Był październik 2017 roku, a ja siedziałam w absurdalnie drogiej kawiarni w centrum miasta, ubrana w beżowy kaszmirowy sweter, który kupiłam tylko po to, by poczuć się jak funkcjonujący dorosły człowiek. Leo miał trzy tygodnie. Spał na mojej piersi, pachnąc tym odurzającym noworodkowym koktajlem płynu do kąpieli i ciepłego mleka, a ja pamiętam, jak popijając letnie Americano, myślałam: Świetnie mi idzie.

I wtedy mu się odbiło. To było mokre, agresywne beknięcie.

Poczułam ciepło, zanim zobaczyłam zniszczenia. Pół butelki częściowo strawionego mleka po prostu... spłynęło kaskadą po mojej klatce piersiowej, zbierając się w kołnierzyku mojego swetra (przeznaczonego tylko do prania chemicznego!) i całkowicie przemaczając przód nieskazitelnego, zrobionego z organicznej bawełny pajacyka Leo. Nie miałam dla niego ubranek na zmianę. Nie miałam zapasowej koszuli dla siebie. A ponieważ przeczytałam gdzieś na jakimś blogu o minimalistycznej wyprawce, że śliniaki nie są potrzebne, dopóki dziecko nie zacznie jeść stałych pokarmów w wieku sześciu miesięcy, nie miałam też śliniaka.

Po prostu super. Fantastycznie.

Wracaliśmy metrem do domu, pachnąc jak zepsuta fabryka jogurtów. Mój mąż Dave przywitał nas w drzwiach, spojrzał na moją beżowo-kaszmirową sytuację i zapytał: „Wiedziałaś, że niemowlęta ulewają?”. Prawie wzięłam z nim rozwód na miejscu.

Wielkie bagno na szyi z 2017 roku

Oto największe kłamstwo, jakie wciskają ci w ciąży: że śliniaki są do spaghetti. Że potrzebujesz ich tylko wtedy, gdy twoje dziecko siedzi w krzesełku do karmienia i aktywnie rzuca ci w twarz puree z marchewki.

Nie. Potrzebujesz ich od zaraz. Dosłownie, spakuj je do torby szpitalnej.

Bo nikt mnie nie ostrzegł przed fałdkami na szyi. Noworodki to w zasadzie seria mięciutkich, nakładających się na siebie wałeczków na podbródku, a kiedy piją mleko, ono ścieka. Spływa po brodzie i zostaje uwięzione w tych małych zagięciach, do których nie dociera powietrze. Zdałam sobie z tego sprawę dopiero pewnego wieczoru podczas kąpieli, kiedy zauważyłam, że szyja Leo jest jaskrawoczerwona i pachnie... lekko serem. O Boże.

Wpadłam w panikę i zadzwoniłam do naszej lekarki, dr Miller, przekonana, że moje dziecko ma jakąś rzadką chorobę pożerającą skórę. W zasadzie mnie wyśmiała (delikatnie, jest bardzo miła) i powiedziała, że to infekcja grzybicza. Okazuje się, że mleko i ulewki uwięzione w ciepłej fałdce na szyi to jak pięciogwiazdkowy kurort dla bakterii i grzybów, a jej główna rada polegała na tym, że utrzymywanie tego miejsca w całkowitej suchości to jedyny sposób, by to powstrzymać. Kazała mi kłaść mu pod brodą miękką, chłonną warstwę zawsze, gdy nie spał i jadł.

Więc tak, kupiłam całą górę miękkich, płasko tkanych bawełnianych śliniaków. Płaski splot jest tu moim zdaniem kluczowy, bo frotte działa jak papier ścierny, gdy wycierasz twarz dziecka pięćdziesiąt razy dziennie – albo przynajmniej ja miałam takie wrażenie. Po prostu zmieniasz śliniak, gdy tylko zrobi się wilgotny, zamiast przebierać dziecko od stóp do głów cztery razy dziennie. To uratowało moje zdrowie psychiczne. I rachunki za wodę i prąd.

Na litość boską, unikajcie rzepów

Uratuję was teraz przed błędem, który kosztował mnie trzy pary ulubionych legginsów Lululemon.

Kiedy kupujesz materiałowe śliniaki dla niemowlaków, zauważysz, że wiele z nich jest zapinanych na rzepy. Nie kupuj ich. Nie wpuszczaj ich do swojego domu. Jeśli ktoś sprezentuje ci je na baby shower, uśmiechnij się, podziękuj, a potem od razu wyrzuć je w stronę słońca.

Rzepy to wróg współczesnego rodzica. Dzieje się tak: wrzucasz śliniak do prania, zapięcie na rzep nieuchronnie odpina się podczas wirowania i poluje na twoje najdroższe, najdelikatniejsze ubrania, trwale je zaciągając. Poza tym, zanim twoje dziecko skończy osiem miesięcy, odkrywa, że dźwięk odpinanego rzepu jest komiczny i i tak zerwie z siebie śliniak w połowie posiłku.

