Cofnijmy się do czasu, gdy Maya miała cztery miesiące. Miałam na sobie szarą koszulkę do karmienia, która pachniała kwaśnym mlekiem i desperacją, z dziwną żółtą plamą po jogurcie na lewym ramiączku, której już nawet nie próbowałam sprać. Był wtorek. Padało. I w ciągu zaledwie trzech godzin otrzymałam trzy zupełnie różne, nieproszone rady, jak poradzić sobie z nagłym, gwałtownym ślinieniem się mojej córki.

Pierwsza zadzwoniła moja teściowa. Zadzwoniła na moją komórkę, chociaż specjalnie włączyłam tryb „Nie przeszkadzać”, ale jakoś go obeszła – w końcu ignorowanie granic opanowała do perfekcji niczym technologiczny magik. Powiedziała mi, że powinnam zanurzyć czystą myjkę w odrobinie whisky i potrzeć nią bezpośrednio dziąsła Mayi.

Po odłożeniu słuchawki przez dobrą minutę po prostu gapiłam się w ścianę. Whisky. Dla czteromiesięcznego niemowlęcia. Próbowałam wyobrazić sobie, jak o dziesiątej rano nalewam Jacka Danielsa na dziecięcą myjkę i z nonszalancją przecieram buzię mojego dziecka jak jakiś barman z westernu w latach dwudziestych. Mój mąż, Dave, siedział po drugiej stronie pokoju. Spojrzałam na niego i powiedziałam: „Twoja matka chce, żebyśmy upili dziecko”. Nawet nie podniósł wzroku znad laptopa. Westchnął tylko i odparł: „Ta, mi też to robiła, co właściwie wiele wyjaśnia”.

Potem zabrałam Mayę do lokalnej kawiarni, żeby chociaż na chwilę wyjść z domu. Barista pochylił się nad ekspresem i szepnął, że potrzebuję bursztynowego naszyjnika na ząbkowanie, bo naturalna energia ziemi pochłania ból. Nie, po prostu nie.

A na koniec Dave, który spędził całą poprzednią noc czytając odklejone wątki na Reddicie, podczas gdy ja, wiecie, faktycznie trzymałam wrzeszczące dziecko, ogłosił, że potrzebujemy plastikowych kółek wypełnionych płynem, schłodzonych w zamrażarce do dokładnie minus osiemnastu stopni Celsjusza. Jechałam na czterech shotach espresso i trzech godzinach przerywanego snu, i chciałam tylko, żeby ktoś mi w końcu powiedział, co mam kupić, żeby przestała wrzeszczeć na moim ramieniu. Wyczerpujące.

Mój okropny błąd z zamrażarką

Najpierw spróbowaliśmy metody zamrażania Dave'a, bo miał całą tabelkę z opiniami, a ja byłam zbyt zmęczona, żeby się kłócić. Kupiliśmy te grube, plastikowe gryzaki wypełnione jakimś tajemniczym, neonowoniebieskim żelem. Wcisnęłam je na tył zamrażarki obok paczki mrożonego groszku z 2019 roku, bo przecież wszyscy tak radzą, prawda? Gryzaki się mrozi.

Otóż nie. Absolutnie nie.

Przenieśmy się do późnego popołudnia. Podałam tę bryłę arktycznego lodu mojej nieszczęśliwej córce. Wepchnęła go do buzi i od razu zaczęła krzyczeć jeszcze głośniej, ponieważ zmrożony plastik dosłownie przykleił się do mokrej śluzówki wargi, zupełnie jak język tego dzieciaka do przymarzniętego słupa w Prezencie pod choinkę. Wpadłam w panikę i oderwałam go, przez co na jej skórze został ten okropny, jaskrawoczerwony ślad. Czułam się jak najgorsza matka na świecie. Płakałam w łazience przez dwadzieścia minut.

Co więcej, jeden z tych plastikowych gryzaków jakoś pękł dwa dni później i wylał neonowoniebieski, chemiczny płyn na moją białą pościel. Moja mama kupiła nam tę kołdrę w prezencie ślubnym. Była zrujnowana. Szlag by to.

