Siedziałam na moim potwornie poplamionym dywanie w salonie o 6:15 rano, mając na sobie wczorajsze legginsy ciążowe – te z dziurą na lewym kolanie – ściskając w dłoniach trzeci kubek rozpaczliwie czarnej kawy, podczas gdy mój pierworodny, Leo, agresywnie podskakiwał w czymś, co mogę opisać jedynie jako neonowy plastikowy statek kosmiczny. To coś miało migające czerwone światła stroboskopowe, obracającą się plastikową kierownicę i grało blaszaną, piskliwą elektroniczną wersję „Starego MacDonalda”, która na zawsze wypaliła się w mojej tkance mózgowej. Myślałam, że kupiłam absolutnie ostateczne urządzenie do rozrywki dla niemowląt. Mój mąż Dave nazywał to „jednostką przechowawczą”. Szczerze mówiąc, potrzebowałam po prostu pięciu minut, żeby wypić kawę bez lepkiego bobasa przyklejonego do mojego fizycznego ciała.
Ale najgorsze w tamtym poranku było to: za każdym razem, gdy wkładałam go do tego wielkiego plastikowego spodka, był zajęty przez dokładnie cztery minuty, po czym zaczynał płakać z wściekłości. Kiedy go wyciągałam, jego małe nóżki zwisały w taki dziwny, sztywny, nienaturalny sposób.
Nienawidziłam tej rzeczy. Zajmowała połowę salonu w naszym malutkim mieszkaniu. Nie dało się przejść do kuchni bez bolesnego uderzenia się w palec u nogi o jej masywną plastikową podstawę. Wymagała sześciu baterii R20. Sześciu! Kto w ogóle jeszcze kupuje takie wielkie baterie? Raz podczas przerwy w dostawie prądu musiałam zdemontować potężną latarkę awaryjną, tylko po to, by mechaniczne zwierzątka na farmie mogły się kręcić, a Leo nie krzyczał, kiedy po ciemku próbowałam zrobić owsiankę błyskawiczną. To był koszmar. Głośny, uderzający po oczach podstawowymi kolorami koszmar.
A potem poszłam z Leo na wizytę kontrolną w szóstym miesiącu.
Wizyta u lekarza, która zrujnowała mi poranek
Doktor Evans jest bardzo spokojną, niezwykle bezpośrednią kobietą, która widziała dosłownie każdy błąd wychowawczy świata, a jednak wciąż potrafi patrzeć na ciebie ze współczuciem, a nie z potępieniem. Mimochodem wspomniałam o tym skaczącym spodku, ponieważ szczerze myślałam, że powie: „Dobra robota, mamo, doskonały rozwój motoryczny!”. O Boże, nie. Tak bardzo się myliłam.
Zaczęła mówić o stawach biodrowych, mięśniach tułowia i tej przerażającej koncepcji zwanej „zespołem dziecka pojemnikowego” (container baby syndrome), co natychmiast sprawiło, że poczułam się jak absolutnie najgorsza matka na planecie. Z mojego bardzo niedoskonałego, pozbawionego snu zrozumienia jej medycznego wyjaśnienia wynikało, że wciskanie dziecka do materiałowego siedzenia zawieszonego na sprężynach zmusza jego biodra do przyjęcia dziwnego kąta. Coś o ryzyku dysplazji stawów biodrowych. A co gorsza, podobno całkowicie omija to budowanie siły mięśni tułowia, której dzieci potrzebują, by w ogóle nauczyć się raczkować i chodzić, ponieważ to siedzisko podtrzymuje je sztucznie. Właściwie powiedziała mi, że dzieci nie są po to, żeby je sadzać w wiaderkach, ale żeby leżały płasko na ziemi. Tak czy inaczej, chodzi o to, że wróciłam do domu, spojrzałam na ten plastikowy statek kosmiczny za 150 dolarów, wyciągnęłam z niego baterie i wywlekłam całość na śmietnik.
