Na oddziałach położniczych i w szkołach rodzenia krąży powszechne, niezwykle szkodliwe kłamstwo, które brzmi mniej więcej tak: nie martw się, jeśli jeszcze nie wybraliście imienia, bo w sekundzie, w której podadzą ci dziecko, spojrzysz mu w oczy i po prostu będziesz wiedzieć. Błagam was, jako ojciec bliźniaków, który przez trzy bite dni gapił się na dwóch identycznych, wściekłych, pomarszczonych nieznajomych, zanim zdecydował, jak ich nazwać – nie polegajcie na tej metodzie. Nie spojrzycie na swojego noworodka z myślą: „ach tak, toż to mały, wrzeszczący Bartłomiej”. Spojrzycie na niego i pomyślicie, że wygląda jak bardzo zirytowany Winston Churchill, którego właśnie wyrwano z drzemki.

Wybór imienia dla dziecka to ćwiczenie z wojny psychologicznej, głównie z samym sobą, ale także z każdą osobą, jaką kiedykolwiek spotkaliście, która może ukrywać sekretną, trwającą całe życie nienawiść do imienia „Olek”, ponieważ jakiś Olek ukradł jej kiedyś kieszonkowe w czwartej klasie. Kiedy przeglądaliśmy listy z propozycjami dla naszych dziewczynek, sama liczba odrzuconych imion była przytłaczająca. Kiedy jednak patrzę na obecny krajobraz imion nadawanych dziś chłopcom, presja wydaje się zupełnie inna. Istnieje to dziwaczne, współczesne oczekiwanie, że imię waszego syna musi jednocześnie brzmieć jak dziewiętnastowieczny kowal, modny barista z Brooklynu i przyszły dyrektor generalny, a przy tym idealnie komponować się z nazwiskiem i nie układać się w żadne nieprzyzwoite słowo w formie inicjałów.

Odrzućmy więc te romantyczne bzdury. Nie uderzy w was piorun z idealnym imieniem podczas spaceru po kwitnącej łące. Będziecie siedzieć na kanapie o 23:00, jedząc zimne tosty i agresywnie scrollując dane z urzędu stanu cywilnego, podczas gdy wasz partner będzie odrzucał wasze ulubione opcje jedna po drugiej.

Absolutna pułapka rodzinnego czatu

Nie potrafię tego wystarczająco mocno podkreślić: pod żadnym pozorem nie pokazujcie dalszej rodzinie waszej krótkiej listy. Jeśli jest jakaś zasada dotycząca nadawania imion, za którą chętnie oddam życie, to brzmi ona: „Gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść”. Ludzie są całkowicie niezdolni do zachowania swoich pierwszych reakcji dla siebie, a te reakcje w przeważającej większości zupełnie nie pomagają. Jeśli powiesz mamie, że zastanawiacie się nad imieniem Artur, nie usłyszysz: „Och, jak uroczo i w starym stylu”. Usłyszysz za to: „Artur? Jak ten mój wujek Artur, który pachniał kapustą i uciekł z listonoszką?”. I właśnie w ten sposób imię jest dla was spalone. Już nigdy nie pozbędziecie się zapachu tej wyimaginowanej kapusty.

Trzymajcie listę w ścisłej tajemnicy, dopóki atrament na akcie urodzenia nie wyschnie. Ludzie są znacznie mniej skłonni do krytykowania imienia, gdy jest już ono przypisane do żywego, oddychającego niemowlaka, którego mają przed sobą (chociaż moja cioteczna babka zdołała z siebie wydusić nieco przerażone „Aha, no dobrze…”, kiedy ogłosiliśmy imię jednego z bliźniaków, co w moim stanie chronicznego niewyspania wydało mi się niezwykle zabawne).

Testowanie opcji w naturalnym środowisku

Zanim podejmiecie ostateczną decyzję, musicie poddać imię rygorystycznym, wysoce nienaukowym testom w świecie rzeczywistym. Najpierw zapiszcie pełne inicjały dużymi, drukowanymi literami na kartce papieru. Spójrzcie na nie pod różnymi kątami. Możecie myśleć, że Kacper Antoni Łukasiak to silny, klasyczny wybór, ale właśnie nazwaliście swoje dziecko K.A.Ł. i obiecuję wam, że dzieci w szkole podstawowej zauważą to mniej więcej trzy sekundy po tym, jak wejdzie do klasy.