Co tak naprawdę powiedział mi dr Miller

W końcu doczołgałam się z moim śliniącym się, nieszczęśliwym dzieckiem do lekarza. W poczekalni dr. Millera jest ta sama drewniana przeplatanka z koralikami, którą można znaleźć w dosłownie każdym gabinecie lekarskim na świecie. Mój starszy syn, Leo, potrząsał nią z całej siły, podczas gdy Maya krzyczała w swoim wózku. Maya miała na sobie żółte body z napisem „Słoneczko”, ale zachowywała się jak huragan piątej kategorii.

Kiedy dr Miller w końcu wszedł, zapytałam go o silikonowe gryzaki — ponieważ widziałam te masywne, silikonowe kółka na całym moim feedzie na Instagramie i wyglądały na nieco mniej toksyczne niż te przeciekające niebieskie plastiki, które zniszczyły moją pościel. W zasadzie zrobił mi szczegółowy wykład o tym, dlaczego prawie wszystko, co robiłam, było całkowicie błędne. Ale zrobił to bardzo delikatnie. To fajny facet.

Powiedział mi, że gryzaki powinny ZAWSZE lądować w lodówce, nigdy w zamrażarce. Okazuje się, że zamrożone rzeczy są zdecydowanie zbyt twarde dla ich delikatnych małych dziąseł i mogą powodować drobne odmrożenia kontaktowe, co całkowicie tłumaczyło czerwony ślad na ustach Mayi. Wspomniał również, że lity silikon spożywczy to w zasadzie święty Graal dla tego etapu, ponieważ nie potrzebuje tych wszystkich paskudnych chemicznych plastyfikatorów, których tradycyjne plastiki używają, by zachować elastyczność.

Najbardziej obrzydliwa rzecz, jaką zdarzało mi się robić w parku

Muszę wam się tu przyznać do czegoś naprawdę zawstydzającego. Kiedy mój pierwszy syn, Leo, upuścił gryzak na ziemię w parku, po prostu brałam go do własnej buzi, agresywnie zlizywałam i wysysałam z niego ziemię i korę, po czym oddawałam mu go prosto do rączki.

The grossest thing I used to do at the park — Beissringe Silikon: The Ugly Truth About Teething Advice

Myślałam, że buduję jego układ odpornościowy. Myślałam, że jestem jedną z tych fajnych, wyluzowanych mam, które nie mają obsesji na punkcie zarazków. Myślałam, że to całe „ślina matki jest magiczna” to prawda oparta na faktach.

Dr Miller wyglądał na przerażonego, kiedy tak po prostu o tym wspomniałam. Podobno oblizywanie dziecięcego gryzaka czy smoczka to fantastyczny sposób na przeniesienie paskudnych dorosłych bakterii z jamy ustnej bezpośrednio do ich nieskazitelnego, rozwijającego się mikrobiomu ustnego. Konkretnie powiedział coś o Streptococcus mutans, co chyba jest tą bakterią, która powoduje próchnicę? Nie do końca rozumiem biologię, ale w zasadzie uświadomił mi, że dosłownie aplikowałam mojemu dziecku zarazki próchnicy, zanim w ogóle miało zęby. Więc, no. Przestańcie to robić. Teraz po prostu pakuję ze trzy zapasowe silikonowe kółka do torby, zamiast używać własnych ust jako ludzkiej myjki.

Nie chodzi tylko o ból

To jest ta część, która szczerze mówiąc, rozwaliła mi system. Zawsze myślałam, że gryzaki to po prostu mechanizm łagodzenia bólu. Taki dziecięcy ibuprofen, tylko do gryzienia.

Ale moja przyjaciółka Jessica jest dziecięcym logopedą. W zeszłym miesiącu piłyśmy kawę przy jej stole w kuchni — ma te piękne białe blaty kwarcowe, które nigdy nie wyglądają na brudne, co doprowadza mnie do szału — podczas gdy Maya energicznie obgryzała swój gryzak ze stuprocentowego silikonu. To ten, który jest cały pokryty małymi, fakturowanymi wypustkami. Mój absolutny faworyt, bo naprawdę świetnie go chwyta w swoje malutkie, pulchniutkie rączki i nie upuszcza go co cztery sekundy.

