Moja teściowa dopadła mnie ostatnio w supermarkecie i oświadczyła, że jeśli nie zacznę dodawać miarki kaszki ryżowej do wieczornej butelki mojego trzymiesięcznego synka, on nigdy nie prześpi całej nocy, a ja do końca życia będę chodzić niewyspana. Dwie alejki dalej, moja mocno ekologiczna sąsiadka – złota kobieta – zaklinała się, że powinnam poczekać z wprowadzaniem nowości, aż skończy dokładnie osiem miesięcy, a i wtedy powinnam mu podawać wyłącznie ekologiczny bulion na kościach z drewnianego kielicha. W międzyczasie moja mama pisała do mnie SMS-y z pytaniem, kiedy będzie mogła dać swojemu najnowszemu wnusiowi spróbować kremu czekoladowego.
A ja po prostu stałam tam obok puszek z fasolą, funkcjonując na trzech godzinach snu i zastanawiając się, jak proste pytanie o karmienie małego człowieka zamieniło się w sport narodowy.
Siedzę teraz przy kuchennym stole, zdrapując zaschnięte awokado z tacki krzesełka do karmienia i jednocześnie próbując pakować zamówienia z mojego sklepu na Etsy, i powiem Wam szczerze: próba ogarnięcia, kiedy dzieci są gotowe na prawdziwe jedzenie, jest po prostu wyczerpująca. Często w internecie brzmi to tak, jakby podanie dziecku rozgniecionego groszku o jeden dzień za wcześnie miało na zawsze zrujnować jego układ pokarmowy. Ale mając w domu trójkę dzieciaków poniżej piątego roku życia, z czasem dotarło do mnie, że większość tych poradników piszą ludzie, którym od dawna żadne dziecko nie wypluło papki z marchewki prosto w oko.
Zapomnij o kalendarzu i spójrz na dziecko
Przy moim najstarszym – moim słodkim pierworodnym, który był wtedy absolutnym dzidziusiem całej rodziny – wpatrywałam się w kalendarz jak w tykającą bombę. Lekarz powiedział „około szóstego miesiąca”, więc w poranek, w którym skończył dokładnie sześć miesięcy, zapięłam go w krzesełku i wepchnęłam mu w twarz łyżeczkę owsianki. On płakał. Ja płakałam. Owsiankę zjadł pies.
To, co dr Evans w rzeczywistości powiedział mi na naszej ostatniej wizycie kontrolnej (kiedy zaciągnęłam całą trójkę do gabinetu i przepraszałam za to, że najmłodszy lizał papier na leżance), to fakt, że wiek to tylko zgrubne szacunki. Chodzi o to, co dziecko faktycznie potrafi zrobić ze swoim ciałem. Kazał mi zwracać uwagę na oznaki gotowości, co szczerze mówiąc, miało o wiele więcej sensu niż czekanie na magiczną datę w kalendarzu.
Zasadniczo, jeśli potrafią stabilnie utrzymać swoją ciężką jak kula do kręgli główkę przez ponad dziesięć minut, nie kiwając się przy tym jak jabłko w beczce z wodą, to jesteście na dobrej drodze. Aha, muszą też w miarę prosto siedzieć, ale wychodzę z założenia, że jeśli nie zsuwają się całkowicie na bok w krzesełku do karmienia, to możemy zaczynać.
Syndrom języka jaszczurki
Posłuchajcie o odruchu wypychania języka, bo nikt mnie przed tym nie ostrzegł i myślałam, że moje średnie dziecko jest jakoś wadliwie skonstruowane. Niemowlęta rodzą się z takim odruchem, że jeśli cokolwiek dotknie ich warg lub przodu języka, automatycznie wypychają język do przodu. Zdaje się, że dr Evans mówił, iż to kwestia przetrwania, żeby nie zadławiły się przypadkowymi gałązkami czy cokolwiek tam jaskiniowe dzieci znajdowały na ziemi.
Jeśli spróbujesz nakarmić malucha papką, zanim zaniknie ten odruch, będzie wyglądał dokładnie jak mała jaszczurka. Wkładasz łyżeczkę, i *siup*, purée ląduje z powrotem na jego brodzie. Zbierasz je z brody, wkładasz z powrotem, i *siup*, jest na nosie. To potrafi całkowicie wyprowadzić z równowagi.
Moja mama wciąż powtarzała, że po prostu nie lubi batatów, ale nie – jego ciało było dosłownie zaprogramowane na odrzucanie łyżeczki. Trzeba to po prostu przeczekać. W jednym tygodniu wypluwają wszystko w twoją stronę niczym zepsuty bankomat, a w następnym nagle orientują się, jak przełknąć jedzenie do gardła. Zanim ten jaszczurczy język nie zniknie, po prostu marnujecie dobre jedzenie.
