Droga Saro sprzed dokładnie sześciu miesięcy.

Siedzisz na podłodze w pokoju dziecięcym swojej siostry o 2:14 w nocy. Masz na sobie te okropne szare legginsy Lululemon z plamą po wybielaczu na kolanie i trzymasz swojego trzytygodniowego siostrzeńca, który wrzeszczy jak mała, wściekła syrena. Twoja kawa z ósmej wieczorem stoi na komodzie, pokryta już obrzydliwym kożuchem. A ty płaczesz. Ponieważ bujasz go i bujasz, chodzisz tam i z powrotem po ciemnym korytarzu, aż nagle twój niewyspany mózg zaczyna wariować i myślisz: o Boże, czy nie bujam go za mocno? Co, jeśli robię mu krzywdę? Co, jeśli wywołam u niego ten syndrom?

Chciałabym móc cofnąć się w czasie, wytrącić ci z ręki tę zimną filiżankę Nespresso i kazać ci wziąć głęboki oddech.

Ponieważ nikt nie mówi o tych sprawach w sensowny sposób. Kiedy siedem lat temu urodziłam Mayę, a trzy lata później Leo, czułam, że tonę w ulotkach. W szpitalu wręczają ci plik błyszczących papierów z przerażającymi statystykami, potem wywożą cię na wózku do samochodu, a ty masz po prostu utrzymać przy życiu tego małego, delikatnego ludzika. Jesteś tak zmęczona, że ledwo pamiętasz własne drugie imię, nie mówiąc już o przyswajaniu skomplikowanych porad medycznych. Więc po prostu panikujesz.

W każdym razie chodzi o to, że chciałabym, aby ktoś ze mną usiadł i wyjaśnił mi, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi, nie sprawiając przy tym, że czuję się jak potwór za same pytania.

Ten strach przed przypadkowym wstrząśnięciem

Zacznijmy od lęku, bo jeśli jesteś choć trochę podobna do mnie, twój mózg to krzywe zwierciadło pokazujące tylko najgorsze scenariusze. Kiedy Leo miał cztery miesiące, potknęłam się o róg dywanu w salonie, trzymając go na rękach. Nie upuściłam go, ale mocno upadłam na kolana, a on dość gwałtownie uderzył o moją klatkę piersiową. Płakałam przez bite trzy dni.

Byłam przekonana, że zrujnowałam mu zdrowie. Spędzałam godziny w internecie o 3 w nocy, sprawdzając, czy nagły wstrząs mógł spowodować trwałe uszkodzenie mózgu. Analizowałam każdy, nawet najmniejszy ruch jego oczu. Mój mąż, Mark, wciąż powtarzał, że zachowuję się jak wariatka — i szczerze mówiąc, miał rację — ale poczucie winy matki to bardzo specyficzny rodzaj trucizny. Myślisz, że każda dziura w drodze, każde zbyt mocne podskoczenie na kolanie, każdy moment, kiedy ich ciężka główka bezwładnie odchyli się przy zbyt szybkim podnoszeniu, oznacza, że przekroczyłaś granicę.

Życie w ten sposób jest wyczerpujące.

Normalne wstrząsy podczas jazdy wózkiem czy radosne podrzucanie dziecka w powietrze nie zrobią z jego mózgu papki.

Co dr Miller naprawdę powiedziała mi o tych pięciu sekundach

Więc kiedy Maya miała około trzech miesięcy i jej główka tak dziwnie opadała, zaciągnęłam ją do naszej lekarki, dr Miller. Maya miała na sobie ten śmieszny żółty pajacyk w kaczuszki zapinany aż po same nóżki, a ja byłam zlana potem. Dosłownie zapytałam lekarkę, czy zabawa w „samolocik” z Markiem może spowodować u niej wylew krwi do mózgu.