Potrzebujesz zatrzasków (nap). Bezniklowych zatrzasków. Kilku zatrzasków, żeby śliniak faktycznie rósł razem z dzieckiem, zamiast dusić je w czwartym miesiącu życia. W każdym razie chodzi o to: unikaj zapięć na rzepy, chyba że lubisz niszczyć własne ubrania.

Przerażające odkrycie podczas drzemki

OK, więc kiedy odkryłam, że zakładanie Leo śliniaka typu apaszka zapobiega wysypce od mleka i chroni mnie przed robieniem siedemnastu prań w tygodniu, po prostu zostawiałam go na nim przez cały czas. Stał się jakby częścią jego stroju.

The terrifying naptime realization — The Truth About Baby Bibs (And Why You Need Them On Day One)

Aż do momentu, gdy poszłam na spotkanie mojej grupy dla mam i niejaka Sarah (tak, kolejna Sarah, są nas miliony) zobaczyła, jak Leo zasypia na macie ze śliniakiem na szyi i aż głośno sapnęła z przerażenia. Najwyraźniej ta informacja jakoś mnie ominęła, ale zostawianie śliniaka na śpiącym dziecku to ogromne ryzyko uduszenia. Naprawdę, ogromne.

Pamiętam, jak żołądek podszedł mi do gardła. Logika ma tu całkowity sens, kiedy się nad tym zastanowisz – jeśli materiał podwinie się na nos lub zaczepi o coś, gdy dziecko wierci się w łóżeczku, jest to niesamowicie niebezpieczne. Kiedy maluch nosi śliniak, powinnaś móc swobodnie wsunąć dwa palce między kołnierzyk a jego szyję i bezwzględnie, kategorycznie musisz to cholerstwo zdjąć, zanim dziecko zamknie oczy.

Od tego dnia miałam tę paranoiczną rutynę, w której odpinałam zatrzask w sekundzie, gdy jego powieki robiły się ciężkie, co zazwyczaj go budziło, przez co musiałam zaczynać cały proces usypiania od nowa, ale hej, przynajmniej oddychał.

A potem ich buzie po prostu zaczynają przeciekać

Właśnie wtedy, gdy wydaje ci się, że zapanowałaś nad ulewaniem mleka, zaczyna się ślinienie. U Mai, mojego drugiego dziecka, zaczęło się to w okolicach trzeciego miesiąca. Przysięgam, że pewnego wtorku jej ślinianki nagle się obudziły i postanowiły produkować galony płynu.

Jeszcze nawet nie ząbkowała. Moja lekarka powiedziała, że to po prostu kolejny kamień milowy w rozwoju, jakby ich ciała przygotowywały się na ostateczne nadejście stałych pokarmów, ale w międzyczasie po prostu ciągle przeciekają. A kiedy zęby faktycznie zaczynają poruszać się pod dziąsłami, to już po zawodach. Przeżuwają wszystko. Zwłaszcza kołnierzyk śliniaka, który mają na sobie.

Byłam tak zmęczona tym, że wciąż moczyła całą klatkę piersiową, że w końcu chwyciłam Drewniany Gryzak z Grzechotką Jelonek od Kianao. To taki uroczy szydełkowy jelonek na kółku z surowego drewna bukowego. Dosłownie wpychałam go jej w rączki, żeby odwrócić jej uwagę od materiału. Drewno było wystarczająco twarde, by przynieść ulgę obolałym dziąsłom i, szczerze mówiąc, zajmowało ją na tyle długo, że mogłam wypić moją kawę, dopóki była jeszcze w miarę ciepła. Rzadkie zwycięstwo.

Faza awokado zmienia wszystko

W szóstym miesiącu wkraczasz w zupełnie nowy krąg piekła: stałe pokarmy.

The avocado phase changes everything — The Truth About Baby Bibs (And Why You Need Them On Day One)

Jeśli stosujesz metodę BLW (Bobas Lubi Wybór), co robiliśmy z Mają, bo byłam zbyt zmęczona, by blendować groszek, bałagan jest... astronomiczny. To doświadczenie sensoryczne dla całego ciała. Brała kawałek awokado, miażdżyła go w pięści, wcierała w brwi, a potem próbowała go zjeść.

Właśnie wtedy śliniaki z materiału stają się całkowicie bezużyteczne. Jeśli spróbujesz użyć bawełnianego śliniaka do sosu do spaghetti, równie dobrze możesz od razu wyrzucić go do kosza. Potrzebujesz silikonu. A dokładniej, silikonu spożywczego z tymi gigantycznymi, absurdalnie wyglądającymi korytko-kieszeniami na dole.

Po prostu zakładasz go na nie, pozwalasz im zmasakrować swój posiłek, a potem zabierasz cały śliniak do zlewu i spłukujesz. Często po prostu wyrzucałam to, co wpadło do kieszeni, z powrotem na jej tackę. Obrzydliwe? Może. Ale to jadła.

