Droga Sarah z zeszłego czerwca. Stoisz właśnie na żwirowym parkingu przy miejskim basenie, masz na sobie te przetarte dżinsowe szorty, które przysięgałaś wyrzucić w 2019 roku, i trzymasz w ręku przemoczoną płócienną torbę, która właśnie agresywnie się przewróciła i wypluła całą swoją zawartość. Leży tam na wpół zjedzony paluszek serowy oblepiony piaskiem. Jest też kałuża mrożonej waniliowej latte, która w zatrważającym tempie wsiąka w zapasową pieluszkę do pływania Leo.
Pocisz się. Płaczesz nad rozlanym mlekiem – dosłownie – i mruczysz pod nosem, że przecież musi być jakiś lepszy sposób na transportowanie tej góry klamotów, która jest niezbędna do utrzymania dwójki dzieci przy życiu w pobliżu zbiornika wodnego.
Piszę do ciebie z przyszłości, żeby ci powiedzieć: po prostu kup ten cholerny plastikowy koszyk.
Wiem, że nie chcesz. Wiem, że Tom stał dziś rano w kuchni, gapiąc się w ekran twojego telefonu znad swojej kawy z french pressu – bo on jest typem człowieka, który o 7 rano ma faktycznie cierpliwość, żeby używać zaparzacza – i rzucił: „Czy ty naprawdę zastanawiasz się nad wydaniem siedemdziesięciu dolarów na kosz na pranie z dziurami?”.
On tego nie rozumie. On nosi ze sobą rozsądny czarny plecak. Nie pojmuje czystej, niczym nieskalanej wściekłości, jaką wywołuje płócienna torba, która za nic w świecie nie chce ustać pionowo w bagażniku Hondy Pilot. Nieważne, w każdym razie poddałam się, kupiłam tę torbę i mam na jej temat tyle przemyśleń, że muszę się z nimi teraz z wami podzielić.
Dlaczego ta nazwa nie ma absolutnie żadnego sensu
Największą psychologiczną barierą, którą musiałam pokonać, była sama nazwa. Nazywa się „baby bogg”, co jest wręcz niewiarygodnie głupie, bo przecież nie wkłada się do niej dziecka, a technicznie rzecz biorąc, nie jest to nawet torba na pieluchy. Nie ma tam izolowanych kieszeni na butelki ani podajnika na chusteczki. To dosłownie po prostu gumowe pudło z uszami.
Spędziłam godzinę na ich stronie, próbując rozkminić, dlaczego ją tak nazwali. Okazuje się, że to po prostu ich system rozmiarówki. Ta ogromna, do której potrzebujesz wózka widłowego, to Original. Ta średnia to Baby. A ta malutka to Bitty. I szczerze mówiąc, rozmiar Bitty jest całkowicie bezużyteczny, chyba że jesteś psem rasy Chihuahua, ale mniejsza z tym.
Dlaczego nie nazwali ich po prostu Duża, Średnia i Mała? Po co wplątywać niemowlęta w nazewnictwo torby plażowej? Kiedy twoje dzieci mają 4 i 7 lat, czujesz się trochę dziwnie, kupując coś z „baby” w nazwie. Zastanawiałam się, czy może ma jakąś ukrytą przegródkę na dziecko, której nie zauważyłam. Nie ma. To po prostu średniej wielkości torba, która idealnie mieści jakieś 20 kilogramów wszelkich śmieci, które twoje dzieci wciskają ci do rąk w ciągu dnia. Kamienie. Wpół wypite soczki w kartoniku. Mokre ręczniki. Pomieści wszystko.
Czym w ogóle jest octan etyleno-winylu?
Więc główną zaletą tej torby, poza tym, że dzięki płaskiemu dnu nigdy się nie przewraca, jest materiał. Jest zrobiona z tworzywa EVA. Octan Etyleno-Winylu. Brzmi jak toksyczny pestycyd używany na komercyjnych uprawach, ale tak naprawdę to to samo tworzywo, z którego robią te mięciutkie maty podłogowe z alfabetem.

Mój pediatra, doktor Evans – niesamowicie spokojny człowiek, który zawsze pachnie lekko miętą – jako pierwszy o tym wspomniał, kiedy byliśmy na bilansie czterolatka z Leo. Badał mu uszy, a moja sztywna z brudu płócienna torba L.L. Bean stała na podłodze gabinetu, dosłownie zostawiając na linoleum mokry okrąg z basenowej wody i rozpaczy. Wspomniał od niechcenia, że płótno zatrzymuje wilgoć i namnaża bakterie, podczas gdy plastik EVA jest naturalnie wolny od ftalanów i nie gromadzi pleśni.
