Była dokładnie 6:13 rano, a ja miałam na sobie wczorajsze legginsy do jogi z niezidentyfikowaną plamą po jogurcie na kolanie, kiedy moja siedmioletnia córka, Maya, podsunięła mi swój lepki iPad na odległość centymetra od twarzy. Nawet nie zdążyłam jeszcze włączyć ekspresu do kawy, co oznaczało, że mój mózg działał z prędkością internetu z modemu telefonicznego, więc kiedy zmrużyłam oczy, patrząc na ekran, autentycznie myślałam, że mam halucynacje ze stresu. Na ekranie jakaś nastolatka z entuzjazmem karmiła łyżeczką z purée marchewkowym małego, włochatego pluszowego potworka, który miał na sobie pieluchę i, nie żartuję, hiperrealistyczne ludzkie zęby. "Mamo," wyszeptała Maya z takim namaszczeniem, jakie zwykle rezerwuje dla Taylor Swift, "to jest baby fuggler. Możemy kupić takiego dla Leo?"

Zamrugałam, odsunęłam ekran i od razu nalałam sobie największy kubek kawy, jaki jest legalnie dozwolony w naszym kodzie pocztowym.

Jeśli spędziliście ostatnio więcej niż pięć minut w internecie, albo jeśli macie w domu oddychające dziecko w wieku szkolnym, prawdopodobnie zostaliście zbombardowani totalnym dziwactwem, jakim jest trend na „baby fugglery”. Algorytm jest po prostu zalany filmikami, na których młodzi dorośli i dzieci udają, że opiekują się tymi ohydnymi małymi lalkami, jakby to były prawdziwe ludzkie niemowlęta. Kąpią je, owijają w kocyki, wsadzają do krzesełek do karmienia. To taki ogromny, dziwnie zaangażowany satyryczny żart. Ale oto w czym problem, i szczerze mówiąc, największy mit, który muszę tu i teraz całkowicie obalić, zanim postradam zmysły: tylko dlatego, że zabawka ma na pudełku słowo „baby” (dziecko), nosi malutką materiałową pieluszkę i jest reklamowana jako niemowlęca wersja większej serii zabawek, NIE oznacza, że pod jakimkolwiek pozorem powinniście dawać ją prawdziwemu, żywemu, oddychającemu niemowlakowi.

Dzień, w którym moja teściowa prawie kupiła zabawkę grożącą zadławieniem

Przysięgam, w zeszłym tygodniu prawie upuściłam telefon do toalety, kiedy mama Marka napisała do mnie i wysłała rozmazane zdjęcie z alejki w hipermarkecie. „Spójrz na tego uroczego, małego baby fugglera!” napisała. „Ma pieluszkę, zupełnie jak Leo! Może kupię mu jednego do łóżeczka?”

Nie, Susan. Absolutnie nie.

Internet całkowicie wypaczył nasze poczucie tego, co jest odpowiednie dla niemowląt, bo widzimy te estetyczne filmiki na TikToku, jak ludzie otulają te ośmiocentymetrowe pluszowe potworki, i myślimy: o, to zabawka dla dzidziusia. Ale pozwólcie, że wyjaśnię Wam dokładnie, dlaczego te rzeczy to dla prawdziwego malucha po prostu małe, puchate granaty. Kiedy Leo miał około ośmiu miesięcy, przechodził przez fazę, w której jego jedynym celem życiowym było pochłanianie rzeczy niejadalnych, a ja spędzałam pół dnia, wyciągając mu z ust kłaczki z dywanu.

Spójrzmy więc na anatomiczny koszmar tej zabawki.

  1. Ludzkie zęby: Są zrobione z twardego plastiku i przyklejone lub wszyte w pluszową twarz.
  2. Oczy z guzików: Również z twardego plastiku, mocno odstające.
  3. Syntetyczne futerko: Linieje gorzej niż golden retriever w lipcu.

