Siedziałam na podłodze w kuchni dokładnie o 14:14 we wtorek, ubrana w legginsy, które nie widziały siłowni od czasów, gdy Obama był prezydentem. W panice wpisywałam w Google "arsen w batatach", podczas gdy Maya, która miała wtedy około siedmiu miesięcy, z entuzjazmem wcierała sobie w brwi jakąś niezidentyfikowaną pomarańczową maź. Płakałam. A może po prostu się pociłam. Prawdopodobnie i jedno, i drugie. Macierzyństwo jest wyjątkowo wilgotne.
Oto, czego nikt ci nie mówi o rozszerzaniu diety: i tak coś zepsujesz, zanim jeszcze otworzysz pierwszy słoiczek. Do momentu tego załamania na podłodze w kuchni, moja cała strategia polegała na łapaniu w markecie tych tubek, które miały najładniejsze akwarelowe owoce na opakowaniu. Wychodziłam z założenia, że skoro coś jest drogie i ekologiczne, to jest w porządku. Zamiast więc doprowadzać się do szału analizowaniem etykiet i martwieniem się o rozwój podniebienia, po prostu kupujesz przecier gruszkowy i żyjesz dalej, prawda? Błąd.
Moja lekarka, dr Miller – która ma cierpliwość anioła i na pewno ocenia w myślach mojego niechlujnego koka, ale jest zbyt uprzejma, by coś powiedzieć – na wizycie kontrolnej w szóstym miesiącu życia rzuciła mimochodem, że u dzieci karmionych piersią w tym wieku zaczynają wyczerpywać się matczyne zapasy żelaza. Powiedziała coś w stylu: „Proszę pamiętać o wprowadzaniu mięsa. Dzieci potrzebują wysoce przyswajalnego żelaza i cynku”.
Mięso? W tubce? Dla bezzębnego niemowlaka?
Ohyda.
Te mięsne papki na początku naprawdę mnie przerażały
Zaczęłam o tym czytać i wpadłam w totalną króliczą norę o 3 nad ranem. Z tego, co zrozumiałam – a szczerze mówiąc, z biologii w liceum miałam tróję, więc bierzcie poprawkę na moje skrajne niewyspanie – mleko matki to w zasadzie tylko tłuszcz i białko. Tymczasem większość gotowych przekąsek dla dzieci to tylko mus jabłkowy udający pełnowartościowy posiłek. Pakują w to mnóstwo owoców, żeby było słodkie, co całkowicie tłumaczy, dlaczego Leo, mój starszy syn, do czwartego roku życia odmawiał jedzenia czegokolwiek, co nie było w głównej mierze cukrem.
Mój mąż, Mark, spojrzał na tubkę z wołowiną od krów karmionych trawą z jarmużem, którą w końcu zamówiłam, i stwierdził: „Brzmi jak smoothie na kaca”. I szczerze mówiąc, miał trochę racji. To pachnie jak prawdziwe jedzenie. Nie jak cukierki. Jak jedzenie.
Ale Maya to pochłonęła.
Siedziała sobie na bambusowym kocyku dziecięcym, który dostałam od Kianao. Bądźmy przez chwilę brutalnie szczerzy na temat tego kocyka. Jest niewiarygodnie, wręcz nieprzyzwoicie miękki. Jak spanie wewnątrz pianki marshmallow. Leo ciągle próbował go ukraść. Ale ma białe tło. Białe! Z kolorowymi listkami! Kto daje dziecku biały kocyk w fazie mięsa i batatów? Maya upuściła na niego dokładnie jedną kroplę wołowej papki, a ja natychmiast znalazłam się przy zlewie, szorując to płynem do naczyń niczym śledczy na miejscu zbrodni. To przepiękny kocyk, ale trzymajcie go z dala, bardzo z dala od pory karmienia.
W każdym razie, chodzi o to, że zjadła całą tubkę. A potem spała przez cztery godziny. Ponieważ była naprawdę najedzona. Tłuszcz i białko, dziewczyny. To działa jak magia.
Porozmawiajmy o panice związanej z metalami ciężkimi
Kojarzycie te raporty, które wyszły kilka lat temu? Te, które mówiły, że wszystkie główne marki dziecięce miały ołów, kadm i co tam jeszcze, czające się w słoiczkach z batatami? Tak, to był dokładnie ten sam tydzień, w którym zaczęłam rozszerzać dietę Mayi. Wyczucie czasu idealne.

Zakładam, że warzywa korzeniowe po prostu naturalnie chłoną różne rzeczy z gleby? Co jest przerażające. Ale jednym z głównych powodów, dla których zaczęłam ufać tej konkretnej marce, jest to, że mają certyfikat Clean Label Project Purity Award. W zasadzie polega to na tym, że płacą niezależnemu laboratorium za testowanie ich produktów pod kątem jakichś 200 różnych metali ciężkich, mikroplastików i toksyn.
Czy dzięki temu czuję się lepiej? Tak. Czy to sprawia, że przestaję się całkowicie martwić? Nie. Witamy w macierzyństwie.