Szczerze mówiąc, nie znam się na naukowych dowodach na to, jak plastik odstrasza pleśń, pewnie chodzi o to, że nie ma porów czy coś w tym stylu. Zakładam, że po prostu woda w niego nie wsiąka. Ale doktor Evans skończył medycynę, więc wierzę mu na słowo. Oznacza to po prostu tyle, że zamiast spędzić całą niedzielę na agresywnym szorowaniu wtartych w płótno resztek kremu z filtrem i pokruszonych krakersów, płacząc nad pralką, możesz po prostu spłukać ten plastikowy koszyk wężem ogrodowym na podjeździe i iść w spokoju napić się kawy.
Magia.
Rzeczy, które naprawdę wtykam w te dziury
Torba ma w sobie dziury, zupełnie jak Crocsy. To oznacza, że oddycha, więc wasze mokre stroje kąpielowe nie śmierdzą bagnem, zanim dotrzecie do domu. Ale oznacza to też, że można do niej różne rzeczy przypinać. Co z kolei stanowi zupełnie osobną pułapkę finansową.

Kiedy Leo był młodszy i tkwiliśmy po uszy w piekle ząbkowania, dosłownie wszędzie nosiłam ze sobą Silikonowy Bambusowy Gryzak Panda. Właśnie kupiłam kolejny na baby shower mojej siostry, bo to absolutny święty Graal. Silikon o fakturze bambusa naprawdę sięga aż do miejsca, gdzie wyrzynają się zęby trzonowe, a dzięki płaskiemu kształtowi niezdarne małe rączki Leo mogły go złapać i nie upuszczać w błoto co pięć sekund. Po prostu przeciągałam zawieszkę do smoczka przez jedną z dziurek w torbie bogg i przypinałam pandę na zewnątrz. Gdy robiła się brudna, wrzucałam ją do zmywarki. Proste.
Ostatnio sprawiłam też sobie Bambusowy Kocyk Dziecięcy Colored Universe, żeby mieć go w torbie na chłodniejsze wieczory. Jest... w porządku. Szczerze mówiąc, jest niewiarygodnie miękki, a kosmiczny wzór jest przepiękny, ale wydaje się wręcz zbyt delikatny dla moich dzikich dzieci. Jest bambusowy i hipoalergiczny, co jest niesamowite dla egzemy Leo, ale absolutnie przeraża mnie wizja, że mógłby dotknąć ziemi w parku, bo mam wrażenie, że się zniszczy. Więc głównie po prostu leży równo złożony z tyłu mojego SUV-a. To kocyk do używania w domu. Na plażę bym go nie wzięła.
A, i trzymam też Gryzak Wiewiórkę przypięty do paska, na wypadek wizyt mojej maleńkiej siostrzenicy. To solidny pierścień z uroczym małym żołędziem, który jest świetny dla maluchów dopiero uczących się chwytać przedmioty. Nie ma tej samej magicznej mocy docierania do zębów trzonowych co panda, ale sprawia, że mała siedzi cicho w kolejce do kasy w supermarkecie, a to wszystko, na czym mi zależy.
Jeśli obecnie próbujecie przetrwać etap ząbkowania i potrzebujecie akcesoriów, które można dosłownie spłukać wężem ogrodowym razem z tą plastikową torbą, koniecznie sprawdźcie tutaj wszystkie zabawki Kianao, zanim całkowicie stracicie zmysły.
Wielkie polowanie na promocje, które zrujnowało mi życie
Ponieważ z natury jestem skąpa i mam alergię na płacenie pełnej ceny za cokolwiek, na początku odmówiłam po prostu kupienia tej torby. Spędziłam trzy kolejne noce, siedząc do drugiej nad ranem, pijąc letnią rozpuszczalną kawę i desperacko szukając jakiejś wyprzedaży toreb baby bogg.
Pozwólcie, że oszczędzę wam zarwanych nocy. Nie znajdziecie żadnej.