Rozmawiałam z doktorem Arisem w zeszłym miesiącu – naszym lekarzem, który dosłownie widział, jak płaczę przez dziwną wysypkę, która okazała się być rozgniecionymi jagodami – i poruszyłam temat tego całego viralowego trendu, ponieważ jestem głęboko neurotyczną osobą, która potrzebuje lekarzy, by potwierdzali jej paranoję. On tylko westchnął tak ciężko, że myślałam, iż jego dusza próbuje opuścić ciało. Przypomniał mi, że dzieci poznają świat za pomocą buzi, i choć nie udaję, że rozumiem dokładną fizykę siły nacisku szczęki ząbkującego niemowlaka, to jestem całkiem pewna, że gdyby miały odpowiednią motywację, przegryzłyby się przez płytę kartonowo-gipsową.

Jeśli dziewięciomiesięczne dziecko zacznie żuć pluszaka z twardymi, plastikowymi zębami, to te zęby zwyczajnie odpadną. A wtedy lądujesz na ostrym dyżurze. Mój lekarz był bardzo bezpośredni, tłumacząc, że małe, twarde elementy na pluszowych zabawkach są główną przyczyną paniki związanej z zadławieniami, z jakimi się spotyka, zwłaszcza gdy dorośli o dobrych chęciach kupują viralowe zabawki, nie czytając niewiarygodnie małego ostrzeżenia „Wiek 4+” na pudełku.

Co naprawdę działa, gdy Twoje dziecko próbuje zjeść meble

Słuchajcie, rozumiem to. Kiedy masz ząbkujące niemowlę, jesteś zdesperowana. Kupisz wszystko. Oddasz mu własne kluczyki do samochodu, jeśli to kupi ci trzy minuty ciszy. Kiedy Leo ząbkował i wychodziły mu trzonowce, dosłownie obgryzał róg mojego drewnianego stolika kawowego niczym bóbr, zostawiając trwałe ślady zębów, na które wciąż się gapię za każdym razem, gdy siadam na kanapie.

What actually works when your kid is trying to eat the furniture — The terrifying truth about the viral baby fuggler TikTok t

Ale zamiast kupować przerażającego potwora ze sztucznymi zębami, które mogą odpaść, w końcu znaleźliśmy coś, co faktycznie zadziałało i nie przyprawiało mnie o nocne koszmary. Zamówiłam Silikonowy gryzak panda – kojąca zabawka do gryzienia dla niemowląt w amoku braku snu o 3 nad ranem i był to prawdopodobnie najlepszy nocny zakup, jakiego kiedykolwiek dokonałam, pomijając ten wielki koc elektryczny.

Tak bardzo kocham tę rzecz, że mogłabym napisać do niej list miłosny. Jest zupełnie płaska i łatwa do chwycenia przez pulchne rączki Leo, a teksturowany silikon faktycznie zdawał się masować jego dziąsła, zamiast tylko dawać mu coś do ślinienia się. Poza tym nie ma absolutnie żadnych twardych, plastikowych elementów, które mogłyby się ułamać, to 100% silikon spożywczy i mogę go po prostu wrzucić do zmywarki, kiedy nieuniknienie spadnie na podłogę naszego minivana. Uratował moje zdrowie psychiczne i mój stolik kawowy. Szczerze, jeśli właśnie toniecie we łzach z powodu ząbkowania, zignorujcie viralowe trendy i po prostu weźcie tę pandę.

A jeśli szukacie innych rzeczy, które można by dorzucić do koszyka w akcie desperacji, możecie przejrzeć więcej sensownych propozycji tutaj.

Dziwaczna psychologia obsesji na punkcie fugglerów

Muszę przez chwilę ponarzekać na ten tiktokowy trend, bo po prostu przejmuje on mój dom. Maya ma obsesję. Od tygodni błaga o jedno z tych stworzeń, pokazując mi filmiki, na których nastolatki budują misterne miniaturowe pokoiki dla tych brzydkich lalek. Dosłownie robią purée z prawdziwych bananów i nagrywają, jak karmią tymi papkami plastikowe zęby pluszaka, co, tak przy okazji, po trzech dniach musi pachnieć absolutnie obrzydliwie.