Gorąco polecam również test kawiarni, który polega na tym, że idziecie do ruchliwej sieciówki, zamawiacie napój i podajecie bariście potencjalne imię dziecka. Kiedy wykrzykuje je przez zatłoczoną salę, przekrzykując ryk ekspresu ciśnieniowego, jak to brzmi? Czy brzmi tak, jakbyś odchrząkiwał? Czy barista zapisuje je z trzema niepotrzebnymi samogłoskami? Czy połowa kawiarni odwraca się, bo myślą, że krzyknąłeś komendę na psa? Jeśli musisz powtarzać je trzy razy nastolatkowi trzymającemu papierowy kubek, przemyśl to jeszcze raz.

Szczerze mówiąc, nikogo tak naprawdę nie obchodzi etymologia imienia – jestem niemal pewien, że nikt nigdy nie dostał awansu w pracy dlatego, że jego imię w wolnym tłumaczeniu ze staronordyckiego oznacza „odważnego wilka z zachodniej doliny”.

Musicie też poćwiczyć wykrzykiwanie tego imienia wściekłym szeptem, ponieważ właśnie tak będziecie komunikować się z dzieckiem w miejscach publicznych przez pierwsze pięć lat jego życia. „Sebastianie, odłóż tego gołębia” trwa zbyt długo, by to wymówić. Potrzebujecie czegoś bardziej chwytliwego.

Ekwipunek dla małego nieznajomego

Kiedy w końcu zdecydujecie się na imię (albo przynajmniej zawęzicie wybór do dwóch opcji, które nie skończą się zamykaniem go w szkolnej szafce), dociera do was przerażająca rzeczywistość: to hipotetycznie nazwane dziecko pojawi się już bardzo niedługo, a na ten moment posiada jedynie gwałtownie rosnącą kolekcję malutkich skarpetek, które z pewnością zginą w pralce.

Equipping the tiny stranger — The brutally honest guide to choosing baby names boy edition

Kiedy pakujecie torbę do szpitala na zbliżający się poród, chcecie rzeczy, które są absurdalnie miękkie, głównie dlatego, że skóra noworodka jest wręcz śmiesznie delikatna i zdaje się reagować dosłownie na wszystko. U naszych bliźniaków używaliśmy Body Niemowlęcego Bez Rękawów z Bawełny Organicznej pod praktycznie każdy strój. Są naprawdę genialne, ponieważ mieszanka 95% bawełny organicznej i 5% elastanu sprawia, że bez problemu naciągają się na wielką pieluchę bez konieczności szarpania ich tak mocno, by zatrzaski pękały. Mają te specjalne zakładki na ramionach, które – jeśli jeszcze nie wiecie – zostały zaprojektowane właśnie po to, by w przypadku nieuniknionej „eksplozji w pieluszce aż po pachy”, można było ściągnąć body w dół przez ramiona i nóżki, zamiast przeciągać je przez głowę i wcierać zawartość we włosy. To funkcja, która uratuje wasze zdrowie psychiczne o czwartej nad ranem.

Pozwólcie jednak, że udzielę wam głęboko praktycznej rady dotyczącej Krótkich Spodenek Niemowlęcych z Bawełny Organicznej w Stylu Retro. Są niesamowicie urocze. Mają ten oldschoolowy, sportowy krój, który sprawia, że dzieciak wygląda jak miniaturowy trener tenisa z lat 70., a bawełna organiczna jest fantastyczna, gdy maluch raczkuje po dywanie. Ale na miłość boską, kupcie kolor Mocha lub Pale Turquoise (Jasnoturkusowy). Nie ubierajcie aktywnego niemowlaka w nic, co ma białe wykończenie, jeśli kiedykolwiek planujecie wyjść z nim na zewnątrz, ponieważ raczkujące dzieci są w zasadzie jak malutkie roboty sprzątające, które zbierają czysty brud i rozgniecionego banana. Spodenki są świetne, ale ciemne kolory to wasza jedyna obrona przed chaosem.

