Dosłownie klęczałam na dywanie w salonie, ubrana w te szare legginsy z Lululemon z dziurą na lewym kolanie, których mój mąż Dave absolutnie nienawidzi. W ręku trzymałam jaskrawożółtą miarkę Stanleya, podczas gdy mój trzeci kubek odgrzewanej w mikrofali kawy French Roast wsiąkał we włókna dywanu. Dave stał nade mną ze swoim iPadem, z entuzjazmem wskazując na ogłoszenie o sprzedaży fortepianu typu „baby grand” marki Yamaha, a ja śmiałam się tak bardzo, że aż zakrztusiłam się własną śliną.
Ponieważ, widzicie, jestem idiotką.
Kiedy Dave powiedział: „Maya kończy siedem lat i bierze lekcje, myślę, że powinniśmy rozejrzeć się za jakimś 'baby grand'”, mój pozbawiony snu mózg natychmiast wyobraził sobie malutką, kolorową, plastikową zabawkę. Coś w stylu pianinek Schoenhut. Wiecie, taki mały keyboard dla maluchów, który gra blaszane, fałszywe dźwięki, podczas gdy dziecko uderza w niego lepkimi, umazanymi dżemem rączkami. Naprawdę myślałam, że mówi o jakimś zabawkowym keyboardzie dla początkujących z supermarketu.
Kiedy więc pokazał mi zdjęcie Yamahy GB1K – masywnej, lśniącej czernią, przerażająco pięknej akustycznej maszyny – i mimochodem wspomniał, że waży ponad 260 kilogramów, śmiech uwiązł mi w gardle. Gapiłam się tylko na miarkę w mojej dłoni, patrzyłam na te 151 centymetrów, które według Dave'a musieliśmy wygospodarować z naszej skromnej przestrzeni życiowej, i uświadomiłam sobie, że nie wiem absolutnie nic o świecie instrumentów muzycznych.
Przetwarzałam to wszystko, podczas gdy czteroletni Leo, który jest obecnie w fazie myślenia, że jest dzikim kotem, siedział przy stole w jadalni i wpadał w szał z powodu swojego śniadania. Szczerze mówiąc, to cud, że udaje nam się przetrwać jakiekolwiek posiłki, ale mamy ten Silikonowy talerzyk dla dzieci Kianao z pyszczkiem misia i to absolutnie moja ulubiona rzecz, jaką posiadamy, ponieważ ma tę niesamowicie mocną przyssawkę, która trzyma się naszego drewnianego stołu jak superglue. Patrzyłam, jak Leo agresywnie szarpie za małe uszka misia, całkowicie nie mogąc zrzucić swojej jajecznicy na podłogę, podczas gdy mój mózg przeżywał zwarcie z powodu faktu, że „baby grand” to w rzeczywistości najprawdziwszy fortepian.
W każdym razie, jeśli jesteście rodzicami, którym powiedziano, że ich dziecko „dobrze rokuje muzycznie” i nagle zostajecie wrzuceni w głęboko onieśmielający świat kupowania instrumentu akustycznego, zrobiłam za was nieprzyzwoitą wręcz ilość obsesyjnego, nocnego researchu, więc wy już nie musicie.
Zaraz, to nie jest plastikowa zabawka?
Dobra, więc najwyraźniej świat tego typu instrumentów dzieli się na pianina (te wysokie pudła, które stoją płasko przy ścianie) i fortepiany (te w kształcie harfy, które zajmują pół pokoju). „Baby grand” (fortepian gabinetowy) to po prostu najmniejsza klasa fortepianów, o długości zazwyczaj od 150 do 170 centymetrów.
Nie ma to nic wspólnego z niemowlakami („babies”). Absolutnie. Co, jak dla mnie, pachnie trochę fałszywą reklamą.
Yamaha GB1K to podobno najlepiej sprzedający się na świecie fortepian gabinetowy dla początkujących. Dave uwielbia statystyki, więc rzucał we mnie liczbami o tym, jak jest on montowany w Indonezji, by obniżyć koszty, ale wykorzystuje mechanikę Yamahy (te wewnętrzne mechaniczne rzeczy), co czyni go dobrym kompromisem między budżetem a jakością. A tak na marginesie, mówiąc „budżetowym”, miał na myśli porównanie do luksusowego samochodu, a nie wycieczki do Ikei. Cholera, to są drogie rzeczy. Nawet te „przystępne cenowo” mogą przyprawić o hiperwentylację.