Jessica mimochodem wspomniała, że gryzienie tych rzeczy to dla niemowląt naprawdę intensywny trening mięśniowy. Chodzi o to, że w wieku około czterech czy pięciu miesięcy wykorzystują opór gumowego materiału, żeby zorientować się, gdzie w przestrzeni znajduje się ich język? I jak koordynować zawiasy szczęki? Nie do końca rozumiem tę całą biomechanikę, ale powiedziała, że to dosłownie fizyczne przygotowanie do jedzenia prawdziwych, stałych pokarmów w późniejszym okresie.

Za każdym razem, gdy Maya zaciskała ząbki na tym kółku, ćwiczyła dokładną koordynację mięśni, której w końcu będzie potrzebować do żucia prawdziwego jedzenia, a nawet kontrolę warg niezbędną, by zacząć mówić. W zasadzie trenuje mięśnie twarzy po to, by w przyszłości móc wrzeszczeć na mnie „NIE” w supermarkecie. Szaleństwo.

Moje szczere przemyślenia: drewno kontra silikon

Okej, pomówmy o produktach, bo w chwilach słabości o 3 nad ranem kupiłam ich zdecydowanie za dużo.

My very honest thoughts on wood versus silicone — Beissringe Silikon: The Ugly Truth About Teething Advice

Naprawdę uwielbiam estetykę połączonych gryzaków z drewna i silikonu. Wyglądają tak pięknie i naturalnie na zdjęciach dziecięcych pokoików, a Kianao robi takie gryzaki z silikonu i drewna bukowego, które są po prostu zachwycające. Ale będę z wami CAŁKOWICIE szczera – ich czyszczenie jest nieco irytujące. Nie można wygotować drewna. Nie wrzucicie drewna do zmywarki, chyba że chcecie, żeby pękło i rozpadło się na drzazgi. Trzeba je ostrożnie przecierać wilgotną szmatką i zostawiać do wyschnięcia na powietrzu.

Kiedy jedziecie na absolutnym braku snu, ostrożne przecieranie czegokolwiek urasta do rangi wielkiego wyzwania. Nadal używam tych drewnianych, kiedy po prostu spędzamy czas na dywanie w salonie i mogę na bieżąco kontrolować upadki na podłogę. Maya naprawdę uwielbia ten sensoryczny kontrast pomiędzy twardym, naturalnym usłojeniem drewna a miękkim silikonem. Potrafi na zmianę żuć obie te tekstury przez równe dwadzieścia minut.

Ale jeśli chodzi o wrzucenie ich do mojej zabałaganionej torby? Albo w kwestii absolutnej, niezawodnej wygody? Zawsze bez wahania wybieram 100% litego silikonu. Czysty silikon jest niezniszczalny. Możesz wrzucić go do wielkiego garnka na makaron i gotować przez pięć minut, żeby w pełni go wysterylizować. Całkowicie fakturowany, silikonowy gryzak Leo po prostu wrzucałam na najwyższą półkę zmywarki każdego wieczoru, razem z naszymi talerzami po kolacji. Przetrwał pełne dwa lata ciągłego maltretowania, wrzącej wody i porzucania pod fotelikami w samochodzie, a wciąż wygląda jak nowy.

Tak czy inaczej, jeśli właśnie toniecie w niekończących się poszukiwaniach dziecięcej wyprawki i opadacie już z sił, może warto po prostu sprawdzić kilka prostych, sprawdzonych produktów do pielęgnacji niemowląt i mieć to z głowy. Nie ma co tego wszystkiego zbytnio komplikować.

Koszmar dwunastomiesięcznych trzonowców

Właśnie kiedy myślicie, że faza ząbkowania jest już całkowicie za wami i wreszcie będziecie mogli znowu spać, pojawiają się zęby trzonowe. Trzonowce są z piekła rodem.

U Leo te duże tylne zęby zaczęły się wyrzynać w okolicach 13. miesiąca. Odwiedzaliśmy na weekend moich rodziców, a jego zwykłe, idealnie okrągłe gryzaki nagle nie były w stanie dosięgnąć wystarczająco daleko. Ciągle próbował wepchnąć sobie całą pięść w głąb gardła, żeby pomasować dziąsła, co skończyło się krztuszeniem i zwymiotowaniem papki z marchewki na ulubiony fotel mojego taty. To była totalna katastrofa.