Dr Miller to cudownie bezpośrednia kobieta, która widziała już wszystko. Posadziła mnie na tej szeleszczącej papierowej kozetce i wyjaśniła całą anatomię, przebijając się przez mój stan ogromnej paniki. Z tego, co zrozumiałam, niemowlęta po prostu mają masywne i ciężkie głowy w porównaniu do reszty ciała, a mięśnie ich szyi to w zasadzie ugotowane spaghetti. Kiedy dziecko jest gwałtownie potrząsane, jego mózg dosłownie obija się o czaszkę w przód i w tył, co rozrywa naczynia krwionośne i powoduje obrzęk. Przerażające.

Ale spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała, że to nie jest przypadek. Środowisko medyczne nazywa to teraz urazem głowy w wyniku znęcania się, ponieważ to jest dosłowne znęcanie się. Wystarczy około pięciu sekund naprawdę brutalnego, agresywnego potrząsania — takiego, które ma miejsce, gdy opiekun całkowicie straci kontrolę w napadzie furii — by spowodować tak katastrofalne obrażenia.

Pięć sekund. Tylko tyle trzeba, by komuś puściły nerwy i zrujnował życie. Przestraszyło mnie to potwornie, nie dlatego, że myślałam, że kiedykolwiek zrobiłabym to celowo, ale dlatego, że nagle zrozumiałam, jak zdesperowana z niewyspania osoba może na pięć sekund stracić rozum.

Ta faza, w której one po prostu krzyczą

Co prowadzi nas do prawdziwego problemu. Płacz. O Boże, ten płacz.

That phase where they just scream — What Is Shaken Baby Syndrome (And The Truth About Burnout)

Dr Miller wspomniała o czymś, co nazywa się okresem PURPLE Crying (niewytłumaczalnego płaczu). Brzmi to jak uroczy dinozaur z kreskówki, ale tak naprawdę to kolejny krąg piekieł, w którym twoje całkowicie zdrowe dziecko po prostu krzyczy przez cztery godziny dziennie bez absolutnie żadnego powodu. Nasila się to około drugiego miesiąca życia i jest swoistą formą tortur psychicznych.

Od tygodni nie spałaś dłużej niż dwie godziny z rzędu. Śmierdzisz kwaśnym mlekiem. Pies szczeka. A to małe stworzenie, które kochasz bardziej niż własne życie, nie przestaje wyć. To właśnie wtedy przychodzi wypalenie i dokładnie wtedy zdarzają się te tragiczne przypadki urazów głowy. Zazwyczaj to nie jest żaden czarny charakter z kreskówki; to po prostu skrajnie wyczerpany rodzic, który pragnie tylko, żeby ten hałas się skończył.

Pamiętam, że próbowałam wszystkiego, by zminimalizować bodźce sensoryczne, które mogły ich wytrącać z równowagi. Szczerze mówiąc, zmiana materiałów na te naprawdę delikatne trochę pomogła na ogólne rozdrażnienie u Leo. Moją absolutnie ulubioną rzeczą, jaką kupiliśmy, było Body Dziecięce z Bawełny Organicznej od Kianao. Wykonano je w 95% z bawełny organicznej i w 5% z elastanu, więc idealnie się rozciąga. Niefarbowany materiał sprawił, że na jego klatce piersiowej przestały pojawiać się te okropne, czerwone plamy egzemy, a dekolt rozciąga się na tyle szeroko, że nie masz wrażenia, że dusisz dziecko podczas przebierania w środku nocy. Oczywiście nie wyleczyło to jego fazy płaczu, ale pozbycie się gryzących, syntetycznych tkanin dało mi jeden powód do zmartwień mniej.

Zasada, którą chciałabym, żeby ktoś wbił mi do głowy

Oto najważniejsza rzecz, jakiej się nauczyłam, i ta sama rzecz, którą ostatecznie szeptałam do siebie w pokoju siostrzeńca sześć miesięcy temu.

Zasada „Odejdź”.

Jeśli nakarmiłaś je, przewinęłaś, odbiło im się, sprawdziłaś, czy włosy nie owinęły się wokół ich małych paluszków u stóp (co przerażało mnie, odkąd pierwszy raz przeczytałam o tym na blogu parentingowym), a one WCIĄŻ krzyczą i czujesz, jak w twojej klatce piersiowej rośnie gorąca, kłująca złość... odłóż dziecko.

