Droga Sarah sprzed dokładnie sześciu miesięcy,

Siedzisz właśnie na za małym, agresywnie radosnym żółtym krześle w poczekalni u stomatologa dziecięcego, dr. Vance'a. Jest wtorek. Masz na sobie te czarne legginsy z dziurą na lewym kolanie i przechodzisz zupełnie bezgłośny, narastający atak paniki, bo czteroletnia Maya wciąż ma sporą przerwę między przednimi zębami. Jesteś przekonana – z absolutną, miażdżącą pewnością podszytą matczynym poczuciem winy – że ta przerwa to całkowicie twoja wina, bo nie zdecydowałaś się na laserowe podcięcie jej wędzidełka wargi górnej, gdy była niemowlakiem.

Wiem, że serce wali ci jak młotem, podczas gdy Maya w kącie zawzięcie manipuluje drewnianą przeplatanką z koralikami. Myślami wracasz prosto do 2019 roku. Przypominasz sobie popękane brodawki, wykańczające karmienia o 3 nad ranem i te niekończące się, przerażające godziny spędzone na przeszukiwaniu Google'a.

Piszę to, żeby powiedzieć ci: weź głęboki oddech, przestań nerwowo obgryzać paznokieć na kciuku i przypomnij sobie, czego tak naprawdę dowiedziałyśmy się o całym tym fenomenie krótkiego wędzidełka u niemowląt. Boże, internet to przerażające miejsce, kiedy jedziesz na dwóch godzinach snu, a hormony sprawiają, że wierzysz w każdą katastroficzną wizję przeczytaną na forum dla rodziców.

Nocny dyplom medyczny z Instagrama

Cofnijmy się do czasu, gdy Maya miała zaledwie trzy tygodnie. Pamiętasz ten specyficzny dźwięk, który wydawała przy próbie ssania? To okropne, głuche mlask-klik-łyk? Brzmiała jak zepsuty mały robocik, któremu trzeba wymienić baterie – ciągle gubiła podciśnienie na piersi i łykała ogromne ilości powietrza, które później zamieniały się w godziny krzyku i niekończące się kolki.

Moje brodawki dosłownie czuły się tak, jakby przepuszczono je przez przemysłową maszynkę do mięsa. Pamiętam, jak siedziałam na brzegu naszego łóżka o 2:14 w nocy, w za dużej bluzie Dave'a, która pachniała lekko skwaśniałym mlekiem i desperacją, gorączkowo wpisując jednym kciukiem w telefon różne objawy, jednocześnie próbując utrzymać wierzgającego noworodka na poduszce do karmienia.

W ciągu dziesięciu minut algorytm uznał mnie za główną grupę docelową dla dziecięcych traum stomatologicznych. Nagle cała moja tablica zalała się filmikami w wysokiej rozdzielczości z dziąsłami niemowląt i agresywnymi laktowistkami, które wmawiały mi, że jeśli natychmiast nie umówię dziecka na ambulatoryjny zabieg laserowy podcięcia wędzidełka, nigdy nie będzie mówiła poprawnie, nabawi się poważnego bezdechu sennego i właściwie to obleje przedszkole. W zasadzie sama zdiagnozowałam u niej rzadką katastrofę anatomiczną na podstawie trzyminutowego tiktoka. Panika.

Co nasz lekarz tak naprawdę powiedział mojej zapłakanej twarzy

Więc zaciągnęliśmy ją do gabinetu dr. Arisa. Pamiętam, że wyglądałam na całkowicie obłąkaną, ściskając moją wielką mrożoną kawę jak koło ratunkowe i napastliwie wmawiając mu, że moje dziecko ma poważnie skrócone wędzidełko wargi i że natychmiast potrzebujemy skierowania na zabieg laserowy.