Ale poza szokiem cenowym, moją pierwszą myślą była czysta logistyka postawienia 260-kilogramowej drewnianej bestii w domu zamieszkałym przez dwójkę chaotycznych dzieci i psa, który myśli, że wszystko jest zabawką do gryzienia.
Kwestia pokrywy przeraża mnie najbardziej
Jeśli kiedykolwiek mieliście dziecko, wiecie, że ich palce w niewytłumaczalny sposób przyciągają zawiasy, drzwi i wszystko, co jest ciężkie i może się zatrzasnąć. To jak jakaś dziwna wada ewolucyjna.

Mój pediatra, dr Aris – który jest świętym człowiekiem i widział Leona z każdą możliwą dolegliwością, od tajemniczej wysypki na klatce piersiowej po bardzo stresujący incydent z połknięciem monety w zeszłym roku – powiedział mi kiedyś, że zmiażdżone palce to ogromny odsetek wizyt maluchów na izbie przyjęć. Nie wiem, czy miał na myśli konkretnie klapy od fortepianu, mógł mówić o skrzyniach z zabawkami lub drzwiach samochodowych, ale ten obraz wypalił się w moim mózgu. Zawsze mam przed oczami najgorsze z możliwych scenariuszy, więc myśl o tym, że ciężka drewniana nakrywa klawiatury (tak nazywa się ta klapa zakrywająca klawisze, jak się dowiedziałam) zatrzaskuje się na małych rączkach Mayi lub Leo, była moim absolutnym koszmarem.
Dzięki Bogu Yamaha jest standardowo wyposażona w system wolnoopadający. Działa to na zasadzie jakiegoś hydraulicznego zawiasu, gdzie nawet jeśli ją upuścisz, klapa po prostu powoli, dramatycznie opada, aż się zamknie. Poszłam do salonu tylko po to, żeby to przetestować. Musiałam trzasnąć tą pokrywą ze dwadzieścia razy na oczach bardzo zdezorientowanego sprzedawcy w dopasowanym garniturze.
Co więcej, cała konstrukcja stoi na kółkach (rolkach). Musicie absolutnie kupić blokujące podkładki pod kółka. Jeśli Leo wpadnie na to coś podczas zabawy w berka z psem, nie chcę, żeby ćwierćtonowy instrument przetoczył się po mojej drewnianej podłodze. Tak więc rozplanowujecie pokój, stawiacie wytrzymałe podkładki, wynajmujecie profesjonalną ekipę od przeprowadzek, która wie, co u licha robi, a potem nigdy, przenigdy więcej go nie ruszacie. Nigdy.
Hałasowanie, kiedy dom wreszcie śpi
Nie wiem jak wy, ale dla mnie cisza to najcenniejsza waluta. To jedyna rzecz, która powstrzymuje mnie przed ucieczką do zakonu o zaostrzonym rygorze milczenia w Alpach.
Kiedy Leo był mniejszy, pamiętam, że kupiłam Wodoodporny śliniak Kianao z motywem kosmosu, ponieważ ta mała silikonowa kieszonka łapała wszystkie spadające płatki. I szczerze mówiąc, był w porządku – silikon jest świetny i łatwo go zmyć, ale zapięcie na szyi czasami go denerwowało, jeśli ścisnęłam je zbyt mocno, więc po prostu siedział i krzyczał. A kiedy masz krzyczące – albo wreszcie śpiące – dziecko, absolutnie ostatnią rzeczą, jakiej pragniesz, jest to, żeby ktoś w sąsiednim pokoju tłukł na klawiszach „Panie Janie”.
Tutaj Yamaha całkowicie rozwaliła mi system. Mają coś, co nazywa się technologią „Silent Piano” (Ciche Pianino). Zasadniczo jest to prawdziwy instrument akustyczny z prawdziwymi strunami i filcowymi młoteczkami, ale jest tam pedał lub dźwignia, którą można włączyć i która fizycznie zatrzymuje młoteczki tuż przed tym, jak uderzą w struny. Zamiast tego czujniki optyczne odczytują ruch klawiszy i odtwarzają przez słuchawki cyfrowo zsamplowany dźwięk fortepianu.
