Była 16:13, wtorek w połowie grudnia. Niebo nad Londynem przybrało odosobniony, przygnębiający fioletowy odcień już od pory lunchu, a wewnątrz mieszkania bliźniaczki dyrygowały czymś, co mogę opisać jedynie jako skoordynowany atak na resztki naszej godności. Alice próbowała zjeść szklaną bombkę, którą jakimś cudem wyzwoliła z górnej jednej trzeciej choinki, podczas gdy Florence rytmicznie okładała drewnianą łyżką drapak dla kota. W tle inteligentny głośnik posłusznie odtwarzał świąteczną playlistę, o którą głupio poprosiłem godzinę wcześniej, żeby zagłuszyć krzyki.

To był dokładnie ten moment, w którym mój wyczerpany mózg w końcu zarejestrował lecącą w tle piosenkę. To była Eartha Kitt, mrucząca listę żądań, która zawstydziłaby bossa kartelu. Stałem tam, pokryty tajemniczą, lepką substancją (prawdopodobnie zgniecionym bananem, ale na tym etapie ojcostwa przestajesz już prowadzić śledztwa), słuchając, jak kobieta zupełnie od niechcenia prosi Świętego Mikołaja o jacht.

Two toddlers destroying a living room while holiday music plays in the background.

Popołudnie, kiedy w końcu wsłuchałem się w słowa

Istnieje powszechne, ogólnospołeczne złudzenie, że skoro piosenka ma w tytule słowo „baby” (kochanie/dziecko), to musi być odpowiednia dla najmłodszych. Pozwólcie, że was zapewnię: ten konkretny utwór nie opowiada o żadnym dziecku w biologicznym czy rozwojowym sensie. To nie jest kołysanka. To bardzo agresywne, głęboko uwodzicielskie negocjacje finansowe, które tylko udają standard jazzowy.

Zdałem sobie sprawę, że stoję zamrożony na środku salonu (ignorując Florence, która właśnie przeszła do lizania ekranu telewizora), w myślach analizując czystą zuchwałość tych żądań. Sobolowe futro pod choinką? Musiałem sprawdzić w telefonie, czym w ogóle jest soból, jednocześnie odciągając Alice od gniazdek elektrycznych. To kuna. Małe, leśne stworzonko. Piosenkarka domaga się płaszcza zrobionego z wielu małych, leśnych stworzonek. A kabriolet z '54? Sama logistyka powala na kolana. Nie da się przecisnąć kabrioletu z 1954 roku przez komin, a składki ubezpieczeniowe za klasyczne auto w 2. strefie Londynu z pewnością by zrujnowały twój portfel.

A potem przechodzimy do jachtu. Naprawdę, trochę postradałem zmysły, myśląc o tym jachcie. Kto prosi o łódź na Boże Narodzenie? Gdzie ją będziesz trzymać? Opłaty za cumowanie na Tamizie to rozbój w biały dzień, a sama rzeka i tak składa się głównie z porzuconych wózków sklepowych i surowych ścieków. Konserwacja, pensje dla załogi, zdrapywanie pąkli – to administracyjny koszmar przewiązany czerwoną kokardą. To taki rodzaj prezentu, który niszczy człowiekowi życie.

No i ozdoby kupione u Tiffany'ego? Umówmy się, pewnie byliby z nich fatalni producenci bombek, a same ozdoby roztrzaskałyby się w sekundę, gdyby tylko dwulatek rzucił w ich stronę okiem.

Co nasz lekarz rodzinny myśli o kapitalizmie u maluchów

Kilka dni po moim muzycznym objawieniu, musieliśmy zaciągnąć dziewczynki do lokalnej przychodni na ich bilans dwulatka. Nasz lekarz rodzinny, dr Evans, to głęboko zmęczony człowiek, który wygląda, jakby nie przespał pełnej nocy od późnych lat dziewięćdziesiątych. Podczas gdy Alice była zajęta próbami rozerwania jego stetoskopu na strzępy, a Florence krzyczała na plakat o odrze, zapytałem go, czy narażanie maluchów na muzykę o ekstremalnie luksusowych nieruchomościach i kopalniach platyny zlasuje ich rozwijające się mózgi.

Trochę westchnął, potarł skronie i mruknął coś o tym, że nie ma raczej recenzowanych badań klinicznych nad psychologicznymi skutkami słuchania Earthy Kitt. Zdołał jednak zasugerować, z perspektywy człowieka udręczonego widokiem pięćdziesięciu krzyczących maluchów dziennie, że dzieci w tym wieku to po prostu przerażająco wydajne gąbki chłonące konsumpcjonizm. Wymamrotał, że chociaż chwytliwa melodia nie zamieni natychmiast twojego dziecka w oligarchę, ogólny konsensus medyczny mocno skłania się ku trzymaniu hiperkomercyjnych mediów z dala od ich uszu, przynajmniej dopóki nie dorosną na tyle, by zrozumieć koncepcję debetu na koncie. Nie była to może w stu procentach diagnoza certyfikowana przez portale medyczne, ale potraktowałem ją jako lekarski nakaz natychmiastowego zbanowania tej piosenki w naszym domu.