What our doctor actually said to my crying face — Dear Past Me: The Messy Truth About Having a Lip Tie Baby

Dr Aris, który ma dosłownie anielską cierpliwość, tylko westchnął i zajrzał do jej buzi. Powiedział nam, że Amerykańska Akademia Pediatryczna (czyli tacy główni szefowie od pediatrów) właściwie uważa większość tej tkanki za całkowicie normalną. Próbował wyjaśnić, że ten mały, ciągnący się kawałek ciałka łączący górną wargę z dziąsłami – wędzidełko wargi górnej czy jak to się tam nazywa, co szczerze mówiąc brzmi jak zaklęcie z Harry'ego Pottera – ma tam być. Podobno ta tkanka naturalnie się cofa w miarę wzrostu, a może wyrzynające się zęby popychają ją i rozciągają? Ledwo zdałam biologię w liceum, więc zrozumiałam z tego tylko połowę, ale w skrócie powiedział nam, że świat medyczny uważa obecną obsesję na punkcie rutynowych zabiegów podcinania wędzidełka za mocno przesadzoną.

Byłam na niego taka zła. Dosłownie miałam ochotę rzucić moją kawą w jego rozsądne buty. Myślałam sobie: moje piersi krwawią, a ty mi tu opowiadasz o normalnej anatomii niemowlaka! Ale on delikatnie wyjaśnił, że funkcja ma znacznie większe znaczenie niż to, jak estetycznie wywinięta lub napięta wydaje się jej górna warga. W każdym razie chodzi o to, że odmówił skierowania nas do chirurga, dopóki najpierw nie spędzimy bitego miesiąca na pracy z doradczynią laktacyjną, próbując najpierw nieinwazyjnych zmian fizycznych i pozycji.

Opieka po zabiegu, przez którą Dave zbladł

Skończyło się na tym, że skonsultowaliśmy się ze stomatologiem dziecięcym na wszelki wypadek, żeby zobaczyć, z czym by się wiązał taki zabieg. I o matko, ta opieka po zabiegu.

Dentystka ze spokojem wyjaśniła, że sam zabieg frenektomii – nacięcie lub zlaserowanie tkanki – trwa jakieś dwie sekundy i jest praktycznie bezbolesny. Super, zapiszcie mnie, prawda? Ale potem wspomniała o rozciąganiu. Ponieważ jama ustna goi się tak niewiarygodnie szybko, jeśli nie będziesz aktywnie utrzymywać rany otwartej, wędzidełko po prostu zrośnie się z powrotem. A to oznacza, że ty, i tak już straumatyzowana matka, musisz unieruchamiać krzyczące niemowlę co cztery do sześciu godzin, w dzień i w nocy, nawet przez miesiąc, i na siłę wpychać palce pod jego górną wargę, aby rozrywać gojącą się tkankę.

Dave dosłownie przybrał kolor starej owsianki. Kiedyś zrobiło mu się słabo, gdy patrzył, jak Leo wyciąga sobie drzazgę z kciuka. Nie było absolutnie żadnych szans, by udało nam się torturować nasze dziecko przez całą dobę bez kompletnej utraty zmysłów. Podobno dentyści klasyfikują krótkie wędzidełka na cztery różne klasy w zależności od tego, jak nisko na dziąśle tkanka się przyczepia, ale szczerze mówiąc, kogo obchodzi klasa diagnostyczna, gdy leczenie polega na średniowiecznych torturach polegających na rozciąganiu ran.

Przesuwanie i kombinowanie, aż zacznie jakoś działać

Poszliśmy więc w stronę fizjoterapii i pozycjonowania. W zasadzie musisz po prostu wykręcić całe swoje ciało w ludzkiego precla, wcisnąć około siedmiu poduszek pod pachę do przerażającej pozycji "spod pachy", a następnie spróbować ręcznie wywinąć maleńką górną wargę dziecka na zewnątrz jak u rybki, wpychając jednocześnie pierś w jego twarz pod kątem czterdziestu pięciu stopni.

