznych piosenek, całkiem ładnie wygląda w salonie, a co ważniejsze, przykuwa je do jednego miejsca na dywanie na dokładnie sześć minut, podczas gdy ja zarządzam obowiązkami gospodarskimi.
Jeśli rozważacie sprawienie sobie pisklęcia pawia, aby wzbogacić życie swoich dzieci, moja oficjalna rada to zamiast tego kupić ładną książkę z obrazkami. Ale jeśli już w tym siedzicie, po prostu kupcie te szklane kulki, myjcie ręce, aż skóra zacznie pękać, i spróbujcie się śmiać, gdy ptak nieuchronnie ucieknie i usiądzie wam na telewizorze.
Zanim porwiecie się na kolejne okropne, pozbawiające snu pomysły, zobaczcie kolekcję podstawowych produktów dla niemowląt Kianao, aby przynajmniej odpowiednio wyposażyć ludzkie dzieci w waszym domu.
Kilka chaotycznych odpowiedzi na waszą ptasią panikę
Czy moje dziecko może pogłaskać pisklaka, jeśli potem użyjemy środka odkażającego?
Sądząc po przerażonej reakcji mojego pediatry, absolutnie nie. Żele antybakteryjne są super, ale maluchy są notorycznie słabe w niedotykaniu własnych twarzy, a ryzyko zarażenia Salmonellą jest po prostu zbyt wysokie. Egzekwujemy surową politykę „tylko patrzymy”, co zwykle kończy się napadem złości, ale wolałbym radzić sobie z wrzeszczącym dwulatkiem niż z małym dzieckiem z ciężką infekcją bakteryjną.
Co u licha te stworzenia tak właściwie jedzą?
Zdecydowanie nie paszę dla kurczaków, którą pierwotnie kupiłem. Z tego, co zrozumiałem z wpatrywania się w worki z karmą, potrzebują specyficznej paszy startowej dla ptaków łownych, która jest naładowana około 28-30% białkiem. Jeśli nie dostaną wystarczającej ilości białka i wapnia, ich kości rosną nieprawidłowo, ponieważ w pierwszych tygodniach tak szybko się powiększają. Pachnie to dziwnie, ale utrzymuje je przy życiu.
Czy naprawdę potrzebuję płyty grzewczej zamiast lampy?
Zdecydowanie polecam płytę. Lampy grzewcze nagrzewają się niesamowicie mocno, wysuszają powietrze, a jeśli maluch rzuci drewnianym klockiem i stłucze żarówkę, mamy ogromne zagrożenie pożarowe. Płyta grzewcza po prostu cicho siedzi, ogrzewając ptaka jak mechaniczna kwoka, a ty nie musisz spać z jednym otwartym okiem, martwiąc się, że twój dom spłonie.
Czy są głośne jako dzieci?
Jeszcze nie wydają tego przeraźliwego krzyku, który można usłyszeć w rezydencjach, ale wydają z siebie nieprzerwane, wysokie popiskiwanie, zwłaszcza gdy jest im trochę za zimno, trochę za ciepło, są głodne, znudzone lub po prostu mają ochotę na rozmowę o 4 rano.
Kiedy mogą na stałe wyjść na zewnątrz?
Muszą być w pełni opierzone, co zajmuje około ośmiu tygodni, a pogoda musi być niezawodnie ciepła. Próbowaliśmy przenieść odchowalnik w pobliże otwartego okna w wietrzny dzień, a ptak spojrzał na mnie, jakbym zdradził jego zaufanie, więc trzymamy go w domu, gdzie może kontynuować niszczenie moich listew przypodłogowych aż do lata.





Udostępnij:
Prawdziwy chaos, czyli jak wygląda wyrabianie paszportu dla dziecka
Brutalna prawda o idealnych zdjęciach niemowląt