Maya może więc siedzieć o 6 rano w sobotę, ćwicząc swoje gamy, a w pokoju panuje całkowita cisza, z wyjątkiem głuchego *stuk stuk* plastikowych klawiszy. To magia. Piękna, droga magia. Jeśli masz więcej dzieci, pracujesz z domu lub po prostu masz niską tolerancję na chaos dźwiękowy, nie wyobrażam sobie, jak można kupić fortepian akustyczny bez tej funkcji.
(Swoją drogą, jeśli jesteście obecnie w okopach lat miksowanych zupek, a do instrumentów akustycznych jeszcze daleko, sprawdźcie kolekcję do karmienia Kianao, żeby chociaż ocalić swoje podłogi).
Dziwny dźwięk basu, o którym mój mąż w kółko gada
Dave ma ten nawyk wpadania do internetowych króliczych nor i wychodzenia z nich jako samozwańczy ekspert. Przez trzy tygodnie słuchałam więc tylko o „głuchym basie”.

Podobno ze względu na to, że GB1K jest tak krótki, struny basowe wewnątrz muszą być krótsze i grubsze, aby wydobyć z nich niskie dźwięki. Ludzie na forach fortepianowych – które nawiasem mówiąc są dość ekstremalne, ci ludzie nie żartują – narzekają, że przez to niższe oktawy brzmią „głucho” lub „płytko”, zamiast bogato i dźwięcznie.
Słuchajcie, przesłuchałam setki filmów na YouTube. Grałam na klawiszach w salonie. Nie mam pojęcia, o czym oni mówią. Dla mnie brzmi to jak fortepian. O ile wasze dziecko nie jest reinkarnacją Mozarta, a wy nie jesteście profesjonalnymi pianistami koncertowymi, bardzo wątpię, że będziecie krzywić się na brzmienie dolnego rejestru, podczas gdy wasz siedmiolatek będzie grać „Wlazł kotek na płotek”. No ale cóż, jeśli masz wyrafinowane ucho, pewnie ma to znaczenie.
Błagam, kupcie używany
Oto rzeczywistość rodzicielstwa: dzieci rezygnują z różnych rzeczy. Błagają o korki piłkarskie, grają dwa mecze i uznają, że nienawidzą trawy.
Maya może grać na pianinie przez dziesięć lat, albo może jej się to znudzić przed samymi świętami. Pozbycie się ogromnej części oszczędności na zupełnie nową Yamahę GB1K wydaje mi się lekkomyślne. I szczerze mówiąc, i tak nie zgadza się to z naszym podejściem do robienia zakupów.
Pamiętam, kiedy Maya dopiero się urodziła, kupiłam Matę do przewijania z wegańskiej skóry Kianao, ponieważ chciałam, aby jej pokój wyglądał niesamowicie elegancko i estetycznie. Zrobiłam to, zanim w pełni zrozumiałam, że rodzicielstwo polega po prostu na ścieraniu różnych płynów ustrojowych z każdej powierzchni w domu. (Chociaż, żeby być uczciwym, tę matę czyściło się pięknie i przetrwała dwoje dzieci, co jest cudem). Rzecz w tym, że bardzo wcześnie nauczyłam się, że inwestowanie w rzeczy, które przetrwają i posiadanie proekologicznego podejścia jest o wiele lepsze niż kupowanie zupełnie nowych, błyszczących przedmiotów, które tracą na wartości w sekundzie, w której wyjmiesz je z pudełka.
Ze wszystkiego, co przeczytałam, wynika, że kupno odnowionej, używanej Yamahy japońskiej produkcji – na przykład nieco większego fortepianu gabinetowego (model GC1 lub C1), a nawet pianina premium klasy U3 – jest o wiele lepszym wyborem. Mają lepsze brzmienie, ponieważ mają dłuższe struny, znacznie lepiej trzymają wartość i nie przyczyniasz się do powstawania odpadów produkcyjnych związanych z zupełnie nowym instrumentem. Musisz tylko najpierw wynająć niezależnego stroiciela, aby go sprawdził, by upewnić się, że w płycie rezonansowej nie ma pęknięć czy czegoś w tym stylu.
