Jest 6:43 we wtorek, a ja siedzę na zimnym linoleum na podłodze w kuchni. Mam na sobie szare dresy z plamą po jogurcie niewiadomego pochodzenia na lewym udzie i ściskam kubek z letnią kawą, jakby to była tratwa ratunkowa na środku oceanu. Leo (który ma teraz cztery lata, ale w tym konkretnym wspomnieniu miał mocne trzy i pół) stoi nade mną. Ręce ma stanowczo oparte na biodrach. Ma na sobie dokładnie jeden żółty kalosz, zero spodni i pelerynę Batmana, której odmawia zdjęcia nawet do snu. I krzyczy na mnie.
Dlaczego krzyczy? Bo nalałam mu mleko do niebieskiego plastikowego kubka zamiast do zielonego. Zielony kubek, jak gniewnie mnie informuje, celując mi lepkim palcem w twarz, jest tylko do wody. Nie znałam tej zasady. Bo wymyślił ją dziesięć sekund temu.
Droga Saro sprzed sześciu miesięcy. Wiem, że jesteś zmęczona. Wiem, że drga ci powieka i nie myłaś włosów od czwartku. Posłuchaj mnie. Faza, w której teraz jesteś? Ta, w której twoje słodkie, mięciutkie maleństwo nagle zmieniło się w małego, przerażającego dyktatora korporacyjnego, który dyktuje ci, w co masz się ubrać i jak pokroić mu tosta? Przetrwasz to. Ledwo. Ale jednak.
Oni dosłownie chcą rządzić całym domem
Przysięgam, byłam tak skrajnie wyczerpana przyjmowaniem rozkazów przez cały dzień. Mojego męża, Dave'a, na początku to bawiło. Dave jest inżynierem, więc myśli, że może używać logiki wobec dwulatka. Próbował wytłumaczyć Leo, dlaczego zielony i niebieski kubek mieszczą dokładnie taką samą objętość płynu. Leo po prostu krzyczał głośniej i rzucał Dave'owi w głowę suchymi płatkami. Szczerze mówiąc, to było komiczne, ale też głęboko przygnębiające, bo byliśmy przetrzymywani jako zakładnicy przez osobę, która w nocy wciąż robi kupę w pieluchę.
Dave pewnego ranka, ukrywając się w domowym biurze, wysłał mi nawet na rodzinnym czacie obrazek z szefem bobasem. To było po prostu zdjęcie tej postaci z kreskówki w garniturze ze skrzyżowanymi rękami, a Dave napisał: "To teraz twój syn". I tak było. Leo stawał na szczycie schodów, marszczył brwi i żądał paluszka serowego, jakby prosił o kwartalne sprawozdanie finansowe.
Byłam tak zdesperowana w poszukiwaniu odpowiedzi, że dosłownie siedziałam na toalecie o 3 nad ranem i wpisywałam w telefon totalnie szalone hasła w stylu dlaczego moje dziecko zachowuje się jak szef bobas szef bobas niech to się skończy. Internet był oczywiście pełen idealnie uczesanych instamatek mówiących, żeby "przeoddychać te wielkie emocje". Ja nie chciałam oddychać, chciałam po prostu wypić kawę, póki jest gorąca, ten jeden raz w moim cholernym życiu. W każdym razie, chodzi o to, że oni wcale nie próbują zrujnować nam życia, chociaż tak to właśnie wygląda.
Kiedy w końcu pękłam i zapytałam naszą pediatrę, dr Miller (która zawsze wygląda na o wiele za bardzo wypoczętą, co bywa irytujące), podała mi chusteczkę i trochę mi wyjaśniła, że ta cała faza tyrana to po prostu normalna rzecz, którą robią ich mózgi. Coś o tym, że nagle uświadamiają sobie, że nie są już z nami fizycznie połączeni, więc trochę panikują i testują granice, żeby zobaczyć, co się stanie. Nie do końca rozumiem stojącą za tym neuronaukę i może trochę przekręcam jej słowa, ale w zasadzie czują się bardzo malutcy i pozbawieni kontroli w wielkim świecie. Więc próbują kontrolować nas, bo to daje im poczucie bezpieczeństwa. Co jest ogromnym wrzodem na tyłku, szczerze mówiąc, ale ma jakiś sens.
Święty Graal odwracania uwagi małego dyktatora
Co prowadzi mnie do zabawek. O boże, zabawki. Kiedy masz dziecko, które chce kontrolować wszystko, musisz znaleźć rzeczy, które faktycznie mogą kontrolować, nie doprowadzając cię przy tym do szału i nie niszcząc salonu.