Dave wrócił z pracy i zapytał: „Gdzie jest jednostka przechowawcza?”, a ja tylko krzyknęłam coś o panewkach stawu biodrowego i nalałam sobie kolejną filiżankę kawy.
Więc byłam znów w punkcie wyjścia, desperacko guglując, jak stworzyć przestrzeń do zabawy, która nie zrujnuje stawów mojego dziecka ani mojego własnego zdrowia psychicznego. Co naturalnie prowadzi nas do całej tej koncepcji Montessori.
Jak układ podłogowy wygląda w rzeczywistości w moim zabałaganionym domu
Kiedy ludzie szukają centrum aktywności inspirowanego Montessori, zazwyczaj wyobrażają sobie niezwykle zadbany, idealnie beżowy pokój z dokładnie trzema drewnianymi zabawkami skąpanymi w blasku zachodzącego słońca. Słuchajcie, mój dom jest pokryty psią sierścią i bezpańskimi chrupkami. Nie musisz kupować tej smutnej, beżowej estetyki, aby uzyskać korzyści rozwojowe.

Zanim pojawiło się moje drugie dziecko, Maya, całkowicie zmieniłam podejście do akcesoriów dla niemowląt. Żadnych wiaderek. Żadnych skoczków. Żadnych migających światełek. Tylko podłoga. Bezpieczna, nieco nudna dla dorosłych podłoga.
Zaczęliśmy od stojaka edukacyjnego Nature Play Gym z elementami botanicznymi od Kianao. Szczerze mówiąc, to absolutnie moja ulubiona rzecz, jaką dla niej kupiliśmy, a nie mówię tego ot tak, bo jestem chronicznie sceptycznie nastawiona do produktów dla dzieci, które twierdzą, że są „rozwojowe”. Pamiętam, jak rozkładałam go w kącie naszej kuchni, mając na sobie za duży szary sweter, który pachniał ulanym mlekiem, podczas gdy Dave przypalał tosty, a ja po prostu położyłam Mayę pod nim na pikowanym kocyku.
W przeciwieństwie do tego plastikowego potwora, którego mieliśmy dla Leo, ten drewniany łuk po prostu delikatnie nad nią górował. Ma te piękne drewniane zawieszki w kształcie liści i zwisające, szydełkowane elementy. Przez pierwszy tydzień Maya po prostu tam leżała i wpatrywała się w liście, oddychając ciężko w ten dziwny sposób, w jaki robią to niemowlęta, kiedy się koncentrują. Potem zaczęła w nie niezdarnie uderzać. A w końcu zorientowała się, jak złapać to małe, drewniane kółko. Zabawka nie zmuszała jej do siadania ani stania, zanim jej maleńki kręgosłup był na to gotowy. Mogła całkowicie wyciągnąć nóżki, kręcić biodrami, uprawiać całą tę dziwną niemowlęcą jogę, którą naturalnie wykonują na plecach.
Drewno było po prostu... spokojne. Żadnych baterii. Żadnej rzępolącej wiejskiej muzyczki. Tylko delikatny, naturalny stukot drewna, gdy udało jej się w nie pacnąć swoimi pulchnymi małymi piąstkami. Wydawało się to takie właściwe.
Jeśli jesteś teraz w ciąży lub toniesz w głośnym plastiku i chcesz sprawdzić piękne zestawy bez baterii, które nie przyprawią cię o pulsującą migrenę, to w wolnej chwili powinnaś przejrzeć kolekcję stojaków edukacyjnych Kianao.
Rzeczy, które były po prostu w porządku
A teraz, ponieważ jestem patologicznie szczera i odmawiam brzmienia jak katalog reklamowy, muszę wam powiedzieć, że nie każda naturalna zabawka to magiczny jednorożec rozwojowej perfekcji. Dostaliśmy również zestaw miękkich klocków Gentle Baby Building Block Set.