Wciąż debatujemy, gdzie go postawić. Wciąż piję letnią kawę. Dave nadal wysyła mi linki do używanych Yamah na Facebook Marketplace. To cała wielka przeprawa. Ale przynajmniej wiem już, że to nie jest plastikowa zabawka.
Jeśli przetrwaliście ten ogromny słowotok i jesteście gotowi zmierzyć się z innymi obszarami waszego rodzicielskiego życia, zachęcam do przejrzenia ekologicznych akcesoriów do pokoju dziecięcego Kianao, które ważą znacznie mniej niż 260 kilogramów.
Chaotyczne FAQ, które chciałabym, by ktoś mi wręczył
Czy fortepian gabinetowy faktycznie zmieści się w normalnym domu?
O Boże, ledwo. Zajmuje kwadrat o wymiarach mniej więcej 1,5 na 1,5 metra, ale trzeba też zostawić miejsce na ławkę, osobę siedzącą na ławce i przestrzeń na otwarcie masywnej pokrywy. Nie można też postawić go tuż obok kaloryfera, nieszczelnego okna czy w bezpośrednim świetle słonecznym, bo inaczej drewno się wypaczy i cały instrument się rozstroi. Znalezienie w moim domu ściany, na której nie ma kratki wentylacyjnej lub okna jest w zasadzie niemożliwe, więc obecnie poświęcamy fotel, aby jakoś to upchnąć.
Czym jest to całe Silent Piano i czy warto?
To mechanizm, który powstrzymuje akustyczne młoteczki przed uderzaniem w struny i zamiast tego odtwarza cyfrowy dźwięk przez słuchawki. Jeśli mieszkacie w bloku, macie malucha, który wciąż drzemie w ciągu dnia, albo po prostu cierpicie na przebodźcowanie dźwiękowe już o 16:00 każdego dnia, tak jak ja – to rozwiązanie jest na wagę złota. Oszczędzi wam słuchania tego samego błędnego akordu granego po czterdzieści razy z rzędu.
Czy mój maluch zniszczy fortepian?
Prawdopodobnie nie sam instrument, ponieważ jest zbudowany jak czołg, ale z pewnością zostawi lepkie odciski palców na całym wykończeniu o wysokim połysku. Zainwestujcie w pokrywę z systemem wolnoopadającym, żeby dzieci nie zmiażdżyły sobie palców, upewnijcie się, że stoi na solidnych podkładkach, żeby nie mogły go popchnąć, i od razu wprowadźcie bardzo stanowczą zasadę „zero jedzenia na ławce do pianina”.
Dlaczego wszyscy mówią, żeby kupić używaną Yamahę?
Ponieważ z pianinami jest jak z samochodami – tracą mnóstwo na wartości w sekundzie, w której opuszczają salon. Dobrze utrzymana, odnowiona Yamaha sprzed dwudziestu lat często brzmi lepiej i wykorzystuje lepsze materiały niż zupełnie nowy, podstawowy model. Poza tym, kupowanie rzeczy używanych jest po prostu lepsze dla planety. Zapłaćcie tylko lokalnemu stroicielowi parę stówek za obejrzenie sprzętu, zanim wręczycie komuś gotówkę, żeby przypadkiem nie kupić gigantycznej pożywki dla termitów.
Czy to za wcześnie, żeby zacząć uczyć moje 4-letnie dziecko gry na pianinie?
Szczerze mówiąc, każde dziecko jest inne. Mój pediatra mruknął coś o tym, że mała motoryka rozwija się w różnym tempie. Leo ledwo potrafi utrzymać widelec bez zrobienia sobie krzywdy, więc w najbliższym czasie nie posadzę go w pobliżu nut, ale niektóre dzieci łapią bakcyla w wieku 4 lub 5 lat. Większość nauczycieli, z którymi rozmawiałam, twierdzi, że 7 lat to idealny moment, ponieważ naprawdę odróżniają prawą stronę od lewej i potrafią skupić uwagę, żeby usiedzieć w miejscu przez dwadzieścia minut.





Udostępnij:
Żółta wodnista biegunka u niemowlaka: Czego dowiedziałam się o 3 nad ranem
Kupiłam modne nosidełko WildBird, żebyś Ty nie musiała kupować w ciemno