Lężę właśnie plackiem na dywanie w naszym londyńskim salonie, wpatrując się w kawałek sufitu, który desperacko błaga o malowanie, podczas gdy ktoś raz za razem uderza mnie w lewą piszczel plastikową szpatułką. Bliźniaczka A (Isla) wrzeszczy wniebogłosy, ponieważ jej własny cień miał czelność pójść za nią do kuchni. Bliźniaczka B (Freya) próbuje wspiąć się po zasłonach, używając siły chwytu, która szczerze mówiąc łamie prawa fizyki. W salonie unosi się delikatny zapach rozgniecionego banana i Sudocremu.
Absolutnie największy mit, jaki wciskają ci na tych rozpaczliwie radosnych zajęciach w szkole rodzenia, wcale nie dotyczy braku snu. To uporczywe, wręcz komiczne kłamstwo, że ludzkie niemowlęta przychodzą na ten świat w jakiś sposób ewolucyjnie przewyższając resztę królestwa zwierząt. Zdecydowanie tak nie jest. Jeśli spędzisz trochę czasu na obserwowaniu noworodka obok małego naczelnego, szybko zdasz sobie sprawę, że nasze dzieciaki są śmiesznie zapóźnione w rozwoju.
Wielkie ewolucyjne kłamstwo o ludzkich niemowlętach
W zeszłym miesiącu byłem w przychodni, naładowany kofeiną i spanikowany, bo Freya jeszcze nie chodziła. Wtedy nasza wiecznie wyczerpana położna środowiskowa wspomniała o pewnym starym eksperymencie psychologicznym, żeby sprowadzić mnie na ziemię. W latach 30. XX wieku niesamowicie ekscentryczny psycholog, Winthrop Kellogg, postanowił wychowywać małą małpkę ramię w ramię ze swoim dziesięciomiesięcznym synem. Chciał sprawdzić, kto szybciej będzie się rozwijał w domowym środowisku.
Wyniki okazały się całkowicie upokarzające dla ludzkości. Mała małpka rozgryzła, jak używać łyżki, chodzić na dwóch nogach i otwierać drzwi na miesiące przed tym, jak ludzki maluch w ogóle zorientował się, że ma stopy. Ludzkie dziecko było w zasadzie głośno sapiącym workiem ziemniaków, podczas gdy jego współlokator naczelny swobodnie śmigał po domu.
Doktor Evans (nasz pediatra) uważa, że to po prostu wielki ewolucyjny kompromis w praktyce. Ludzkie mózgi są tak beznadziejnie złożone, że nasze dzieci muszą rodzić się "w połowie upieczone", fizycznie bezradne przez boleśnie długi czas, tylko po to, by ich neurologiczne okablowanie mogło powoli się łączyć bez przeciążania systemu. Więc kiedy Isla spędza czterdzieści pięć minut, próbując wcisnąć kwadratowy klocek w okrągły otwór, po czym wybucha płaczem, staram się przypomnieć sobie, że w tle jej mózg rzekomo wykonuje zaawansowane obliczenia matematyczne. To pomaga, odrobinę, zwłaszcza gdy nie spałem od wtorku.
Moje życie jako spoconego ludzkiego materaca
Ponieważ przez pierwszy rok życia nie potrafią chodzić, biegać ani samodzielnie zdobywać przekąsek, traktują nas jak ruchome meble. Kiedyś czułem się niesamowicie winny, gdy nie mogłem odłożyć żadnej z bliźniaczek do łóżeczka na dłużej niż trzy minuty, żeby nie zaczęły wyć jak alarm samochodowy. Czytasz te wszystkie poradniki dla rodziców (strona 47 sugeruje, żeby zachować spokój i wyznaczać granice, co o 3 w nocy uważałem za wyjątkowo mało pomocne), przez które czujesz się jak ofiara losu, jeśli twoje dziecko nie chce spać samodzielnie w ciemnym, pustym pokoju.

Ale najwyraźniej, według ludzi, którzy spędzają życie na obserwowaniu małp na wolności, matki naczelnych dosłownie nigdy nie odkładają swoich młodych. Noszą je na piersi lub na plecach przez całe lata. Kontakt fizyczny ma ponoć kontrolować chaotyczny mały układ nerwowy niemowlęcia. Trzymają się matek jak przerażone, włochate pąkle, bo odłożenie ich na dno dżungli oznacza, że mogą zostać pożarte. Nasze dzieci nie wiedzą, że mieszkają w bliźniaku w 3. strefie Londynu; ich DNA wciąż uważa, że lampart zaraz porwie je z kosza Mojżesza.