Oto losowe rzeczy, których dowiedziałam się o ich składnikach podczas karmienia w ciemnościach:
- Korzystają z rolnictwa regeneratywnego, co chyba oznacza, że ich farmy faktycznie uzdrawiają glebę, zamiast ją niszczyć?
- Mięso pochodzi wyłącznie od zwierząt karmionych trawą lub hodowanych na wolnym wybiegu (certyfikat Global Animal Partnership, cokolwiek to znaczy, brzmi etycznie).
- Zero dodanych substancji słodzących. Nawet tych ukrytych.
- Używają oliwy z oliwek i śmietanki kokosowej jako zdrowych tłuszczów.
Brzmi to niesamowicie pretensjonalnie. Wiem. Jestem chodzącym stereotypem milenialsa. Ale kiedy karmisz małego człowieka, który dosłownie buduje swój mózg od zera, zaczynasz przejmować się dziwnymi rzeczami, takimi jak „przyswajalność”.
Sytuacja z recyklingiem to u mnie istny koszmar
Okej, marka głośno mówi o zrównoważonym rozwoju, prawda? Ale tubki są plastikowe. Tłumaczą, że to dlatego, iż transport szklanych słoików pozostawia większy ślad węglowy, co, no dobra, ma jakiś sens, jeśli przeliczy się wagę ładunku. Ale wciąż zostawałam z górą pustych plastikowych tubek, które gapiły się na mnie z kosza na śmieci, sprawiając, że czułam się jak najgorszy człowiek na świecie.
Ich rozwiązaniem jest partnerstwo z TerraCycle. Z założenia masz zbierać wszystkie puste, zaschnięte po mięsie tubki do kartonowego pudełka, wydrukować darmową etykietę i odesłać do recyklingu.
Pozwólcie, że opowiem wam coś o moim życiu z czterolatkiem i niemowlakiem. Nie pamiętam, żeby przełożyć pranie z pralki do suszarki. Z całą pewnością nie będę pamiętać, żeby wysłać pudło z lepkimi tubkami pocztą do New Jersey.
Próbowałam. Naprawdę. Miałam w spiżarni specjalne pudełko na ten cel. Ale po trzech tygodniach pachniało w nim jak w starym rzeźniku, a Mark prawie je wyrzucił trzy razy. W końcu zaczęłam po prostu wyciskać z nich każdą ostatnią kroplę i starać się nie myśleć o żółwiach w oceanach. To świetna koncepcja, ale w praktyce? Dla niewyspanej mamy? To po prostu zbyt wiele zachodu.
(Jeśli szukacie ekologicznych produktów, które nie wymagają wysyłania paczek do New Jersey, sprawdźcie organiczne kolekcje do pokoju dziecięcego od Kianao. O wiele prostsze.)
Moja lekko szalona hierarchia smaków
Spróbowaliśmy prawie wszystkich. Niektóre okazały się hitem. Inne obrażały moją duszę. Oto jak wyglądało to u nas w domu:

- Dziki łosoś: Pachnie jak kocie jedzenie. Maya płakała, kiedy próbowałam jej to zabrać. To była jej absolutnie ulubiona rzecz na świecie.
- Kurczak z wolnego wybiegu: Naprawdę pachniał jak rosół. Spróbowałam odrobinę z palca i smakowało to po prostu jak... nic? Ale takie zdrowe nic.
- Wołowina z chowu pastwiskowego: Solidna. Dobra konsystencja. Plami wszystko, co kochasz.
- Bizon: Mark uważał, że to przezabawne karmić niemowlę bizonem. Mężczyźni są dziwni.
Robią też bezglutenowe chrupki z korzenia manioku, które pewnie są świetne do ćwiczenia chwytu pęsetowego bez podnoszenia poziomu cukru we krwi, a także mleko modyfikowane A2 dla maluchów, które pewnie jest fantastyczne, ale ja wciąż karmiłam piersią, więc całkowicie to pominęliśmy.
Co przypomina mi, że jeśli potrzebujecie czegoś, co bezpiecznie zajmie wasze dziecko, podczas gdy wy z desperacją będziecie próbowały otworzyć jedną z tych tubek jedną ręką... potrzebujecie stojaka edukacyjnego z pandą.
Nie przesadzam, mówiąc, że była to moja ulubiona rzecz, jaką mieliśmy w pierwszym roku życia Mayi. Prawdziwa historia: Leo, który miał wtedy trzy lata i był absolutnie dziki, próbował ujeżdżać drewniany stelaż jak konia. Zaczęłam krzyczeć, Mark upuścił kubek z kawą, wszędzie chaos. Ale stojak się nie złamał. Po prostu tam stał. A Maya potrafiła leżeć pod tą małą dzierganą pandą i drewnianą gwiazdką przez pełne 45 minut. Wiecie, czym jest 45 minut ciszy, kiedy macie dwójkę dzieci? To jak luksusowy kurort na Bora Bora. Wypiłam kawę. Gorącą. To był cud. Z kolei monochromatyczna estetyka bardzo uspokajała mój przebodźcowany mózg.