I wiecie, są w porządku? To po prostu miękkie gumowe klocki. Ich pastelowe kolory makaroników są tak naprawdę bardzo ładne, nie mają BPA ani tego całego toksycznego syfu, o który się martwisz, gdy twoje dziecko nieuchronnie wkłada wszystko do buzi.
Ale szczerze mówiąc, Maya głównie je przeżuwała jak dziki szczeniak, a Leo (który miał wtedy trzy lata) używał ich do budowania dziwnych, małych wież, które następnie dramatycznie przewracał kopniakiem, krzycząc przy tym wniebogłosy. Są niesamowicie bezpieczne, gdy nadepnie się na nie o 2:00 w nocy w ciemności – co jest OGROMNYM postępem w stosunku do twardych plastikowych klocków, które przypominają wdepnięcie na dosłowną minę – ale jako główna część jej codziennej strefy aktywności? Takie sobie. Większość czasu spędziły pod kanapą, obok kłębków kurzu. Prawdopodobnie w końcu będziesz potrzebować jakichś klocków, ale te nie zmienią fundamentalnie twojego życia.
Gdybym miała to wszystko powtórzyć lub gdybym kupowała prezent na baby shower mojej siostry w przyszłym miesiącu, pominęłabym klocki i prawdopodobnie spojrzała na stojak edukacyjny z drewnianymi zwierzątkami (Wooden Animals Play Gym Set). Siostra Dave'a dostała dokładnie ten model dla swojego synka i jest to w zasadzie ta sama genialna koncepcja co nasz zestaw botaniczny, tylko z gładko wyrzeźbionymi słoniami i ptaszkami, które mają idealną wagę dla małych rączek. Na żywo wygląda oszałamiająco.
Rzeczywistość rotacji zabawek i pozwalania dzieciom na nudę
Absolutnie najtrudniejszą rzeczą w całej tej podłogowej filozofii nie jest wcale jej przygotowanie. Chodzi o zrobienie kroku w tył i trzymanie języka za zębami.
W plastikowym skoczku to zabawka zabawiała dziecko. Zabawka odwalała całą robotę. Z prawdziwym naturalnym centrum aktywności na podłodze, dziecko musi zabawiać się samo. A czasami Maya po prostu tam leżała i nie robiła kompletnie nic. Początkowo mój mózg nowoczesnego rodzica wpadł w panikę. Pomyślałam: o Boże, nudzi się, jej mózg się nie rozwija, muszę potrząsać jej przed twarzą grzechotką! Muszę ją stymulować!
Ale potem piłam więcej kawy, fizycznie powstrzymywałam swoje ręce i zmuszałam się, żeby po prostu ją obserwować. Wcale się nie nudziła. Patrzyła, jak cień rolet przesuwa się po suficie. Intensywnie studiowała własne knykcie, by dowiedzieć się, jak działają jej dłonie. Dzięki usunięciu wszystkich tych głośnych, migających śmieci, jej rzeczywiste otoczenie stało się dla niej niezwykle interesujące. Utrzymaliśmy jej przestrzeń do zabawy w superminimalistycznym stylu. Tylko drewniany stojak edukacyjny, może miękka piłeczka z teksturą i tanie akrylowe lusterko oparte o listwę przypodłogową.
Jeśli nadal więzisz swoje dziecko w plastikowym spodku, żeby móc wypić poranną kawę lub opróżnić zmywarkę bez czyjegoś płaczu, BŁAGAM, nie czuj się winna. Dosłownie wszyscy to robimy, ponieważ rodzicielstwo jest wyczerpujące i czasami po prostu trzeba przetrwać do drzemki. Rozumiem to. Naprawdę. Ale jeśli jesteś gotowa, by oczyścić miejsce na dywanie, wziąć prosty drewniany łuk i pozwolić maluchom dowiedzieć się, jak działają ich własne kończyny, podczas gdy ty będziesz siedzieć na kanapie, jest to tak niewiarygodnie tego warte.