Włóż je do łóżeczka, na plecy, bez żadnych luźnych kocyków. Wyjdź z pokoju. Zamknij te cholerne drzwi. Zostaw je tam na dziesięć, piętnaście minut, podczas gdy ty pójdziesz do kuchni, wypijesz szklankę lodowatej wody i spróbujesz przypomnieć sobie, jak się oddycha. Żadne dziecko nigdy, przenigdy nie umarło od płaczu w bezpiecznym łóżeczku przez piętnaście minut. Ale mogą zostać śmiertelnie zranione, jeśli zostaniesz w tym pokoju i na pięć sekund stracisz kontrolę. NIE MUSISZ NAPRAWIAĆ WSZYSTKIEGO NATYCHMIAST.

Jeśli byłam w pokoju, ale potrzebowałam po prostu wolnych rąk, żeby nie wybuchnąć, kładłam Mayę pod jej Drewniany Stojak Edukacyjny Tęcza. Był świetny, bo wiszący słonik dawał jej coś do wpatrywania się i nie miał żadnych irytujących, migających światełek ani elektronicznej muzyki, by przebodźcować ją (czy, szczerze mówiąc, mnie). Po prostu kupował mi pięć minut na wypicie gorącej kawy. Wybawienie.

Jeśli właśnie siedzisz głęboko w okopach noworodkowego etapu i potrzebujesz chwili spokoju, odkryj zrównoważone produkty dla niemowląt od Kianao, aby znaleźć bezpieczne i naturalne sposoby na zapewnienie im komfortu.

Ząbkowanie to zupełnie inny zapalnik

Gdy tylko myślisz, że przetrwałaś już fazę noworodkowych krzyków, zaczynają ząbkować, a całe to marudzenie zaczyna się od nowa. Ślinią się wszędzie, ich policzki są jaskrawoczerwone i są takie, tak bardzo wściekłe na świat.

Teething is a whole different trigger — What Is Shaken Baby Syndrome (And The Truth About Burnout)

Pamiętam, jak w desperacji kupiłam Silikonowy Gryzak Wiewiórka, myśląc, że to magiczne lekarstwo na wszystko. Jest... w porządku. To znaczy, jest uroczy, miętowy wzór żołędzia jest śliczny, a silikon spożywczy sprawia, że bez obaw można wrzucić go do zmywarki. Ale szczerze? Leo używał go głównie jako pocisku do rzucania w psa. O wiele bardziej wolał żuć własne palce albo Grzechotkę-Gryzak Króliczek. Ten z królikiem ma twarde kółko z surowego drewna bukowego, które naprawdę uwielbiał gryźć, gdy dokuczały mu dziąsła, a szydełkowane uszy były na tyle miękkie, że chętnie je trzymał. Każde dziecko jest jednak inne.

Jak porozmawiać z teściową i nie wywołać wojny

To jest ta część, której nikt nie lubi. Niezręczna rozmowa z ludźmi, którzy pilnują twojego dziecka.

Mark myślał, że totalnie postradałam zmysły, kiedy kazałam mu usiąść z jego matką i dosłownie wytłumaczyć jej zasadę „odejdź”. Siedzieliśmy przy kuchennej wyspie, ona trzymała kubek herbaty i wyglądała na tak bardzo urażoną. W końcu wychowała trzech synów, więc ewidentnie wie, jak radzić sobie z płaczącym dzieckiem, prawda?

Ale MUSISZ TO POWIEDZIEĆ.

Musisz spojrzeć w oczy swojej opiekunce, niani, partnerowi i teściowej i powiedzieć: „Jeśli nie przestanie płakać, a ty poczujesz, że narasta w tobie frustracja, odłóż go do łóżeczka i wyjdź z pokoju. Zadzwoń do mnie. Nie będę zła. Po prostu odłóż go w bezpieczne miejsce”. Bo nigdy nie wiesz, kto osiągnie swój punkt krytyczny w przypadkowe wtorkowe popołudnie. Ryzykowanie w imię bycia grzeczną po prostu nie jest tego warte.