Rzeczy, których naprawdę potrzebują zamiast kopalni platyny

Ironiczne w tym osławionym „baby” z tekstu jest to, że piosenkarka prosi o akt własności kopalni platyny, podczas gdy moje prawdziwe, biologiczne „babies” toczą właśnie bój na śmierć i życie o wyrzucony karton z Amazona. One nie pragną luksusu. Pragną uderzać jednymi rzeczami o drugie rzeczy.

Things they actually need instead of a platinum mine — Let's discuss the absolute madness of those santa baby lyrics

Jeśli szukasz czegoś, co nie zrujnuje globalnej gospodarki, a naprawdę zajmie twoje dziecko na tyle, że zdążysz wypić herbatę, zanim zamieni się w letnią breję, gorąco polecam drewniany stojak edukacyjny tęcza Kianao. Sprawiliśmy go sobie podczas tych mrocznych, początkowych miesięcy, kiedy dziewczynki były w zasadzie tylko wściekłymi ziemniaczkami, które nie potrafiły samodzielnie podnieść głowy.

Jest genialny właśnie dlatego, że nie robi niczego przesadnie bystrego. Nie ma tu migających światełek, które by je przebodźcowały, i żadnych zrobotyzowanych głosów fałszujących piosenki dla dzieci, które nawiedzałyby cię w koszmarach. To po prostu bardzo solidny, estetyczny drewniany stojak w kształcie litery A, z kilkoma uroczymi zwierzątkami, które na nim wiszą. Z powodów znanych tylko psychologii rozwojowej, Alice potrafiła leżeć pod tym sprzętem przez bite dwadzieścia minut, uderzając w drewnianego słonia, jakby wisiał jej kasę. Przetrwał codzienne szarpanie przez dwoje dzieci, co w naszym domu jest odpowiednikiem przetrwania małego, lokalnego huraganu.

Wielki kompromis z organiczną bawełną

Słuchajcie, rozumiem pociąg do ładnych rzeczy. Nie chcę sobolowego futra, ale bez wahania zabiłbym za sweter, który nie ma na ramieniu podejrzanej, zaschniętej plamy. Ale przy dzieciach definicja luksusu zmienia się drastycznie.

Luksus to nie pierścionek z brylantem; luksus to element garderoby, który jest w stanie przetrwać katastrofalny wybuch pieluchy, nie wymagając od ciebie późniejszego spalenia tego ubranka. Latem obie dziewczynki przeszły przez fazę, w której najwyraźniej dostały uczulenia na własny pot. Zmagaliśmy się z okropnymi, wściekle czerwonymi plamami egzemy we wszystkich zgięciach ich małych łokci i kolan. Z czystej desperacji kupiłem kilka sztuk body dziecięcych z bawełny organicznej.

Zazwyczaj jestem dość cyniczny, jeśli chodzi o wszystko z metką „organiczne” (zwykle oznacza to po prostu „dwa razy wyższa cena i pachnie lekko wilgotnym sianem”), ale te body naprawdę uratowały nam zdrowie psychiczne. Rozciągają się na tyle, że można je wcisnąć na dziecko, które akurat wykonuje krokodyli obrót śmierci, a ponieważ w materiale nie ma żadnych dziwnych, syntetycznych chemikaliów, wściekle czerwone wysypki naprawdę zniknęły po tygodniu czy dwóch. Co więcej, przetrwają pranie w wysokich temperaturach, kiedy wydarzy się nieunikniona katastrofa biologiczna.

Jeśli chcesz uniknąć wychowania swoich dzieci na miniaturowych materialistów, ale wciąż kupować im rzeczy, które autentycznie się sprawdzają, możesz chcieć przejrzeć podstawową wyprawkę dziecięcą Kianao zamiast dzwonić do dealera luksusowych samochodów.

Okopy ząbkowania i pewna panda

W piosence nie ma ani jednej linijki o leku na ząbkowanie, co ewidentnie dowodzi, że to fikcja literacka. Ponieważ jeśli masz niemowlaka, któremu właśnie wyrzynają się zęby trzonowe, z przyjemnością oddasz jacht, kopalnię platyny i dwupoziomowy apartament w zamian za raptem trzy godziny nieprzerwanej ciszy.

The teething trenches and the panda — Let's discuss the absolute madness of those santa baby lyrics

Kiedy ząbki Florence zaczęły się przebijać, zamieniła się w zasadzie we wściekłego borsuka. Żuła krawędź stolika kawowego. Żuła moje kolano. Próbowaliśmy mrożonych ręczniczków, obfitych ilości środków przeciwbólowych i błagania wszechświata o litość. W końcu kupiliśmy silikonowy gryzak niemowlęcy w kształcie pandy.