Jeśli jest jedna rzecz, którą musisz teraz kupić, Saro z Przeszłości, to jest to Zestaw miękkich klocków dla niemowląt od Kianao. Nie żartuję, kiedy mówię, że te klocki kilkukrotnie uratowały moje zdrowie psychiczne. Pozwól, że nakreślę ci sytuację. Leo miał totalny atak histerii na podłodze, bo nie pozwoliłam mu jeść suchej karmy dla kota z miski. W ciszy wysypałam te miękkie, gumowe klocki na dywan obok niego. Natychmiast przestał płakać, usiadł i agresywnie ułożył z nich krzywą wieżę.
Potem rozwalił ją pięściami, krzycząc: "MOJA WIEŻA!". To on rządził wieżą. Kontrolował jej przeznaczenie. Kolory to bardzo ładne, pastelowe odcienie makaroników, więc nie dostaję migreny od patrzenia na nie, a ponieważ to miękka guma, to kiedy on nieuchronnie się zdenerwował i rzucił jednym w psa, nikomu nic się nie stało. Mają nawet małe cyferki i symbole zwierzątek, więc czasem próbuję być Dobrą Mamą i proszę go, żeby znalazł słonia, ale zazwyczaj po prostu pozwalam mu w spokoju budować te jego dziwne małe pomniki własnego ego.
Jeśli też mieszkasz z małym kierownikiem, który krytykuje każdy twój ruch, możesz chcieć rzucić okiem na zabawki z otwartym scenariuszem (open-ended play). Możesz poszperać w kolekcji zabawek edukacyjnych Kianao, bo szczerze mówiąc, zapewnienie im bezpiecznej przestrzeni, w której mogą rządzić swoimi zabawkami, jest o wiele lepsze niż pozwalanie im rządzić twoją spiżarnią.
Wybieraj swoje bitwy (serio, po prostu odpuść)
Okej, więc Maya — która ma teraz siedem lat, a zachowuje się, jakby miała siedemnaście — też przechodziła przez tę fazę, ale była zupełnie inna. Była przebiegłym dyktatorem. Nie krzyczała; po prostu agresywnie manipulowała sytuacją. Zwłaszcza w kwestii ubrań.

Odmawiała założenia czegokolwiek, co nie leżało idealnie. Jeśli szew był dziwny, albo metka dotykała jej szyi, to był koniec. Nie wychodziliśmy z domu. Więc kiedy pojawił się Leo, myślałam, że jestem naprawdę sprytna, robiąc zapasy ultramiękkich, organicznych rzeczy. Kupiłam to Body z organicznej bawełny z motylkowymi rękawkami. I żeby było jasne, to piękny element garderoby. To w 95% bawełna organiczna i 5% elastan, więc ładnie naciągało się na jego wielką głowę, kiedy był mały, a motylkowe rękawki były urocze. Ale tak szczerze? Rękawki w dokładnie cztery sekundy pokryły się sosem do spaghetti, a ja byłam zbyt zmęczona, żeby przejmować się wywabianiem plam. Trudno. To fajne ubranko, ale nie zmieniło mojego życia, a Leo i tak odmawiał jego noszenia, bo stwierdził, że lubi tylko koszulki w dinozaury.
Ponadto, nawet nie próbuj przemawiać im do rozsądku w kwestii tego, w jakiej piżamie idą spać, po prostu pozwól im spać w pelerynie Batmana i uznaj to za zwycięstwo.
Przysięgam, akurat kiedy myślałam, że całkowicie skończyliśmy z dziecięcymi rozkazami, Maya znowu zaczęła sprawiać problemy. To było tak, jakby szef bobas narodził się na nowo w naszym salonie, z nią rządzącą Leo i Leo rządzącym psem. Rządzenie się jest całkowicie zaraźliwe. W pewną deszczową niedzielę byłam tak totalnie wyczerpana rozstrzyganiem sporów o to, kto usiądzie po lewej stronie kanapy, że po prostu się poddałam. Zrobiłam im mrożone gofry na obiad, włączyłam im film „Szef bobas 2” i schowałam się w spiżarni, żeby po ciemku zjeść czerstwe krakersy w kształcie rybek.
Wiem, że podobno mamy być super rygorystyczni w kwestii czasu przed ekranem, żeby nie lasować im mózgów, ale dr Miller dała mi do zrozumienia, że okazjonalny maraton filmowy nie zniszczy im przyszłości. Czasami po prostu potrzebujesz dziewięćdziesięciu minut, w których nikt nie wytyka cię agresywnie palcem i nie domaga się soku z kartonika.
Dawanie im pozornych wyborów, żebyś ty nie oszalała
Więc jak naprawdę radzić sobie z tym na co dzień? Musisz po prostu przestać walczyć z każdym najmniejszym żądaniem i zacząć dawać im te małe, fałszywe wybory, żeby nikt nie postradał zmysłów. Nauczyłam się tego na własnej skórze po Wielkim Incydencie Bananowym z 2022 roku, kiedy to obrałam banana „w złą stronę” i Leo rzucił nim o ścianę.