Co tak naprawdę powinno trafić do buzi jako pierwsze
Pamiętacie, jak byliśmy mali i wszyscy zaczynali od tej białej, przypominającej płatki kaszki ryżowej, która wyglądała jak pył z płyt gipsowo-kartonowych? Cóż, podobno już się tak nie robi. Przez mgłę pamiętam, że czytałam coś przerażającego w wiadomościach o arsenie w ryżu, co przy moim pierwszym dziecku doprowadziło mnie do totalnej paniki.

Dr Evans narysował mi na recepcie taki wężyk, żeby pokazać, jak poziom żelaza u dziecka drastycznie spada w okolicach szóstego miesiąca. Domyślam się, że żelazo, które dziecko ukradło z mojego organizmu w czasie ciąży, w końcu się kończy, więc naprawdę potrzebuje prawdziwych składników odżywczych. Lekarz kazał mi po prostu zacząć od rozgniecionych rzeczy bogatych w żelazo, takich jak rozcieńczone purée z wołowiny albo soczewicy, co brzmi absolutnie obrzydliwie jak na śniadanie, ale dziecku zdawało się to w ogóle nie przeszkadzać.
Nigdy nie kupowałam tych wszystkich bzdur w stylu „musisz rygorystycznie wprowadzać zielone warzywa przed owocami, w przeciwnym razie uzależni się od cukru”. Dzieci lubią mleko matki i mleko modyfikowane, które i tak w dużej mierze są w smaku jak płynny cukier. Ja po prostu rozgniatałam to, co jedliśmy, rozcieńczałam i modliłam się, żeby nikt się nie zadławił.
Jeśli czujesz się całkowicie przytłoczona ilością akcesoriów potrzebnych na ten brudny etap, weź głęboki oddech i przejrzyj kolekcję akcesoriów do karmienia Kianao, kiedy znajdziesz wolną chwilę.
Koszmar z alergiami
To jest ta część macierzyństwa, która autentycznie nie daje mi spać po nocach. Kiedy moja siostra rodziła dzieci, lekarze kazali jej traktować masło orzechowe jak radioaktywną truciznę, dopóki dzieciak nie pójdzie do przedszkola. A teraz? Mój lekarz każe mi smarować nim ich dziąsła tak wcześnie, jak to możliwe.
Zalecenia medyczne obróciły się o 180 stopni i chyba nowa teoria głosi, że wczesne i częste wprowadzanie przerażających alergenów trenuje ich układ odpornościowy, by ten wyluzował i nie reagował przesadnie. Nie do końca rozumiem to od strony naukowej, ale za to doskonale rozumiem stany lękowe matki.
Oto moja wysoce nieoficjalna, całkowicie nienaukowa metoda: straszne rzeczy (masło orzechowe rozcieńczone wodą, jajecznicę, jogurt) wprowadzam tylko we wtorki rano. Dlaczego we wtorek? Ponieważ przychodnia jest otwarta, a jeśli musielibyśmy jechać na pogotowie, mój mąż nie jest na swoim weekendowym wyjeździe na golfa. Nie dawajcie dziecku pierwszego smaku masła orzechowego o 19:00 w sobotę. Po prostu uwierzcie mi na słowo.
Talerzyki, które trzymają się stołu i sensowne łyżeczki
Słuchajcie, jestem dość oszczędna. Odmawiam kupowania mnóstwa tych estetycznych, beżowych plastikowych gadżetów, które widzicie na Instagramie. Ale przy karmieniu dziecka, które właśnie odkrywa grawitację, po prostu musicie zainwestować w talerzyki, które dosłownie trzymają się stołu jak przykręcone.

Próbowałam po prostu kłaść jedzenie bezpośrednio na tacy krzesełka, ale potem rozsmarowują je jak farbki do malowania palcami, aż zaschnie w szczelinach przycisku zwalniającego tacę. Kupiłam więc Silikonowy Talerzyk Miś od Kianao. Opowiem Wam prawdziwą historię o tym talerzyku. Moje średnie dziecko, które rzuca piłką z przerażającą celnością, próbowało oderwać go od stołu podczas histerii o banana. Przyssawka trzymała tak mocno, że w końcu podniósł cały przód swojego krzesełka do góry. Byłam przerażona, ale i pod głębokim wrażeniem. Przysysanie naprawdę działa, pod warunkiem, że najpierw przetrzesz tacę. Na dodatek to silikon, więc kiedy w końcu wyląduje na podłodze, nie rozbije się na tysiąc kawałków.
Co do sztućców – mam mieszane uczucia. Kupiłam Zestaw Bambusowych Łyżeczek i Widelców dla Dzieci i są piękne. Silikonowa końcówka jest świetna, ponieważ nie staje się potwornie gorąca, gdy podgrzewam w mikrofalówce zamrożoną kostkę purée, i jest na tyle miękka, że kiedy maluch nie trafi do buzi i wbije sobie łyżeczkę w oko, nikt nie krwawi. Ale będę z Wami szczera – trzeba ręcznie myć te bambusowe rączki. Jeśli jesteś typem mamy, która zostawia naczynia na noc do odmoczenia w brudnym zlewie (nie oceniam, często bywam tą mamą), drewno w końcu zrobi się dziwne.