Shoving things around until it somewhat works — Dear Past Me: The Messy Truth About Having a Lip Tie Baby

Było przy tym dużo bałaganu. To było frustrujące. Szyja bolała mnie miesiącami. Ale powoli, w miarę jak rosła i jej buzia stawała się większa, bolało coraz mniej. Klikanie zaczęło zanikać.

Ale prawdziwa zabawa zaczęła się, kiedy ząbki zaczęły wychodzić. Przez to ciasne ujście pod górną wargą mleko utykało u góry, drażniąc dziąsła dokładnie wtedy, gdy małe białe pączki zębów próbowały się wyrżnąć. Ząbkowanie to już i tak koszmar, ale w połączeniu z krótkim wędzidełkiem cała górna część ich jamy ustnej staje się jedną wielką, obrzmiałą, tkliwą strefą.

Kupiłam tyle rzeczy, żeby spróbować jej pomóc. Większość okazała się stratą pieniędzy. Ale powiem wam, że jedyną rzeczą, która autentycznie uratowała nasze zdrowie psychiczne, był Silikonowy Gryzak Panda i Bambusowa Zabawka Do Żucia. Wiem, że w tym momencie polecam produkt, ale żywo pamiętam, jak przez czterdzieści minut siedziałam na parkingu przed marketem, po prostu pozwalając jej zawzięcie gryźć płaski, fakturowany tył głowy tej silikonowej pandy, bo był to dosłownie jedyny przedmiot wystarczająco cienki, aby wygodnie wsunąć się pod jej dziwnie napiętą górną wargę. Dawał dokładnie taki nacisk, by masować strefę dziąseł, gdzie zbierało się mleko, nie sprawiając przy tym, że krzyczała. Dodatkowo jest to w 100% silikon spożywczy, więc w szczelinach nie gromadziły się żadne dziwne bakterie, co ma ogromne znaczenie, gdy i tak masz już paranoję na punkcie ewentualnej próchnicy pod napiętą wargą.

Z drugiej strony, ponieważ byłam zdesperowana i kupowałam wszystko z reklam na Instagramie, wzięłam też dla niej Silikonowo-Drewniany Gryzak Króliczek. Ludzie w internecie absolutnie zachwycają się drewnianymi gryzakami. Są super estetyczne, bardzo minimalistyczne, a organiczne drewno rzekomo wspaniale wpływa na rozwój sensoryczny. Ale szczerze? U nas sprawdził się co najwyżej średnio. Maya ma... powiedzmy to, niezwykle ekspresyjny temperament. Głównie używała tej ciężkiej, drewnianej części w kształcie kółka do okładania Dave'a prosto w obojczyk, kiedy była zła na bolące dziąsła. To piękny gryzak, jeśli masz łagodne, delikatne niemowlę, ale moje dziecko to był mały rozrabiaka. Jeśli twoje maleństwo ma tendencję do uderzania, zostań przy elastycznej pandzie.

Jeśli obecnie jesteś uwięziona pod karmiącym się maluchem i po prostu potrzebujesz odwrócenia uwagi od bólu, gorąco polecam przeglądanie zabawek z Kianao – zabawki edukacyjne. W końcu dokupiliśmy jej też ten miękki Zestaw Miękkich Klocków Edukacyjnych dla Niemowląt trochę później, tylko po to, żeby miała coś w jaskrawych kolorach i mięciutkiego do zabawy, czym nie nabawiłaby ojca wstrząsu mózgu.

Wracając do fotela dentystycznego

W każdym razie, Sarah sprzed sześciu miesięcy, musisz wiedzieć, jak kończy się ta wizyta u dentysty. Dr Vance wejdzie do poczekalni, spojrzy na zdjęcia rentgenowskie Mayi i powie ci, że przerwa między jej przednimi zębami jest całkowicie normalna u czterolatki. Wyjaśni ci, że zęby mleczne wręcz powinny mieć szpary, aby większe zęby stałe miały miejsce na to, by się później wyrznąć.