Zamiast mówić: „Załóż natychmiast buty, bo jesteśmy spóźnieni”, zaczęłam mówić: „Chcesz założyć czerwone buty czy żółte kalosze?”. On myśli, że podejmuje potężną decyzję na szczeblu kierowniczym. Czuje się jak Dyrektor Generalny ds. Obuwia. Ale w głębi duszy to ja nadal pociągam za sznurki, bo i tak zakładamy buty. To absolutnie manipulacyjne i wcale mnie to nie obchodzi.
Czasami tęsknię za okresem noworodkowym. Naprawdę. Kiedy Leo był malutki, kładłam go po prostu pod jego Drewnianym stojakiem edukacyjnym i było tak niesamowicie spokojnie. Po prostu patrzył w górę na małego drewnianego słonika i geometryczne kształty, od czasu do czasu uderzając w kółka. Było cicho. Drewno ma piękny, naturalny kolor, zawieszki są miękkie, a on nie miał żadnej opinii o tym, że moje włosy są „rozczochrane jak u czarownicy” (to bezpośredni cytat z wczoraj, swoją drogą).
Ale jak tak o tym pomyśleć, ten stojak to tak naprawdę miejsce, gdzie to całe szefowanie się zaczęło. Tam odkrywają związek przyczynowo-skutkowy. Uderzają w drewniane kółko, a ono się kołysze. Rozumieją, że ich działania zmieniają otoczenie. A kilka lat później orientują się, że jeśli nakrzyczą na mamę, ona zrywa się i przynosi przekąski. To dokładnie ten sam mechanizm, tyle że znacznie głośniejszy i droższy.
Saro z Przeszłości, przetrwasz to. Wykonujesz dobrą robotę, nawet jeśli ukrywasz się w spiżarni. Musisz tylko obniżyć swoje oczekiwania, pić więcej kawy i pozwolić im myśleć, że rządzą czymś, co nie ma większego znaczenia. Weź głęboki oddech, może zamknij się w łazience na pięć minut ciszy i chwyć jakiś sprzęt z kolekcji dla maluchów Kianao, żeby pomóc im bezpiecznie manifestować swoją niezależność. Dasz radę.
Pytania, które gorączkowo wpisywałam w Google o 3 nad ranem (FAQ)
Dlaczego moje słodkie maleństwo nagle mówi mi, co mam robić?
Ponieważ właśnie zorientowali się, że są odrębnymi osobami, a to najwyraźniej dla nich przerażające. Dr Miller powiedziała mi, że to ogromny skok rozwojowy. Czują kompletny brak kontroli, więc próbują kontrolować ciebie, psa, kubki i dokładny kąt otwarcia drzwi. To nie tak, że wychowujesz socjopatę; to po prostu rosną ich dziwne małe mózgi.
Jak poradzić sobie z histerią, kiedy chcą rządzić?
Szczerze? Czasami po prostu siadam na podłodze i to przeczekuję. Jeśli Leo krzyczy, bo nie chcę mu pozwolić prowadzić minivana, po prostu mu mówię: „Wiem, że jesteś zły, że nie możesz prowadzić samochodu”. Nie próbuję tłumaczyć mu przepisów dotyczących wieku kierowcy. Po prostu przyjmuję do wiadomości, że jest wkurzony, proponuję mu coś, co odwróci jego uwagę, na przykład jego klocki, i czekam, aż burza minie. Czasem, czekając, jem kawałek czekolady.
Czy to w porządku, że czasem po prostu ustępuję i pozwalam mu wygrać?
O boże, tak. Błagam, wybieraj swoje bitwy. Jeśli on chce w lipcu nosić zimową czapkę, pozwól mu na to. Jeśli żąda, żeby jego kanapka była pokrojona w trójkąty zamiast w kwadraty, po prostu pokrój tę cholerną kanapkę. Oszczędzaj energię na ważne rzeczy, jak trzymanie za rękę na parkingu czy powstrzymywanie od zabawy kontaktami. Pozwól im rządzić małymi, głupimi rzeczami.
Czy kiedykolwiek przestaną zachowywać się jak mali dyktatorzy?
Dam znać, kiedy Maya przestanie negocjować swoją porę pójścia spać jak prawnik korporacyjny. Ale mówiąc poważnie, tak, jest coraz lepiej. Z wiekiem zaczynają lepiej mówić i nie muszą już tak często uciekać się do wykrzykiwania żądań. Nadal chcą tu rządzić, ale w końcu uczą się, jak grzecznie o coś poprosić, zamiast drzeć się na ciebie, jakbyś była ich niekompetentną osobistą asystentką.





Udostępnij:
Brutalna prawda o zwijanych bramkach dla dzieci (i moja najgorsza noc)
Trik na mleczne lody w butelce, który naprawdę działa (i co się nie sprawdza)