Szczerze mówiąc, tak bardzo pokochałam tę jakość, że niedawno kupiłam stojak edukacyjny z motywem natury dla nowo narodzonego dziecka mojej siostry, głównie dlatego, że nie mogłam znieść myśli, iż mogłaby kupić jednego z tych neonowych, plastikowych, świecących potworów, które grają tę samą fałszywą piosenkę przez pół roku non stop. Te małe zabawki w kształcie liści w zestawie botanicznym są naprawdę prześliczne.
Zderzenie z finansową rzeczywistością
Musimy pomówić o cenie. Bo, o rany.
Przy cenie około półtora dolara za uncję (w zależności od tego, gdzie kupujesz i czy masz subskrypcję), to wręcz absurdalnie drogie. Zwykłe przeciery owocowe w markecie kosztują ułamek tej ceny. Kiedyś policzyłam, ile kosztowałoby żywienie Mayi wyłącznie tymi tubkami przez miesiąc, po czym natychmiast wypiłam kieliszek wina, żeby zapomnieć o tych obliczeniach.
Dla większości rodzin używanie ich jako jedynego źródła pożywienia jest po prostu nierealne. Zwyczajnie nie ma na to szans.
W końcu stanęło na tym, że używaliśmy ich jako suplementu diety. Robiłam zwykłą, tanią owsiankę i dodawałam do niej pół tubki wołowiny lub indyka, żeby dołożyć trochę tłuszczu i białka. Albo kiedy stosowaliśmy BLW i Maya głównie zrzucała jedzenie na podłogę dla psa, dawałam jej tubkę na sam koniec posiłku, tylko po to, żeby mieć pewność, że naprawdę zjadła trochę żelaza.
Robisz, co możesz. Kupujesz te dobre rzeczy, kiedy cię na to stać, i nie zadręczasz się wyrzutami sumienia, kiedy dajesz dziecku najzwyklejszy mus bananowy z tyłu wózka w supermarkecie, tylko po to, żeby zatrzymać jego histerię.
W każdym razie, przetrwałam fazę papkowatą. Wy też przetrwacie. Po prostu kupcie śliniak z rękawkami. Zaufajcie mi.
Zanim przejdziemy do pytań, które zazwyczaj o to dostaję, koniecznie sprawdźcie ekologiczne stojaki edukacyjne i kocyki od Kianao, aby wasze maluchy miały zajęcie, podczas gdy wy będziecie próbowały wymyślić, co do licha zrobić na obiad.
Odpowiedzi na pytania, które w panice wpisywałyście w Google
Czy podawanie dziecku mięsa w tubce jest na pewno bezpieczne?
Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie to duże ryzyko zadławienia, albo że dziecko dostanie jadu kiełbasianego czy coś, ale te papki są idealnie gładkie. Moja lekarka stwierdziła, że to całkowicie bezpieczne i w zasadzie znacznie lepsze niż zaczynanie od słodkich owoców, bo przyzwyczaja dzieci do wytrawnych smaków. Oczywiście po prostu upewnijcie się, że tubka jest szczelnie zamknięta i nie jest przeterminowana.
Czy muszę to podgrzewać?
Nie! Myślałam, że trzeba, ale można to podawać w temperaturze pokojowej, prosto ze spiżarni. Czasami, jeśli w domu było chłodno, tłuszcz trochę się zbrylał (co wyglądało obrzydliwie), więc po prostu rolowałam tubkę w ciepłych dłoniach przez minutę, zanim jej to dałam.
Jak długo otwarta tubka może stać w lodówce?
Na opakowaniu jest napisane, że 24 godziny. Zazwyczaj mam dość swobodne podejście do dat ważności w moim własnym jedzeniu, ale z mięsem dla dzieci? Oj tak, wyrzucałam to dokładnie po 24 godzinach. Jeśli Maya zjadła tylko połowę, wyciskałam resztę do silikonowej foremki na kostki lodu i zamrażałam, by następnego dnia wymieszać to z ciepłym makaronem.
Dlaczego łosoś ma tak intensywny zapach?
Bo to, niestety, prawdziwa ryba. Nie ma tam musu jabłkowego, żeby zamaskować ten zapach. Śmierdzi dokładnie jak łosoś z puszki. Sprawi, że cała kuchnia przesiąknie tym zapachem. Wasze dziecko będzie pachnieć jak mały rybak. Ale ma te wszystkie kwasy Omega-3 i tak dalej, więc po prostu zapalacie świeczkę i próbujecie to przetrwać.
Czy mogę ich używać przy metodzie BLW?
Tak! Stosowaliśmy połączenie BLW i papek, bo zbyt bardzo bałam się przejść na jedzenie w 100% w kawałkach od samego początku. Smarowałam mus z kurczaka na małych paluszkach lekko opieczonego chleba, żeby mogła jeść sama. Jest super gęsty, więc naprawdę trzyma się na toście o niebo lepiej niż standardowe, wodniste słoiczki dla dzieci.





Udostępnij:
Prawda o 3 nad ranem: płacz i syndrom potrząsanego dziecka
Dlaczego w końcu przestałam podawać dzieciom wszystko o smaku jabłka