Kiedy zaakceptowałem, że jestem po prostu biologicznym placem zabaw do wspinaczki, życie stało się odrobinę znośniejsze. Kupiłem nosidełko, przypiąłem jedno z nich do klatki piersiowej i po prostu pogodziłem się z losem spoconego muła jucznego. Potrzebujesz oddychających warstw ubrań, gdy masz mały piec przypięty do mostka, więc kupiłem im body z bawełny organicznej. Jest w porządku. Idealnie spełnia swoje zadanie. Szczerze mówiąc, kupiłem je głównie dlatego, że było na wyprzedaży i nie miało na klatce piersiowej protekcjonalnego napisu w stylu "Mały Książę Mamusi". Materiał łatwo rozciąga się nad ich wielkimi głowami, gdy Freya urządza amatorską gimnastykę podczas zmiany pieluchy, co na tym etapie jest tak naprawdę moim jedynym kryterium przy wyborze ubrań.
Tymczasem czas na brzuszku (tzw. tummy time) w naszym domu trwał około czterech sekund, po czym kończył się uderzeniem twarzą w podłogę i histerią, więc po prostu daliśmy sobie spokój i pozwoliliśmy im pełzać po moim leżącym ciele.
Łaskotki jako dosłowny mechanizm przetrwania
Ostatnio w internecie krążyło pewne badanie — chyba opublikowane przez grupę naukowców z Harvardu — w którym obserwowali dzikie małpie matki w Ugandzie. Okazało się, że nawet w obliczu ogromnego niedoboru jedzenia, kiedy dorosłe małpy w zasadzie głodowały i ignorowały się nawzajem, aby oszczędzać energię, matki nadal znajdowały czas, aby łaskotać i bawić się ze swoimi dziećmi.
Dla mnie to niezwykle pokrzepiające. Są dni, kiedy funkcjonuję na dwóch godzinach przerywanego snu i połowie zimnego tosta, a absolutnie ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest udawanie bardzo entuzjastycznego dinozaura. Ale podobno poprzez zabawę uczą się dynamiki społecznej i fizycznych granic bez ponoszenia żadnych obrażeń. Znosisz energetyczny koszt ganiania ich wokół kanapy, bo to powstrzymuje je przed staniem się absolutnymi socjopatami w późniejszym życiu.
Jeśli stoisz w obliczu perspektywy bardzo długiego, deszczowego niedzielnego popołudnia i potrzebujesz czegoś, co kupi ci pięć minut spokoju, przejrzyj kolekcję zabawek sensorycznych od Kianao, żeby po prostu czymś zająć ich rączki.
My właściwie używamy z tej kolekcji Tęczowego drewnianego stojaka edukacyjnego i muszę przyznać, że jest genialny. Kiedyś myślałem, że drewniane stojaki (tzw. baby gym) to tylko beżowe, estetyczne graty dla rodziców, którzy chcą, żeby ich salony wyglądały jak farma ekologiczna. Ale brak migających światełek i skrzeczących, elektronicznych dźwięków jest wybawieniem dla mojej narastającej migreny. Dziewczynki leżą pod nim i uderzają w małego drewnianego słonia, ćwicząc postrzeganie głębi i siłę chwytu bez bycia wizualnie atakowanymi jaskrawym plastikiem. Wczoraj pochłonęło to uwagę Isli na całe czternaście nieprzerwanych minut. W czasie mierzonym dla ojca bliźniąt, czternaście minut to w zasadzie luksusowe wakacje na Karaibach.
Słowa kontra chrząknięcia w naszym salonie
Oto najzabawniejsza część tego eksperymentu z lat 30., o którym wspomniałem wcześniej. Serio, musieli przerwać całe badanie po dziewięciu miesiącach. Dlaczego? Ponieważ małpa wcale nie uczyła się mówić po angielsku. Zamiast tego, ludzki syn psychologa zaczął naśladować małpę. Dzieciak biegał po domu, komunikując się wyłącznie za pomocą agresywnych prymasowskich chrząknięć i pohukiwań.

Łapię się na tym, że robię dokładnie to samo. Po dwunastu godzinach sam na sam z dwójką brzdąców moje słownictwo degraduje się do serii pytających dźwięków. "A-gu?", "Mniam-mniam?", "O-oł". Gdyby osoba z zewnątrz weszła do naszej kuchni w porze kolacji, założyłaby, że to ja się cofam w rozwoju. Nasz lekarz ostrzegał nas, że ludzki język wymaga absurdalnej ilości ciągłej, bezpośredniej wokalizacji ze strony dorosłych w pomieszczeniu, żeby faktycznie utrwalił się w mózgach maluchów. Więc próbuję opowiadać im o swoim dniu. Tłumaczę złożoność cyklu pralki albo zasadę spalonego, krojąc przy tym marchewkę. Zazwyczaj po prostu gapią się na mnie bez mrugania, a potem rzucają groszkiem o ścianę.
Kiedy pojawiają się zęby
Nic tak dobitnie nie podkreśla naszego wspólnego, prymasowskiego pochodzenia, jak pojawienie się zębów trzonowych. Kiedy zęby zaczynają przebijać się przez dziąsła, dziewczynki zamieniają się w dzikie, rozwścieczone małe bestie. Przeżuwają stolik kawowy. Przeżuwają własne buty. W zeszły czwartek o 3 nad ranem Freya uznała, że jej dziąsła bolą tak bardzo, że jedynym logicznym rozwiązaniem jest ugryzienie mnie w obojczyk z zawziętością wygłodniałego borsuka.