Mark wszedł wczoraj do kuchni, zobaczył Mayę oglądającą jeden z tych filmików, gapił się tępym wzrokiem przez bite dziesięć sekund i tylko wymamrotał: „Co u licha dzieje się z tym pokoleniem?”, po czym odwrócił się i wyszedł z powrotem. W sumie się z nim zgadzam. To dziwny sposób na popisywanie się, udając zmęczoną mamę brzydkiego potworka, kiedy twoja własna matka stoi tuż obok, wyczerpana, próbując zeskrobać zaschniętą owsiankę z blatu.

Rzecz jednak w tym, że dla siedmiolatki to nieszkodliwe. To pobudzająca wyobraźnię zabawa owinięta w internetową ironię. One nie wkładają już zabawek do buzi. Po prostu chcą uczestniczyć w żarcie. Mogę przymknąć oko na dziwaczne, kartonowe klatki, w których to przychodzi, nawet nie przeszkadzają mi karty kolekcjonerskie, na których podana jest ich „prędkość pierdzenia” (chłopcy uważają, że to przezabawne, nieważne).

Niebezpieczeństwo leży całkowicie w pewnym punkcie styku – kiedy rodzice małych dzieci widzą, jak starszaki się nimi bawią, i z góry zakładają, że te zabawki są bezpieczne do dziecięcego pokoiku.

Estetyczne zabawki z drewna a neonowe plastikowe koszmary

Będąc całkowicie szczerą, duża część mojej instynktownej reakcji na „baby fugglery” wynika z tego, jak niewiarygodnie są brzydkie i jak bardzo mam dość tego, że mój salon wygląda jak wybuch radioaktywnego plastiku. Kiedy Leo był noworodkiem, przysięgałam sobie, że będę mieć w domu tylko neutralne, uspokajające, ekologiczne zabawki. To trwało oczywiście tylko do jego pierwszych urodzin, ale wciąż staram się trzymać fason tam, gdzie to możliwe.

Aesthetic wooden toys versus neon plastic nightmares — The terrifying truth about the viral baby fuggler TikTok trend

Na przykład, kiedy Leo był malutki, kupiliśmy mu Drewniany stojak edukacyjny | Tęczowy zestaw z zawieszkami w kształcie zwierzątek. Jest przepiękny. Wykonany z drewna i miękkiej bawełny, wiszący słonik nie ma ludzkich zębów i naprawdę ładnie wygląda, stojąc u mnie na dywanie. Nie rozumiem do końca nauki stojącej za przebodźcowaniem niemowląt, ale mój lekarz zawsze dawał mi do zrozumienia, że bombardowanie dziecka neonowymi kolorami i zwariowanymi teksturami tuż przed drzemką to zły pomysł, a ten drewniany stojak wydawał się o wiele spokojniejszy.

Mamy też Miękkie klocki sensoryczne dla niemowląt. Są okej. To znaczy, to po prostu klocki. Maya buduje z nich wieże, a Leo burzy je jak Godzilla. Ale głównym powodem, dla którego ich nie nienawidzę, jest to, że są z miękkiej gumy, więc kiedy o północy w drodze po szklankę wody nadepnę na któryś z nich, nie krzyczę tak głośno, żeby obudzić zmarłych. Powiem Wam jedno, to na pewno lepsze niż nadepnięcie na twarde, plastikowe oko Fugglera.

Kwestia materiału a skóra niemowlaka

Oto kolejna rzecz, o której nikt nie mówi w kontekście tych tanich, viralowych pluszaków: materiały, z których są wykonane, to zazwyczaj absolutne śmieci. Nie mam pojęcia, jakiego syntetycznego poliestru używają do produkcji sztucznego futra w baby fugglerach, ale dosłownie czuję elektryczność statyczną przez ekran.

Oboje moich dzieci jako niemowlęta mieli potwornie wrażliwą skórę. Leo miał plamy egzemy na nóżkach, które zaogniały się od byle podmuchu wiatru. Sama myśl o pozwoleniu mu na przytulanie się do masowo produkowanej, liniejącej, syntetycznej zabawki sprawia, że zaczynam się drapać. Nie jestem dermatologiem, ale przeczytałam wystarczająco dużo nocnych forów dla rodziców, żeby wiedzieć, że przy dziecku z wysypką w grę wchodzą wyłącznie naturalne włókna.