Jeśli właśnie w panice kupujecie niezbędniki do szpitalnej torby, kłócąc się jednocześnie z partnerem o to, czy „Kacper” brzmi zbyt podobnie do złoczyńcy z kreskówki, może warto na chwilę odwrócić uwagę i przyjrzeć się kolekcji kocyków niemowlęcych marki Kianao.

Paradoks trendu na rustykalnego arystokratę

Jeśli spojrzeć na obecne dane dotyczące imion dla dzieci, jest to fascynujące i nieco absurdalne. Absolutni tytani rankingów – Antoni, Jan, Aleksander, Franciszek i Jakub – ani drgną. Są jak nie do ruszenia fundamenty żłobków. Ale tuż pod powierzchnią buzują specyficzne trendy, których kurczowo trzymają się milenialsi i rodzice z pokolenia Z.

Mamy więc trend na „Rustykalnego Arystokratę”, który uważam za niekończące się źródło rozrywki. Rodzice odkopują imiona takie jak Ignacy, Leon, Teodor i Leopold. To tak, jakbyśmy wszyscy zbiorowo zdecydowali, że chcemy, by nasi synowie brzmieli jak postacie poboczne z powieści Bolesława Prusa, które posiadają niewielki kawałek lasu i wełnianą kamizelkę. To gigantyczna próba zrekompensowania sobie trendów z lat 90., kiedy to nadawano chłopcom imiona brzmiące jak przypadkowe amerykańskie nazwiska.

Potem mamy brygadę ostrych spółgłosek – Ksawery, Borys, Iwo, Maks. Imiona, które brzmią szybko i nieco niebezpiecznie, niczym marka drogiego europejskiego samochodu sportowego. I oczywiście imiona inspirowane naturą. Kosma, Jaskier, Bazyli, Florian. Szczerze mówiąc, nawet mi się podobają, chociaż jeśli zgromadzicie ich zbyt wiele w jednej rodzinie, ryzykujecie, że będziecie brzmieć jak lista zapachów świec Yankee Candle.

Absolutna pułapka dopasowywania imion rodzeństwa

Skoro mowa o rodzinach, porozmawiajmy o dylemacie „kompletu rodzeństwa”. Widzę rodziców przeżywających katusze, czy imię nowego dziecka idealnie pasuje do imienia starszego rodzeństwa, tak jakby byli kuratorami wystawy sztuki, a nie wychowywali istoty ludzkie. „Mamy już Jeremiego, więc musimy mieć Jonasza, absolutnie nie możemy mieć Krzyśka”.

The absolute trap of matching siblings — The brutally honest guide to choosing baby names boy edition

Dopasowywanie imion rodzeństwa służy wyłącznie spersonalizowanym kartkom świątecznym. Zanim wasze dzieci staną się nastolatkami, nikogo nie będzie obchodzić, czy ich imiona płynnie się ze sobą łączą. Moi bliźniacy mają imiona, które stylistycznie do siebie pasują, ale to był szczęśliwy traf; w głównej mierze staraliśmy się po prostu znaleźć dwa imiona, których oboje aktywnie nie nienawidziliśmy. Nie poświęcajcie imienia, które uwielbiacie, tylko dlatego, że nie brzmi tak, jakby należało do tego samego filmowego uniwersum, co imię waszego pierwszego dziecka.

Przetrwanie ząbkowania bez względu na to, jak go nazwiecie

Niezależnie od tego, jak ostatecznie go nazwiecie, gdzieś w okolicach piątego lub szóstego miesiąca nadejdzie taki moment, kiedy jego imię stanie się zupełnie nieistotne, ponieważ przestanie na nie reagować i zamiast tego zmieni się we wściekłego, śliniącego się gargulca. Ząbkowanie to mroczny czas. Pamiętam, jak trzymałem jedną z moich dziewczynek w kuchni o drugiej w nocy, szeptem wymawiając jej pięknie wybrane imię, podczas gdy ona próbowała przegryźć mój obojczyk, bo zalecana dawka paracetamolu jeszcze nie zaczęła działać.

