Leżę właśnie płasko na plecach na dywanie w salonie, wydając dziwaczne dźwięki kląskania językiem, podczas gdy moje czteromiesięczne dziecko agresywnie obgryza silikonową szpatułkę. Gdzieś w tle mój najstarszy syn próbuje nauczyć psa obsługi iPada, a na kanapie leży sterta prania, która leży tam tak długo, że mogłaby już zacząć płacić czynsz. Gdybyście powiedzieli mi pięć lat temu, że tak będzie wyglądać "zabawa" z moim dzieckiem, pewnie bym się popłakała. Ale teraz? To absolutny szczyt naszej popołudniowej rozrywki.
Będę z wami szczera – presja, by nieustannie zabawiać niemowlę, jest wyczerpująca. Przynosisz tego malutkiego, mięciutkiego człowieczka ze szpitala do domu, a internet nagle wmawia ci, że jeśli nie będziesz angażować go w zaawansowane zabawy rozwojowe przez dwanaście godzin dziennie, to nigdy nie dostanie się na studia. Niech ich Bóg błogosławi, ale ludzie, którzy tworzą te idealne, estetyczne rolki na Instagramie o zabawach sensorycznych dla niemowląt, ewidentnie mają na etacie ekipę sprzątającą i nianię.
Przy pierwszym dziecku dałam się na to wszystko nabrać. Jest on moją ostateczną przestrogą. Kupowałam drogie pudełka subskrypcyjne, drukowałam kontrastowe karty, gdy miał dwa tygodnie, i wisiałam nad nim, próbując wymusić "zabawę", dopóki oboje nie byliśmy spoceni i zapłakani. Teraz, przy trzecim dziecku, moja cała filozofia zmieniła się z prób wychowania małego geniusza na po prostu próbę przetrwania do drzemki bez utraty zmysłów.
Co mój lekarz powiedział mi o ich malutkich mózgach
Pamiętam, jak siedziałam w gabinecie doktora Millera, gdy moje pierwsze dziecko miało około trzech miesięcy. Trzymałam na rękach to sztywne, płaczące niemowlę, które właśnie przez czterdzieści pięć minut próbowałam stymulować teatrzykiem kukiełkowym. Byłam wykończona. Powiedziałam mu, że nie nadążam za harmonogramem aktywności, który znalazłam w internecie. Doktor Miller spojrzał na mnie, westchnął i poniekąd wyjaśnił, że ich małe mózgi zapełniają się niewiarygodnie szybko, prawie jak gąbka, która po prostu nie może przyjąć więcej wody – choć szczerze mówiąc, prawdopodobnie źle zrozumiałam medyczną część tej analogii.
Powiedział mi, że dla małego dziecka, dosłownie samo przebywanie w pokoju z wiatrakiem sufitowym to ogromne wydarzenie sensoryczne. Nie musimy urządzać dla nich produkcji z Broadwayu. Jeśli zmieniasz pieluchę i prychniesz im w brzuszek (robiąc tzw. pierdzioszka), to jest to zabawa. Jeśli składasz ręczniki i na dwie sekundy upuścisz im na głowę myjkę – gratulacje, właśnie zrobiliście aktywność. Moja mama mawiała, że w dzisiejszych czasach wszystko zbytnio komplikujemy i choć zazwyczaj przewracam oczami, gdy zaczyna opowiadać, jak to w latach 70. w ogóle nie używano fotelików samochodowych, to w tej jednej konkretnej kwestii miała całkowitą rację.
Istnieje przekonanie, że musimy być z nimi w ciągłej interakcji, twarzą w twarz. Ale nauczyłam się, że trzeba po prostu je obserwować, dopóki nie odwrócą wzroku, nie zaczną ziewać lub nie odwrócą głowy, a potem po prostu rzucasz koc na cały ten bałagan, by zająć się nim później, bo to oznacza, że są przebodźcowane i mają cię całkowicie dość.
To, co naprawdę działa (i to, co nie)
Ponieważ prowadzę mały sklep na Etsy i muszę pakować zamówienia, desperacko potrzebuję możliwości odłożenia dziecka na pięć minut bez absolutnej histerii. Zaczęłam więc szukać rzeczy, które nie wymagają ode mnie bycia głównym bohaterem ich zabawy. Słuchajcie, jestem oszczędna. Nienawidzę wydawać pieniędzy na plastikowe śmieci, które śpiewają okropne piosenki i wymagają wielkich baterii, o których kupnie zawsze zapominam.