Jeśli wiesz, że w Waszym domu używa się tylko zmywarki i nie chce Ci się bawić w ręczne mycie maleńkich drewnianych patyczków, odpuść sobie bambus i weź zamiast tego Zestaw Silikonowych Łyżeczek i Widelców dla Dzieci. Są w 100% z silikonu, więc po prostu rzucam je na górną półkę zmywarki i zapominam o nich do następnego ranka.
Rzeczy całkowicie zakazane
Wiem, że mówiłam, iż nie przestrzegam zasad, ale jest kilka rzeczy, które mój lekarz kazał mi bezwzględnie trzymać z dala od buzi dziecka przed jego pierwszymi urodzinami.
Miód to absolutna podstawa zakazów. Ma to coś wspólnego z botulizmem dziecięcym, co brzmi jak jakaś przerażająca XIX-wieczna plaga, z którą absolutnie nie chcę mieć nic wspólnego. Mleko krowie to kolejna rzecz, głównie dlatego, że ich małe nerki są podobno zbyt malutkie, by poradzić sobie z zawartymi w nim ciężkimi minerałami, choć ser i jogurt jakimś cudem są okej. Nie wiem, kto wymyśla te zasady, ale wychodzę z założenia, że dość łatwo jest uniknąć podawania dziecku szklanki mleka 2%.
I sól. Serio, moja teściowa wciąż próbuje solić zieloną fasolkę mojego dziecka, bo mówi, że jest mdła. Oczywiście, że jest mdła dla kobiety, która pali Virginia Slims od 1982 roku! Dzieci nie potrzebują soli. Ich nerki tego nie zniosą.
Musisz po prostu patrzeć, co robią, przypinać je do krzesełka i próbować nie stracić zmysłów, kiedy słodkie ziemniaki wylądują na suficie. To brudny, przezabawny etap, a na końcu i tak nauczą się używać widelca jak cywilizowani ludzie. Prawdopodobnie.
Gotowa, by przetrwać etap latającego jedzenia z nienaruszonym zdrowiem psychicznym? Kup naszą kolekcję akcesoriów do karmienia ratujących resztki rozsądku, klikając tutaj.
Brudne Pytania, Które Ciągle Zadajecie
Czy muszę zaczynać od papki, czy mogę po prostu dać im kawałek jedzenia?
To sprowadza się do całej debaty wokół metody BLW (Bobas Lubi Wybór). Szczerze mówiąc, ja stosowałam mieszankę obu metod, bo jestem zbyt zestresowana, żeby po prostu od razu dać sześciomiesięcznemu maluchowi całą łodygę brokułu. Dr Evans powiedział, że obie metody są w porządku, o ile nie dajesz im czegoś, czym mogą się zadławić, jak całe winogrona czy parówki. Zaczęłam od gęstych papek, a potem przeszłam do miękkich, pieczonych słupków ze słodkiego ziemniaka, kiedy moje ciśnienie krwi mogło to znieść.
Ile tak naprawdę powinno jeść dziecko na samym początku?
Praktycznie nic! Moje pierwsze dziecko przez pierwszy miesiąc zjadało może jedną łyżeczkę jedzenia, a cała reszta lądowała w fałdkach na jego szyi. Mleko matki lub modyfikowane to nadal ich główny pokarm, aż skończą rok. Te pierwsze miesiące jedzenia stałych posiłków to w zasadzie po prostu droga, bardzo brudząca zabawa sensoryczna.
Co zrobić, jeśli przy wszystkim mają odruch wymiotny?
Odruch wymiotny przeraża, ale jest całkowicie normalny. U dzieci ten odruch znajduje się na języku bardzo daleko z przodu w porównaniu z dorosłymi. To po prostu naturalny sposób organizmu, by zapobiec zadławieniu. Jeśli wydają dźwięki i kaszlą, nic im nie jest. Jeśli milkną i sinieją, to znaczy, że się dławią i musisz natychmiast interweniować. Wybierz się na kurs pierwszej pomocy u niemowląt – to tak bardzo pomogło mi na moje lęki.
Kiedy zacząć podawać im wodę do picia?
Mój lekarz powiedział, że możemy wprowadzić odrobinę wody w kubku niekapku, gdy zaczynamy podawać pokarmy stałe, czyli około szóstego miesiąca, głównie po to, by mogły ćwiczyć korzystanie z kubka i żeby popijały jedzenie, zapobiegając zaparciom. Ale naprawdę potrzebują tylko kilkudziesięciu mililitrów dziennie – nie chcemy, żeby wypełniały swój maleńki żołądek wodą zamiast mlekiem.





Udostępnij:
Kryzys o 3 w nocy: ubranka niemowlęce HM i przetrwanie z noworodkiem
Paracetamol dla niemowląt: Co chciałbym wiedzieć przed nocnym atakiem gorączki