Będę brutalnie szczery: to po prostu kawałek silikonu w kształcie pandy. Nie wymyślono tu koła na nowo. Ale te specyficzne wypustki z tyłu głowy pandy zdawały się trafiać dokładnie w to samo miejsce na dziąsłach, które wywoływało u niej tyle furii. Potrafiła siedzieć w swoim krzesełku, gwałtownie gryząc czaszkę tej biednej pandy i wpatrując się we mnie z wrogością, ale przestała płakać. Gryzak można też po prostu wrzucić do zmywarki, co oznacza, że nie muszę stać przy zlewie o północy i wygotowywać go w rondelku niczym jakiś zmęczony życiem średniowieczny aptekarz.

Zanim zmierzysz się ze świątecznymi przebojami

Sztuczka na przetrwanie okresu świątecznego z maluchami nie polega na kuratorskim dobieraniu idealnej estetyki ani kupowaniu im absurdalnie drogich prezentów, które i tak zignorują na rzecz papieru do pakowania. Zasadniczo musisz po prostu cisnąć iPada za kanapę, rozpaczliwie wciskając im w ręce drewniany klocek i mając nadzieję, że nie zauważą podstępu, podczas gdy ty gorączkowo próbujesz sobie przypomnieć, gdzie ukryłeś awaryjną czekoladę.

Wprowadziliśmy w naszym domu surowy zakaz słuchania śpiewaczek jazzowych domagających się luksusowych pojazdów, stawiając zamiast tego na szum w tle, przez który nie czuję się finansowo nieadekwatny. Jeśli chcesz dokonywać autentycznie rozsądnych wyborów dla maleńkich, irracjonalnych dyktatorów we własnym domu, idź i odkryj pełną kolekcję zrównoważonych produktów Kianao, zanim całkowicie postradasz zmysły.

Całkowicie chaotyczna sekcja FAQ

Czy naprawdę powinienem usunąć tę piosenkę ze swojej playlisty?

To znaczy, nie musisz od razu dzwonić po muzyczną policję, ale jeśli i tak jesteś kłębkiem nerwów po nadepnięciu na zbłąkany klocek Lego o 6 rano, słuchanie kogoś narzekającego, że w jego skarpecie nie ma aktu własności kopalni, prawdopodobnie doprowadzi cię do szału. Ja po prostu ją pomijam. Moje ciśnienie nie wytrzymuje takiej roszczeniowości. Bliźniaczki zresztą i tak wolą piosenki ze zwierzętami hodowlanymi wydającymi agresywne dźwięki.

Co właściwie jest nie tak z kupowaniem im mnóstwa plastikowych zabawek?

Pomijając fakt, że wasz salon zacznie w końcu wyglądać, jakby w przedszkolu eksplodowało wysypisko śmieci, plastikowe rzeczy po prostu się psują. Dostaliśmy w prezencie plastikowego śpiewającego psa, który przetrwał dokładnie cztery dni, zanim Alice rzuciła nim ze schodów, a jego moduł głosowy zaciął się w demicznej, przeskakującej pętli. Drewniane zabawki nie krzyczą na ciebie, gdy wyczerpują się w nich baterie, głównie dlatego, że baterii w ogóle nie potrzebują – a właśnie tak widzę mój idealny ekwipunek rodzica.

Jak wytłumaczyć materializm dwulatkowi?

Absolutnie nie próbujesz. Próbowałem wyjaśnić Florence, że nie potrzebuje trzeciego wafla ryżowego, ponieważ musimy dzielić się naszymi zasobami, a ona w odpowiedzi rzuciła swoim niekapkiem prosto w moje krocze. Do nich nie da się przemówić rozsądkiem. Musisz po prostu po cichu kontrolować ich środowisko, nie przynosząc na wstępie do domu krzykliwych, okropnych rzeczy i odwracając ich uwagę pustym pojemnikiem Tupperware, gdy zaczną domagać się czegoś błyszczącego.

Czy słuchanie muzyki pop zrujnuje moje dziecko?

Nasz lekarz rodzinny zdawał się uważać, że przeżyją, ale jestem całkiem pewien, że moje dzieci odniosły już trwałe obrażenia psychiczne od samej liczby odsłuchań ścieżki dźwiękowej z „Krainy Lodu” w samochodzie. Po prostu spróbuj przemycać trochę piosenek, które nie dotyczą ekstremalnego gromadzenia bogactwa. Obecnie słuchamy dużo britpopu z lat 90-tych, który zapewne niesie ze sobą własny zestaw wątpliwych motywów, ale przynajmniej nikt w nim nie prosi o sobóla.