Zataczałem się do kuchni w poszukiwaniu Calpolu, autentycznie obawiając się o swoje bezpieczeństwo fizyczne. Ale to, co szczerze mówiąc uratowało moje zdrowie psychiczne, to posiadanie odpowiedniej rzeczy, którą mogła zniszczyć. Nie wiem, jakiego rodzaju voodoo użyto przy projektowaniu Silikonowego gryzaka Panda, ale absolutnie ratuje mi to życie. Ma te sztywne, teksturowane małe wypustki, na których Freya zgrzyta nowymi zębami jak pies z kością. Płaski kształt sprawia, że może go naprawdę sama trzymać, zamiast upuszczać na podłogę co dziesięć sekund i krzyczeć, żebym go podniósł. Jeden trzymam stale chłodzący się w lodówce, drugi zgubiony gdzieś w czeluściach torby na pieluchy, a trzeci mam zawsze w kieszeni płaszcza. To jedyny powód, dla którego nasze meble nie mają permanentnych śladów ugryzień.
Więc tak, są dzikie. Są głośne, fizycznie bardzo przylepne, komunikują się chrząknięciami i okazjonalnie próbują zjeść moje ramię. Ale zamiast walczyć z biologią i próbować na siłę zrobić z nich cywilizowanych małych dorosłych przed pierwszymi urodzinami, odkryłem, że znacznie łatwiej jest po prostu zaakceptować zasady dżungli. A teraz mi wybaczcie, Isla właśnie zorientowała się, jak otworzyć szufladę z pojemnikami na żywność, i muszę zainterweniować, zanim zbuduje z nich fortecę.
Zanim zarwiesz kolejną noc, martwiąc się, czy twój maluch osiąga wszystkie kamienie milowe w rozwoju, chwyć letnią kawę i sprawdź pełną kolekcję zrównoważonych akcesoriów dla niemowląt od Kianao, żeby chociaż trochę ułatwić sobie ten cały biznes wychowywania małych naczelnych.
FAQ: Jak przetrwać szalone lata życia z maluchem
Dlaczego mój maluch całkowicie wariuje, kiedy wychodzę z pokoju?
Ponieważ jego prymitywny, mały mózg wciąż myśli, że w korytarzu czai się drapieżnik. Nasz lekarz uświadomił mi, że lęk separacyjny osiąga apogeum właśnie dlatego, że w końcu uświadomiły sobie, iż bez ciebie są bezbronne, ale nie rozwinęły jeszcze stałości obiektu, by wiedzieć, że po prostu idziesz do łazienki. Nie zepsułeś swojego dziecka; jest po prostu biologicznie zaprogramowane, żeby trzymać się ciebie jak rzep psiego ogona.
Czy to normalne, że moje dziecko jeszcze nie chodzi, a dziecko przyjaciółki już biega?
Absolutnie tak. Freya uznała, że chodzenie jest dla naiwnych, dopóki nie skończyła prawie 15 miesięcy, podczas gdy Isla podciągała się do stania w wieku 10 miesięcy. Kamienie milowe rozwoju fizycznego bardzo się od siebie różnią, ponieważ ich mózgi priorytetyzują różne rzeczy. O ile wasza położna nie jest wyraźnie zaniepokojona, po prostu ciesz się faktem, że nie musisz ich jeszcze gonić po ulicy.
Jak sprawić, żeby przestały mnie gryźć podczas ząbkowania?
Musisz od razu zaoferować im lepszą alternatywę. Kiedy gryzą, staram się powiedzieć stanowcze "nie" (co zazwyczaj ignorują), a następnie fizycznie wcisnąć im w dłonie zimny, silikonowy gryzak. Zimno znieczula pulsujące dziąsła, a tekstura zapewnia opór, którego tak desperacko szukają. Twój obojczyk po prostu nie jest wystarczająco zimny, żeby zadziałać.
Czy powinienem się martwić, jeśli w domu mówimy tylko "po dziecięcemu"?
Nie panikowałbym, ale warto by zacząć wtrącać jakieś prawdziwe słowa. W zeszłym tygodniu złapałem się na tym, że w rozmowie z innym dorosłym nazwałem telewizor "pudłem-pudłem", co było dla mnie prawdziwym sygnałem alarmowym. Aby w końcu się ich nauczyć, dzieci muszą słyszeć poprawne struktury zdań, nawet jeśli czujesz się kompletnie absurdalnie, wyjaśniając fabułę filmu dokumentalnego roczniakowi, który akurat z zapałem próbuje zjeść garść ziemi.





Udostępnij:
Szef Bobas: Otchłanie internetu o 3 w nocy i prawdziwe skoki rozwojowe
Czego mały szympans nauczył mnie o byciu rodzicem