One nie bywają na wyprzedażach. Nigdy. To jak z produktami Apple albo butami Birkenstock. Cena detaliczna wynosi siedemdziesiąt dolarów i tak już po prostu jest. Jeśli widzicie reklamę na Facebooku, która twierdzi, że mają je z 60-procentową zniżką, to oszustwo. Prawie wpisałam dane swojej karty kredytowej na jakiejś stronie, która najwyraźniej była hostowana gdzieś w piwnicy, tylko po to, żeby zaoszczędzić dwadzieścia dolarów. Jeśli kupicie podróbkę, najpewniej przyjdzie wam pocztą miniaturowy plastikowy naparstek, albo, co gorsza, toksyczny falsyfikat, który intensywnie śmierdzi benzyną i stopi się z fotelami waszego samochodu w sierpniowym słońcu.
W końcu ustąpiłam i kupiłam oryginał w pełnej cenie detalicznej, i jestem wręcz wściekła na samą siebie o to, jak bardzo ją uwielbiam. Jest niezniszczalna. Przetrwała to, że Leo używał jej jako schodka, by sięgnąć po lody z zamrażarki. Przetrwała to, że Maya wypełniła ją po same brzegi mokrym piaskiem, budując „fundamenty zamku”. Po prostu znosi te wszystkie zniewagi i prosi o więcej.
Więc po prostu zaakceptujcie swoje przeznaczenie. Przestańcie udawać, że płócienne torby się sprawdzają, porzućcie złudzenia o zniżkach i kupcie tę torbę, którą można umyć myjką ciśnieniową. A jeśli szukacie autentycznie bezpiecznych, nietoksycznych, pięknie wykonanych niezbędników, które można z czystym sumieniem włożyć do środka waszej nowej, niezniszczalnej torby, zapoznajcie się z pełną kolekcją akcesoriów dla niemowląt i maluchów marki Kianao.
Pytania, które dosłownie wygooglowałam o 2 w nocy
Czy rozmiar Baby jest naprawdę wystarczający dla dwójki dzieci?
Szczerze mówiąc, tak, chyba że pakujecie się tak, jakbyście uciekali z kraju. Mieści trzy zwinięte ręczniki, krem z filtrem, przerażającą ilość przekąsek, dwie butelki z wodą i mój portfel. Jeśli bierzecie dmuchane kółka do pływania i przenośny wiatrak, pewnie będziecie potrzebować rozmiaru Original, ale torba w rozmiarze Baby nie obija mi się o nogi podczas chodzenia, co jest gigantycznym plusem.
Jak u licha naprawić uchwyty, kiedy się poskręcają?
O rany, to zdarza się bez przerwy. Uchwyty przychodzą złożone na płasko do transportu i czasem okręcają się wokół tych małych guziczków. Trzeba dosłownie złapać pasek u nasady i gwałtownie wykręcić go z powrotem na właściwe miejsce. Masz wrażenie, że zaraz złamiesz plastik, ale tak się nie stanie. Użyjcie po prostu brutalnej siły.
Czy piasek faktycznie nie dostaje się do środka?
I tak, i nie. Dolna połowa jest lita, więc jeśli postawicie ją na piasku, nie przesieje się on przez dno, jak to bywa w plecionych torbach. Ale w górnej połowie są dziury. Jeśli wasz czterolatek celowo rzuci w nią garścią piasku – co Leo robi nieustannie – piasek dostanie się do środka. Ale ponieważ to gładki plastik, po prostu odwracacie ją do góry dnem i cały piasek wysypuje się sam. Nie utyka we włóknach.
Czy można myć ją w zmywarce?
To znaczy, ja bym tego nie robiła. Przypuszczam, że technicznie rzecz biorąc, tworzywo EVA ma wysoką temperaturę topnienia, ale moja zmywarka nagrzewa się na tyle mocno, że potrafi powyginać plastikowe pojemniki, więc nie ryzykuję mojej wartej siedemdziesiąt dolarów inwestycji. Po prostu używam chusteczek antybakteryjnych albo zabieram ją ze sobą pod prysznic. Tak, brałam prysznic ze swoją torbą basenową. Macierzyństwo jest niezwykle szykowne.
Czy jest ciężka do noszenia, gdy jest pełna?
Sama torba, gdy jest pusta, waży dosłownie niecały kilogram. Jest lżejsza niż moja skórzana torebka. Ale jeśli załadujecie ją jakimiś 17 kilogramami mokrych ręczników i soczków, to tak, będzie ciężka. Paski są jednak dość szerokie, więc nie wrzynają się boleśnie w ramię w taki sposób, jak te cienkie sznurkowe paski od marynistycznych toreb plażowych.





Udostępnij:
Komiksy o baby bluesie nie uchronią Cię przed poporodowym kryzysem
Jak ugotować mini pak choi, żeby maluch zjadł je ze smakiem