Zasadniczo żyłam w strachu, że ubiorę Leo w niewłaściwy materiał, więc w rezultacie używaliśmy wyłącznie rzeczy takich jak Bodziak z organicznej bawełny z motylkowymi rękawkami i falbankami dla Mayi, kiedy była malutka, i gładkich, organicznych pajacyków dla Leo. Ubieranie wiercącego się niemowlaka to w gruncie rzeczy sport olimpijski, ale organiczna bawełna rozciąga się i oddycha w sposób, w jaki syntetyczne mieszanki po prostu nie potrafią. Pochłania pot, kiedy robi im się gorąco, i nie wywołuje tych małych czerwonych krostek. W każdym razie chodzi o to, że czy to w kwestii ubrań, czy zabawek do przytulania, unikanie tanich plastików i poliestru to połowa sukcesu w utrzymaniu komfortu dziecka.

Zatem, na czym stoimy w kwestii tych potwornych zabawek?

  • Dla niemowląt poniżej 3 lat: Absolutnie nie. Uciekajcie. Chowajcie je.
  • Dla chodzących maluchów: Wciąż nie, głównie dlatego, że będą próbowały wydłubać im oczy.
  • Dla siedmiolatków takich jak Maya: Niech będzie, pod warunkiem, że znikną mi z oczu, dopóki nie wypiję kawy.

Jeśli próbujecie odnaleźć się w tym absolutnym chaosie kupowania dla swojego prawdziwego dziecka rzeczy, które nie przyprawią was o atak paniki, zignorujcie modne plastikowe gadżety i zaopatrzcie się w to, co szczerze mówiąc się sprawdza. Sprawdźcie organiczne kolekcje Kianao zamiast kupować potworka.


Odpowiedzi na wasze bardzo rozsądne, lekko spanikowane pytania

Czy baby fugglery są bezpieczne dla ząbkujących niemowląt?
O rany, nie. Błagam, nie. Zęby w tych rzeczach są zrobione z twardego plastiku i są przyklejone lub wszyte w materiał. Jeśli twoje dziecko żuje je, bo bolą je dziąsła, może łatwo odgryźć taki ząb albo plastikową gałkę oczną i się zakrztusić. Trzymajcie się solidnych, jednoczęściowych gryzaków silikonowych, które można naprawdę porządnie umyć.

Czy mogę pozwolić mojemu dziecku spać z pluszowym fugglerem pod moim nadzorem?
Mój lekarz prawdopodobnie by na mnie nakrzyczał za samo rozważanie takiej opcji. Niemowlęta poniżej 12. miesiąca życia w ogóle nie powinny mieć w łóżeczkach żadnych pluszowych zabawek ze względu na ryzyko uduszenia, a co dopiero małej, ośmiocentymetrowej zabawki, która może łatwo utknąć pod kocykiem lub zostać wciśnięta w róg. Przestrzeń do spania musi być całkowicie pusta. Kropka.

Dlaczego nastolatki kupują na TikToku rzeczy dla niemowląt?
To żart! One wcale nie myślą na poważnie, że to prawdziwe dziecko. To taki ogromny, sarkastyczny trend na odgrywanie ról, w którym udają zestresowane matki tych niesamowicie brzydkich lalek potworów. To nieszkodliwe dla nastolatek, ale mylące dla prawdziwych rodziców, którzy widzą te filmy i myślą, że to rzeczywisty produkt do pielęgnacji niemowląt.

Jakie zabawki są naprawdę bezpieczne dla 6-miesięcznego dziecka?
W wieku sześciu miesięcy wszystko ląduje prosto w buzi. Potrzebujesz rzeczy, które są zbyt duże, by się nimi zadławić, nie mają absolutnie żadnych odłączanych elementów i są wykonane z bezpiecznych materiałów. Pomyśl o gryzakach z silikonu spożywczego, miękkich, pluszowych zabawkach z organicznej bawełny z haftowanymi buźkami (żadnych plastikowych oczu!) i prostych, drewnianych kółkach zabezpieczonych nietoksycznymi olejami.