Dave w końcu zaczął gorączkowo przeszukiwać internet i znalazł podłużny, silikonowy gryzak w kształcie zwierzaka, który miał takie długie, fakturowane nogi. Leo mógł włożyć te nogi aż do samego tyłu dziąseł, robiąc to bezpiecznie i bez zadławienia. Naprawdę gorąco polecam upewnienie się, że macie w rotacji zabawek podłużne kształty, gdy dziecko skończy roczek, ponieważ te szerokie, okrągłe kółka przy trzonowcach po prostu się nie sprawdzają.

Ostatnie przemyślenia, zanim pójdę odgrzać kawę

W każdym razie, chodzi mi o to, że nie potrzebujecie mistycznych naszyjników z bursztynu i zdecydowanie nie musicie wcierać whisky w dziąsła waszego dziecka. Nie potrzebujecie też niebezpiecznych, zmrożonych, plastikowych gryzaków, z których niebieski płyn wyleje się na waszą ładną pościel.

Po prostu kupcie kilka dobrych opcji ze zbitą, fakturowaną, w 100% silikonową powierzchnią. Trzymajcie je w lodówce, a nie w zamrażarce. Myjcie je w zmywarce. I błagam, na litość boską, przestańcie zlizywać z nich brud własnymi ustami. Mówię poważnie.

Jeśli nadal nie śpicie i chcecie zrobić zapasy, zanim zacznie się prawdziwy potop śliny, możecie wybrać kilka bezpiecznych gryzaków tutaj, żebyście nie musieli w panice zamawiać przypadkowego plastiku o drugiej nad ranem tak jak Dave.

Maya chewing furiously on a green textured silicone teething ring

Trudne pytania, które zadałam mojemu lekarzowi (FAQ)

Czy mogę włożyć silikonowy gryzak do zamrażarki?

O rany, błagam, nie róbcie tego. Zrujnowałam przez to piękną pościel i zafundowałam traumę mojej córce. Po prostu włóżcie go do zwykłej lodówki obok mleka. Będzie wystarczająco zimny, aby znieczulić obolałe dziąsła, nie zmieniając się w niebezpieczną, twardą jak kamień broń, która przykleja się do warg.

Ilu gryzaków tak szczerze potrzebuję?

Potrzebujecie więcej niż jednego, ale nie potrzebujecie ich aż dwudziestu. Ja lubię mieć trzy w stałej rotacji. Jeden z reguły chłodzi się w lodówce, drugi jest właśnie wyrzucany na podłogę przez dziecko, a trzeci zaginął na dnie mojej torby pokryty okruchami krakersów. Rotowanie różnymi kształtami sprawia też, że maluch się nie nudzi.

Kiedy powinnam zacząć podawać dziecku gryzak?

Maya zaczęła agresywnie się ślinić i żuć własne dłonie około trzeciego i pół miesiąca życia. Wtedy wprowadziłam proste silikonowe kółko. Na początku dzieci zazwyczaj okładają się nim po twarzy, bo ich koordynacja jest po prostu okropna, ale około czwartego miesiąca z reguły dowiadują się, jak włożyć go do buzi i zacząć go żuć.

Jak czyścić gryzaki z elementami z drewna?

NIE wkładajcie ich do zmywarki i nie wygotowujcie ich. Nauczyłam się tego na własnych błędach, kiedy piękne drewniane kółko pękło na pół po przejściu cyklu sterylizacji. Drewnianą część wystarczy przetrzeć wilgotną ściereczką. Jest to irytujące, ale wyglądają tak uroczo, że jestem w stanie pogodzić się z tą niewygodą.

Co zrobić, jeśli dziecko chce gryźć tylko moje palce?

O tak, Leo miał taki okres, kiedy mój palec wskazujący był jego ulubionym gryzakiem. Boli to niesamowicie mocno, gdy te ostre małe przednie ząbki w końcu się przebiją. Za każdym razem, gdy sięgał po moją rękę, delikatnie zamieniałam palec na zimny silikonowy gryzak. Potrzebował kilku dni bycia na mnie złym, ale w końcu zaakceptował tę podstępną podmianę.