Gotowa na stworzenie przestrzeni do zabawy, która nie przebodźcuje twojego dziecka (ani ciebie)? Kup zrównoważone zabawki rozwojowe Kianao tutaj i odzyskaj swój salon.
Szczere do bólu odpowiedzi na wasze pytania
Czy drewniany stojak edukacyjny jest naprawdę lepszy od plastikowego?
Z mojego doświadczenia – o jasna cholera, tak. Myślę, że największą różnicą jest rodzaj bodźców sensorycznych, jakie otrzymują. Drewno jest ciężkie i ciepłe, a kiedy jego elementy uderzają o siebie, wydają przyjemny, organiczny dźwięk. Plastik jest lekki, zimny i zwykle dołączona jest do niego elektroniczna ścieżka dźwiękowa, która sprawi, że będziesz chciała wyrwać sobie włosy z głowy. Co więcej, te drewniane nie przytłaczają ich rozwijającego się układu nerwowego. Kiedy Maya była pod swoim drewnianym stojakiem, była spokojna. Kiedy Leo był w swoim plastikowym skoczku, był pobudzony do granic możliwości. To zupełnie inna bajka.
Kiedy powinnam zacząć kłaść dziecko pod stojakiem edukacyjnym?
Zaczęłam kłaść Mayę pod nim, gdy miała około dwóch miesięcy. Oczywiście, po nic jeszcze nie sięgała, ale uwielbiała po prostu patrzeć na zwisające nad nią kontrastujące kształty. Kiedy miała trzy, cztery miesiące, zaczęła wykonywać te przezabawne, nerwowe ruchy rączkami, próbując uderzać w liście. Po prostu kładź tam dziecko na kilka minut dziennie, pijąc kawę, i zobacz, co się stanie. Jeśli płacze, podnieś je i spróbuj ponownie następnego dnia.
Jak mam zająć dziecko na podłodze bez migających światełek?
Dosłownie wcale nie musisz! Dla mnie to była najtrudniejsza lekcja do odrobienia. Wydaje nam się, że dzieci muszą być zabawiane, jakby były w cyrku, ale dla cztero-miesięczniaka obracające się na sznurku drewniane kółko to istna magia. Daj im tylko jedną lub dwie proste rzeczy do oglądania albo dotykania. Niech gapią się na wentylator na suficie. Niech żują własne palce u stóp. To wszystko jest nauką.
Czy jest już za późno na zmianę, jeśli moje dziecko jest już przyzwyczajone do głośnych zabawek?
Nie. Szczerze mówiąc, przyzwyczajenie się do ciszy może zająć im kilka dni. Jeśli są przyzwyczajeni do bycia biernymi konsumentami krzykliwej rozrywki, mogą trochę marudzić, kiedy po raz pierwszy położysz ich na podłodze z samym drewnianym stojakiem. Bądź tylko konsekwentna. Obiecuję, że w końcu zdadzą sobie sprawę, że mają dłonie i stopy, i zaczną eksplorować. Musisz tylko znieść odrobinę narzekania podczas fazy detoksu.
Czy muszę teraz wszystko kupować w kolorze beżowym?
O Boże, nie. Nienawidzę pomysłu, że aby być „dobrym” rodzicem, twój dom musi wyglądać jak niepomalowana fabryka owsianki. Jak najbardziej możesz mieć trochę koloru! Kianao ma piękny tęczowy stojak edukacyjny o delikatnych barwach, możesz też podłożyć im pod spód jaskrawe, bawełniane, organiczne kocyki. Celem nie jest wygnanie z domu koloru, tylko usunięcie tego przytłaczającego, napędzanego bateriami plastikowego syfu, który wykonuje całą zabawę ZA nich.





Udostępnij:
Zimowy poradnik przetrwania: Kombinezony niemowlęce dla zmęczonych rodziców
Mój wielki kryzys przez modę na przykrótkie koszulki