Mniej więcej w tym czasie Maya absolutnie odmówiła mi wkładania łyżki do jej buzi. Chciała robić to sama, co zazwyczaj kończyło się jogurtem latającym po kuchni. Kupiłam Zestaw Silikonowych Sztućców dla Niemowląt (Łyżeczka i Widelec) i szczerze mówiąc, to jedna z moich ulubionych rzeczy, jakie mieliśmy. Rączki są wystarczająco grube, by jej małe, nieskoordynowane, pucołowate rączki mogły je naprawdę chwycić, a ponieważ są w całości wykonane z silikonu, nie obchodziło mnie, gdy agresywnie uderzała nimi o stół.

Kupiłam też Silikonową Miseczkę z Przyssawką dla Niemowląt, która jest... w porządku, jest całkiem niezła. Przyssawka jest niesamowicie mocna, a o to przecież chodzi, prawda? Zdecydowanie powstrzymała swobodne strącenia, przez które owsianka lądowała na dywanie. Ale Maya jest uparta i w wieku około dziesięciu miesięcy zorientowała się, że jeśli wsunie swój mały paznokieć pod zakładkę zwalniającą, może odkleić całość i tak czy siak wszystko wywrócić. Dave uważał, że to przezabawne. Ja byłam po prostu zmęczona. Ale przez te pierwsze kilka miesięcy rozszerzania diety, zdecydowanie utrzymywała bałagan w ryzach.

Jeśli szukasz sprzętu, który naprawdę przetrwa lata rozszerzania diety bez uwalniania dziwnych chemikaliów do jedzenia twojego dziecka, zapoznaj się z kolekcjami Kianao dla dzieci. Fajnie jest mieć rzeczy, które nie wyglądają w kuchni jak tanie, plastikowe śmieci.

Nie potrzebujesz ich trzydziestu

Ludzie zawsze pytają, ile ich tak naprawdę muszą kupić. Niektóre listy wyprawkowe powiedzą ci, żebyś kupiła trzydzieści. To szaleństwo.

W fazie płynnej (0-6 miesięcy) miałam w rotacji od ośmiu do dwunastu miękkich materiałowych śliniaków, co wystarczało na kilka dni, zanim musiałam zrobić pranie. W fazie pokarmów stałych dosłownie potrzebujesz tylko dwóch silikonowych śliniaków z kieszenią. Po śniadaniu myjesz jeden w zlewie, kładziesz na kranie do wyschnięcia, a drugiego używasz do obiadu. Gotowe. Pamiętaj tylko, by te z materiału prać w zimnej wodzie i suszyć na płasko, by ich krawędzie nie zawijały się jak chipsy.

Rodzicielstwo i tak jest wystarczająco brudne, by jeszcze bardziej komplikować sobie pranie. Zrób sobie kawę, wyrzuć te na rzepy i zaopatrz się w dobre rzeczy, zanim awokado zacznie fruwać po kuchni.

Masz pytania? Mam (brudne, prawdziwe) odpowiedzi.

Czy niemowlęta naprawdę potrzebują śliniaków, zanim zaczną jeść jedzenie?

Tak. Milion razy tak. Chyba że chcesz przebierać je od stóp do głów za każdym razem, gdy uleją trochę mleka, albo chcesz się męczyć z tą przerażającą czerwoną wysypką grzybiczą w fałdach ich szyi. Na pierwsze dni wybierz te z miękkiej bawełny. Podziękujesz mi, kiedy nie będziesz musiała robić prania o drugiej w nocy.

Czy silikonowe śliniaki są ciężkie na szyi dziecka?

Szczerze mówiąc, martwiłam się tym przy Leo, bo był taki malutki, ale wysokiej jakości silikon spożywczy jest zaskakująco lekki. Dopóki nie zaciskasz go zbyt mocno (pamiętaj o zasadzie dwóch palców!), ledwo to zauważają. Maya po prostu radośnie żuła dekolt swojego śliniaka w oczekiwaniu na tosta.

Jak wywabić plamy z jedzenia z tych materiałowych?

Nie wywabisz. To znaczy, możesz spróbować suszyć je na słońcu lub moczyć w jakiejkolwiek cudownej paście, którą w tym tygodniu poleca internet, ale szczerze? Kiedy zaczną jeść jagody i słodkie ziemniaki, te materiałowe śliniaki i tak będą wyglądać jak po przejściach. Oszczędź swoje zdrowie psychiczne i na czas posiłków przejdź na łatwy do wytarcia silikon.

Kiedy dzieci w końcu przestają je nosić?

To zależy od dziecka. Leo jadł schludnie i odmówił noszenia śliniaka, gdy miał dwa lata. Nazywał go swoim „dzidziusiowym szalikiem” i po prostu go zrywał. Maya ma cztery lata i szczerze mówiąc, czasami nadal każę jej nosić silikonowy, jeśli jemy zupę, ponieważ jest agentką chaosu. Nie ma tu twardej reguły. Po prostu podążaj za głosem serca (i swoją tolerancją na wywabianie plam z maleńkich koszulek).