Moim absolutnym wybawieniem tym razem okazał się Zestaw Edukacyjny Stojak z Liściem i Grzechotką. Nie przesadzam, mówiąc, że ta rzecz kupuje mi wystarczająco dużo czasu, by wypić całą filiżankę kawy, póki jest jeszcze gorąca. Nie chciałam mieć w domu ogromnej, neonowej maszyny rodem z salonu gier, więc rama z surowego drewna jest idealna. Ma małe drewniane i szydełkowane elementy, a kiedy uderza w drewniane kółka, wydają one delikatny, grzechoczący dźwięk, od którego nie krwawią mi uszy. Czasami po prostu kładę ją pod nim, a prosta zasada przyczyny i skutku – uderzanie w liść i obserwowanie, jak się kołysze – wystarcza, by całkowicie pochłonąć jej malutki umysł na okrągłe piętnaście minut.
Wylądowałam również z Zestawem Edukacyjnym Stojak z Misiem, ponieważ moja teściowa stwierdziła, że potrzebujemy różnorodności. Szczerze? Jest po prostu okej. Mała drewniana zawieszka w kształcie misia jest urocza, ale moje dziecko całkowicie ją ignoruje i zamiast tego agresywnie żuje boczną linę. Spełnia swoją funkcję i łatwo się składa, więc mogę go wepchnąć do szafy, kiedy przychodzą goście, ale tak naprawdę potrzebujecie tylko jednego porządnego zestawu.
Jeśli toniecie w plastikowych zabawkach i chcecie przejść na rzeczy, które nie atakują zmysłów, możecie przejrzeć kolekcję ekologicznych i drewnianych zabawek od Kianao, aby znaleźć coś, przez co nie będziecie chcieli wyrywać sobie włosów z głowy.
Internetowe poczucie winy związane z czasem przed ekranem
Ostatecznie wasze słodkie, malutkie "dziecko-ziemniaczek" zmienia się w chaotycznego malucha, a wy znajdujecie się w rozpaczliwej sytuacji, w której macie służbowy telefon, pies zwymiotował na dywan, a wy potrzebujecie po prostu dziesięciu minut ciszy. Wtedy zazwyczaj panikujemy i zaczynamy szukać gier dla dzieci w sieci, mając nadzieję, że istnieje jakaś magiczna, edukacyjna aplikacja, która rozgrzeszy nas z poczucia winy za spędzanie czasu przed ekranem.

Moja kuzynka, która pracuje w gabinecie okulistycznym, opowiedziała mi o zasadzie 20-20-20, zgodnie z którą powinno się co dwadzieścia minut patrzeć na odległość dwudziestu stóp (około 6 metrów), co jest przezabawne, bo spróbujcie kazać osiemnastomiesięcznemu dziecku gapić się w ścianę przez dwadzieścia sekund. Staram się unikać dawania mojego telefonu, ale nie będę tu siedzieć i was okłamywać. Czasami po prostu potrzebujesz cyfrowego odwrócenia uwagi. Kiedy w zeszłym miesiącu byłam głęboko w okopach regresu snu, pamiętam, jak stałam w kuchni, próbując coś wygooglować i wpisałam tylko "gry d" w telefonie, zanim mój dwulatek rzucił mi mokrą skarpetą w głowę i całkowicie porzuciłam poszukiwania.
Jeśli już zdecydujecie się na ekran, po prostu usiądźcie z nimi i porozmawiajcie o tym, co robi animowana krowa. Sprawia to, że czuję się odrobinę lepiej z moimi rodzicielskimi wyborami, kiedy aktywnie opowiadam, co dzieje się w kreskówce.
Kiedy w końcu zaczynają się przemieszczać
Kiedy osiągną wiek od sześciu do dziewięciu miesięcy i zorientują się, że mogą się przemieszczać, wszystko się zmienia. Zabawa w „a kuku” staje się całym waszym życiem. Będziecie bawić się w „a kuku” za dłońmi, za kanapą, za brudną pieluchą, aż dosłownie zacznie wam się to śnić. Idziemy dalej.
Potem nadchodzi era rzucania. Około dziesiątego miesiąca wszystkie moje dzieci zorientowały się, że grawitacja istnieje, a główną grą stało się „zrzuć drewnianą łyżkę z krzesełka i patrz, jak mama ją podnosi”. One uważają, że to przezabawne. Wy nie uznacie tego za przezabawne. Zazwyczaj po prostu daję im kartonowe pudło i garść losowych, bezpiecznych przedmiotów z domu – czystą trzepaczkę, silikonowy gryzak, zwiniętą skarpetkę. Spędzą więcej czasu na wyjmowaniu rzeczy z pudełka i wkładaniu ich z powrotem, niż kiedykolwiek bawiąc się świecącą zabawką za dwieście złotych.