Powie ci, że jej wędzidełko rozciągnęło się samo, dokładnie tak, jak przewidywał dr Aris.

Nie zrujnowałaś jej zgryzu. Poczucie winy, które teraz w sobie dźwigasz, jest całkowicie sztucznie wykreowane przez kulturę internetową, która żeruje na wmawianiu matkom, że każdy najmniejszy anatomiczny szczegół to nagły przypadek, który trzeba naprawić. Mleko ulewało się, płakałaś, kupiłaś za dużo silikonowych pand, ale to przetrwałaś.

Bądź dla siebie łaskawsza. A może, podczas gdy wciąż tam siedzisz, wspominając wojnę w okopach z czasów noworodkowych, spraw sobie coś ładnego z Kianao – kolekcja niezbędników dla niemowląt. Bo rodzicielstwo jest wystarczająco trudne samo w sobie, żeby jeszcze obwiniać się za kawałek skóry.

Chaotyczne, nocne pytania, które pewnie właśnie wpisujesz w Google

Czy ten zabieg był nam naprawdę potrzebny?

W naszym przypadku nie. Dr Aris miał rację – tkanka rozciągnęła się, gdy podrosła, a jej jama ustna się powiększyła. Niektóre dzieci absolutnie potrzebują frenektomii, jeśli nie przybierają na wadze lub u matki dochodzi do poważnych, niegojących się uszkodzeń tkanek. Ale u nas pozycjonowanie i czas załatwiły sprawę. Nie pozwól, by grupa na Facebooku diagnozowała twoje dziecko; porozmawiaj z dyplomowanym doradcą laktacyjnym (IBCLC) i lekarzem, któremu naprawdę ufasz.

Dlaczego moje dziecko klika podczas jedzenia?

Bo nie może wywinąć górnej wargi jak rybka. Napięta tkanka fizycznie uwiązuje wargę do dziąsła, więc zamiast stworzyć ładne, szczelne podciśnienie wokół piersi lub butelki, powietrze wślizguje się bokami. To właśnie to klikanie. Jest to niesamowicie irytujące i oznacza, że dziecko połyka powietrze, co prowadzi do gazów, przez które nie śpisz do 4 rano.

Jak czyścić pod krótkim wędzidełkiem górnej wargi?

Bardzo, bardzo ostrożnie. Ponieważ warga jest przypięta w dół, mleko matki lub mleko modyfikowane gromadzi się w tej małej górnej kieszonce i po prostu tam zalega, co może powodować wczesną próchnicę, gdy zęby w końcu zaczną się wyrzynać. W zasadzie musiałam dwa razy dziennie owijać czystą, wilgotną myjkę wokół małego palca i delikatnie przecierać nią pod jej górną wargą. Nienawidziła tego. Ja też tego nienawidziłam. Przetrwałyśmy.

Czy drewniane gryzaki są złe przy krótkim wędzidełku?

Nie złe, po prostu nieporęczne. Odkryłam, że twarde, grube drewniane kółka były po prostu zbyt szerokie, aby wygodnie wsunąć się pod ciasną górną wargę Mayi, gdy wychodziły jej przednie zęby. Znacznie większą ulgę przynosiły jej cieńsze, elastyczne gryzaki silikonowe, którymi mogła sama manewrować.

Czy krótkie wędzidełko zniszczy stałe zęby mojego dziecka?

O to właśnie był mój cały atak paniki w poczekalni! Ale według dr. Vance'a zazwyczaj nie. Nawet jeśli dzieci mają przerwę między mleczakami, wyrzynanie się zębów stałych często w naturalny sposób przerywa lub rozciąga pozostałe wędzidełko (co brzmi makabrycznie, ale podobno jest normalne). Przestań martwić się ich dorosłymi zębami, kiedy mają trzy tygodnie. Skup się po prostu na przetrwaniu kolejnego karmienia.