To jest moment, w którym przestajecie dbać o estetykę, a zaczynacie dbać o przetrwanie. Silikonowo-Bambusowy Gryzak dla Niemowląt Panda to jedna z nielicznych rzeczy, które agresywnie wręcz polecam nowym rodzicom. Kluczem jest tutaj płaska konstrukcja. Wiele gryzaków to grube, masywne pierścienie, których dziecko nie może tak naprawdę włożyć na tył jamy ustnej, gdzie właśnie próbują wyrżnąć się zęby trzonowe, albo wypuszcza je z rąk co pięć sekund, bo jego motoryka mała jest w zasadzie zerowa. Kształt pandy sprawia, że maluch może faktycznie sam go chwycić, a bambusowa tekstura zapewnia odpowiedni opór do masowania dziąseł. Wrzućcie go do lodówki na dziesięć minut podczas robienia kawy, podajcie dziecku, a może zyskacie pięć minut błogiej ciszy, podczas której nikt nie płacze (włączając w to was).

Zanim przejdziemy do szalenie specyficznych pytań, które ludzie zadają mi na temat konwencji nadawania imion, prawdopodobnie powinniście zająć się tym, co to hipotetycznie nazwane dziecko będzie gryźć i nosić. Zgarnijcie kilka naprawdę przydatnych ubranek niemowlęcych z bawełny organicznej i przestańcie gapić się na listę 100 najpopularniejszych imion, aż zaczną wam krwawić oczy.

Pytania, które słyszę całkowicie na poważnie

Czy musimy dawać drugie imię? Nie potrafię wymyślić nawet jednego, a co dopiero dwóch.
Nie, absolutnie nie musicie. Drugie imiona są używane przez rodziców głównie jako system ostrzegawczy, gdy dziecko zamierza przejść przez ulicę bez patrzenia lub gdy pomalowało ściany. Jeśli wykrzyczysz ich pierwsze i drugie imię naraz, wiedzą, że przekroczyły granicę. Ale z prawnego i praktycznego punktu widzenia nikogo to nie obchodzi. Jeśli jesteście wykończeni, po prostu to odpuśćcie. Dziecko nie będzie miało wam tego za złe.

A co, jeśli wybierzemy imię, a potem zdamy sobie sprawę, że jest w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych?
Wtedy będzie jednym z trzech Antków w zerówce i przeżyje to. Panika związana z posiadaniem „wyjątkowego” imienia jest mocno przesadzona. Jeśli imię jest popularne, zazwyczaj dzieje się tak dlatego, że to po prostu bardzo dobre imię. O wiele lepiej być jednym z trzech Aleksandrów, niż jedynym dzieckiem w szkole nazwanym na cześć mało znanego czternastowiecznego narzędzia ogrodniczego tylko dlatego, że rodzice chcieli, byś się wyróżniał.

Moja żona ma termin za trzy tygodnie, nienawidzimy nawzajem swoich list, co mamy zrobić?
Wydrukujcie listę 500 najpopularniejszych imion. Każde z was bierze czerwony długopis. Skreślcie wszystko, czego aktywnie nienawidzicie. To, co zostanie pośrodku, a nie jest pokryte czerwonym tuszem, to wasza pula bezpieczeństwa. Możecie nie znaleźć imienia, w którym będziecie namiętnie zakochani, ale znajdziecie takie, które oboje będziecie tolerować, a szczerze mówiąc, w długim małżeństwie obopólna tolerancja decyzji jest w zasadzie ogromnym zwycięstwem.

Czy to dziwne, by nazwać chłopca panieńskim nazwiskiem matki?
Wcale nie. Właściwie, używanie nazwisk jako pierwszych imion to bardzo silny zagraniczny trend (te wszystkie imiona typu Parker, Brooks czy Harrison). Jeśli nazwisko panieńskie twojej partnerki dobrze brzmi jako imię, to genialny sposób na uniknięcie kłótni o to, czyja rodzina zostanie „uhonorowana” w procesie nazewnictwa. Upewnijcie się tylko, że inicjały nie ułożą się w słowo K.A.Ł., zanim ostatecznie to zatwierdzicie.