Nie potrzebujecie tytułu magistra wczesnego rozwoju dziecka, by zapewnić mu rozrywkę. Wystarczy odrobina cierpliwości, wygodne miejsce na podłodze i może kilka dobrze wykonanych przedmiotów, które nie zrujnują waszego portfela ani zdrowia psychicznego. Sprawdźcie drewniane stojaki edukacyjne marki Kianao, jeśli szukacie czegoś pięknego i funkcjonalnego, co pomoże wam przetrwać popołudniowy kryzys.
Moje chaotyczne, życiowe odpowiedzi na wasze pytania o zabawę
Jak długo tak naprawdę powinnam bawić się z noworodkiem?
Szczerze? Pięć minut to maraton dla dziecka, które dopiero co się urodziło. Kiedy moja najmłodsza córka miała dwa miesiące, trzy minuty patrzenia na czarno-białą kartę wydawały się dla niej pełnym treningiem umysłowym. Nie stresujcie się, jeśli po kilku minutach zaczną płakać. Po prostu weźcie je na ręce, pobujajcie i uznajcie, że to koniec zabawy na dziś. Są zupełnie nowe na tym świecie; wiatrak na suficie przez większość czasu to wystarczająca rozrywka.
Co zrobić, jeśli moje dziecko krzyczy w sekundzie, w której kładę je na brzuszku?
Mój Boże, moje drugie dziecko zachowywało się, jakby podłoga była z gorącej lawy. Za każdym razem, gdy kładłam go na brzuchu, lądował twarzą w dół i zanosił się płaczem. Doktor Miller zasugerował, że leżenie na brzuszku wcale nie musi odbywać się na podłodze. Zaczęłam po prostu kłaść się na kanapie i układać go klatką piersiową na mojej klatce piersiowej. Podnosił tę swoją ciężką małą główkę, żeby spojrzeć mi w twarz, i bum, czas na brzuszku zaliczony. Róbcie to, co działa i chroni wasz słuch.
Czy muszę kupować te wszystkie drogie subskrypcje z zabawkami edukacyjnymi?
Absolutnie nie, oszczędzajcie pieniądze na pieluchy i kawę. Te pudełka są piękne, ale wasze dziecko dosłownie nie dba o to, czy zabawka została naukowo zaprojektowana dla ich konkretnego tygodnia życia. Zestaw miarek kuchennych i bezpieczne drewniane kółko, jak te z mat edukacyjnych Kianao, pozwolą wam przetrwać cały pierwszy rok. Dzieci to w zasadzie małe szopy pracze; i tak chcą się bawić śmieciami i waszymi kluczykami do samochodu.
Czy cyfrowe gry dla dzieci zrujnują mózg mojego malucha?
Znaczy się, pediatrzy w zasadzie mówią: żadnych ekranów przed ukończeniem drugiego roku życia, chyba że dzwonicie na FaceTime do babci, a ja staram się tego trzymać, jak tylko mogę. Ale żyję też w prawdziwym świecie, w którym czasem ktoś zachoruje albo trzeba odebrać ważny telefon. Jeśli musicie użyć ekranu przez kilka minut, by móc ugotować kurczaka bez puszczenia domu z dymem, bądźcie dla siebie wyrozumiali. Po prostu nie róbcie z tego jedynego sposobu, w jaki potrafią się bawić.
Dlaczego moje dziecko nagle odwraca wzrok i staje się marudne podczas zabawy?
Prawdopodobnie mają już po prostu dość! Zajęło mi tak dużo czasu, by zrozumieć, że moje dziecko nie było znudzone, tylko przebodźcowane. Jej mały mózg po prostu krzyczał "przeciążenie systemu". Jeśli zaczynają ziewać, unikać z wami kontaktu wzrokowego lub marudzić, to ich sposób na powiedzenie, że impreza się skończyła. Po prostu pozwólcie im przez chwilę zrelaksować się w cichym, lekko zaciemnionym pokoju. Nie musicie zmuszać ich do zabawy na siłę.





Udostępnij:
Zakrzywienie czasu przy maluchu i fenomen zegarka Baby-G
Drogi Tomku: Prawda o grach online dla dzieci i czasie przed ekranem