Jeśli czujesz się teraz niesamowicie przytłoczona, wiedz, że faza płaczu w końcu mija. Dzieci ostatecznie zaczynają spać. Ty ostatecznie znów poczujesz się jak człowiek. Jeśli chcesz złapać coś miękkiego i kojącego dla swojego malucha, sprawdź organiczne kolekcje Kianao, zanim zagłębisz się w sekcję pytań i odpowiedzi poniżej.

Trzymaj się.

Szczera do bólu sekcja pytań i odpowiedzi

Czy bieganie z wózkiem może spowodować uszkodzenie mózgu?

Okej, dosłownie zadałam dr Miller dokładnie to pytanie, ponieważ chodniki w naszej okolicy to istna katastrofa pełna korzeni i dziur. Odpowiedź brzmi: nie. Normalne wstrząsy, podskakiwanie na nierównych chodnikach czy nawet nieco wyboista jazda samochodem nie zrobią im krzywdy. Owszem, ich małe szyje są słabe, ale uszkodzenia, o których mówimy, są wynikiem gwałtownego, agresywnego, celowego potrząsania. A nie wjechania w dziurę.

Co mam tak naprawdę zrobić, gdy czuję, że zaraz puszczą mi nerwy?

Odkładasz dziecko. Nie mogę tego powtórzyć wystarczająco dużo razy. Jeśli czujesz, jak w klatce piersiowej narasta ci ta dziwna, gorąca wściekłość, bo krzyczą od dwóch godzin, a ty od tygodnia nie spałaś, połóż je na plecach w łóżeczku. Upewnij się, że nie ma tam żadnych kocyków ani zabawek. Wyjdź. Zamknij drzwi. Wyjdź na zewnątrz i oddychaj zimnym powietrzem przez dziesięć minut. Pozwól im płakać. Są bezpieczne w łóżeczku. Odchodząc, tak naprawdę je chronisz.

Jak wyjaśnić zasadę „odejdź” rodzicom z pokolenia boomersów, żeby ich nie urazić?

Zwal winę na lekarza! Szczerze mówiąc, to najlepszy trik rodzicielski. Kiedyś mówiłam mamie Marka: „Nasz pediatra jest bardzo surowy i kazał nam obiecać, że przekażemy tę zasadę każdemu, kto pilnuje Mayi, więc po prostu to robię”. To zdejmuje z ciebie ciężar winy. Powiedz im, że to nowe wytyczne medyczne, a ty tylko stosujesz się do zaleceń lekarza. Niech przewracają oczami na lekarza, a nie na ciebie.

Czy ten płacz kiedyś się skończy?

Tak. O mój Boże, tak. Wiem, że kiedy tkwisz w samym środku tego wszystkiego, czujesz, jakby tak miało wyglądać twoje życie już zawsze i nigdy więcej nie zaznasz spokoju. Ale faza intensywnego płaczu PURPLE zazwyczaj osiąga swoje apogeum około drugiego miesiąca i znacznie słabnie w okolicach trzeciego lub czwartego miesiąca. Pewnego dnia one po prostu... budzą się i uśmiechają do ciebie zamiast krzyczeć. To uczucie jak magia.

Dlaczego lekarz nazwał to urazem głowy w wyniku znęcania się?

Ponieważ stara nazwa sugerowała, że to coś, co mogłoby się wydarzyć przypadkowo podczas zabawy, co bez powodu przeraża niespokojnych rodziców (cześć, to ja). Nazywanie tego urazem głowy w wyniku znęcania się jasno wskazuje, że jest to poważne, celowe obrażenie spowodowane przez opiekuna tracącego kontrolę. To o wiele dokładniejszy, choć brutalny, opis tego, co tak naprawdę się wydarza.